Jest nowy blog! Zapraszam:)
http://to-sie-okaze.blogspot.com/?m=1
czwartek, 1 października 2015
czwartek, 24 września 2015
Nowe opowiadanie, nowy blog!
Hejka! Wymyśliłam już tytuł nowego opowiadania jak i jego przebieg, tak mniej więcej. Opowiadanie pod tytułem"To się okaże.." będzie opowiadać o przeciętnej nastolatce, którą sytuacja zmusiła do zmienienia szkoły, jak i miasta.. Wszystko sie zmienia, dziewczyna odzyskuję wiarę w siebie dzięki pewnej osobie, która w rzeczywistość okaże się zwykłym draniem.. Dziewczyna jest na skraju załamania, jednak pojawia sie pewien chłopak, który z całych sił stara się najbardziej jak potrafi pomoc załamanej dziewczynie..
Opowiadanie będzie na innym blogu, którego jeszcze nie dokończyłam, także link do bloga dostaniecie za jakiś czas. Mam nadzieję, że krótkie streszczenie opowiadania zachęci Was do czytania ;p
Pozdrawiam :)
Opowiadanie będzie na innym blogu, którego jeszcze nie dokończyłam, także link do bloga dostaniecie za jakiś czas. Mam nadzieję, że krótkie streszczenie opowiadania zachęci Was do czytania ;p
Pozdrawiam :)
czwartek, 17 września 2015
Zakończenie
-Emily-przeciąga Zayn-nie śpij.
Od jakiegoś czasu chłopak prowadzi ze sobą zawzięty monolog..
-No.. wstawaj-wbija mi palca w żebro.
Nic nie mówiąc, odwracam się na brzuch i znów próbuję spać.
Cisza. Może sobie poszedł?
Nie. Czuję na sobie jego ciężar.
-Złaź ze mnie-mamroczę-grubas. Połamiesz mnie.
Chłopak śmieje się.
-Wstawaj. Chyba, że potrzebujesz pomocy-mówi nadal na mnie leżąc.
Po jakimś czasie udaje mi się go z siebie zrzucić. Chłopak spada, a ja obracam się na bok. Po chwili czuję jego palec, który wbija w mój policzek. Ten facet jest nieznośny.
-Nudzi mi się, wstań już-marudzi.
-Nie.
-Czyli potrzebujesz mojej pomocy? Dobra.
Chłopak bierze mnie na ręce, a ja nadal nie otwieram oczu. Mulat stawia mnie na ziemię.
-Dlaczego nie mogę spać?-jęczę.
-Mam trzy powody-uśmiecha się.
-Okej. Dawaj.
Oby były ważne, naprawdę chce mi się spać.
-To tak. Po pierwsze-zaczyna wyliczać, pokazuje jeden palec-nudziło mi się. Po drugie-pokazuje drugi palec-jest już dość późno-mówi, a moje plany morderstwa się nie zmieniają, pokazuje trzeci palec-a po trzecie miałaś iść zapisać Rose do szkoły. Wakacje zaraz się kończą.
-Okej. Mogę to zrobić wieczorem. Dobranoc-mówię i odwracam się w stronę łóżka, jednak Zayn przyciąga mnie do siebie.
-Nie. Teraz zjemy śniadanie.
-A co dobrego przygotowałeś?
-Jak ruszysz się z tego łóżka to zobaczysz-śmieje się.
-Dobra.-ziewam.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Wiem, że jedzeniem namówię ją do wszystkiego. Tyle je, a jest tak chuda..
Wchodzimy do kuchni, dziewczyna siada przy małym stole, a ja podaję jej talerz z kanapkami. Nie miałem pomysłu na coś kreatywnego.
-Ja mam się tym najeść?-pyta biorąc do ręki jedną kanapkę.
-Przecież jest tego dużo-śmieję się.
-Może dla Ciebie. Zrób mi jeszcze kilka-uśmiecha się-prooszę.
-Jesteś niemożliwa
-A muszę?-Rose łapie Emily za rękę.
-Tak.
-Ale dlaczego? Ty nie chodzisz do szkoły-oburza się.
-Bo już ją skończyłam. Wiesz ile lat chodziłam do szkoły? 12!-krzyczy.
-12? O matulu.. Ja nie chcę tyle. Mi wystarczy tylko jeden lat.
-Mówi się jeden rok-poprawia ją siostra.
-Jesteś dzisiaj nieznośna-wtrącam się.
-Obudziłeś mnie-oznajmia na co wybucham śmiechem.
-I to jeszcze moja wina?
-Tak.
-Już chyba będę grzeczny-próbuję powstrzymać śmiech.
PERSPEKTYWA EMILY
Kiedy wracamy do apartamentu, idę do kuchni, żeby zrobić obiad. Muszę sobie kupić jakąś książkę kucharską. Nie potrafię gotować wielu dań.
Po zrobieniu upy pomidorowej, nakrywam do stołu. Od kiedy tu mieszkamy wszystko robię ja. To robi się męczące.
-Obiad!-wołam stawiając ostatnią miskę na stole.
Do kuchni wchodzi Zayn, a Rose siedzi mu na barana. Uroczy widok.
-Pomidorowa!-krzyczy Rose i wskakuje na krzesło.
-Smacznego-uśmiecham się i zaczynam jeść.
*KILKA DNI PÓŹNIEJ*
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Między nami chyba wszystko wróciło do normy.
W sobotę mamy pierwszy koncert po przerwie. Dziś jest czwartek, więc jutro jest wyjątkowy dzień. Zamierzam oświadczyć się Emily, i zrobię to.
-Halo! Zayn, wracaj do nas-Niall macha mi ręką przed nosem.
-Hm?
-Jutro o 16 jest próba, pamiętasz?
O cholera.
-Tak. Jasne-mój głos nie brzmi wiarygodnie, jednak blondyn tego nie zauważył.
Po omówieniu paru rzeczy z chłopakami, wracam do apartamentu. Mieszkanie jest puste. Idę do kuchni w celu zrobienia obiadu. Na stole zauważam kartkę.
"Jestem z Rose na placu zabaw. Będziemy koło 16.
Emily x"
Kładę ją z powrotem na stół. Mam niecałe dwie godziny.
-A co tu tak ładnie pachnie?-słyszę Emily-cześć-uśmiecha się i muska moje usta swoimi.
-Kurczak
-Mmm
Podchodzę do piekarnika i wyjmuję z niego danie. Na każdy talerz nakładam kurczaka z ryżem i ozdabiam listkami, bla, bla. Wygląda nieźle.
-Smacznego-siadam do stołu
-Dziękuję-Rose bierze do ręki mięso.
Po co jeść widelcem? Tak jest łatwiej.
-A z jakiej okazji?
-Tak po prostu. Lubię spędzać tak czas z Tobą. Tylko Ty i ja.
-Brzmi kusząco-uśmiecha się.
-To jak?
-O której?
-19?
-Świetnie
-Okej
Dziewczyna zaczyna się śmiać.
-Co?
-Nic. Masz ładną fryzurę-uśmiecha się szeroko.
Przeczesuję palcami włosy. O co chodzi?
-Tak też jest ładnie
-To dobrze-śmieję się.
***
-Zayn, jesteś nieobecny. Jak tak dalej pójdzie to do północy nie skończymy.
-Przepraszam-wzdycham.
-Nie przepraszaj, tylko się ogarnij. Zgodzi się-Harry posyła mi uśmiech.
Odpowiadam mu tym samym i zabieram się do pracy.
-Dobra, chłopaki ja idę. Dochodzi 19.
-Jasne. My jeszcze poćwiczymy
-Powodzenia!-krzyczą prawie równo, kiedy przekraczam próg.
Uśmiecham się i idę w kierunku restauracji.
PERSPEKTYWA EMILY
Mam jeszcze 5 minut, więc powoli idę do restauracji. Zatrzymuję się na przejściu, a kiedy zaświeca się zielony ludzik, ruszam na drugą stronę ulicy. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Cieszę się, że między mną a Zaynem jest już dobrze. Brakowało mi tego. Moje rozmyślenia przerywa samochód, który z dużą prędkością uderza o moje ciało. Słyszę pisk opon, widzę rozmazany obraz, a po chwili nic.. tylko ciemność. Jednak po chwili widzę uśmiech Malika, swój, wszystkie wylane łzy.. Ale teraz to ona zostanie całkiem sama. Sama jak palec..
Ciemność.. i znów ta przerażająca ciemność
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Jest już po 19, a Emily nie ma. Wyjmuję z kieszeni telefon i dzwonię do niej. Jeden sygnał, drugi, trzeci.. nic.
48 i ostatnia próba..
Nic.
Wstaję z miejsca i jadę szukać blondynki.
PERSPEKTYWA HARRY'EGO
Przechodząc obok restauracji, w której obecnie Zayn oświadcza się Emily, mimowolnie się uśmiecham. Idę na przejście, a uśmiech z mojej twarzy natychmiast znika. Podbiegam do dziewczyny.. Emily! Przez moment stoję na środku drogi. Po jakimś czasie wyjmuję telefon i dzwonię po karetkę, a następnie do Zayn'a.
-Zayn..
-Harry, nie mogę teraz. Nie wiem gdzie jest Em-mówi szybko.
-Ja wiem-w moich oczach zbierają się łzy, przez co obraz przed oczami mam zamazany.
-Gdzie?
-Tutaj.. Boże, Zayn! Ona nie.. Ona-w tym momencie zaczynam płakać.
Niech ta karetka się pośpieszy.
-Harry! Gdzie Ty jesteś?
-Na tym przejściu obok restauracji. Szybko...
Rozłączył się.
Kucam obok dziewczyny i sprawdzam jej tętno. Coś czuję, ale to chyba moje..
Biorę blondynkę na ręce i przenoszę ją na ławkę.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Zatrzymuję się tam gdzie wcześniej i wysiadam z samochodu. Rozglądam się, a po chwili mój wzrok zatrzymuje się na bujnych lokach. Szybko biegnę w stronę przyjaciela.
-O Boże! Emily, słyszysz mnie?
Jej sukienka zamiast biała, jest teraz czerwona.
Matko Boska..
-Jak mogłeś jej nie zauważyć?-Harry płacze?
-Nie wiem.. Nie jechałem tędy.. Ja.. O Boże, Em..
Siedzę na tym niewygodnym krześle od czterech godzin, jak nie więcej. Za chwilę dostanę zajoba. Niech ona z tego wyjdzie, błagam..
Zrywam się z miejsca, przewracając to jebane krzesełko, kiedy widzę lekarza.
-Myśleliśmy, że zapadnie w śpiączkę..
Żyje? Błagam..
-Jednak jej mózg i serce przestały pracować.. Przykro mi
Klepie mnie po ramieniu i odchodzi.
Co kurwa? Ona nie żyje? Moja Emily umarła? Nie. To tylko jebany sen, z którego za chwilę ta piękna blondynka mnie obudzi.
Łzy pchają mi się do oczu, przez co biegnąc do jej sali, wpadam na ścianę. Kurwa. Wchodzę do niej.. Leży na łóżku, wygląda, jakby spała.. Obok niej leży jakaś kartka.. Nie, to zdjęcie..
Kiedy to napisała?
Emily, wracaj..
***
Odszedłem z zespołu. Nie jestem w stanie śpiewać.
Trzy ostatnie miesiące spędziłem w Polsce. Chciałem pobyć sam. Nie chciałem słuchać tych wszystkich "Przykro mi"; "Znajdziesz inną"; "Będzie dobrze".
Nie. Nic kurwa nie będzie dobrze. Nie będzie dobrze bez niej..
Była lekiem na zło, smutek, bezsenność, na wszystko. Dosłownie. Bez wyjątku. Minęło już prawie pół roku. Dopiero od jakiegoś miesiąca w miarę normalnie funkcjonuję. Nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Nie potrafię pogodzić się, z tym, że już nigdy nie zobaczę jej pięknego uśmiechu, nie usłyszę, jak marudzi, że nie ma się w co ubrać, nie będę budzić się wtulony w jej małe ciało..
Nie zobaczę już jej, ale na zawsze pozostanie w moim sercu. Mimo wszystko wiem, że patrzy na mnie tam, z góry i czuwa nade mną. Wiem to.
Jest mały promyk nadziei, że jakoś się poukłada. Że skończy się ten koszmar.
Tak myślałem.. do momentu, w którym do mieszkanie wszedł Harry trzaskając drzwiami.
Myliłem się.
Koszmar dopiero się zaczyna..
A morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany,
zawsze odchodzi ktoś, kogo kochamy..
_______________________________________
Tak oto opowiadanie Love Life dobiegło końca!
Jeśli chodzi o zdjęcie, bo możecie nie zrozumieć, co tam pisze:
"Przepraszam,
nie dotrzymałam danej Ci
obietnicy..
Na zawsze Twoja,
Emily."
A jeżeli nie rozumiecie zakończenia, bo macie do tego prawo :D to na początku opowiadania Harry rozmawiał z Zaynem i powiedział mu, że jeśli coś jej zrobi to zabije go własnymi rękami. I pomimo, że Zayn w niczym nie zawinił, Harry nie może się z tym pogodzić. Emily była chyba jedyną prawdziwą miłością Harry'ego, o czym-jak myślał-nikt nie wiedział.
Także jeżeli opowiadanie się podobało, zostaw komentarz :)
Za jakiś czas pojawi się post dotyczący nowego opowiadania ;p
Mam nadzieje, że opowiadanie się spodobało. Włożyłam w to wiele wysiłku i czasu :):)
Do następnego! ^^
Od jakiegoś czasu chłopak prowadzi ze sobą zawzięty monolog..
-No.. wstawaj-wbija mi palca w żebro.
Nic nie mówiąc, odwracam się na brzuch i znów próbuję spać.
Cisza. Może sobie poszedł?
Nie. Czuję na sobie jego ciężar.
-Złaź ze mnie-mamroczę-grubas. Połamiesz mnie.
Chłopak śmieje się.
-Wstawaj. Chyba, że potrzebujesz pomocy-mówi nadal na mnie leżąc.
Po jakimś czasie udaje mi się go z siebie zrzucić. Chłopak spada, a ja obracam się na bok. Po chwili czuję jego palec, który wbija w mój policzek. Ten facet jest nieznośny.
-Nudzi mi się, wstań już-marudzi.
-Nie.
-Czyli potrzebujesz mojej pomocy? Dobra.
Chłopak bierze mnie na ręce, a ja nadal nie otwieram oczu. Mulat stawia mnie na ziemię.
-Dlaczego nie mogę spać?-jęczę.
-Mam trzy powody-uśmiecha się.
-Okej. Dawaj.
Oby były ważne, naprawdę chce mi się spać.
-To tak. Po pierwsze-zaczyna wyliczać, pokazuje jeden palec-nudziło mi się. Po drugie-pokazuje drugi palec-jest już dość późno-mówi, a moje plany morderstwa się nie zmieniają, pokazuje trzeci palec-a po trzecie miałaś iść zapisać Rose do szkoły. Wakacje zaraz się kończą.
-Okej. Mogę to zrobić wieczorem. Dobranoc-mówię i odwracam się w stronę łóżka, jednak Zayn przyciąga mnie do siebie.
-Nie. Teraz zjemy śniadanie.
-A co dobrego przygotowałeś?
-Jak ruszysz się z tego łóżka to zobaczysz-śmieje się.
-Dobra.-ziewam.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Wiem, że jedzeniem namówię ją do wszystkiego. Tyle je, a jest tak chuda..
Wchodzimy do kuchni, dziewczyna siada przy małym stole, a ja podaję jej talerz z kanapkami. Nie miałem pomysłu na coś kreatywnego.
-Ja mam się tym najeść?-pyta biorąc do ręki jedną kanapkę.
-Przecież jest tego dużo-śmieję się.
-Może dla Ciebie. Zrób mi jeszcze kilka-uśmiecha się-prooszę.
-Jesteś niemożliwa
-A muszę?-Rose łapie Emily za rękę.
-Tak.
-Ale dlaczego? Ty nie chodzisz do szkoły-oburza się.
-Bo już ją skończyłam. Wiesz ile lat chodziłam do szkoły? 12!-krzyczy.
-12? O matulu.. Ja nie chcę tyle. Mi wystarczy tylko jeden lat.
-Mówi się jeden rok-poprawia ją siostra.
-Jesteś dzisiaj nieznośna-wtrącam się.
-Obudziłeś mnie-oznajmia na co wybucham śmiechem.
-I to jeszcze moja wina?
-Tak.
-Już chyba będę grzeczny-próbuję powstrzymać śmiech.
PERSPEKTYWA EMILY
Kiedy wracamy do apartamentu, idę do kuchni, żeby zrobić obiad. Muszę sobie kupić jakąś książkę kucharską. Nie potrafię gotować wielu dań.
Po zrobieniu upy pomidorowej, nakrywam do stołu. Od kiedy tu mieszkamy wszystko robię ja. To robi się męczące.
-Obiad!-wołam stawiając ostatnią miskę na stole.
Do kuchni wchodzi Zayn, a Rose siedzi mu na barana. Uroczy widok.
-Pomidorowa!-krzyczy Rose i wskakuje na krzesło.
-Smacznego-uśmiecham się i zaczynam jeść.
*KILKA DNI PÓŹNIEJ*
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Między nami chyba wszystko wróciło do normy.
W sobotę mamy pierwszy koncert po przerwie. Dziś jest czwartek, więc jutro jest wyjątkowy dzień. Zamierzam oświadczyć się Emily, i zrobię to.
-Halo! Zayn, wracaj do nas-Niall macha mi ręką przed nosem.
-Hm?
-Jutro o 16 jest próba, pamiętasz?
O cholera.
-Tak. Jasne-mój głos nie brzmi wiarygodnie, jednak blondyn tego nie zauważył.
Po omówieniu paru rzeczy z chłopakami, wracam do apartamentu. Mieszkanie jest puste. Idę do kuchni w celu zrobienia obiadu. Na stole zauważam kartkę.
"Jestem z Rose na placu zabaw. Będziemy koło 16.
Emily x"
Kładę ją z powrotem na stół. Mam niecałe dwie godziny.
-A co tu tak ładnie pachnie?-słyszę Emily-cześć-uśmiecha się i muska moje usta swoimi.
-Kurczak
-Mmm
Podchodzę do piekarnika i wyjmuję z niego danie. Na każdy talerz nakładam kurczaka z ryżem i ozdabiam listkami, bla, bla. Wygląda nieźle.
-Smacznego-siadam do stołu
-Dziękuję-Rose bierze do ręki mięso.
Po co jeść widelcem? Tak jest łatwiej.
-A z jakiej okazji?
-Tak po prostu. Lubię spędzać tak czas z Tobą. Tylko Ty i ja.
-Brzmi kusząco-uśmiecha się.
-To jak?
-O której?
-19?
-Świetnie
-Okej
Dziewczyna zaczyna się śmiać.
-Co?
-Nic. Masz ładną fryzurę-uśmiecha się szeroko.
Przeczesuję palcami włosy. O co chodzi?
-Tak też jest ładnie
-To dobrze-śmieję się.
***
-Zayn, jesteś nieobecny. Jak tak dalej pójdzie to do północy nie skończymy.
-Przepraszam-wzdycham.
-Nie przepraszaj, tylko się ogarnij. Zgodzi się-Harry posyła mi uśmiech.
Odpowiadam mu tym samym i zabieram się do pracy.
-Dobra, chłopaki ja idę. Dochodzi 19.
-Jasne. My jeszcze poćwiczymy
-Powodzenia!-krzyczą prawie równo, kiedy przekraczam próg.
Uśmiecham się i idę w kierunku restauracji.
PERSPEKTYWA EMILY
Mam jeszcze 5 minut, więc powoli idę do restauracji. Zatrzymuję się na przejściu, a kiedy zaświeca się zielony ludzik, ruszam na drugą stronę ulicy. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Cieszę się, że między mną a Zaynem jest już dobrze. Brakowało mi tego. Moje rozmyślenia przerywa samochód, który z dużą prędkością uderza o moje ciało. Słyszę pisk opon, widzę rozmazany obraz, a po chwili nic.. tylko ciemność. Jednak po chwili widzę uśmiech Malika, swój, wszystkie wylane łzy.. Ale teraz to ona zostanie całkiem sama. Sama jak palec..
Ciemność.. i znów ta przerażająca ciemność
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Jest już po 19, a Emily nie ma. Wyjmuję z kieszeni telefon i dzwonię do niej. Jeden sygnał, drugi, trzeci.. nic.
48 i ostatnia próba..
Nic.
Wstaję z miejsca i jadę szukać blondynki.
PERSPEKTYWA HARRY'EGO
Przechodząc obok restauracji, w której obecnie Zayn oświadcza się Emily, mimowolnie się uśmiecham. Idę na przejście, a uśmiech z mojej twarzy natychmiast znika. Podbiegam do dziewczyny.. Emily! Przez moment stoję na środku drogi. Po jakimś czasie wyjmuję telefon i dzwonię po karetkę, a następnie do Zayn'a.
-Zayn..
-Harry, nie mogę teraz. Nie wiem gdzie jest Em-mówi szybko.
-Ja wiem-w moich oczach zbierają się łzy, przez co obraz przed oczami mam zamazany.
-Gdzie?
-Tutaj.. Boże, Zayn! Ona nie.. Ona-w tym momencie zaczynam płakać.
Niech ta karetka się pośpieszy.
-Harry! Gdzie Ty jesteś?
-Na tym przejściu obok restauracji. Szybko...
Rozłączył się.
Kucam obok dziewczyny i sprawdzam jej tętno. Coś czuję, ale to chyba moje..
Biorę blondynkę na ręce i przenoszę ją na ławkę.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Zatrzymuję się tam gdzie wcześniej i wysiadam z samochodu. Rozglądam się, a po chwili mój wzrok zatrzymuje się na bujnych lokach. Szybko biegnę w stronę przyjaciela.
-O Boże! Emily, słyszysz mnie?
Jej sukienka zamiast biała, jest teraz czerwona.
Matko Boska..
-Jak mogłeś jej nie zauważyć?-Harry płacze?
-Nie wiem.. Nie jechałem tędy.. Ja.. O Boże, Em..
Siedzę na tym niewygodnym krześle od czterech godzin, jak nie więcej. Za chwilę dostanę zajoba. Niech ona z tego wyjdzie, błagam..
Zrywam się z miejsca, przewracając to jebane krzesełko, kiedy widzę lekarza.
-Myśleliśmy, że zapadnie w śpiączkę..
Żyje? Błagam..
-Jednak jej mózg i serce przestały pracować.. Przykro mi
Klepie mnie po ramieniu i odchodzi.
Co kurwa? Ona nie żyje? Moja Emily umarła? Nie. To tylko jebany sen, z którego za chwilę ta piękna blondynka mnie obudzi.
Łzy pchają mi się do oczu, przez co biegnąc do jej sali, wpadam na ścianę. Kurwa. Wchodzę do niej.. Leży na łóżku, wygląda, jakby spała.. Obok niej leży jakaś kartka.. Nie, to zdjęcie..
Kiedy to napisała?
Emily, wracaj..
***
Odszedłem z zespołu. Nie jestem w stanie śpiewać.
Trzy ostatnie miesiące spędziłem w Polsce. Chciałem pobyć sam. Nie chciałem słuchać tych wszystkich "Przykro mi"; "Znajdziesz inną"; "Będzie dobrze".
Nie. Nic kurwa nie będzie dobrze. Nie będzie dobrze bez niej..
Była lekiem na zło, smutek, bezsenność, na wszystko. Dosłownie. Bez wyjątku. Minęło już prawie pół roku. Dopiero od jakiegoś miesiąca w miarę normalnie funkcjonuję. Nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Nie potrafię pogodzić się, z tym, że już nigdy nie zobaczę jej pięknego uśmiechu, nie usłyszę, jak marudzi, że nie ma się w co ubrać, nie będę budzić się wtulony w jej małe ciało..
Nie zobaczę już jej, ale na zawsze pozostanie w moim sercu. Mimo wszystko wiem, że patrzy na mnie tam, z góry i czuwa nade mną. Wiem to.
Jest mały promyk nadziei, że jakoś się poukłada. Że skończy się ten koszmar.
Tak myślałem.. do momentu, w którym do mieszkanie wszedł Harry trzaskając drzwiami.
Myliłem się.
Koszmar dopiero się zaczyna..
KONIEC
A morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany,
zawsze odchodzi ktoś, kogo kochamy..
_______________________________________
Tak oto opowiadanie Love Life dobiegło końca!
Jeśli chodzi o zdjęcie, bo możecie nie zrozumieć, co tam pisze:
"Przepraszam,
nie dotrzymałam danej Ci
obietnicy..
Na zawsze Twoja,
Emily."
A jeżeli nie rozumiecie zakończenia, bo macie do tego prawo :D to na początku opowiadania Harry rozmawiał z Zaynem i powiedział mu, że jeśli coś jej zrobi to zabije go własnymi rękami. I pomimo, że Zayn w niczym nie zawinił, Harry nie może się z tym pogodzić. Emily była chyba jedyną prawdziwą miłością Harry'ego, o czym-jak myślał-nikt nie wiedział.
Także jeżeli opowiadanie się podobało, zostaw komentarz :)
Za jakiś czas pojawi się post dotyczący nowego opowiadania ;p
Mam nadzieje, że opowiadanie się spodobało. Włożyłam w to wiele wysiłku i czasu :):)
Do następnego! ^^
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Szkoła! 🎒
Hejka! Dziś pierwszy dzień szkoły :D Ja osobiście nie mogę uwierzyć, że wakacje się już skończyły :c No ale cóż, za 10 miesięcy powtórka z rozrywki! :D
A co do bloga.. Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Mówiłam, że może jeszcze na wakacjach, jednak się nie wyrobiłam.
Także.. cierpliwość:D
Miłej nauki! :))
A co do bloga.. Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Mówiłam, że może jeszcze na wakacjach, jednak się nie wyrobiłam.
Także.. cierpliwość:D
Miłej nauki! :))
niedziela, 23 sierpnia 2015
Rozdział 14
Budzę się obok Harry'ego. Zrywam się na równe nogi, czym budzę chłopaka. Loczek uśmiecha się.
-O Boże-patrzę na swój strój składający się tylko z koszulki-czy my..
-Tak-przytakuje.
-Nie.. Matko..-moja głowa boli jeszcze bardziej.
-Masz rację. Żartowałem. Nie, na szczęście nie-znów się uśmiecha.
-Co się wczoraj stało?
-Nie pamiętasz?
-Kompletnie nic-wzdycham.
Oby mówił prawdę, że do niczego nie doszło.
-Kiedy wróciliśmy do domu..
-My?-przerywam mu.
-My w znaczeniu wszyscy.
Wypuszczam powietrze z płuc.
-Wracając.. Zaczęłaś się do mnie dobierać.
Co? O Boże! Nigdy więcej nie pije. Nigdy. Koniec.
-Ale powstrzymałem Cię przed tym. Nie będę Cię okłamywał.. Chciałem, żeby to się stało-śmieje się z siebie-ale nie mogłem zrobić tego Tobie. Jak powiedziałem Ci, że niema takiej opcji, to nalegałaś, żebyś mogła chociaż ze mną spać, bo inaczej..
-Bo inaczej co?
-Nie wiem.. Sam już nie pamiętam. Też nie byłem trzeźwy.
-O Boże.. Dziękuję, Harry.
-Za co?-śmieje się.
-Za to, że mnie powstrzymałeś. Wiesz, że zależy mi na tym głupku. Dzięki-uśmiecham się i wracam do swojego pokoju. Zayn jeszcze śpi. Idę do łazienki i zdaję sobie sprawę, że mam na sobie koszulkę Harry'ego.
Po długim prysznicu, owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Chłopak już nie śpi. Uśmiecham się do niego.
-Dla takich widoków to ja mogę wstawać tak wcześnie-uśmiecha się do mnie.
-Jakie wcześnie, jest 9-śmieję się.
Jak to? Dziewiąta to młody ranek. Za wcześnie by wstawać. Szczególnie, że wróciliśmy o 4 rano.
Śmieję się i wyciągam z szafy koszulkę Zayn'a, po czym zakładam ją na siebie.
-Wyglądasz uroczo-opiera się na łokciu.
Nie widzę siebie, ale mogę stwierdzić, pomimo tego ile się znamy, że się rumienię.
-A Ty dalej taka wstydliwa-uśmiecha się.
Mój ból głowy staję się coraz mocniejszy. To już trzeci dzień z rzędu. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Nie chcę znów wylądować w szpitalu.
-Emily, wszystko okej?
-Nie, już trzeci dzień z rzędu strasznie napierdziela mi głowa.-mówię.
-Może pójdziemy do lekarza? Ostatnio jak to zlekceważyłaś, nie było wesoło.
-Okej-ma rację.
Od lekarza dowiaduję się, że ból jest spowodowany stresem. Dziękuję mu i wychodzę z gabinetu, po czym powtarzam Malikowi słowa doktora.
-Spróbuj mi się denerwować, a zamknę Cię w ciemnym pokoju-śmieje się, kiedy wychodzimy z przychodni.
-Brzmi groźnie. Chyba będę grzeczna-również się śmieję.
-I co? Jesteś chora?-Rose podbiega do mnie, kiedy wchodzimy do domu.
-Nie-uśmiecham się i biorę małą na ręce.
-Emily, mogę Cię gdzieś zabrać?-do pokoju wchodzi Zayn.
-Możesz. I tak mi się nudzi-wstaję z łóżka-daj mi 10 minut.
Biorę z szafy czyste ubrania i idę do łazienki. Ubieram wcześniej przygotowane ciuchy, a włosy wiążę w niedbałego koka.
-Idziemy?
-Pewnie
Chłopak, jak na dżentelmena przystało, otwiera mi drzwi od samochodu, a następnie zajmuje miejsce kierowcy. Zapinam pasy, a Zayn odpala silnik. Po niecałych 5 minutach chłopak zatrzymuje się pod dużym blokiem.
-To mieszkanie o którym mówiłaś.. to już je wynajęłaś?
-Nie, jeszcze nie.
-Świetnie. Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Jedziemy windą na odpowiednie piętro.
-Gdzie my idziemy?-pytam w końcu.
-Chodź-mówi tylko i po przekręceniu klucza w zamku, otwiera drzwi.
-Czyje to mieszkanie?-pytam wchodząc do środka.
Jest bardzo ładnie urządzone.
Kuchnia jest biała, salon fioletowo czarny i mimo ciemnych kolorów, pomieszczenie wcale nie jest takie ciemne.
-Moje-odpowiada, a ja wchodzę do sypialni.
Jest cudowna. Idealna. Duże, dwuosobowe łóżko stoi na środku pokoju, a na nim mnóstwo poduszek, ściany są jasne.
-Twoje? Po co Ci mieszkanie, skoro macie taki wielki dom?-wychodzę z sypialni i idę do łazienki.
Nie jest mała, ani duża. Jest w sam raz. W jednym z rogów stoi wanna, w drugim prysznic, obok którego umieszczony jest kran z szafką. Pomieszczenie jest biało-czarne.
-Sam nie wiem. Było dużo momentów, kiedy musiałem pobyć sam..
-I dlaczego mi to pokazujesz?
-Myślałem, że Ci się spodoba.. I mogłabyś zamieszkać właśnie tutaj-uśmiecha się słodko.
Uwielbiam ten uśmiech.
-Mieszkanie jest cudowne. Naprawdę mogłabym tutaj mieszkać?
Już się rozmyśliłam. Chcę mieszkać z nim.
-Pewnie. Choć wiesz, że wcale nie chcę, żebyś tu mieszkała.
-Dziękuję-mówię i bez zastanowienia wpijam się w usta chłopaka. Po chwili Mulat oddaje pocałunek.
-Nie ma za co-uśmiecha się-nie widziałaś jeszcze jednego pokoju.
-Jakiego?
-Właściwie to nie wiem po co mi dwa, ale jest-mówi, po czym przez salon wchodzimy do małego pokoiku. Stoi w nim łóżko, komoda, stolik z lustrem i inne dodatki.
-Ładny-uśmiecham się.
Ten pokój będzie idealny dla Rose.
-To kiedy się wprowadzasz?-pyta, w jego oczach widać smutek.
-Nie wiem
-Błagam, powiedz, że nigdy-przytula mnie-nie opuszczaj mnie.
-Nie opuszczam Cię. Ja.. ja po prostu potrzebuję czasu-odwzajemniam uścisk.
-Wprowadzaj się jak najszybciej i jak najszybciej wracaj-mówi wkładając klucze do mojej ręki.
-To może w ogóle nie będę się wprowadzać?-żartuję.
-Byłoby wtedy super-śmieje się cicho.
-Nie chcę Cię opuszczać. Zamieszkaj tutaj ze mną-mówię i w tym samym momencie walę sobie w czoło. Jestem głupia. Nie trzeba było w ogóle mówić o przeprowadzce.
-Masz wszystko?-pytam Rose.
-Tak. Chyba tak-posyła mi uśmiech i wsiada do auta.
Zajmuję miejsce kierowcy i jadę w kierunku mieszkania.
Kiedy gaszę auto, wchodzimy do budynku. Windą wjeżdżamy na trzecie piętro i wchodzimy do apartamentu.
-Gdzie będę spać?-pyta, kiedy wychodzi z mojego pokoju.
-Chodź, pokaże Ci.
Jej pokój będzie jej światem. Drzwi są dobrze "schowane". Nawet ja ich za pierwszym razem nie zauważyłam.
-Ale super!-krzyczy i opada na łóżko.
-Przyniosę Ci walizki-oznajmiam, po czym idę po bagaże siostry.
***
-Jesteś pewna?-pyta chłopak.
-Tak. Już prawie tydzień mieszkam sama z Rose. Robi się nudno. A najbardziej brakuje tam Ciebie-uśmiecham się lekko.
Chłopak również się uśmiecha, bierze swoje walizki i idziemy do samochodu.
-Za niecałe dwa tygodnie wracamy do koncertów-mówi odpalając silnik.
-Widzisz.. Teraz to Ty mnie opuszczasz.
Jest mi naprawdę smutno z tego powodu. Gdyby nie był znany może byłoby łatwiej. Ale.. wtedy nie dowiedziałabym się o zdradzie. A przypuszczam, że nie powiedziałby mi tego sam. A zaufanie w związku to podstawa, prawda? W takim razie jak mam mu ufać, skoro nie mówi mi wszystkiego?
Może i nie jest najlepiej, ale na razie to musi mi wystarczyć.
-Emily, kiedy jedziemy do koni?-Rose siada obok mnie na kanapie.
-Jak chcesz, możemy jechać teraz.
-Taak!-klaszcze.
-Okej. To zbieraj się
-A nie mogę na duziego?-pyta, kiedy prowadzę w jej stronę kucyka.
-Jesteś za mała na dużego-śmieję się.
-Szkoda-smuci się, ale bierze ode mnie konia.
Wsiada na niego i powoli jeździ dookoła.
-O, Samantha!-wołam, kiedy widzę dziewczynę-mogłabyś ją przypilnować?
-Jasne-posyła mi uśmiech i podchodzi do Rose.
Wchodzę do stajni i idę do boksu Darly. Łapię ją za kantar i próbuję wyprowadzić z boksu. Ta jednak tylko rży i odsuwa się na koniec boksu. Nie rozumiem jej zachowania.
Kiedy weterynarz opuszcza stadninę, nie mogę się ruszyć.
Moja kochana Darla umiera.
Dlaczego tyle ludzi.. i koń zostawia mnie? Może to wydawać się głupie, ale naprawdę przywiązałam się do tego konia.
Daję wszystkim koniom jeść, dziękuję Samancie za popilnowanie siostry i wracamy do domu. Kiedy wchodzimy do mieszkania, Rose biegnie do łazienki, a ja idę do kuchni.
-Gdzie byłaś?-pyta Zayn wkładając talerz do zmywarki.
-W stadninie z Rose-odpowiadam i siadam na krześle.
-Już mam czyste rączki-siostra podchodzi do mnie i pokazuje dłonie.
-Super-wymuszam uśmiech.
-Ejj, co jest?-Mulat podchodzi do mnie.
-Darla umiera-mówi za mnie Rose.
-Kto umiera?-na jego czole pojawia się mała zmarszczka.
-Darla. To koń Emily. Ten bialutki
-Dobra. To nieistotne-przerywam im-co dzisiaj robimy?
-Może obejrzymy jakiś film?
-Okej
Włączamy film, ale gdyby ktoś nas zapytał o czym jest.. nie uzyska odpowiedzi. Nawet nie pamiętam tytułu. Siedzimy na podłodze.. w sumie to tylko ja siedzę, i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
-Zapomniałem.. Jutro jedziemy nad jezioro. Jedziecie, prawda?
-Taak!-Rose podskakuje-alee.. musisz mi Emily kupić strój, mój jest już mały-uśmiecha się słodko.
Tak więc wyłączamy telewizor i idziemy do galerii.
-Zadowolona?-pytam siostrę, kiedy wychodzimy ze sklepu, w którym kupiłam jej strój, nowe sandałki, kapelusz i okulary
-Tak. Dziękuję-łapie mnie za jedną rękę, a Zayn'a za drugą.
PERSPEKTYWA ZAY'A
Po wspólnej kolacji idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się wracam do pokoju i kładę się.
-Zasnęła-Emily kładzie się obok mnie.
Uśmiecham się do siebie i obejmuję dziewczynę.
Znów mam ją w swoich ramionach.
Znów mam w ramionach cały mój świat.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________
Cześć! Tak jak mówiłam, jeszcze w tym tygodniu zdążyłam z rozdziałem 14! :D Mam nadzieję, że się podoba :) Rozdziałów będzie już naprawdę niewiele.. 10 to maksimum.
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze na wakacjach, ale nic nie obiecuję:D
Do następnego :):)
-O Boże-patrzę na swój strój składający się tylko z koszulki-czy my..
-Tak-przytakuje.
-Nie.. Matko..-moja głowa boli jeszcze bardziej.
-Masz rację. Żartowałem. Nie, na szczęście nie-znów się uśmiecha.
-Co się wczoraj stało?
-Nie pamiętasz?
-Kompletnie nic-wzdycham.
Oby mówił prawdę, że do niczego nie doszło.
-Kiedy wróciliśmy do domu..
-My?-przerywam mu.
-My w znaczeniu wszyscy.
Wypuszczam powietrze z płuc.
-Wracając.. Zaczęłaś się do mnie dobierać.
Co? O Boże! Nigdy więcej nie pije. Nigdy. Koniec.
-Ale powstrzymałem Cię przed tym. Nie będę Cię okłamywał.. Chciałem, żeby to się stało-śmieje się z siebie-ale nie mogłem zrobić tego Tobie. Jak powiedziałem Ci, że niema takiej opcji, to nalegałaś, żebyś mogła chociaż ze mną spać, bo inaczej..
-Bo inaczej co?
-Nie wiem.. Sam już nie pamiętam. Też nie byłem trzeźwy.
-O Boże.. Dziękuję, Harry.
-Za co?-śmieje się.
-Za to, że mnie powstrzymałeś. Wiesz, że zależy mi na tym głupku. Dzięki-uśmiecham się i wracam do swojego pokoju. Zayn jeszcze śpi. Idę do łazienki i zdaję sobie sprawę, że mam na sobie koszulkę Harry'ego.
Po długim prysznicu, owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Chłopak już nie śpi. Uśmiecham się do niego.
-Dla takich widoków to ja mogę wstawać tak wcześnie-uśmiecha się do mnie.
-Jakie wcześnie, jest 9-śmieję się.
Jak to? Dziewiąta to młody ranek. Za wcześnie by wstawać. Szczególnie, że wróciliśmy o 4 rano.
Śmieję się i wyciągam z szafy koszulkę Zayn'a, po czym zakładam ją na siebie.
-Wyglądasz uroczo-opiera się na łokciu.
Nie widzę siebie, ale mogę stwierdzić, pomimo tego ile się znamy, że się rumienię.
-A Ty dalej taka wstydliwa-uśmiecha się.
Mój ból głowy staję się coraz mocniejszy. To już trzeci dzień z rzędu. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Nie chcę znów wylądować w szpitalu.
-Emily, wszystko okej?
-Nie, już trzeci dzień z rzędu strasznie napierdziela mi głowa.-mówię.
-Może pójdziemy do lekarza? Ostatnio jak to zlekceważyłaś, nie było wesoło.
-Okej-ma rację.
Od lekarza dowiaduję się, że ból jest spowodowany stresem. Dziękuję mu i wychodzę z gabinetu, po czym powtarzam Malikowi słowa doktora.
-Spróbuj mi się denerwować, a zamknę Cię w ciemnym pokoju-śmieje się, kiedy wychodzimy z przychodni.
-Brzmi groźnie. Chyba będę grzeczna-również się śmieję.
-I co? Jesteś chora?-Rose podbiega do mnie, kiedy wchodzimy do domu.
-Nie-uśmiecham się i biorę małą na ręce.
-Emily, mogę Cię gdzieś zabrać?-do pokoju wchodzi Zayn.
-Możesz. I tak mi się nudzi-wstaję z łóżka-daj mi 10 minut.
Biorę z szafy czyste ubrania i idę do łazienki. Ubieram wcześniej przygotowane ciuchy, a włosy wiążę w niedbałego koka.
-Idziemy?
-Pewnie
Chłopak, jak na dżentelmena przystało, otwiera mi drzwi od samochodu, a następnie zajmuje miejsce kierowcy. Zapinam pasy, a Zayn odpala silnik. Po niecałych 5 minutach chłopak zatrzymuje się pod dużym blokiem.
-To mieszkanie o którym mówiłaś.. to już je wynajęłaś?
-Nie, jeszcze nie.
-Świetnie. Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Jedziemy windą na odpowiednie piętro.
-Gdzie my idziemy?-pytam w końcu.
-Chodź-mówi tylko i po przekręceniu klucza w zamku, otwiera drzwi.
-Czyje to mieszkanie?-pytam wchodząc do środka.
Jest bardzo ładnie urządzone.
Kuchnia jest biała, salon fioletowo czarny i mimo ciemnych kolorów, pomieszczenie wcale nie jest takie ciemne.
-Moje-odpowiada, a ja wchodzę do sypialni.
Jest cudowna. Idealna. Duże, dwuosobowe łóżko stoi na środku pokoju, a na nim mnóstwo poduszek, ściany są jasne.
-Twoje? Po co Ci mieszkanie, skoro macie taki wielki dom?-wychodzę z sypialni i idę do łazienki.
Nie jest mała, ani duża. Jest w sam raz. W jednym z rogów stoi wanna, w drugim prysznic, obok którego umieszczony jest kran z szafką. Pomieszczenie jest biało-czarne.
-Sam nie wiem. Było dużo momentów, kiedy musiałem pobyć sam..
-I dlaczego mi to pokazujesz?
-Myślałem, że Ci się spodoba.. I mogłabyś zamieszkać właśnie tutaj-uśmiecha się słodko.
Uwielbiam ten uśmiech.
-Mieszkanie jest cudowne. Naprawdę mogłabym tutaj mieszkać?
Już się rozmyśliłam. Chcę mieszkać z nim.
-Pewnie. Choć wiesz, że wcale nie chcę, żebyś tu mieszkała.
-Dziękuję-mówię i bez zastanowienia wpijam się w usta chłopaka. Po chwili Mulat oddaje pocałunek.
-Nie ma za co-uśmiecha się-nie widziałaś jeszcze jednego pokoju.
-Jakiego?
-Właściwie to nie wiem po co mi dwa, ale jest-mówi, po czym przez salon wchodzimy do małego pokoiku. Stoi w nim łóżko, komoda, stolik z lustrem i inne dodatki.
-Ładny-uśmiecham się.
Ten pokój będzie idealny dla Rose.
-To kiedy się wprowadzasz?-pyta, w jego oczach widać smutek.
-Nie wiem
-Błagam, powiedz, że nigdy-przytula mnie-nie opuszczaj mnie.
-Nie opuszczam Cię. Ja.. ja po prostu potrzebuję czasu-odwzajemniam uścisk.
-Wprowadzaj się jak najszybciej i jak najszybciej wracaj-mówi wkładając klucze do mojej ręki.
-To może w ogóle nie będę się wprowadzać?-żartuję.
-Byłoby wtedy super-śmieje się cicho.
-Nie chcę Cię opuszczać. Zamieszkaj tutaj ze mną-mówię i w tym samym momencie walę sobie w czoło. Jestem głupia. Nie trzeba było w ogóle mówić o przeprowadzce.
-Masz wszystko?-pytam Rose.
-Tak. Chyba tak-posyła mi uśmiech i wsiada do auta.
Zajmuję miejsce kierowcy i jadę w kierunku mieszkania.
Kiedy gaszę auto, wchodzimy do budynku. Windą wjeżdżamy na trzecie piętro i wchodzimy do apartamentu.
-Gdzie będę spać?-pyta, kiedy wychodzi z mojego pokoju.
-Chodź, pokaże Ci.
Jej pokój będzie jej światem. Drzwi są dobrze "schowane". Nawet ja ich za pierwszym razem nie zauważyłam.
-Ale super!-krzyczy i opada na łóżko.
-Przyniosę Ci walizki-oznajmiam, po czym idę po bagaże siostry.
***
-Jesteś pewna?-pyta chłopak.
-Tak. Już prawie tydzień mieszkam sama z Rose. Robi się nudno. A najbardziej brakuje tam Ciebie-uśmiecham się lekko.
Chłopak również się uśmiecha, bierze swoje walizki i idziemy do samochodu.
-Za niecałe dwa tygodnie wracamy do koncertów-mówi odpalając silnik.
-Widzisz.. Teraz to Ty mnie opuszczasz.
Jest mi naprawdę smutno z tego powodu. Gdyby nie był znany może byłoby łatwiej. Ale.. wtedy nie dowiedziałabym się o zdradzie. A przypuszczam, że nie powiedziałby mi tego sam. A zaufanie w związku to podstawa, prawda? W takim razie jak mam mu ufać, skoro nie mówi mi wszystkiego?
Może i nie jest najlepiej, ale na razie to musi mi wystarczyć.
-Emily, kiedy jedziemy do koni?-Rose siada obok mnie na kanapie.
-Jak chcesz, możemy jechać teraz.
-Taak!-klaszcze.
-Okej. To zbieraj się
-A nie mogę na duziego?-pyta, kiedy prowadzę w jej stronę kucyka.
-Jesteś za mała na dużego-śmieję się.
-Szkoda-smuci się, ale bierze ode mnie konia.
Wsiada na niego i powoli jeździ dookoła.
-O, Samantha!-wołam, kiedy widzę dziewczynę-mogłabyś ją przypilnować?
-Jasne-posyła mi uśmiech i podchodzi do Rose.
Wchodzę do stajni i idę do boksu Darly. Łapię ją za kantar i próbuję wyprowadzić z boksu. Ta jednak tylko rży i odsuwa się na koniec boksu. Nie rozumiem jej zachowania.
Kiedy weterynarz opuszcza stadninę, nie mogę się ruszyć.
Moja kochana Darla umiera.
Dlaczego tyle ludzi.. i koń zostawia mnie? Może to wydawać się głupie, ale naprawdę przywiązałam się do tego konia.
Daję wszystkim koniom jeść, dziękuję Samancie za popilnowanie siostry i wracamy do domu. Kiedy wchodzimy do mieszkania, Rose biegnie do łazienki, a ja idę do kuchni.
-Gdzie byłaś?-pyta Zayn wkładając talerz do zmywarki.
-W stadninie z Rose-odpowiadam i siadam na krześle.
-Już mam czyste rączki-siostra podchodzi do mnie i pokazuje dłonie.
-Super-wymuszam uśmiech.
-Ejj, co jest?-Mulat podchodzi do mnie.
-Darla umiera-mówi za mnie Rose.
-Kto umiera?-na jego czole pojawia się mała zmarszczka.
-Darla. To koń Emily. Ten bialutki
-Dobra. To nieistotne-przerywam im-co dzisiaj robimy?
-Może obejrzymy jakiś film?
-Okej
Włączamy film, ale gdyby ktoś nas zapytał o czym jest.. nie uzyska odpowiedzi. Nawet nie pamiętam tytułu. Siedzimy na podłodze.. w sumie to tylko ja siedzę, i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
-Zapomniałem.. Jutro jedziemy nad jezioro. Jedziecie, prawda?
-Taak!-Rose podskakuje-alee.. musisz mi Emily kupić strój, mój jest już mały-uśmiecha się słodko.
Tak więc wyłączamy telewizor i idziemy do galerii.
-Zadowolona?-pytam siostrę, kiedy wychodzimy ze sklepu, w którym kupiłam jej strój, nowe sandałki, kapelusz i okulary
-Tak. Dziękuję-łapie mnie za jedną rękę, a Zayn'a za drugą.
PERSPEKTYWA ZAY'A
Po wspólnej kolacji idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się wracam do pokoju i kładę się.
-Zasnęła-Emily kładzie się obok mnie.
Uśmiecham się do siebie i obejmuję dziewczynę.
Znów mam ją w swoich ramionach.
Znów mam w ramionach cały mój świat.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________
Cześć! Tak jak mówiłam, jeszcze w tym tygodniu zdążyłam z rozdziałem 14! :D Mam nadzieję, że się podoba :) Rozdziałów będzie już naprawdę niewiele.. 10 to maksimum.
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze na wakacjach, ale nic nie obiecuję:D
Do następnego :):)
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 13
-Zaraz.. Ty chcesz się jej co?-Harry patrzy na mnie jak na kosmitę.
-Słyszałeś.
-Masz już pierścionek?-pyta nadal będąc w szoku.
-Mam
-Pokaż
Idę do pokoju i z szuflady wyciągam małe, czerwone pudełeczko. Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech.
-Kiedy?-pyta otwierając pudełko.
-Jutro.
Loczek oddaje mi pierścionek i uśmiecha się.
-Hej!-do salonu wchodzi Emily z reklamówkami w rękach.
Rzucam pudełeczko do Harry'ego i podchodzę do dziewczyny pomagając jej z zakupami.
-Wiesz, co się okazało?-pyta wkładając mleko do lodówki.
-Hm?
-Że ten Justin to tak jakby.. w sumie można go nazwać moim kuzynem. To syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy. Były jak siostry.
-To super-uśmiecham się.
Mam nadzieję, że nie widziała pierścionka.
-Jutro o 15 będę uczyć jego siostrę jeździć.
-A właśnie.. do której juro tam jesteś?
-Do 17, a co?
-Chciałem Cię zaprosić na kolację-uśmiecham się.
-Okej-blondynka odwzajemnia uśmiech.
-Super-mówię, po czym wyrzucam puste reklamówki do kosza.
-A co to za okazja?-śmieje się.
-Żadna. Po prostu chcę spędzić z Tobą trochę czasu-uśmiecham się-a to mieszkanie.. To mogę wiedzieć, gdzie jest?
-Ulicy nie pamiętam, ale jak będzie okazja, to Cię tam zawiozę-posyła mi uśmiech i wychodzi z kuchni.
-Co tam masz?-śmieje się Emily, kiedy widzi, że Harry coś próbuje schować
-Ja? Um.. Ee, nic. To tylko-odwraca się do niej, a ona na widok jego zmieszanej miny śmieje się jeszcze bardziej.
-Harry.. Na chwilkę-ciągnę loczka na górę.
-Jezu! Prawie zauważyła!-Styles oddaje mi pudełeczko.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i chowam pierścionek do szuflady.
PERSPEKTYWA EMILY
Budzę się przez ogromny ból głowy. Nie mam pojęcia dlaczego.. Patrzę na telefon, 9 rano. Schodzę na dół w poszukiwaniu czegoś przeciwbólowego, jednak znajduję tylko apap. Biorę dwie tabletki i popijam je wodą. Wracam do pokoju i próbuję zasnąć. Nie jest mi jednak dany długi sen. Budzi mnie dźwięk telefonu, na którego wyświetlaczu zauważam, że to Jason.
-Lepiej, żeby było to coś ważnego, bo inaczej zginiesz-odbieram.
-Obudziłem Cię?-śmieje się.
-Tak
-Jest już 13
-13? O cholera.
-Chciałem się zapytać, czy masz ochotę na kawę?
-Co? Kawa? Świetnie-mówię i podnoszę się z łóżka.
-To super. Będę za chwilkę.
-Okej.. Czekaj! Co?-krzyczę-kawa? Jestem w Londynie.
-I co w związku z tym?-w słuchawce rozbrzmiewa się śmiech przyjaciela.
-Ty.. a Ty jesteś w Nowym Jorku. Jak masz zamiar iść na kolację?
-Oh.. Już nie dramatyzuj, tylko otwórz mi drzwi-mówi, a po chwili słyszę dźwięk zakończonej rozmowy.
Jeszcze jakiś czas siedzę na łóżku. Dopiero kiedy po 5 minutach dostaję sms-a od Jasona, wstaję i schodzę na dół.
-Cześć-uśmiecha się-Ubrałabyś się chociaż-śmieje się.
Mam na sobie tylko bieliznę i czarną bokserkę.
-Jestem ubrana-mówię-boże! Ty przyleciałeś do mnie!
-Żaden Bóg. To ja-śmieje się i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Już w pół do drugiej. O trzeciej mam jazdę-mówię.
-Jaką jazdę?-wpuszczam chłopaka do środka.
-Mam swoją stadninę. Dzisiaj uczę siostrę Justina.
-O! To super.
-Daj mi 30 minut-uśmiecham się i idę do pokoju. Biorę czarne spodenki, luźną białą koszulkę i idę do łazienki. Po zimnym prysznicu, nakładam lekki makijaż, a włosy wiążę w wysokiego kucyka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, a koszulkę wpycham do spodenek.
-Gotowa?
-Tak-mówię biorąc czarną torbę do ręki.
Wychodzimy z domu kierując się do mojego auta.
Zastanawia mnie, gdzie są wszyscy, dom wydawał się pusty..
Kiedy gaszę auto, wysiadamy i wchodzimy do niedużej kawiarni. Znajdujemy pusty stolik i zajmujemy miejsca. Po chwili podchodzi do nas kelner i przyjmuje nasze zamówienia.
-A więc.. dlaczego tutaj przyleciałeś?
-Żeby spotkać się z moją leniwą przyjaciółką-śmieje się i w tym samym momencie podchodzi ten sam mężczyzna i podaje nam kawę oraz szarlotkę. Uśmiecham się do kelnera i upijam łyk kawy.
-Ty mi tutaj nie flirtuj z kelnerem!-grozi mi palcem
-Ależ ja z nikim nie flirtuję.. Zająłbyś się w końcu swoim życiem. Znalazłbyś sobie w końcu dziewczynę.
-Dziewczyna? A po co to komu?-wzrusza ramionami, na co wybucham tak głośnym śmiechem, że kilka osób patrzy w naszą stronę. Uśmiecham się tylko do nich i zaczynam jeść ciasto.
-A więc.. Wracając do poprzedniego tematu.. Trzy dni temu byłem na imprezie w NY i tam przyczepiła się do mnie jakaś laska. To drugi powód, dla którego siedzę teraz tutaj-śmieje się.
-Może się z nią spotkaj?-uśmiecham się-jak ma na imię?
-Tak, jak Ty o ile dobrze pamiętam-znów się śmieje.
-Umów się z nią! Każda Emily jest wspaniała.
-W to nie wątpię-mówi sarkastycznie.
-Ejj.. nie jestem wspaniała?-prostuję się.
-Nie-jest poważny.
-Oh.. Okej-odsuwam się od stolika i wstaję ledwo powstrzymując śmiech.
-Oj no, żartowałem-łapie mnie za rękę.
Śmieję się i siadam na miejsce.
-Dlaczego nie umówisz się z nią?
-Nie kręci mnie.. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęca.
-Jak uważasz. Ale ja mówię serio. Potrzebujesz kobiety-śmieję się.
-Jasne-przeciąga ostatnią literę-bez niej nie pożyję długo.
-Dobra, było miło, ale teraz serio muszę iść-mówię, kiedy widzę, że zegar wskazuje 14:48.
-Pojadę z Tobą-uśmiecha się, zostawia pieniądze na stoliku i wychodzimy z budynku kierując się do stadniny.
-Świetnie Ci idzie-mówię do Sary.
Minęło już pół godziny od rozpoczęcia jazdy. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz siedzi w siodle. Idzie jej całkiem nieźle.
-Tylko pamiętaj, pięty w dół-mówię, na co dziewczyna poprawia stopę-teraz zatrzymaj konia.
Sara ciągnie mocno za wodze. Podchodzę do konia i zatrzymuję go.
-Pamiętaj. Wodze to zaledwie 10% "sterowania" koniem. Ważny jest dosiad i łydki..
Kiedy wybija 17, zamykam stadninę i jadę do domu. O 19 Zayn zabiera mnie na kolację. To miłe. Ostatnio byliśmy na kolacji jak się poznaliśmy. Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.
-gdzie idziesz?-Rose wchodzi do pomieszczenia.
-Wychodzę z Zaynem na kolację.
-Okej-uśmiecha się i opuszcza pokój.
Wyciągam z szafy fioletową sukienkę, czystą bieliznę i idę do łazienki. Po dokładnym umyciu ciała, nakładam na siebie sukienkę. Włosy prostuje i zostawiam rozpuszczone. Kiedy wkładam na stopy czarne szpilki, słyszę pukanie do drzwi.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Juuuż-zakładam drugiego buta-tak-prostuję się, biorę do ręki torebkę i wychodzimy z domu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kolacja trwa już pół godziny. Teraz albo nigdy. Raz się żyje. Sięgam ręką do kieszeni marynarki, jednak szybko ją stamtąd zabieram. Nie. Ona się nie zgodzi. Dopiero mi wybaczyła to całe gówno, co jej zrobiłem, a ja już chcę się jej oświadczyć.. Nie. Nie jest na to jeszcze gotowa. Muszę z tym poczekać.. Jeszcze tydzień, może dwa. Ale na pewno nie dzisiaj.
-Zayn, w porządku?-z zamyśleń wyrywa mnie głos blondynki.
-Tak tak-uśmiecham się.
Dziewczyna odpowiada mi tym samym.
Kiedy dochodzi 21, wychodzimy z restauracji i idziemy na spacer. Dokładnie tą samą drogą, co kiedyś.
-Zimno Ci?-pytam, kiedy Emily pociera ramiona dłońmi.
-To nic-posyła mi uśmiech.
Zdejmuję swoją marynarkę i chcę nałożyć dziewczynie na ramiona, kiedy w ostatniej chwili przypominam sobie, co jest w kieszeni. Szybko wyciągam pudełeczko i zakładam Emily marynarkę.
-Dziękuję.
Niepewnie łapię Emily za rękę. Kamień z serca, kiedy dziewczyna ściska moją dłoń.
-Gdzie idziemy?-pytam.
-Możemy iść do parku-uśmiecha się do mnie.
-Cześć-Harry wita nas w salonie z Rose na rękach.
-Hej.
-Emily, możemy pogadać?-zwraca się do dziewczyny
-Jasne. Ale jutro. Nie mam już siły. Jestem zmęczona-mówi.
-Okej.. Emm. Gdzie pierścionek?
-Co? Jaki pierścionek?
Ja go zabiję.
-A.. nic.. bo miałaś ostatnio taki.. myślałem, że zgub..
-To chyba Alex go miała-odpowiada
Uff..
Ruszam w kierunku łazienki, gdzie biorę krótki prysznic. Po 20 minutach już leże w łóżku. Przyzwyczaiłem się do zasypiania mając w ramionach Emily. Ostatnie kilka nocy prawie w ogóle nie spałem. Dzisiaj nic nie uległo zmianie. Podnoszę się z łóżka i idę w stronę pokoju blondynki. Pukam, a po usłyszeniu cichego "proszę" wchodzę do środka.
Dziewczyna leży na brzuchu i czyta książkę, machając nogami.
-Co czytasz?-podchodzę do niej.
Przymyka książkę i pokazuje mi okładkę.
-Fajna?
Co mam jej powiedzieć?
"Cześć. Nie mogę spać, bo Cię zdradziłem i już nie jest tak jak kiedyś i dlatego nie mogę zasnąć, bo Ciebie nie ma przy mnie"? Nie.
-Zayn, o co chodzi?-wkłada zakładkę na stronę, na której skończyła czytać, odkłada książkę i odwraca się do mnie.
-O nic. Po prostu nie mogę spać-przyznaję.
Czuję się jak małe dziecko.
Dziewczyna wzdycha i posuwa się robiąc mi miejsce, a ja cieszę się jak dziecko. Chyba naprawdę nim jestem.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś-mówię odwracając głowę w jej kierunku-kocham Cię.
Chwilę się zastanawiam, po czym delikatnie muskam jej usta swoimi. Dziewczyna prawie od razu odwzajemnia pocałunek.
-Zayn..-szepcze-kiedy moje ręce znajdują się pod jej koszulką.
-Przepraszam.
-Nie. Nie przepraszaj. Po prostu.. Edward.. on kiedyś-zaczyna.
-Ćśś-uciszam ją.
PERSPEKTYWA EMILY
Znów budzi mnie ból głowy. To jest nie do wytrzymania. Delikatnie zsuwam z siebie rękę Zayn'a i idę na dół po tabletki. Kiedy zauważam, że jest 11, nie wracam do pokoju.
-Cześć-mówię, kiedy zauważam Harry'ego.
-Hej-uśmiecha się podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami-chcesz?
-Chętnie-biorę jedną i siadam na kanapie.
Siedzimy chwilę w niezręcznej ciszy.
-O czym chciałeś wczoraj ze mną porozmawiać?-pytam
-Ah.. Tak. Dość głupia sytuacja.-drapie się po karku-moi rodzice mają dość tego, że cały czas jestem sam.. Mi to jakoś nie przeszkadza, ale..
-To im to powiedz-chłopak patrzy na mnie-przepraszam, mów dalej.
-Ale oni są uparci. Chcą się zobaczyć ze mną dzisiaj na obiedzie.. I chciałem Cię poprosić, żebyś poszła tam ze mną..
-Co? Zwariowałeś? Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę, kiedy mam chłopka? Dobrze się czujesz? Wiesz, że wtedy Twoja mama, czego nie jestem pewna, ale tak robią wszystkie mamy, będzie na planować ślub czy coś.. To nie jest zabawa, Harry.
-Wiem.. Po jakimś czasie powiem im, że z Tobą zerwałem..
-Harry, Ty słyszysz, co mówisz? Chyba nie. To będzie jeszcze gorsze. Pewnie będą mówić, że bawisz się uczuciami innych. Zastanów się trochę nad tym. W tej sprawie nie masz co na mnie liczyć.. Lepiej znajdź sobie kogoś.. tak na poważnie.mówię po czym idę w kierunku schodów.
-W tym problem-zatrzymuję się-nie potrafię do cholery jasnej znaleźć nikogo, bo kocham Ciebie.
Co? Już drugi raz to słyszę.. Tylko dlaczego nie chce mi tego powiedzieć wprost?
Wracam do pokoju. Mulat już nie śpi.
-Czego mi uciekłaś?-opiera się na łokciu.
-Nie uciekłam/ Gdyby tak było, nie wracałabym. Nie sądzisz? Strasznie boli mnie głowa, poszłam po tabletki.
Tak. Poszłam po nie, ale ich nie wzięłam. Brawo, Emily.
-Może po wczoraj?
-Nie sądzę. Wypiłam jedną lampkę wina.
-Jedną lampkę wina?-uśmiecha się-razy sześć.
-Oj no nie przesadzaj. Nie aż tyle
-Wcale-śmieje się-robisz coś dzisiaj wieczorem?
-Nie
-Jest impreza w klubie na końcu miasta..
-Nie
-Czego?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł-kładę się-na każdej imprezie coś się dzieje złego..
-Będziemy się trzymać razem. Prooszę-uśmiecha się słodko.
-Nie. I nie rób takich min
Uśmiecha się jeszcze bardziej i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-A teraz?-pyta, a ja kręcę przecząco głową.
Znów pocałunek, tym razem dłuższy.
-Nie-śmieję się.
-No nie daj się prosić-porusza zabawnie brwiami i zaczyna mnie łaskotać.
-Nie.. Zayn-mówię przez śmiech-przestań!
Chłopak tylko zaczyna się ze mnie śmiać, nie przestając wbijać swojego palca w moje żebra.
-Dobra, dobra! Pójdę!-mówię, a chłopak przestaje.
-Dziękuję-mów poważnie, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu, po czym znów mnie całuje.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale śniadanie czeka-w pokoju pojawia się Niall.
-Nie jestem głodna. Już jadłam-mówię próbując strącić z siebie Malika. Jednak nawet się nie rusza.
-Zaraz przyjdę-mówi Zayn, kiedy spojrzenie blondyna zatrzymuje się na nim.
Niall posyła nam uśmiech i opuszcza pokój.
-Kretyn, pukać nie potrafi-śmieje się chłopak.
-Dobra, dobra. Idź jeść-również się śmieję.
-A jeśli nie pójdę?-unosi brew.
-Tooo.. wtedy-udaję, że myślę-nie pójdę z Tobą na żadną imprezę-mówię, a chłopak wybiega z pokoju, na co wybucham śmiechem.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Co? Nie!
Od kilku minut zastanawiam się w co mam się ubrać.
-Nie chcę sukienki-mówię, kiesy chłopak wyciąga żółtą sukienkę.
Ostatecznie wybieram spodenki z wysokim stanem i krótki, czarny top.
-Te?-Zayn podnosi czarne baleriny.
-Nie.
-A te?-wskazuje na białe trampki.
-Nie.
-Czekaj, wybiorę Ci coś i w tym masz iść-mówi.
Siadam na łóżku, a po chwili chłopak wkłada mi na stopy czarne szpilki.
-Zwariowałeś? Szpilki? Serio?
-Nie marudź, tylko chodź-uśmiecha się, łapie mnie za rękę i wychodzimy z domu, wcześniej dzwoniąc po taksówkę.
-Jedziemy sami?-pytam.
-Chłopcy są już tam od jakiegoś czasu. Tylko Lou i Alex z Rose zostali. Idą na randkę-śmieje się.
-W końcu
Kiedy auto się zatrzymuje, Mulat płaci kierowcy i wchodzimy do klubu. Chłopak od razu idzie w kierunku baru, a ja zajmuję miejsce. Po chwili Zayn wręcza mi drinka.
Po czwartym drinku idę na parkiet. Poruszam się w rytm muzyki, a po chwili dołącza do mnie nieznany chłopak. Jeszcze myślę i pomimo, że jest mega przystojny, spławiam go. Po przetańczeniu kilka piosenek wracam do stolika. Zayn nie chce tańczyć, bo jak twierdzi-nie potrafi. Jasne.
Po wypiciu drinków i kilka kieliszków czystej wódki po prostu odpływam i nie panuję nad tym, co robię.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________
Heeej!
Jest rozdział 13! Moja ulubiona liczba :) Mi osobiście rozdział nie za bardzo się podoba.. Dziwny. Postaram się, aby następny był lepszy ;p
Za błędy, o ile jakieś są-przepraszam! Rozdział nie jest sprawdzony :)
Prawdopodobnie w tym tygodniu dodam jeszcze 14, ale nie jestem tego do końca pewna. Już trochę go napisałam :D
Mam nadzieję, że Wam się podoba :3
Pozdrawiam i do następnego :):)
-Słyszałeś.
-Masz już pierścionek?-pyta nadal będąc w szoku.
-Mam
-Pokaż
Idę do pokoju i z szuflady wyciągam małe, czerwone pudełeczko. Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech.
-Kiedy?-pyta otwierając pudełko.
-Jutro.
Loczek oddaje mi pierścionek i uśmiecha się.
-Hej!-do salonu wchodzi Emily z reklamówkami w rękach.
Rzucam pudełeczko do Harry'ego i podchodzę do dziewczyny pomagając jej z zakupami.
-Wiesz, co się okazało?-pyta wkładając mleko do lodówki.
-Hm?
-Że ten Justin to tak jakby.. w sumie można go nazwać moim kuzynem. To syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy. Były jak siostry.
-To super-uśmiecham się.
Mam nadzieję, że nie widziała pierścionka.
-Jutro o 15 będę uczyć jego siostrę jeździć.
-A właśnie.. do której juro tam jesteś?
-Do 17, a co?
-Chciałem Cię zaprosić na kolację-uśmiecham się.
-Okej-blondynka odwzajemnia uśmiech.
-Super-mówię, po czym wyrzucam puste reklamówki do kosza.
-A co to za okazja?-śmieje się.
-Żadna. Po prostu chcę spędzić z Tobą trochę czasu-uśmiecham się-a to mieszkanie.. To mogę wiedzieć, gdzie jest?
-Ulicy nie pamiętam, ale jak będzie okazja, to Cię tam zawiozę-posyła mi uśmiech i wychodzi z kuchni.
-Co tam masz?-śmieje się Emily, kiedy widzi, że Harry coś próbuje schować
-Ja? Um.. Ee, nic. To tylko-odwraca się do niej, a ona na widok jego zmieszanej miny śmieje się jeszcze bardziej.
-Harry.. Na chwilkę-ciągnę loczka na górę.
-Jezu! Prawie zauważyła!-Styles oddaje mi pudełeczko.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i chowam pierścionek do szuflady.
PERSPEKTYWA EMILY
Budzę się przez ogromny ból głowy. Nie mam pojęcia dlaczego.. Patrzę na telefon, 9 rano. Schodzę na dół w poszukiwaniu czegoś przeciwbólowego, jednak znajduję tylko apap. Biorę dwie tabletki i popijam je wodą. Wracam do pokoju i próbuję zasnąć. Nie jest mi jednak dany długi sen. Budzi mnie dźwięk telefonu, na którego wyświetlaczu zauważam, że to Jason.
-Lepiej, żeby było to coś ważnego, bo inaczej zginiesz-odbieram.
-Obudziłem Cię?-śmieje się.
-Tak
-Jest już 13
-13? O cholera.
-Chciałem się zapytać, czy masz ochotę na kawę?
-Co? Kawa? Świetnie-mówię i podnoszę się z łóżka.
-To super. Będę za chwilkę.
-Okej.. Czekaj! Co?-krzyczę-kawa? Jestem w Londynie.
-I co w związku z tym?-w słuchawce rozbrzmiewa się śmiech przyjaciela.
-Ty.. a Ty jesteś w Nowym Jorku. Jak masz zamiar iść na kolację?
-Oh.. Już nie dramatyzuj, tylko otwórz mi drzwi-mówi, a po chwili słyszę dźwięk zakończonej rozmowy.
Jeszcze jakiś czas siedzę na łóżku. Dopiero kiedy po 5 minutach dostaję sms-a od Jasona, wstaję i schodzę na dół.
-Cześć-uśmiecha się-Ubrałabyś się chociaż-śmieje się.
Mam na sobie tylko bieliznę i czarną bokserkę.
-Jestem ubrana-mówię-boże! Ty przyleciałeś do mnie!
-Żaden Bóg. To ja-śmieje się i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Już w pół do drugiej. O trzeciej mam jazdę-mówię.
-Jaką jazdę?-wpuszczam chłopaka do środka.
-Mam swoją stadninę. Dzisiaj uczę siostrę Justina.
-O! To super.
-Daj mi 30 minut-uśmiecham się i idę do pokoju. Biorę czarne spodenki, luźną białą koszulkę i idę do łazienki. Po zimnym prysznicu, nakładam lekki makijaż, a włosy wiążę w wysokiego kucyka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, a koszulkę wpycham do spodenek.
-Gotowa?
-Tak-mówię biorąc czarną torbę do ręki.
Wychodzimy z domu kierując się do mojego auta.
Zastanawia mnie, gdzie są wszyscy, dom wydawał się pusty..
Kiedy gaszę auto, wysiadamy i wchodzimy do niedużej kawiarni. Znajdujemy pusty stolik i zajmujemy miejsca. Po chwili podchodzi do nas kelner i przyjmuje nasze zamówienia.
-A więc.. dlaczego tutaj przyleciałeś?
-Żeby spotkać się z moją leniwą przyjaciółką-śmieje się i w tym samym momencie podchodzi ten sam mężczyzna i podaje nam kawę oraz szarlotkę. Uśmiecham się do kelnera i upijam łyk kawy.
-Ty mi tutaj nie flirtuj z kelnerem!-grozi mi palcem
-Ależ ja z nikim nie flirtuję.. Zająłbyś się w końcu swoim życiem. Znalazłbyś sobie w końcu dziewczynę.
-Dziewczyna? A po co to komu?-wzrusza ramionami, na co wybucham tak głośnym śmiechem, że kilka osób patrzy w naszą stronę. Uśmiecham się tylko do nich i zaczynam jeść ciasto.
-A więc.. Wracając do poprzedniego tematu.. Trzy dni temu byłem na imprezie w NY i tam przyczepiła się do mnie jakaś laska. To drugi powód, dla którego siedzę teraz tutaj-śmieje się.
-Może się z nią spotkaj?-uśmiecham się-jak ma na imię?
-Tak, jak Ty o ile dobrze pamiętam-znów się śmieje.
-Umów się z nią! Każda Emily jest wspaniała.
-W to nie wątpię-mówi sarkastycznie.
-Ejj.. nie jestem wspaniała?-prostuję się.
-Nie-jest poważny.
-Oh.. Okej-odsuwam się od stolika i wstaję ledwo powstrzymując śmiech.
-Oj no, żartowałem-łapie mnie za rękę.
Śmieję się i siadam na miejsce.
-Dlaczego nie umówisz się z nią?
-Nie kręci mnie.. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęca.
-Jak uważasz. Ale ja mówię serio. Potrzebujesz kobiety-śmieję się.
-Jasne-przeciąga ostatnią literę-bez niej nie pożyję długo.
-Dobra, było miło, ale teraz serio muszę iść-mówię, kiedy widzę, że zegar wskazuje 14:48.
-Pojadę z Tobą-uśmiecha się, zostawia pieniądze na stoliku i wychodzimy z budynku kierując się do stadniny.
-Świetnie Ci idzie-mówię do Sary.
Minęło już pół godziny od rozpoczęcia jazdy. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz siedzi w siodle. Idzie jej całkiem nieźle.
-Tylko pamiętaj, pięty w dół-mówię, na co dziewczyna poprawia stopę-teraz zatrzymaj konia.
Sara ciągnie mocno za wodze. Podchodzę do konia i zatrzymuję go.
-Pamiętaj. Wodze to zaledwie 10% "sterowania" koniem. Ważny jest dosiad i łydki..
Kiedy wybija 17, zamykam stadninę i jadę do domu. O 19 Zayn zabiera mnie na kolację. To miłe. Ostatnio byliśmy na kolacji jak się poznaliśmy. Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.
-gdzie idziesz?-Rose wchodzi do pomieszczenia.
-Wychodzę z Zaynem na kolację.
-Okej-uśmiecha się i opuszcza pokój.
Wyciągam z szafy fioletową sukienkę, czystą bieliznę i idę do łazienki. Po dokładnym umyciu ciała, nakładam na siebie sukienkę. Włosy prostuje i zostawiam rozpuszczone. Kiedy wkładam na stopy czarne szpilki, słyszę pukanie do drzwi.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Juuuż-zakładam drugiego buta-tak-prostuję się, biorę do ręki torebkę i wychodzimy z domu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kolacja trwa już pół godziny. Teraz albo nigdy. Raz się żyje. Sięgam ręką do kieszeni marynarki, jednak szybko ją stamtąd zabieram. Nie. Ona się nie zgodzi. Dopiero mi wybaczyła to całe gówno, co jej zrobiłem, a ja już chcę się jej oświadczyć.. Nie. Nie jest na to jeszcze gotowa. Muszę z tym poczekać.. Jeszcze tydzień, może dwa. Ale na pewno nie dzisiaj.
-Zayn, w porządku?-z zamyśleń wyrywa mnie głos blondynki.
-Tak tak-uśmiecham się.
Dziewczyna odpowiada mi tym samym.
Kiedy dochodzi 21, wychodzimy z restauracji i idziemy na spacer. Dokładnie tą samą drogą, co kiedyś.
-Zimno Ci?-pytam, kiedy Emily pociera ramiona dłońmi.
-To nic-posyła mi uśmiech.
Zdejmuję swoją marynarkę i chcę nałożyć dziewczynie na ramiona, kiedy w ostatniej chwili przypominam sobie, co jest w kieszeni. Szybko wyciągam pudełeczko i zakładam Emily marynarkę.
-Dziękuję.
Niepewnie łapię Emily za rękę. Kamień z serca, kiedy dziewczyna ściska moją dłoń.
-Gdzie idziemy?-pytam.
-Możemy iść do parku-uśmiecha się do mnie.
-Cześć-Harry wita nas w salonie z Rose na rękach.
-Hej.
-Emily, możemy pogadać?-zwraca się do dziewczyny
-Jasne. Ale jutro. Nie mam już siły. Jestem zmęczona-mówi.
-Okej.. Emm. Gdzie pierścionek?
-Co? Jaki pierścionek?
Ja go zabiję.
-A.. nic.. bo miałaś ostatnio taki.. myślałem, że zgub..
-To chyba Alex go miała-odpowiada
Uff..
Ruszam w kierunku łazienki, gdzie biorę krótki prysznic. Po 20 minutach już leże w łóżku. Przyzwyczaiłem się do zasypiania mając w ramionach Emily. Ostatnie kilka nocy prawie w ogóle nie spałem. Dzisiaj nic nie uległo zmianie. Podnoszę się z łóżka i idę w stronę pokoju blondynki. Pukam, a po usłyszeniu cichego "proszę" wchodzę do środka.
Dziewczyna leży na brzuchu i czyta książkę, machając nogami.
-Co czytasz?-podchodzę do niej.
Przymyka książkę i pokazuje mi okładkę.
-Fajna?
Co mam jej powiedzieć?
"Cześć. Nie mogę spać, bo Cię zdradziłem i już nie jest tak jak kiedyś i dlatego nie mogę zasnąć, bo Ciebie nie ma przy mnie"? Nie.
-Zayn, o co chodzi?-wkłada zakładkę na stronę, na której skończyła czytać, odkłada książkę i odwraca się do mnie.
-O nic. Po prostu nie mogę spać-przyznaję.
Czuję się jak małe dziecko.
Dziewczyna wzdycha i posuwa się robiąc mi miejsce, a ja cieszę się jak dziecko. Chyba naprawdę nim jestem.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś-mówię odwracając głowę w jej kierunku-kocham Cię.
Chwilę się zastanawiam, po czym delikatnie muskam jej usta swoimi. Dziewczyna prawie od razu odwzajemnia pocałunek.
-Zayn..-szepcze-kiedy moje ręce znajdują się pod jej koszulką.
-Przepraszam.
-Nie. Nie przepraszaj. Po prostu.. Edward.. on kiedyś-zaczyna.
-Ćśś-uciszam ją.
PERSPEKTYWA EMILY
Znów budzi mnie ból głowy. To jest nie do wytrzymania. Delikatnie zsuwam z siebie rękę Zayn'a i idę na dół po tabletki. Kiedy zauważam, że jest 11, nie wracam do pokoju.
-Cześć-mówię, kiedy zauważam Harry'ego.
-Hej-uśmiecha się podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami-chcesz?
-Chętnie-biorę jedną i siadam na kanapie.
Siedzimy chwilę w niezręcznej ciszy.
-O czym chciałeś wczoraj ze mną porozmawiać?-pytam
-Ah.. Tak. Dość głupia sytuacja.-drapie się po karku-moi rodzice mają dość tego, że cały czas jestem sam.. Mi to jakoś nie przeszkadza, ale..
-To im to powiedz-chłopak patrzy na mnie-przepraszam, mów dalej.
-Ale oni są uparci. Chcą się zobaczyć ze mną dzisiaj na obiedzie.. I chciałem Cię poprosić, żebyś poszła tam ze mną..
-Co? Zwariowałeś? Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę, kiedy mam chłopka? Dobrze się czujesz? Wiesz, że wtedy Twoja mama, czego nie jestem pewna, ale tak robią wszystkie mamy, będzie na planować ślub czy coś.. To nie jest zabawa, Harry.
-Wiem.. Po jakimś czasie powiem im, że z Tobą zerwałem..
-Harry, Ty słyszysz, co mówisz? Chyba nie. To będzie jeszcze gorsze. Pewnie będą mówić, że bawisz się uczuciami innych. Zastanów się trochę nad tym. W tej sprawie nie masz co na mnie liczyć.. Lepiej znajdź sobie kogoś.. tak na poważnie.mówię po czym idę w kierunku schodów.
-W tym problem-zatrzymuję się-nie potrafię do cholery jasnej znaleźć nikogo, bo kocham Ciebie.
Co? Już drugi raz to słyszę.. Tylko dlaczego nie chce mi tego powiedzieć wprost?
Wracam do pokoju. Mulat już nie śpi.
-Czego mi uciekłaś?-opiera się na łokciu.
-Nie uciekłam/ Gdyby tak było, nie wracałabym. Nie sądzisz? Strasznie boli mnie głowa, poszłam po tabletki.
Tak. Poszłam po nie, ale ich nie wzięłam. Brawo, Emily.
-Może po wczoraj?
-Nie sądzę. Wypiłam jedną lampkę wina.
-Jedną lampkę wina?-uśmiecha się-razy sześć.
-Oj no nie przesadzaj. Nie aż tyle
-Wcale-śmieje się-robisz coś dzisiaj wieczorem?
-Nie
-Jest impreza w klubie na końcu miasta..
-Nie
-Czego?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł-kładę się-na każdej imprezie coś się dzieje złego..
-Będziemy się trzymać razem. Prooszę-uśmiecha się słodko.
-Nie. I nie rób takich min
Uśmiecha się jeszcze bardziej i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-A teraz?-pyta, a ja kręcę przecząco głową.
Znów pocałunek, tym razem dłuższy.
-Nie-śmieję się.
-No nie daj się prosić-porusza zabawnie brwiami i zaczyna mnie łaskotać.
-Nie.. Zayn-mówię przez śmiech-przestań!
Chłopak tylko zaczyna się ze mnie śmiać, nie przestając wbijać swojego palca w moje żebra.
-Dobra, dobra! Pójdę!-mówię, a chłopak przestaje.
-Dziękuję-mów poważnie, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu, po czym znów mnie całuje.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale śniadanie czeka-w pokoju pojawia się Niall.
-Nie jestem głodna. Już jadłam-mówię próbując strącić z siebie Malika. Jednak nawet się nie rusza.
-Zaraz przyjdę-mówi Zayn, kiedy spojrzenie blondyna zatrzymuje się na nim.
Niall posyła nam uśmiech i opuszcza pokój.
-Kretyn, pukać nie potrafi-śmieje się chłopak.
-Dobra, dobra. Idź jeść-również się śmieję.
-A jeśli nie pójdę?-unosi brew.
-Tooo.. wtedy-udaję, że myślę-nie pójdę z Tobą na żadną imprezę-mówię, a chłopak wybiega z pokoju, na co wybucham śmiechem.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Co? Nie!
Od kilku minut zastanawiam się w co mam się ubrać.
-Nie chcę sukienki-mówię, kiesy chłopak wyciąga żółtą sukienkę.
Ostatecznie wybieram spodenki z wysokim stanem i krótki, czarny top.
-Te?-Zayn podnosi czarne baleriny.
-Nie.
-A te?-wskazuje na białe trampki.
-Nie.
-Czekaj, wybiorę Ci coś i w tym masz iść-mówi.
Siadam na łóżku, a po chwili chłopak wkłada mi na stopy czarne szpilki.
-Zwariowałeś? Szpilki? Serio?
-Nie marudź, tylko chodź-uśmiecha się, łapie mnie za rękę i wychodzimy z domu, wcześniej dzwoniąc po taksówkę.
-Jedziemy sami?-pytam.
-Chłopcy są już tam od jakiegoś czasu. Tylko Lou i Alex z Rose zostali. Idą na randkę-śmieje się.
-W końcu
Kiedy auto się zatrzymuje, Mulat płaci kierowcy i wchodzimy do klubu. Chłopak od razu idzie w kierunku baru, a ja zajmuję miejsce. Po chwili Zayn wręcza mi drinka.
Po czwartym drinku idę na parkiet. Poruszam się w rytm muzyki, a po chwili dołącza do mnie nieznany chłopak. Jeszcze myślę i pomimo, że jest mega przystojny, spławiam go. Po przetańczeniu kilka piosenek wracam do stolika. Zayn nie chce tańczyć, bo jak twierdzi-nie potrafi. Jasne.
Po wypiciu drinków i kilka kieliszków czystej wódki po prostu odpływam i nie panuję nad tym, co robię.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________
Heeej!
Jest rozdział 13! Moja ulubiona liczba :) Mi osobiście rozdział nie za bardzo się podoba.. Dziwny. Postaram się, aby następny był lepszy ;p
Za błędy, o ile jakieś są-przepraszam! Rozdział nie jest sprawdzony :)
Prawdopodobnie w tym tygodniu dodam jeszcze 14, ale nie jestem tego do końca pewna. Już trochę go napisałam :D
Mam nadzieję, że Wam się podoba :3
Pozdrawiam i do następnego :):)
piątek, 14 sierpnia 2015
Rozdział 12
-Wstawaj! Już ranek-Rose skacze po mnie.
-Która godzina?-leniwie otwieram oczy.
-O ta-pokazuje mój telefon.
-Rosie, jest szósta rano, daj spać-jęczę i przewracam się na drugi bok.
-No wstawaj nudzi mi się!
-Idź obudź chłopaków.
Mała wychodzi z pokoju krzycząc, że jestem śpiochem.
-Jak wszyscy. Nie wiem po kim jesteś rannym ptaszkiem-mówię i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
PERSPEKTYWA JASONA
-Jase, wstawaj-Rose siada na mnie.
-Nie, daj mi spać.
-Ale jest już ranek, a mi się nudzi-jęczy.
-Która godzina?
-Chyba szósta.
-Dobra. I tak już nie zasnę. Chcesz coś jeść?-pytam, a mała przytakuje.
-Parówki!
-Dobra, chodź-zwlekam się z łózka i idziemy do kuchni.
-Cicho-mówię do dziewczynki, która nie może powstrzymać śmiechu-teraz!
Rose wylewa na Mili wiadro zimnej wody, na co blondynka zrywa się na równe nogi.
-Boże! Głupi jesteś Jason?
-Gdybyś widziała swoją minę-łapię się za brzuch.
To jest komiczne.
-Bardzo śmieszne. Ten dom ma być dzisiaj sprzedany, a całe łóżko jest mokre-wskazuje na materac.
-Oj już nie przesadzaj-śmieję się-wyschnie.
Emily posyła mi dziwne spojrzenie, po czym wychodzi z pomieszczenia.
PERSPEKTYWA EMILY
Po krótkim prysznicu, wychodzę z łazienki i idę do salonu.
Zayn, biedak śpi na kanapie.
-Misiu-lekko szturcham go w ramię.
-Mhmm-mruczy
Wstawaj no-śmieję się widząc, że chłopak udaje.
-A takie magiczne słowa?-nadal nie otwiera oczu.
-Za chwilę przyjadą ludzie, którzy kupili dom-wołam z kuchni.
-Co? Już? To która godzina?-chłopak pojawia się koło mnie.
-Ósma-śmieję się.
-Tak chcesz się bawić?-uśmiecha się, a ja zaczynam uciekać.
-To mnie złap!-śmieję się, co spowalnia mój bieg.
Wiedząc, że w domu długo nie pouciekam, wbiegam do ogrodu.
-Puść mnie-śmieję się, kiedy chłopak przywiera mną do muru domu.
-I co teraz?
-Teraz mnie puścisz-szczerzę się.
-Takiej opcji nie ma-zbliża się.
-Mhmm.. A jakie są?
-Jest tylko jedna-uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi.
-I to jest ta opcja, tak?-unoszę brew
-Mhmm-muczy i złącza nasze usta w pocałunku.
-W takim razie.. podoba mi się-chichoczę-tylko, że-przerywa mi, kontynuując poprzednio wykonywaną czynność.
Chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przyciągając mnie jeszcze bliżej, a moje ręce wędrują do jego włosów. Ciągnę za nie, na co chłopak wydaje z siebie cichy jęk.
-Emily, jesteś tuuu ooo przepraszam-śmieje się Jason, a ja odrywam się od Mulata.
-Hm?-moje policzki nabierają odcień różu.
-Nie za bardzo wiem, co zrobić z rzeczami Twojego taty.. To, co miałaś tutaj już spakowaliśmy, Rose też jest już spakowana.
-Mmm. Wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi pewnie pójdą do śmieci, a ciuchy.. na razie niech zostaną w pudłach.
-Okej, już nie przeszkadzam-uśmiecha się głupio i wchodzi do domu.
-Pójdę im pomóc-mówię do Zayn'a, jednak chłopak łapie mnie za rękę przyciągając do siebie.
-Tyle dni nie mogłem Cię nawet złapać za rękę.. Przez moją głupotę i bezmyślność prawie Cię straciłem-zaczyna-nie chcę.. nie mogę znieść myśli, że mogę Cię kiedyś stracić.. na zawsze. Kocham Cię, Em-uśmiecha się słodko, a ja przytulam się do niego.
-Nie stracisz mnie nigdy-mówię, a chłopak całuje mnie w czoło.
To mały gest ale uroczy i wiele dla mnie znaczący.
-Pojedziesz ze mną do mojego domu? Chcę zabrać stamtąd wszystkie rzeczy.
-Jasne. A ktoś się już zgłosił do kupna?
-Moja ciotka go kupuje
-Jason, pożycz mi auto-podchodzę do przyjaciela.
-A magiczne słowo?-szczerzy się.
-Jase, proszę-robię maślane oczka.
-No nie wiem-odwraca głowę w bok, udając, że myśli.
Podchodzę do niego bliżej i daje mu buziaka w policzek.
-Zadowolony?-śmieję się, a chłopak wyciąga z kieszeni kluczyki-dzięki.
-Nie chciał mi dać kluczyków-uśmiecham się do Zayn'a, który widział sytuację.
-Przecież nic nie mówię-śmieje się.
-Prowadzisz-rzucam w niego kluczykami i zajmuję miejsce pasażera.
-Matko boska! Ile Ty tego masz?
-Mało.. Właśnie, muszę iść na zakupy. Moja szafa świeci pustkami.
-Yhymm.. Nic się już w niej nie mieści-mruczy, ale na tyle głośno, żebym to usłyszała.
*kilka dni później*
-Do zobaczenia?-chłopak patrzy na mnie.
-Do zobaczenia-przytulam go.
-Tylko tym razem nie znikaj na tak długo-czy on będzie płakać?
-Nie zniknę-uśmiecham się.
Kiedy znów słyszę głos kobiety w głośnikach, ponownie przytulam się do przyjaciela.
-To cześć-uśmiecha się.
-Do zobaczenia, Jase-biorę walizki i idę za blondynem i Zaynem w kierunku samolotu.
Odwracam się, a Jason macha do mnie, na co odpowiadam mu uśmiechem. Kiedy jesteśmy przy wyjściu z budynku, znów oglądam się za siebie, lecz tym razem na miejscu Jasona stoi ON i uśmiecha się w ten swój sztuczny, podły sposób.
-Emi, wszystko w porządku?
Nie wiem dlaczego, ale stoję i patrzę na niego.
-Tak. Nie. Zayn, kto tam jest?-wskazuję na Edwarda.
-Chwilę temu był tam Jason, ale teraz.. nie ma tam nikogo.
-Oh..
Co się ze mną dzieje?
Uśmiecham się do chłopaków, łapię Rose za rękę i wchodzimy do samolotu.
-Ile jeszcze?Rose wierci się niespokojnie na siedzeniu od godziny.
-Dopiero wylecieliśmy. Jeszcze z 7 godzin.
-Ile?-krzyczy.
-Wytrzymasz młoda-Zayn czochra jej włosy.
-Przestań! Nie widzisz, jak mam ładnie uczesane?-oburza się, na co wszyscy się śmiejemy.
-Emily, ile jeszcze?-budzi mnie głos Rose, ale nie otwieram oczu.
-Jeszcze niecała godzinka, nie budź jej, śpi-słyszę głos blondyna i znowu staram si,ę zasnąć, co nie przychodzi już tak łatwo.
Otwieram oczy i patrzę przez małe okienko. Samolot jest już coraz niżej, a po chwili do moich uszu dociera ten nieznośny dźwięk. Kiedy pojazd zatrzymuje się wszyscy pasażerowie wychodzą na zewnątrz.
-Nareszcie! Myślałam, że polecicie tam na jeden dzień, a tu tydzień Was nie było!-Alex przytula mnie.
-Tak jakoś wyszło-śmieję się i odwzajemniam jej gest.
-A Ty mała, nie przywitasz się ze mną?-kuca, a dziewczynka przytula się do czarnowłosej.
-Zrobiłem obiad!-do salonu wchodzi Harry.
-Ty zrobiłeś co?-śmieję się.
-Obiad. Chcesz spróbować?
-A nie otrujesz nas?
-Ja? Jakbym śmiał
-A co zrobiłeś na ten obiad?-Niall podchodzi do loczka.
-Gołąbki-uśmiecha się.
-Lubię gołąbki, dawaj-śmieję się i siadam do stołu.
Po chwili Styles wchodzi do pomieszczenia i kładzie na środku stołu talerz z jedzeniem.
Nakładam na swój talerz dwa gołąbki. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Po zjedzeniu czuję, że zaraz pęknę. Zjadłam tyle tych gołąbków, że chyba wszyscy razem wzięci zjedli mniej.
-Czyli smakowało?-Harry uśmiecha się szeroko.
-Tak. Nie sądziłam, że to powiem, ale były pyszne-śmieję się.
-W takim razie bardzo mi miło-szczerzy się i znika w kuchni.
-Mówiliście, że nie potrafi gotować-odzywa się Alex.
-Bo nie potrafi-śmieje się Louis.
-To jakim..
-Tylko to potrafi"ugotować'robi cudzysłów-i zrobić tosty-śmieję się.
-Dlaczego?-Zayn podnosi się z łóżka.
-Nie będę Wam ciągle zawracać głowy. Za niedługo kończy się przerwa i wrócicie w trasę-mówię.
-Ale to nie oznacza, że masz się stąd wyprowadzać.
-Zayn, moja stadnina rozwija się bardzo dobrze, odziedziczyłam po ojcu majątek.. Mam wystarczająco pieniędzy, żeby wynająć mieszkanie, jeśli o to Ci chodzi.
-Skoro już mieszkasz tutaj tak długo, to dlaczego teraz masz się stąd wyprowadzić? Wtedy nie będziemy się widywać tak często-wzdycha.
-I tak nie będziemy. Będziecie jeździć w trasy..
-Okej, jak chcesz-rzuca i wychodzi z pokoju.
Wiem, że może wydawać się to głupie, ale trochę przestrzeni dobrze nam zrobi. Wybaczyłam mu to, co mi zrobił i potrzebuję trochę czasu.. Nie mogę, ot tak, po tym wszystkim wskoczyć mu do łózka.. żyć, jakby to wszystko nie miało miejsca.. bo miało i na długo pozostanie w mojej pamięci.
Wyciągam z szafy białą koszulkę polo, szare bryczesy i idę do łazienki. Po krótkim prysznicu przebieram się w strój, ubieram buty, do ręki biorę kask i wychodzę z domu kierując się do auta.
-Dzień dobry, dobrze, że pani jest-Samantha podchodzi do mnie.
-Cześć. Nie mów do mnie pani. Czuję się staro-śmieję się-o co chodzi?
Samantha ma 16 lat i pracuje w stadninie. Jest chyba najbardziej pracowita z całej grupy. Jej najbardziej ufam. Pomimo wieku, naprawdę dobrze zna się na koniach.
-Darla dziwnie się zachowuje, nie daje się wyprowadzić z boksu. Boję się, że coś może jej być-mówi.
-Okej. Za kilka minut powinna przyjechać dziewczyna na jazdę. Zajmiesz się nią?
-Jasne-dziewczyna uśmiecha się i znika mi z oczu.
Wchodzę do stajni i idę w kierunku boksu Darly.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zayn, ona potrzebuje czasu. Zrozum to.. To, co jej zrobiłeś było.. było po prostu złe..
-Wiem. Kurwa, wiem. Musicie mi to cały czas przypominać?-przerywam dziewczynie.
-Okej, przepraszam-unosi ręce-porozmawiaj z nią na spokojnie.
-Przed chwilą wyszła z domu.
-Możesz do niej pojechać. Niech wie, że Ci zależy. Jest w stadninie.
-Dzięki.
Chociaż raz jej niezamykająca się buzia na coś się przydała. Wchodzę do samochodu i jadę w kierunku stadniny.. Zamykam pojazd i wchodzę do stajni. Emily stoi przed śnieżnobiałym koniem, patrząc mu w oczy. Byłoby z tego idealne zdjęcie.. Zayn! Przyszedłeś tu, żeby z nią pogadać..
-Dzień dobry.. Widzę tu pana pierwszy.. o Boże. Czy pan to Zayn Malik?-piszczy niska brunetka , a ja patrzę na nią.
-Przepraszam-rumieni się.
-Nie szkodzi-uśmiecham się.
-Jest pan zapisany na jazdę?-uśmiecha się nieśmiało.
-Nie.. Nie. Ja do Emily.
-To ona-wskazuje na blondynkę.
Kiwam głową i podchodzę do dziewczyny. Jej ręka leży na dużym pysku konia, a ona szepcze mu coś na ucho.
-Em.-zaczynam, na co dziewczyna podskakuje, a koń odsuwa się na koniec boksu-przepraszam..
-Cii-uspakaja konia-hm?-odwraca się do mnie.
-Ja.. Ja chciałem Cię przeprosić. Wiem, że Cię zraniłem. Cholernie Cię zraniłem i zrobiłem to w najbardziej podły sposób.. Więc...
-Jesteś słodki, jak się jąkasz-mówi, kiedy nie mogę znaleźć słów.
-Ja tu próbuję poprawnie sformułować zdania.. męczę się, a Ty się ze mnie nabijasz-mówię, kiedy widzę, że napięcie opada.
-Nie nabijam się z Ciebie. Po prostu jesteś słodki-mówi.
-Tak, tak.. Co z nim?-wskazuję na konia.
-To klacz-poprawia mnie-nie jestem pewna, ale chyba będzie mamą-uśmiecha się-muszę zadzwonić po weterynarza.
-To super. Musisz tu dziś być?-pytam, a dziewczyna kiwa głową.
-Dawno mnie tu nie było, a poza tym dzisiaj jest dużo osób na jazdy.
-Ehh.. No dobra. Jakoś to przeżyję.-A gdybym nie musiała tu zostawać?-unosi brew.
Muszę stąd wyjść. Za bardzo tu śmierdzi.
-To wtedy.. Cóż, mam dla Ciebie niespodziankę.
-Wiesz, że nie przepadam za niespodziankami.
-Wiem-śmieję się.
-Może jutro? Dzisiaj naprawdę muszę tu być.
-Ok.
-Emily! Jakiś Justin przyszedł-koło nas zjawia się ta sama brunetka, co przedtem.
-Justin?
-Mhmm
-Poczekasz chwilkę?-zwraca się do mnie, a ja kiwam głową.
Uśmiecha się i wychodzi ze stajni.
PERSPEKTYWA EMILY
-Mówi, że nie przyszedł na jazdę-mówi Samantha.
-Cześć-uśmiecham się. Chłopak wygląda na młodego.
-Hej, jestem Justin, ale to zapewne wiesz.
-I tu Cię zaskoczę, bo nie wiem.
-Czyli mnie nie pamiętasz-uśmiecha się lekko-jestem synem Natalie.
-Tej Natalie? Najlepszej przyjaciółki mojej mamy?-prawie krzyczę.
-Tak. Właśnie tej-śmieje się.
-Te Justin, który przychodził zawsze do mnie ze swoją mamą jak miałam coś z 5, 6 lat?
-Tak. Właśnie ten-znów się śmieje.
-Oh.. przepraszam.. Strasznie się zmieniłeś.. No a co w tym dziwnego. Minęło prawie 15 lat-śmieję się-a tak w ogóle, to co robisz w Londynie?
-Przeprowadziłem się tu 2 lata temu. A Ty?
-Też tu mieszkam.
-Czego tutaj, a nie w NY?
-Za dużo wspomnień..
-Mama?-z jego twarzy znika uśmiech.
Kiwam głową.
-I tata.
-Co z nim?
-Nie żyje.
-Przykro mi.
Mrugam szybko, żeby powstrzymać łzy.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Od Jasona dowiedziałem się, że przyjechałaś tu na wakacje, a co do stadniny.. to mam swoje sposoby-śmieje się cicho.
-Miło Cię znów widzieć.. Jak Ty sobie o mnie przypomniałeś?-śmieję się.
-Em..-Zayn zjawia się koło mnie.
-O! Zayn, to jest Justin. Justin, Zayn-mówię, a chłopaki podają sobie ręce.
-Ja już pójdę-Mulat uśmiecha się.
-Okej. Będę w domu koło 18-mówię, a chłopak całuje mnie w policzek i wychodzi.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-A o czym? Nawet Cię dobrze nie znam-śmieję się.
-Czekaj.. Czy to był.. Zayn.. Zayn Malik?
-Tak. To on.
-Wow. Jest Twoim.. chłopakiem?
-Tak. A tak właściwie to po co przyszedłeś?
-A .. no tak. Moja siostra.. chciałbym ją zapisać na jazdę.
-Okej. Ile ma lat?
-11
-Okej, kiedy Ci odpowiada?-mówię i daję mu znak ręką, żeby szedł za mną.
-Hmm. Zależy kiedy Ty masz wolny czas.
Otwieram swój kalendarz.
-Jutro o 15?
-Świetnie.
-To.. do zobaczenia-uśmiecham się.
-Paa-macha mi i znika za bramą.
_____________________________
Cześć! Jest rozdział 12! Mam nadzieję, że się spodobał! Czekam na komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania :D
Pozdrawiam, do następnego :):)
-Która godzina?-leniwie otwieram oczy.
-O ta-pokazuje mój telefon.
-Rosie, jest szósta rano, daj spać-jęczę i przewracam się na drugi bok.
-No wstawaj nudzi mi się!
-Idź obudź chłopaków.
Mała wychodzi z pokoju krzycząc, że jestem śpiochem.
-Jak wszyscy. Nie wiem po kim jesteś rannym ptaszkiem-mówię i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
PERSPEKTYWA JASONA
-Jase, wstawaj-Rose siada na mnie.
-Nie, daj mi spać.
-Ale jest już ranek, a mi się nudzi-jęczy.
-Która godzina?
-Chyba szósta.
-Dobra. I tak już nie zasnę. Chcesz coś jeść?-pytam, a mała przytakuje.
-Parówki!
-Dobra, chodź-zwlekam się z łózka i idziemy do kuchni.
-Cicho-mówię do dziewczynki, która nie może powstrzymać śmiechu-teraz!
Rose wylewa na Mili wiadro zimnej wody, na co blondynka zrywa się na równe nogi.
-Boże! Głupi jesteś Jason?
-Gdybyś widziała swoją minę-łapię się za brzuch.
To jest komiczne.
-Bardzo śmieszne. Ten dom ma być dzisiaj sprzedany, a całe łóżko jest mokre-wskazuje na materac.
-Oj już nie przesadzaj-śmieję się-wyschnie.
Emily posyła mi dziwne spojrzenie, po czym wychodzi z pomieszczenia.
PERSPEKTYWA EMILY
Po krótkim prysznicu, wychodzę z łazienki i idę do salonu.
Zayn, biedak śpi na kanapie.
-Misiu-lekko szturcham go w ramię.
-Mhmm-mruczy
Wstawaj no-śmieję się widząc, że chłopak udaje.
-A takie magiczne słowa?-nadal nie otwiera oczu.
-Za chwilę przyjadą ludzie, którzy kupili dom-wołam z kuchni.
-Co? Już? To która godzina?-chłopak pojawia się koło mnie.
-Ósma-śmieję się.
-Tak chcesz się bawić?-uśmiecha się, a ja zaczynam uciekać.
-To mnie złap!-śmieję się, co spowalnia mój bieg.
Wiedząc, że w domu długo nie pouciekam, wbiegam do ogrodu.
-Puść mnie-śmieję się, kiedy chłopak przywiera mną do muru domu.
-I co teraz?
-Teraz mnie puścisz-szczerzę się.
-Takiej opcji nie ma-zbliża się.
-Mhmm.. A jakie są?
-Jest tylko jedna-uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi.
-I to jest ta opcja, tak?-unoszę brew
-Mhmm-muczy i złącza nasze usta w pocałunku.
-W takim razie.. podoba mi się-chichoczę-tylko, że-przerywa mi, kontynuując poprzednio wykonywaną czynność.
Chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przyciągając mnie jeszcze bliżej, a moje ręce wędrują do jego włosów. Ciągnę za nie, na co chłopak wydaje z siebie cichy jęk.
-Emily, jesteś tuuu ooo przepraszam-śmieje się Jason, a ja odrywam się od Mulata.
-Hm?-moje policzki nabierają odcień różu.
-Nie za bardzo wiem, co zrobić z rzeczami Twojego taty.. To, co miałaś tutaj już spakowaliśmy, Rose też jest już spakowana.
-Mmm. Wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi pewnie pójdą do śmieci, a ciuchy.. na razie niech zostaną w pudłach.
-Okej, już nie przeszkadzam-uśmiecha się głupio i wchodzi do domu.
-Pójdę im pomóc-mówię do Zayn'a, jednak chłopak łapie mnie za rękę przyciągając do siebie.
-Tyle dni nie mogłem Cię nawet złapać za rękę.. Przez moją głupotę i bezmyślność prawie Cię straciłem-zaczyna-nie chcę.. nie mogę znieść myśli, że mogę Cię kiedyś stracić.. na zawsze. Kocham Cię, Em-uśmiecha się słodko, a ja przytulam się do niego.
-Nie stracisz mnie nigdy-mówię, a chłopak całuje mnie w czoło.
To mały gest ale uroczy i wiele dla mnie znaczący.
-Pojedziesz ze mną do mojego domu? Chcę zabrać stamtąd wszystkie rzeczy.
-Jasne. A ktoś się już zgłosił do kupna?
-Moja ciotka go kupuje
-Jason, pożycz mi auto-podchodzę do przyjaciela.
-A magiczne słowo?-szczerzy się.
-Jase, proszę-robię maślane oczka.
-No nie wiem-odwraca głowę w bok, udając, że myśli.
Podchodzę do niego bliżej i daje mu buziaka w policzek.
-Zadowolony?-śmieję się, a chłopak wyciąga z kieszeni kluczyki-dzięki.
-Nie chciał mi dać kluczyków-uśmiecham się do Zayn'a, który widział sytuację.
-Przecież nic nie mówię-śmieje się.
-Prowadzisz-rzucam w niego kluczykami i zajmuję miejsce pasażera.
-Matko boska! Ile Ty tego masz?
-Mało.. Właśnie, muszę iść na zakupy. Moja szafa świeci pustkami.
-Yhymm.. Nic się już w niej nie mieści-mruczy, ale na tyle głośno, żebym to usłyszała.
*kilka dni później*
-Do zobaczenia?-chłopak patrzy na mnie.
-Do zobaczenia-przytulam go.
-Tylko tym razem nie znikaj na tak długo-czy on będzie płakać?
-Nie zniknę-uśmiecham się.
Kiedy znów słyszę głos kobiety w głośnikach, ponownie przytulam się do przyjaciela.
-To cześć-uśmiecha się.
-Do zobaczenia, Jase-biorę walizki i idę za blondynem i Zaynem w kierunku samolotu.
Odwracam się, a Jason macha do mnie, na co odpowiadam mu uśmiechem. Kiedy jesteśmy przy wyjściu z budynku, znów oglądam się za siebie, lecz tym razem na miejscu Jasona stoi ON i uśmiecha się w ten swój sztuczny, podły sposób.
-Emi, wszystko w porządku?
Nie wiem dlaczego, ale stoję i patrzę na niego.
-Tak. Nie. Zayn, kto tam jest?-wskazuję na Edwarda.
-Chwilę temu był tam Jason, ale teraz.. nie ma tam nikogo.
-Oh..
Co się ze mną dzieje?
Uśmiecham się do chłopaków, łapię Rose za rękę i wchodzimy do samolotu.
-Ile jeszcze?Rose wierci się niespokojnie na siedzeniu od godziny.
-Dopiero wylecieliśmy. Jeszcze z 7 godzin.
-Ile?-krzyczy.
-Wytrzymasz młoda-Zayn czochra jej włosy.
-Przestań! Nie widzisz, jak mam ładnie uczesane?-oburza się, na co wszyscy się śmiejemy.
-Emily, ile jeszcze?-budzi mnie głos Rose, ale nie otwieram oczu.
-Jeszcze niecała godzinka, nie budź jej, śpi-słyszę głos blondyna i znowu staram si,ę zasnąć, co nie przychodzi już tak łatwo.
Otwieram oczy i patrzę przez małe okienko. Samolot jest już coraz niżej, a po chwili do moich uszu dociera ten nieznośny dźwięk. Kiedy pojazd zatrzymuje się wszyscy pasażerowie wychodzą na zewnątrz.
-Nareszcie! Myślałam, że polecicie tam na jeden dzień, a tu tydzień Was nie było!-Alex przytula mnie.
-Tak jakoś wyszło-śmieję się i odwzajemniam jej gest.
-A Ty mała, nie przywitasz się ze mną?-kuca, a dziewczynka przytula się do czarnowłosej.
-Zrobiłem obiad!-do salonu wchodzi Harry.
-Ty zrobiłeś co?-śmieję się.
-Obiad. Chcesz spróbować?
-A nie otrujesz nas?
-Ja? Jakbym śmiał
-A co zrobiłeś na ten obiad?-Niall podchodzi do loczka.
-Gołąbki-uśmiecha się.
-Lubię gołąbki, dawaj-śmieję się i siadam do stołu.
Po chwili Styles wchodzi do pomieszczenia i kładzie na środku stołu talerz z jedzeniem.
Nakładam na swój talerz dwa gołąbki. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Po zjedzeniu czuję, że zaraz pęknę. Zjadłam tyle tych gołąbków, że chyba wszyscy razem wzięci zjedli mniej.
-Czyli smakowało?-Harry uśmiecha się szeroko.
-Tak. Nie sądziłam, że to powiem, ale były pyszne-śmieję się.
-W takim razie bardzo mi miło-szczerzy się i znika w kuchni.
-Mówiliście, że nie potrafi gotować-odzywa się Alex.
-Bo nie potrafi-śmieje się Louis.
-To jakim..
-Tylko to potrafi"ugotować'robi cudzysłów-i zrobić tosty-śmieję się.
-Dlaczego?-Zayn podnosi się z łóżka.
-Nie będę Wam ciągle zawracać głowy. Za niedługo kończy się przerwa i wrócicie w trasę-mówię.
-Ale to nie oznacza, że masz się stąd wyprowadzać.
-Zayn, moja stadnina rozwija się bardzo dobrze, odziedziczyłam po ojcu majątek.. Mam wystarczająco pieniędzy, żeby wynająć mieszkanie, jeśli o to Ci chodzi.
-Skoro już mieszkasz tutaj tak długo, to dlaczego teraz masz się stąd wyprowadzić? Wtedy nie będziemy się widywać tak często-wzdycha.
-I tak nie będziemy. Będziecie jeździć w trasy..
-Okej, jak chcesz-rzuca i wychodzi z pokoju.
Wiem, że może wydawać się to głupie, ale trochę przestrzeni dobrze nam zrobi. Wybaczyłam mu to, co mi zrobił i potrzebuję trochę czasu.. Nie mogę, ot tak, po tym wszystkim wskoczyć mu do łózka.. żyć, jakby to wszystko nie miało miejsca.. bo miało i na długo pozostanie w mojej pamięci.
Wyciągam z szafy białą koszulkę polo, szare bryczesy i idę do łazienki. Po krótkim prysznicu przebieram się w strój, ubieram buty, do ręki biorę kask i wychodzę z domu kierując się do auta.
-Dzień dobry, dobrze, że pani jest-Samantha podchodzi do mnie.
-Cześć. Nie mów do mnie pani. Czuję się staro-śmieję się-o co chodzi?
Samantha ma 16 lat i pracuje w stadninie. Jest chyba najbardziej pracowita z całej grupy. Jej najbardziej ufam. Pomimo wieku, naprawdę dobrze zna się na koniach.
-Darla dziwnie się zachowuje, nie daje się wyprowadzić z boksu. Boję się, że coś może jej być-mówi.
-Okej. Za kilka minut powinna przyjechać dziewczyna na jazdę. Zajmiesz się nią?
-Jasne-dziewczyna uśmiecha się i znika mi z oczu.
Wchodzę do stajni i idę w kierunku boksu Darly.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zayn, ona potrzebuje czasu. Zrozum to.. To, co jej zrobiłeś było.. było po prostu złe..
-Wiem. Kurwa, wiem. Musicie mi to cały czas przypominać?-przerywam dziewczynie.
-Okej, przepraszam-unosi ręce-porozmawiaj z nią na spokojnie.
-Przed chwilą wyszła z domu.
-Możesz do niej pojechać. Niech wie, że Ci zależy. Jest w stadninie.
-Dzięki.
Chociaż raz jej niezamykająca się buzia na coś się przydała. Wchodzę do samochodu i jadę w kierunku stadniny.. Zamykam pojazd i wchodzę do stajni. Emily stoi przed śnieżnobiałym koniem, patrząc mu w oczy. Byłoby z tego idealne zdjęcie.. Zayn! Przyszedłeś tu, żeby z nią pogadać..
-Dzień dobry.. Widzę tu pana pierwszy.. o Boże. Czy pan to Zayn Malik?-piszczy niska brunetka , a ja patrzę na nią.
-Przepraszam-rumieni się.
-Nie szkodzi-uśmiecham się.
-Jest pan zapisany na jazdę?-uśmiecha się nieśmiało.
-Nie.. Nie. Ja do Emily.
-To ona-wskazuje na blondynkę.
Kiwam głową i podchodzę do dziewczyny. Jej ręka leży na dużym pysku konia, a ona szepcze mu coś na ucho.
-Em.-zaczynam, na co dziewczyna podskakuje, a koń odsuwa się na koniec boksu-przepraszam..
-Cii-uspakaja konia-hm?-odwraca się do mnie.
-Ja.. Ja chciałem Cię przeprosić. Wiem, że Cię zraniłem. Cholernie Cię zraniłem i zrobiłem to w najbardziej podły sposób.. Więc...
-Jesteś słodki, jak się jąkasz-mówi, kiedy nie mogę znaleźć słów.
-Ja tu próbuję poprawnie sformułować zdania.. męczę się, a Ty się ze mnie nabijasz-mówię, kiedy widzę, że napięcie opada.
-Nie nabijam się z Ciebie. Po prostu jesteś słodki-mówi.
-Tak, tak.. Co z nim?-wskazuję na konia.
-To klacz-poprawia mnie-nie jestem pewna, ale chyba będzie mamą-uśmiecha się-muszę zadzwonić po weterynarza.
-To super. Musisz tu dziś być?-pytam, a dziewczyna kiwa głową.
-Dawno mnie tu nie było, a poza tym dzisiaj jest dużo osób na jazdy.
-Ehh.. No dobra. Jakoś to przeżyję.-A gdybym nie musiała tu zostawać?-unosi brew.
Muszę stąd wyjść. Za bardzo tu śmierdzi.
-To wtedy.. Cóż, mam dla Ciebie niespodziankę.
-Wiesz, że nie przepadam za niespodziankami.
-Wiem-śmieję się.
-Może jutro? Dzisiaj naprawdę muszę tu być.
-Ok.
-Emily! Jakiś Justin przyszedł-koło nas zjawia się ta sama brunetka, co przedtem.
-Justin?
-Mhmm
-Poczekasz chwilkę?-zwraca się do mnie, a ja kiwam głową.
Uśmiecha się i wychodzi ze stajni.
PERSPEKTYWA EMILY
-Mówi, że nie przyszedł na jazdę-mówi Samantha.
-Cześć-uśmiecham się. Chłopak wygląda na młodego.
-Hej, jestem Justin, ale to zapewne wiesz.
-I tu Cię zaskoczę, bo nie wiem.
-Czyli mnie nie pamiętasz-uśmiecha się lekko-jestem synem Natalie.
-Tej Natalie? Najlepszej przyjaciółki mojej mamy?-prawie krzyczę.
-Tak. Właśnie tej-śmieje się.
-Te Justin, który przychodził zawsze do mnie ze swoją mamą jak miałam coś z 5, 6 lat?
-Tak. Właśnie ten-znów się śmieje.
-Oh.. przepraszam.. Strasznie się zmieniłeś.. No a co w tym dziwnego. Minęło prawie 15 lat-śmieję się-a tak w ogóle, to co robisz w Londynie?
-Przeprowadziłem się tu 2 lata temu. A Ty?
-Też tu mieszkam.
-Czego tutaj, a nie w NY?
-Za dużo wspomnień..
-Mama?-z jego twarzy znika uśmiech.
Kiwam głową.
-I tata.
-Co z nim?
-Nie żyje.
-Przykro mi.
Mrugam szybko, żeby powstrzymać łzy.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Od Jasona dowiedziałem się, że przyjechałaś tu na wakacje, a co do stadniny.. to mam swoje sposoby-śmieje się cicho.
-Miło Cię znów widzieć.. Jak Ty sobie o mnie przypomniałeś?-śmieję się.
-Em..-Zayn zjawia się koło mnie.
-O! Zayn, to jest Justin. Justin, Zayn-mówię, a chłopaki podają sobie ręce.
-Ja już pójdę-Mulat uśmiecha się.
-Okej. Będę w domu koło 18-mówię, a chłopak całuje mnie w policzek i wychodzi.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-A o czym? Nawet Cię dobrze nie znam-śmieję się.
-Czekaj.. Czy to był.. Zayn.. Zayn Malik?
-Tak. To on.
-Wow. Jest Twoim.. chłopakiem?
-Tak. A tak właściwie to po co przyszedłeś?
-A .. no tak. Moja siostra.. chciałbym ją zapisać na jazdę.
-Okej. Ile ma lat?
-11
-Okej, kiedy Ci odpowiada?-mówię i daję mu znak ręką, żeby szedł za mną.
-Hmm. Zależy kiedy Ty masz wolny czas.
Otwieram swój kalendarz.
-Jutro o 15?
-Świetnie.
-To.. do zobaczenia-uśmiecham się.
-Paa-macha mi i znika za bramą.
_____________________________
Cześć! Jest rozdział 12! Mam nadzieję, że się spodobał! Czekam na komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania :D
Pozdrawiam, do następnego :):)
czwartek, 6 sierpnia 2015
Rozdział 11
Chłopak lekko się do mnie uśmiecha i odwraca się, by odejść.
-Czekaj-łapie go za rękę-ja.. przemyślałam to wszystko i.. wybaczam Ci, Zayn.
Teraz, od dłuższego czasu, pierwszy raz zobaczyłam ten błysk w jego czekoladowych oczach.
-Naprawdę?-kąciki jego ust unoszą się tworząc piękny, szczery uśmiech.
-Tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby Cię nie być
-Dziękuję-mówi i złącza nasze usta w pocałunku.
-Odbierz-mówi, kiedy mój telefon daje o sobie znać-to może być ważne.
To wiadomość.
Od: Jason
Cześć xx Mogłabyś odezwać się czasem do starego przyjaciela. Tak trudno?
Uśmiecham się do siebie.
Jason to mój najlepszy przyjaciel. Zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pomagał mi się pozbierać po śmierci mamy. Jest niezastąpiony.. a od jakiegoś czasu w ogóle się do siebie nie odzywamy. Tyle się działo..
Do: Jason
Cześć xx Ty też nie jesteś bez winy. Też mogłeś się odezwać :*
-Kto to?-podskoczyłam, kiedy Mulat zjawił się za mną.
-Jason. Przyjaciel
-Przyjaciel?
-Zayn, błagam..
-No przecież żartuję-śmieje się, za co dostał w ramię.
-Ejj-robi oburzoną minę.
Od: Jason
Właśnie to zrobiłem x Gdzie mi zniknęłaś? :((
Do: Jason
Jestem w Londynie, ale jutro przylatuję do Ciebie xxx
-Emily, Zayn! Obiad-do salonu wchodzi Liam.
-Już idziemy
-Nie jestem głodna-mówimy w tym samym momencie.
-Em, musisz jeść. Nie puścimy Cię jutro do samolotu-unosi prawą brew.
-Em?-śmieję się.
-No.. takie zdrobnienie Twojego imienia. Chodź na obiad-posyła mi uśmiech i wychodzi.
Znowu słyszę charakterystyczny dźwięk wiadomości.
Od:Jason
Okay x Mam nadzieję, że nie znalazłaś sobie nikogo na moje miejsce, mała x Do zobaczenia xx
Chyba nie..
-Eemm-przedłuża Zayn dając mi znak ręką, żbym poszła za nim do kuchni.
-Ugh. Idę-uśmiecham się.
-Dobrze się czujesz?-chłopak wchodzi do łazienki.
-Nie. Wszyscy wpychaliście mi cały obiad i zaraz to zwrócę-jęczę.
-Przynajmniej nie będziesz głodna-chichocze blondyn.
Patrzę na niego, na co śmieje się jeszcze bardziej.
I bum! Obiadu w brzuchu nie ma.
-Bardzo zabawne-wymijam chłopaka w drzwiach i idę po wodę.
-Emily-budzi mnie głos Malika.
-Mhmm-mruczę i odwracam się na drugi bok.
-Em, za chwilę mamy samolot
-Okej..
-To w takim razie lecę sam, paa-mówi i słyszę zamykane drzwi.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i przecieram oczy.
Jest 5 rano..
Idę do łazienki. Zimny prysznic to jedyne o czym teraz marzę. Po wyjściu z wody idę do kuchni, gdzie Zayn czeka ze śniadaniem.
-Nareszcie wstałaś-uśmiecha się i podaje mi talerz z tostami, a Niall kładzie obok kubek z kawą.
-Dzięki-ich uśmiechy są zaraźliwe
Po śniadaniu biorę swoją torbę i wraz z blondynem jedziemy na lotnisko.
-Mówiłem, schowaj ten nóż. Po co ludzie mają wiedzieć, że planujesz zemstę?-blondyn próbuję być poważny..
-To, że znowu zapiszczała ta durna bramka, nie znaczy, że trzymam przy sobie nóż-śmieję się.
-O! Widzę, że Ty też wybierasz się do Nowego Jorku-nie.
Nie, nie, nie, nie. Nie, nie. NIE. -Widzę, że sprawiłaś sobie ochroniarzy-kontynuuje, gdy się nie odzywam.
Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje ten uśmiech.. Uśmiech, którego nie zaliczam do moich ulubionych.
-Możesz mi powiedzieć, czego chcesz?-odwracam się do Edwarda.
-Ja?
Nie. Moja babcia.
-Chcę tylko, żebyś do mnie wróciła. Widzę, że wracasz do domu, więc..
-Nie, nie wracam tam.. Lecę na kilka dni-przerywam mu.
-Mhmm.. Wiesz, że nie musisz już udawać.. Kochasz mnie. Twój tatuś już nie będzie miał nic przeciwko mnie.. Go już nie ma -jego uśmiech rośnie, a w moich oczach zbierają się łzy.
-Coś Ty powiedział?-blondyn podchodzi do chłopaka.
-Niall, proszę-zaczynam, a Mulat przyciąga mnie od siebie.
-Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, zrobisz jej coś, a zobaczysz, że jednak jej tato będzie miał coś przeciwko. Spotkasz się z nim, o tam-spogląda do góry, uśmiecha się słodko i wraca do nas.
Po tym, co powiedział w mojej głowie odzywa się pytanie czy to on? Czy Edward byłby do tego zdolny? Pomimo, że tak bardzo go nienawidzę, nie wierzę w to. Po co miałby to zrobić?
-W porządku?-blondyn kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak-wymuszam uśmiech i wchodzimy do samolotu.
Moje życie od początku było trudne.. skomplikowane. Zaczęło się te kilka lat temu, od śmierci mamy.. a nawet wcześniej. Kiedy miałam 5 lat, moja mama drugi raz zaszła w ciążę. Była taka szczęśliwa. Miała urodzić chłopca, Ash'a.. Ale poroniła.. Załamała się.. Ale spróbowała jeszcze raz.. I dzięki temu.. dzięki temu, że się nie poddała mam Rose.. Chociaż ją. Bardzo brakuje mi mamy, a teraz jeszcze straciłam drugą, najważniejszą osobę w moim życiu.
Zawsze opiekowałam się Rose najlepiej jak umiałam, ale teraz nie mogę jej odstąpić na krok. Mam już tylko ją. Moją małą Rosie...
-Emily, wstawaj-Niall lekko szarpie mnie za ramię.
-Mhmm-leniwie otwieram oczy.
Podnoszę się z kolan blondyna i opieram o fotel.
Kiedy samolot bezpiecznie ląduje na ziemi, wysiadamy z maszyny i kierujemy się do budynku, żeby odebrać nasze bagaże.
Wychodzimy na zewnątrz, a moim oczom ukazuje się ta czarna czupryna. chłopak uśmiecha się szeroko. Upuszczam torbę i biegnę w ramiona chłopaka.
-Woah! Też się stęskniłem, mała-obejmuje mnie i powstrzymuje nas od upadku.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Łzy szczęścia.
-Kim są ci dwaj panowie?-odsuwa się ode mnie.
Jego uśmiech jest jeszcze większy. Nie sądziłam, że jest to możliwe.
-To Zayn i Niall
-Czy to nie są przypadkiem ci z One Direction?-dziwi się.
-Dokładnie tak-mówię chwytając chłopaka za rękę i ciągnę go w stronę piosenkarzy.
-A więc tak-śmieję się-to jest Jason. Jason, to Zayn i Niall.
Chłopaki podają sobie ręce.
Zayn schyla się i podnosi moją torbę, którą chcę od niego odebrać, jednak jest uparty.
-I to niby ja jestem uparciuchem-śmieję się.
-Zawiozę Was do Twojego ojca-uśmiecha się-dawno go nie widziałem.
-To już go nie zobaczysz-oznajmiam, a Zayn mocniej ściska moją dłoń.
-Co? Jak to?
-On nie żyje-próbuję powstrzymać łzy i o dziwo mi to wychodzi.
-Co?-chłopak się zatrzymuje.
-Umarł. Wczoraj rano zadzwoniła do mnie Rose i dlatego tutaj przyleciałam-tłumaczę.
-Jezu, Mili. Przykro mi..
-W porządku-uśmiecham się słabo.
-Zayn! Niall! Kochamy Was!!-słyszę pisk dziewczyn.
O nie. Boże, nie teraz. Błagam.
-Idźcie do nich, bo nie dadzą Wam spokoju-uśmiecham się do Malika, a chłopak niepewnie puszcza moją dłoń i wraz z Niallem idą w kierunku małego tłumu pustych lasek. Dlaczego pustych? Jak dla mnie jest to głupie zachowanie. Nie powinny się drzeć jakby je ze skóry obdzierano na widok zwykłego człowieka.. No bo przecież nie jest jakiś niezwykły, czy coś, prawda? Cóż.. Taka już jestem.. Raz miła, a raz chamska.
-Ten Zayn.. To..-zaczyna Jason.
-Jest moim chłopakiem-mówię, kiedy chłopak nie może znaleźć słów.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart-szczypie mój policzek.
-Się okaże-pokazuję mu język, na co zaczyna się śmiać.
-Matko.. Tak dawno Cię nie widziałam-patrzę mu w oczy. Są cudowne. Błękitne, jak morze.
-To prawda-uśmiecha się-nic się nie zmieniłaś. Zaraz..-przekręca głowę-ścięłaś włosy!-krzyczy.
-Nawet taki mały drobiazg zauważysz-szczerzę się.
-Pewnie, że zauważę. Nawet, jak pojawi Ci się nowy piegusek na nosie, to go zauważę-mówi, a ja się śmieję.
-Dobrze Cię znów widzieć, Jase-mówię po chwili ciszy.
-Ciebie też, uparciuchu-przytula mnie.
-Możemy już iść-koło nas zjawiają się Zayn i Niall.
-Okej, chodźmy-łapię Mulata za rękę i idziemy do auta Jasona.
Kiedy silnik gaśnie, rozpinam pas, ale nie wysiadam z auta.
Tak dawno nie byłam w tym domu. Nie odwiedzałam ojca od paru dobrych miesięcy. Miałam za dużo nauki..
-Idziesz?-Jason otwiera mi drzwi.
-Tak-posyła mu uśmiech i wychodzę z auta.
Podchodzę do drzwi chcąc je otworzyć, ale są zamknięte.
-Jeszcze tego brakowało. Gdzie jest Rose?-mówię do siebie.
Opieram głowę o drzwi i zamykam oczy.
-Mili, w porządku?-Jason kładzie rękę na moim ramieniu.
-Sąsiadka!-wołam i biegnę do domu po drugiej stronie ulicy. Nie rozglądając się biegnę przez jezdnię, a samochód prawie mnie potrąca. Kierowca trąbi, ale nie obchodzi mnie to teraz Pukam, a po chwili w drzwiach staje pani Further.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Witaj-odwzajemnia uśmiech-proszę, wejdź-wpuszcza mnie do środka-co Cię tu sprowadza?
-Nie ma u pani Rose?
-Nie.. Myślałam, że poleciała do Ciebie, do Londynu. Była u mnie kilka dni temu. Przykro mi.. Twój ojciec był wspaniałym człowiekiem-mówi i widzę, że jej oczy robią się szklane.
-Wiem..-przerywam-czyli Rose u pani nie ma, tak? Boże, gdzie ona może być?
-Nie mam pojęcia.. Napijesz się czegoś?
Jezu, jak ja zazdroszczę tej kobiecie spokoju.
-Nie, dziękuję bardzo, ale muszę znaleźć siostrę-posyłam jej uśmiech i opuszczam dom.
-Ma szczęście, że ma taką siostrę, jak Ty, Emily-słyszę.
-Nie ma jej tam-mówię, kiedy podchodzę do chłopaków.
-Mili.. A pamiętasz tą uliczkę.. tą, w którą Rose szła, kiedy
-Kiedy wszystko było do dupy-dokańczam za niego, a chłopak przytakuje.
Ruszam w kierunku uliczki, na której moja siostra znalazła swojego kotka. Tutak umarł jej poprzedni i tutaj znalazła nowego.
-Rose?-wołam wchodząc w ciemną uliczkę.
Odpowiada mi tylko miauczenie kotów.
-Rose, jesteś tutaj? To ja, Emily.
-Emily?-słyszę szlochanie siostry.
-Tak, to ja-mówię, a zza śmietnika wychodzi ona.
Dziewczynka, która nie jest moją, słodką Rosie.
Ta dziewczynka jest brudna, zalana łzami, załamana z równie brudnym kociakiem na rękach.
-Jezu, Rose! Chodź tutaj-mówię, a po moich policzkach spływają łzy.
Ile musiała tutaj siedzieć, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Boże.. Ona ma dopiero 5 lat. Jest taka mała, siedziała tutaj całkiem sama.
Kucam, a dziewczynka przytula się do mnie, wcześniej stawiając kota na ziemię.
-Od kiedy tu siedzisz?
-Od paru dni-szepcze.
-Jadłaś coś?
-Jadłam
Nie będę wnikać, co..
-Dlaczego siedzisz tu tak długo?-odsuwam ją od siebie.
-Nie widziałam, gdzie mam iść. Kiedy dowiedziałam si, że tato nie żyje, przyszłam tu i siedziałam do teraz.
-To kiedy się dowiedziałaś?-przecież dzwoniła wczoraj..
-Cztery dni temu-odpowiada po dokładnym przeliczeniu na palcach.
-I zadzwoniłaś do mnie dopiero wczoraj?
-Dzwoniłam wcześniej.. Nie odbierałaś..
Jasne.. Przecież tak jak ona siedziałam w miejscu i byłam załamana. Pamiętam, że telefon dzwonił, ale nie miałam siły go odebrać.
-Przepraszam-mówię przez łzy.
-Zabierzesz mnie do domu?-pyta wyciągając rączki do góry.
-Pewnie-staram się uśmiechnąć i biorę Rose na ręce.
-Schyl się.
Nie wiem o co jej chodzi, ale kucam. Dziewczynka bierze na ręce swojego kotka i przytula go mocno do siebie.
Uśmiecham się lekko i idę w kierunku domu.
-Matko! Rose!-Jason podbiega do nas.
-Siedziała w tej uliczce cztery dni.. Boże, mogłam się ogarnąć i przylecieć tutaj wcześniej-po moim policzku spływa kolejna łza.
-Już dobrze.. Chodźcie do domu.
Stawiam Rose na ziemi, a ona łapie mnie za rękę. Wchodzimy do domu i pierwsze, co robię to kieruję się do kuchni,żeby zrobić małej jeść.
-Trzymaj-podaję jej miskę płatków z mlekiem.
Siostra niechętnie bierze ode mnie naczynie i zaczyna jeść.
Idę do jej pokoju i wyciągam czyste ubrania, które zanoszę do łazienki.
-Emily, usiądź już-słyszę Zayn'a.
-Nie teraz-mówię szybko i nalewam do miski mleko dla kota.
To wszystko moja wina! Gdybym tylko wiedziała, że to się stanie..
-Em, wszystko okej?-podskakuję, kiedy za mną pojawia się Niall-przepraszam
-Tak, okej-staram się uśmiechnąć.
-Dziękuję-Rose podaje mi pustą miskę.
Biorę ją i wstawiam do zlewu
-Jason-wołam, a chłopak po chwili pojawia się w kuchni-jakbyś mógł dać im coś do picia, czy coś.. cokolwiek? Ja pójdę umyć Rose.
-Jasne-uśmiecha się pokrzepiająco.
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech-chodź-zwracam się do Rose.
-Teraz wyglądasz o wiele lepiej-uśmiecham się susząc jej mokre włosy.
Rose uśmiecha się i podaje mi gumki do włosów. Po zaczesaniu dwóch kucyków, wychodzimy z łazienki.
-Rose, słuchaj. Teraz decyzja należy do Ciebie-zaczynam-chcesz zostać tutaj, czy polecieć do Londynu?
-Chcę polecieć z Tobą do Londynu.
-Na pewno? Jeśli tam polecimy, zostaniemy tam już.
-Tak. A co z tym domem? I Waszym? Twoim i Alex?
-Sprzedamy je-uśmiecham się
-Dobrze-przytula mnie.
-A co to za piękna księżniczka?-Zayn podchodzi do nas.
-Kłaniaj się, tu księżna Rose Williams-dziewczynka prostuje się i roni poważną minę.
-Wasza wysokość-Mulat kłania się nisko.
Uśmiecham się. To jest komiczne.
-Mili, telefon-Jason wchodzi do pokoju i podaje mi urządzenie.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i wstaje-Halo?
-Cześć! Jak tam? Jak się trzymasz?-to Alex.
-Hej. Dobrze, dziękuję.
-To dobrze-wiem, że się teraz uśmiecha-kiedy wracasz?
-Przecież dopiero trzy godziny temu przyleciałam-śmieję się.
-A ja już tęsknię. Jak mała?
-Już okej. Jason jest z nami. Przyjechał na lotnisko-mówię.
-Naprawdę?! Możesz mi go dać? Tyle czasu z nim nie gadałam.
-Jasne, chwilka-zakrywam mikrofon-Jason!
-Hmm?
-Alex chce z Tobą porozmawiać
-Cześć-mówi do telefonu-co tam gaduło?-śmieje się i wychodzi z pokoju.
-Kto to dzwonił?-Rose podchodzi do mnie.
-Alex-uśmiecham się-chodź, pomożesz mi?
Mała kiwa głową.
-Przynieś kartki-uśmiecham się, a Rose biegnie do swojego pokoju.
Co będziesz robić?-Zayn wstaje z podłogi.
-Muszę zrobić ogłoszenia. Chcę sprzedać domy.
-Domy?
-Tak, nie mieszkałam z ojcem.-wyjaśniam.
-Okej. To ja może napisze w internecie, hm?
-Jasne, dzięki-mówię, a Rose podbiega do mnie z kartkami, które mi podaje.
-Super. Chodź, zrobimy ogłoszenia i wydrukujemy.
Dziewczynka klaszcze w ręce i idzie za mną.
~przeczytałeś/aś-komentuj~
_____________________
Nareszcie upragniony 11 rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba :)
Za błędy przepraszam, rozdział nie sprawdzony i pisany w nocy :D Teraz już wszystko w moich planach będzie dobrze, czyli rozdziały będą nudne, bez żadnych akcji. Jest już 11.. czyli jeszcze 9 i koniec opowiadania! Tak. Koniec. Jak już raz wspominałam, po zakończeniu tego opowiadania, wstawię posta, w którym podam Wam linka do nowego opowiadania.
Komentujcie, a dodacie mi motywacji!
Pozdrawiam :D
-Czekaj-łapie go za rękę-ja.. przemyślałam to wszystko i.. wybaczam Ci, Zayn.
Teraz, od dłuższego czasu, pierwszy raz zobaczyłam ten błysk w jego czekoladowych oczach.
-Naprawdę?-kąciki jego ust unoszą się tworząc piękny, szczery uśmiech.
-Tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby Cię nie być
-Dziękuję-mówi i złącza nasze usta w pocałunku.
-Odbierz-mówi, kiedy mój telefon daje o sobie znać-to może być ważne.
To wiadomość.
Od: Jason
Cześć xx Mogłabyś odezwać się czasem do starego przyjaciela. Tak trudno?
Uśmiecham się do siebie.
Jason to mój najlepszy przyjaciel. Zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pomagał mi się pozbierać po śmierci mamy. Jest niezastąpiony.. a od jakiegoś czasu w ogóle się do siebie nie odzywamy. Tyle się działo..
Do: Jason
Cześć xx Ty też nie jesteś bez winy. Też mogłeś się odezwać :*
-Kto to?-podskoczyłam, kiedy Mulat zjawił się za mną.
-Jason. Przyjaciel
-Przyjaciel?
-Zayn, błagam..
-No przecież żartuję-śmieje się, za co dostał w ramię.
-Ejj-robi oburzoną minę.
Od: Jason
Właśnie to zrobiłem x Gdzie mi zniknęłaś? :((
Do: Jason
Jestem w Londynie, ale jutro przylatuję do Ciebie xxx
-Emily, Zayn! Obiad-do salonu wchodzi Liam.
-Już idziemy
-Nie jestem głodna-mówimy w tym samym momencie.
-Em, musisz jeść. Nie puścimy Cię jutro do samolotu-unosi prawą brew.
-Em?-śmieję się.
-No.. takie zdrobnienie Twojego imienia. Chodź na obiad-posyła mi uśmiech i wychodzi.
Znowu słyszę charakterystyczny dźwięk wiadomości.
Od:Jason
Okay x Mam nadzieję, że nie znalazłaś sobie nikogo na moje miejsce, mała x Do zobaczenia xx
Chyba nie..
-Eemm-przedłuża Zayn dając mi znak ręką, żbym poszła za nim do kuchni.
-Ugh. Idę-uśmiecham się.
-Dobrze się czujesz?-chłopak wchodzi do łazienki.
-Nie. Wszyscy wpychaliście mi cały obiad i zaraz to zwrócę-jęczę.
-Przynajmniej nie będziesz głodna-chichocze blondyn.
Patrzę na niego, na co śmieje się jeszcze bardziej.
I bum! Obiadu w brzuchu nie ma.
-Bardzo zabawne-wymijam chłopaka w drzwiach i idę po wodę.
-Emily-budzi mnie głos Malika.
-Mhmm-mruczę i odwracam się na drugi bok.
-Em, za chwilę mamy samolot
-Okej..
-To w takim razie lecę sam, paa-mówi i słyszę zamykane drzwi.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i przecieram oczy.
Jest 5 rano..
Idę do łazienki. Zimny prysznic to jedyne o czym teraz marzę. Po wyjściu z wody idę do kuchni, gdzie Zayn czeka ze śniadaniem.
-Nareszcie wstałaś-uśmiecha się i podaje mi talerz z tostami, a Niall kładzie obok kubek z kawą.
-Dzięki-ich uśmiechy są zaraźliwe
Po śniadaniu biorę swoją torbę i wraz z blondynem jedziemy na lotnisko.
-Mówiłem, schowaj ten nóż. Po co ludzie mają wiedzieć, że planujesz zemstę?-blondyn próbuję być poważny..
-To, że znowu zapiszczała ta durna bramka, nie znaczy, że trzymam przy sobie nóż-śmieję się.
-O! Widzę, że Ty też wybierasz się do Nowego Jorku-nie.
Nie, nie, nie, nie. Nie, nie. NIE. -Widzę, że sprawiłaś sobie ochroniarzy-kontynuuje, gdy się nie odzywam.
Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje ten uśmiech.. Uśmiech, którego nie zaliczam do moich ulubionych.
-Możesz mi powiedzieć, czego chcesz?-odwracam się do Edwarda.
-Ja?
Nie. Moja babcia.
-Chcę tylko, żebyś do mnie wróciła. Widzę, że wracasz do domu, więc..
-Nie, nie wracam tam.. Lecę na kilka dni-przerywam mu.
-Mhmm.. Wiesz, że nie musisz już udawać.. Kochasz mnie. Twój tatuś już nie będzie miał nic przeciwko mnie.. Go już nie ma -jego uśmiech rośnie, a w moich oczach zbierają się łzy.
-Coś Ty powiedział?-blondyn podchodzi do chłopaka.
-Niall, proszę-zaczynam, a Mulat przyciąga mnie od siebie.
-Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, zrobisz jej coś, a zobaczysz, że jednak jej tato będzie miał coś przeciwko. Spotkasz się z nim, o tam-spogląda do góry, uśmiecha się słodko i wraca do nas.
Po tym, co powiedział w mojej głowie odzywa się pytanie czy to on? Czy Edward byłby do tego zdolny? Pomimo, że tak bardzo go nienawidzę, nie wierzę w to. Po co miałby to zrobić?
-W porządku?-blondyn kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak-wymuszam uśmiech i wchodzimy do samolotu.
Moje życie od początku było trudne.. skomplikowane. Zaczęło się te kilka lat temu, od śmierci mamy.. a nawet wcześniej. Kiedy miałam 5 lat, moja mama drugi raz zaszła w ciążę. Była taka szczęśliwa. Miała urodzić chłopca, Ash'a.. Ale poroniła.. Załamała się.. Ale spróbowała jeszcze raz.. I dzięki temu.. dzięki temu, że się nie poddała mam Rose.. Chociaż ją. Bardzo brakuje mi mamy, a teraz jeszcze straciłam drugą, najważniejszą osobę w moim życiu.
Zawsze opiekowałam się Rose najlepiej jak umiałam, ale teraz nie mogę jej odstąpić na krok. Mam już tylko ją. Moją małą Rosie...
-Emily, wstawaj-Niall lekko szarpie mnie za ramię.
-Mhmm-leniwie otwieram oczy.
Podnoszę się z kolan blondyna i opieram o fotel.
Kiedy samolot bezpiecznie ląduje na ziemi, wysiadamy z maszyny i kierujemy się do budynku, żeby odebrać nasze bagaże.
Wychodzimy na zewnątrz, a moim oczom ukazuje się ta czarna czupryna. chłopak uśmiecha się szeroko. Upuszczam torbę i biegnę w ramiona chłopaka.
-Woah! Też się stęskniłem, mała-obejmuje mnie i powstrzymuje nas od upadku.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Łzy szczęścia.
-Kim są ci dwaj panowie?-odsuwa się ode mnie.
Jego uśmiech jest jeszcze większy. Nie sądziłam, że jest to możliwe.
-To Zayn i Niall
-Czy to nie są przypadkiem ci z One Direction?-dziwi się.
-Dokładnie tak-mówię chwytając chłopaka za rękę i ciągnę go w stronę piosenkarzy.
-A więc tak-śmieję się-to jest Jason. Jason, to Zayn i Niall.
Chłopaki podają sobie ręce.
Zayn schyla się i podnosi moją torbę, którą chcę od niego odebrać, jednak jest uparty.
-I to niby ja jestem uparciuchem-śmieję się.
-Zawiozę Was do Twojego ojca-uśmiecha się-dawno go nie widziałem.
-To już go nie zobaczysz-oznajmiam, a Zayn mocniej ściska moją dłoń.
-Co? Jak to?
-On nie żyje-próbuję powstrzymać łzy i o dziwo mi to wychodzi.
-Co?-chłopak się zatrzymuje.
-Umarł. Wczoraj rano zadzwoniła do mnie Rose i dlatego tutaj przyleciałam-tłumaczę.
-Jezu, Mili. Przykro mi..
-W porządku-uśmiecham się słabo.
-Zayn! Niall! Kochamy Was!!-słyszę pisk dziewczyn.
O nie. Boże, nie teraz. Błagam.
-Idźcie do nich, bo nie dadzą Wam spokoju-uśmiecham się do Malika, a chłopak niepewnie puszcza moją dłoń i wraz z Niallem idą w kierunku małego tłumu pustych lasek. Dlaczego pustych? Jak dla mnie jest to głupie zachowanie. Nie powinny się drzeć jakby je ze skóry obdzierano na widok zwykłego człowieka.. No bo przecież nie jest jakiś niezwykły, czy coś, prawda? Cóż.. Taka już jestem.. Raz miła, a raz chamska.
-Ten Zayn.. To..-zaczyna Jason.
-Jest moim chłopakiem-mówię, kiedy chłopak nie może znaleźć słów.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart-szczypie mój policzek.
-Się okaże-pokazuję mu język, na co zaczyna się śmiać.
-Matko.. Tak dawno Cię nie widziałam-patrzę mu w oczy. Są cudowne. Błękitne, jak morze.
-To prawda-uśmiecha się-nic się nie zmieniłaś. Zaraz..-przekręca głowę-ścięłaś włosy!-krzyczy.
-Nawet taki mały drobiazg zauważysz-szczerzę się.
-Pewnie, że zauważę. Nawet, jak pojawi Ci się nowy piegusek na nosie, to go zauważę-mówi, a ja się śmieję.
-Dobrze Cię znów widzieć, Jase-mówię po chwili ciszy.
-Ciebie też, uparciuchu-przytula mnie.
-Możemy już iść-koło nas zjawiają się Zayn i Niall.
-Okej, chodźmy-łapię Mulata za rękę i idziemy do auta Jasona.
Kiedy silnik gaśnie, rozpinam pas, ale nie wysiadam z auta.
Tak dawno nie byłam w tym domu. Nie odwiedzałam ojca od paru dobrych miesięcy. Miałam za dużo nauki..
-Idziesz?-Jason otwiera mi drzwi.
-Tak-posyła mu uśmiech i wychodzę z auta.
Podchodzę do drzwi chcąc je otworzyć, ale są zamknięte.
-Jeszcze tego brakowało. Gdzie jest Rose?-mówię do siebie.
Opieram głowę o drzwi i zamykam oczy.
-Mili, w porządku?-Jason kładzie rękę na moim ramieniu.
-Sąsiadka!-wołam i biegnę do domu po drugiej stronie ulicy. Nie rozglądając się biegnę przez jezdnię, a samochód prawie mnie potrąca. Kierowca trąbi, ale nie obchodzi mnie to teraz Pukam, a po chwili w drzwiach staje pani Further.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Witaj-odwzajemnia uśmiech-proszę, wejdź-wpuszcza mnie do środka-co Cię tu sprowadza?
-Nie ma u pani Rose?
-Nie.. Myślałam, że poleciała do Ciebie, do Londynu. Była u mnie kilka dni temu. Przykro mi.. Twój ojciec był wspaniałym człowiekiem-mówi i widzę, że jej oczy robią się szklane.
-Wiem..-przerywam-czyli Rose u pani nie ma, tak? Boże, gdzie ona może być?
-Nie mam pojęcia.. Napijesz się czegoś?
Jezu, jak ja zazdroszczę tej kobiecie spokoju.
-Nie, dziękuję bardzo, ale muszę znaleźć siostrę-posyłam jej uśmiech i opuszczam dom.
-Ma szczęście, że ma taką siostrę, jak Ty, Emily-słyszę.
-Nie ma jej tam-mówię, kiedy podchodzę do chłopaków.
-Mili.. A pamiętasz tą uliczkę.. tą, w którą Rose szła, kiedy
-Kiedy wszystko było do dupy-dokańczam za niego, a chłopak przytakuje.
Ruszam w kierunku uliczki, na której moja siostra znalazła swojego kotka. Tutak umarł jej poprzedni i tutaj znalazła nowego.
-Rose?-wołam wchodząc w ciemną uliczkę.
Odpowiada mi tylko miauczenie kotów.
-Rose, jesteś tutaj? To ja, Emily.
-Emily?-słyszę szlochanie siostry.
-Tak, to ja-mówię, a zza śmietnika wychodzi ona.
Dziewczynka, która nie jest moją, słodką Rosie.
Ta dziewczynka jest brudna, zalana łzami, załamana z równie brudnym kociakiem na rękach.
-Jezu, Rose! Chodź tutaj-mówię, a po moich policzkach spływają łzy.
Ile musiała tutaj siedzieć, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Boże.. Ona ma dopiero 5 lat. Jest taka mała, siedziała tutaj całkiem sama.
Kucam, a dziewczynka przytula się do mnie, wcześniej stawiając kota na ziemię.
-Od kiedy tu siedzisz?
-Od paru dni-szepcze.
-Jadłaś coś?
-Jadłam
Nie będę wnikać, co..
-Dlaczego siedzisz tu tak długo?-odsuwam ją od siebie.
-Nie widziałam, gdzie mam iść. Kiedy dowiedziałam si, że tato nie żyje, przyszłam tu i siedziałam do teraz.
-To kiedy się dowiedziałaś?-przecież dzwoniła wczoraj..
-Cztery dni temu-odpowiada po dokładnym przeliczeniu na palcach.
-I zadzwoniłaś do mnie dopiero wczoraj?
-Dzwoniłam wcześniej.. Nie odbierałaś..
Jasne.. Przecież tak jak ona siedziałam w miejscu i byłam załamana. Pamiętam, że telefon dzwonił, ale nie miałam siły go odebrać.
-Przepraszam-mówię przez łzy.
-Zabierzesz mnie do domu?-pyta wyciągając rączki do góry.
-Pewnie-staram się uśmiechnąć i biorę Rose na ręce.
-Schyl się.
Nie wiem o co jej chodzi, ale kucam. Dziewczynka bierze na ręce swojego kotka i przytula go mocno do siebie.
Uśmiecham się lekko i idę w kierunku domu.
-Matko! Rose!-Jason podbiega do nas.
-Siedziała w tej uliczce cztery dni.. Boże, mogłam się ogarnąć i przylecieć tutaj wcześniej-po moim policzku spływa kolejna łza.
-Już dobrze.. Chodźcie do domu.
Stawiam Rose na ziemi, a ona łapie mnie za rękę. Wchodzimy do domu i pierwsze, co robię to kieruję się do kuchni,żeby zrobić małej jeść.
-Trzymaj-podaję jej miskę płatków z mlekiem.
Siostra niechętnie bierze ode mnie naczynie i zaczyna jeść.
Idę do jej pokoju i wyciągam czyste ubrania, które zanoszę do łazienki.
-Emily, usiądź już-słyszę Zayn'a.
-Nie teraz-mówię szybko i nalewam do miski mleko dla kota.
To wszystko moja wina! Gdybym tylko wiedziała, że to się stanie..
-Em, wszystko okej?-podskakuję, kiedy za mną pojawia się Niall-przepraszam
-Tak, okej-staram się uśmiechnąć.
-Dziękuję-Rose podaje mi pustą miskę.
Biorę ją i wstawiam do zlewu
-Jason-wołam, a chłopak po chwili pojawia się w kuchni-jakbyś mógł dać im coś do picia, czy coś.. cokolwiek? Ja pójdę umyć Rose.
-Jasne-uśmiecha się pokrzepiająco.
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech-chodź-zwracam się do Rose.
-Teraz wyglądasz o wiele lepiej-uśmiecham się susząc jej mokre włosy.
Rose uśmiecha się i podaje mi gumki do włosów. Po zaczesaniu dwóch kucyków, wychodzimy z łazienki.
-Rose, słuchaj. Teraz decyzja należy do Ciebie-zaczynam-chcesz zostać tutaj, czy polecieć do Londynu?
-Chcę polecieć z Tobą do Londynu.
-Na pewno? Jeśli tam polecimy, zostaniemy tam już.
-Tak. A co z tym domem? I Waszym? Twoim i Alex?
-Sprzedamy je-uśmiecham się
-Dobrze-przytula mnie.
-A co to za piękna księżniczka?-Zayn podchodzi do nas.
-Kłaniaj się, tu księżna Rose Williams-dziewczynka prostuje się i roni poważną minę.
-Wasza wysokość-Mulat kłania się nisko.
Uśmiecham się. To jest komiczne.
-Mili, telefon-Jason wchodzi do pokoju i podaje mi urządzenie.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i wstaje-Halo?
-Cześć! Jak tam? Jak się trzymasz?-to Alex.
-Hej. Dobrze, dziękuję.
-To dobrze-wiem, że się teraz uśmiecha-kiedy wracasz?
-Przecież dopiero trzy godziny temu przyleciałam-śmieję się.
-A ja już tęsknię. Jak mała?
-Już okej. Jason jest z nami. Przyjechał na lotnisko-mówię.
-Naprawdę?! Możesz mi go dać? Tyle czasu z nim nie gadałam.
-Jasne, chwilka-zakrywam mikrofon-Jason!
-Hmm?
-Alex chce z Tobą porozmawiać
-Cześć-mówi do telefonu-co tam gaduło?-śmieje się i wychodzi z pokoju.
-Kto to dzwonił?-Rose podchodzi do mnie.
-Alex-uśmiecham się-chodź, pomożesz mi?
Mała kiwa głową.
-Przynieś kartki-uśmiecham się, a Rose biegnie do swojego pokoju.
Co będziesz robić?-Zayn wstaje z podłogi.
-Muszę zrobić ogłoszenia. Chcę sprzedać domy.
-Domy?
-Tak, nie mieszkałam z ojcem.-wyjaśniam.
-Okej. To ja może napisze w internecie, hm?
-Jasne, dzięki-mówię, a Rose podbiega do mnie z kartkami, które mi podaje.
-Super. Chodź, zrobimy ogłoszenia i wydrukujemy.
Dziewczynka klaszcze w ręce i idzie za mną.
~przeczytałeś/aś-komentuj~
_____________________
Nareszcie upragniony 11 rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba :)
Za błędy przepraszam, rozdział nie sprawdzony i pisany w nocy :D Teraz już wszystko w moich planach będzie dobrze, czyli rozdziały będą nudne, bez żadnych akcji. Jest już 11.. czyli jeszcze 9 i koniec opowiadania! Tak. Koniec. Jak już raz wspominałam, po zakończeniu tego opowiadania, wstawię posta, w którym podam Wam linka do nowego opowiadania.
Komentujcie, a dodacie mi motywacji!
Pozdrawiam :D
środa, 5 sierpnia 2015
Notka!
Wiem, że zamiast tego krótkiego posta, miał pojawić się rozdział, ale niestety jak widać-nie ma. Bardzo za to przepraszam. Powody dla których nie ma rozdziału są takie:
1) W mojej głowie świeci pustką
2) Nie mam wiele czasu
3) Pisze dwa opowiadania i trudno mi pogodzić je razem.
Także jeszcze raz przepraszam.
Siedzę nad kartką od godziny, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Totalna pustka.
Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie, chętnie skorzystam c:
Do następnego! :)
1) W mojej głowie świeci pustką
2) Nie mam wiele czasu
3) Pisze dwa opowiadania i trudno mi pogodzić je razem.
Także jeszcze raz przepraszam.
Siedzę nad kartką od godziny, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Totalna pustka.
Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie, chętnie skorzystam c:
Do następnego! :)
sobota, 25 lipca 2015
Rozdział 10
-Sorry, ale wydaję mi się, że to nie jest najlepszy moment-mówię cicho.
-Nie obchodzi mnie to-mówi i odpycha mnie.
-Zayn, mówię poważnie. Ona nie chcę Cię widzieć
-Po której Ty kurwa jesteś stronie?-zatrzymuje się.
-Nie ma żadnych stron! Chcę po prostu pomóc jej i Tobie
-Jak na razie to mi nie pomagasz-mówi i wchodzi do środka a ja stoję w miejscu.
-Zostaw mnie!-słyszę krzyk Emily
-Zayn..-zaczynam.
PERSPEKTYWA EMILY
Kiedy Niall wstaje, żeby otworzyć drzwi, znowu wymiotuję. Nawet nie mam czym. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Zayn.. bez Niall'a..
-Zostaw mnie!-krzyczę, pomimo, że nawet mnie nie dotknął.
-Zayn..-słyszę głos blondyna.
-Idź stąd-kaszlę.
-Emily, proszę-Zayn podchodzi bliżej
-Nie, nie..-znowu kaszlę.
Za dużo już powiedziałam.
-Co jej jest? Czego ma taki głos?-Zayn zwraca się do Niall'a.
Gdyby nie Ty, wszystko było by ze mną w jak najlepszym porządku, idioto.
-Ona nic nie jadła od trzech dni, Zayn.. Nic nie piła, nie spała.. jedynie do toalety szła.. ale nawet tego nie jestem pewien-wzdycha blondyn.
-To przeze mnie.. to wszystko moja wina-mówi jakby do siebie-Emily, błagam, daj mi..
-Nie-przerywam mu-wyjdź.
-Nie, Emily. Ja stąd nie wyjdę, póki nie dasz mi tego wyjaśnić.. Nie pójdę dopóki nie porozmawiamy-podchodzi jeszcze bliżej, na niebezpieczną odległość
Nie mamy o czym rozmawiać, kretynie.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall pyta mnie.
Kiwam głową, a chłopak wychodzi z pokoju.
-To nie jest tak.. Ja tego nie chciałem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.. Przepraszam-płacze.
Czy on płacze? Mi już chyba całkowicie się w głowie poprzestawiało..
-Ja zrobię wszystko.. kochanie, błagam Cię.. ja nie potrafię bez Ciebie żyć.. Proszę-upada na kolana.
O matko.
PERSPEKTYWA NIALL'A
Otwieram drzwi od pokoju i prawie wylewam wodę. Zayn klęczy przed Emily i płacze. Ona... Ona nie jest chyba świadoma tego, co się dzieje. Po chwili łapie go za rękę i zmusza, aby wstał i przytula się do niego. Stop, stop.. Wybaczyła mu? Kiedy wstaje, ledwo trzyma się na nogach.
Podchodzę do nich. Kiedy blondynka mnie zauważa, odsuwa się od chłopaka i siada.
-Dziękuję-mówi.
Uśmiecham się do niej i kładę na stoliku butelkę z wodą.
Kiedy rozlega się pukanie do drzwi, Emily wstaje.
-Ja otworzę-mówię i idę do drzwi.
Przede mną stoi nieznajomy mi chłopak
-Kim jesteś?-pytam, kiedy chłopak się nie odzywa.
-Czy jest tu Emily?
-Kim jesteś?-powtarzam pytanie głośniej.
Koło mnie zjawia się Zayn.
-Odsuń się-mówi cicho.
-Wynoś się stąd. Daj jej święty spokój-warczy.
-On musi ze mną porozmawiać. Musi mnie wysłuchać
-Musi to moja ręka tu i teraz Ci przyjebać-mówi po czym uderza nieznajomego w twarz.
-Jeszcze raz.. będziesz chciał ją skrzywdzić, a na prawdę tego pożałujesz, sukinsynu-ostrzega i zamyka drzwi.
-Kto to był?-pytam
-To Edward, były chłopak Emily.
-Oh..
-Kto to?-Emily zakłada na bose stopy skarpetki.
-Nikt ważny-odzywa się Zayn.
PERSPEKTYWA EMILY
Nikt ważny? Słyszałam Edwarda. Ale nie będę już nic mówić. Nie mam siły. Czy ja przytuliłam Zayn'a? O matko.. Potrzebuję lekarza.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall chwyta butelkę.
Kręcę głową. Czy ja to powiedziałam na głos?
-a czego?
Znów kręcę głową, żeby dać mu znak, że już nieważne.
-Emily, zjedz coś-nalega blondyn.
-Nie.
I tak cud, że się w ogóle ruszyłam.
-Musisz coś zjeść..
Moje oczy robią się mokre.
Nie chcę jeść, nie chcę pić, nie chcę spać.. nie chcę żyć..
Chcę zostać sama, chcę siedzieć tutaj i chcę umrzeć z głodu.
-Wszystko okej?-Niall siada obok mnie.
-Nie-zaczynam płakać-wyjdźcie.. proszę-odsuwam się od chłopaka.
-Dobrze.. Ale jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać-posyła mi smutny uśmiech i wychodzi z pokoju ciągnąc za sobą Zayn'a
Nie zważając na to, jak wyglądam, jak jestem ubrana, biorę portfel i idę na dół, do recepcji, żeby zapłacić za kolejne dwa dni. i oznajmić im, żeby nie przynosili mi jedzenia.
Kiedy wraca do pokoju, zamykam drzwi i tak jak pierwszego dnia, siadam na podłogę i patrzę na ścianę.
Dla mnie to dużo.. muszę coś zrobić, bo zwariuję. Nie przeżyję długo bez jego głosu, dotyku, bez niego.. O ile już nie jestem martwa.. bo tak się czuję.
Czuję się martwa.
Mój telefon zaczyna dzwonić, ale tym razem mam go w ręce. To Niall.
-Hm?-odbieram.
-Emily, przywiozę Ci śniadanie, dobrze?
-Nie
-Musisz coś jeść
-Nie
-I tak Ci przywiozę. Do zobaczenia-rozłącza się.
-Nie.
Kilka minut po zakończonej rozmowie z blondynem dzwoni tato, ale nie chcę z nim rozmawiać. nie w takim stanie..
-Emily, otwórz-słyszę pukanie do drzwi.
-Wejdź-mówię ledwo słyszalnie.
Chłopak próbuje otworzyć drzwi, ale zapomniałam, że jestem o nie oparta. Powoli przemieszczam się, opierając o ścianę.
-Masz, zjedz chociaż jedną-podaje mi pudełeczko z kanapkami.
Biorę pudełko, ale odstawiam go obok na podłogę.
-Emily, wszyscy się o Ciebie strasznie martwimy.. jak..
-Niepotrzebnie-przerywam mu.
-Zjedz chociaż jedną, proszę-mówi
Przez samo patrzenie na jedzenie mam ochotę zwymiotować.
Mój tato znowu dzwoni.
-Przepraszam-odzywam się do Horana.
-Halo?
-Cześć-słyszę Rose.
-Hej, tato do mnie dzwonił? Możesz mi go dać?-kaszle
-To ja dzwoniłam-ona płacze?
-Rosie, co się dzieje?
-On nie żyje..
-Co? Kto?
-On.. umarł..
-Rose, kto umarł-patrzę na Niall'a.-halo? Rose..
Przeczesuję ręką włosy. Modlę się, żeby powiedziała, że to jej kotek stracił życie.
-Tato..
Upuszczam telefon.
-Emily, co się dzieje?-Niall kuca obok mnie.
Przytulam się do chłopaka i zaczynam płakać.. Nie mam już nikogo..
-Dlaczego wszystko... Dlaczego.. Dlaczego ja? Muszę wrócić do domu.. Niall, zawieziesz mnie na lotnisko?
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz polecieć w takim stanie.
-Ale ona została tam całkiem sama!-krzyczę.
-Wiem.. Jutro polecisz, dobrze?-mówi spokojnie-chodź, pojedziemy do domu, wyśpisz się i jutro rano polecimy, dobrze?
-Polecimy?-wycieram łzy.
-Tak. Nie chcę, żebyś była sama.
-Dziękuję.
-To jak? Pojedziesz ze mną?
Kiwam głową na znak, że się zgadzam i wstaję na nogi. Kręci mi się w głowie , ale lekceważę to i idę po walizkę.
-Ja to wezmę-uśmiecha się lekko.
Odpowiadam mu tym samym i biorę butelkę wody. Zjeżdżamy na dół windą i jedziemy do domu..
Jak? Jak to wszystko mogło się stać? Dlaczego kiedy jest już wszystko dobrze, to nagle wszystko się sypie.. Kiedy silnik gaśnie, wychodzę z auta i wchodzę do domu.
-Emily.-Zayn podchodzi do mnie.
Jestem zła. Jestem zła na każdego. A najbardziej na siebie.
-Gdybym tu nie przylatywała.. on by żył-mówię ledwo słyszalnie.
-Co? Emily, co sie stało?
-On umarł! Nie żyje!-krzyczę przez łzy.
-Kto?
-Mój ojciec..
-Jak to?
-Nie wiem-szlocham i przytulam się do chłopaka.
Potrzebuję czyjejś bliskości..
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Jak to się mogło stać? Boże.. Ona musi tyle znosić.. Gdyby nie ja, może.. może byłoby w porządku.. wszyscy byli by cali i zdrowi.. żywi.
-Jutro lecę z Emily od Nowego Jurku-oznajmia Niall.
Słucham? To ja powinienem z nią lecieć. Brawo, Zayn. Jesteś idiotą.
-Zayn..-słyszę szept blondynki
-Hm?-odsuwam się od niej i patrzę jej w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna ciągnie mnie do pokoju.
-Co się dzieje?-pytam
-Ja.. ja chcę, żebyś-kaszle-żebyś też poleciał-mówi, a po jej policzkach spływają łzy-chyba, że..
-Nie.. polecę-uśmiecham sie smutno.
-Dziękuję-mówi i odchodzi.
-Czekaj-łapię ją za ramię-wiem, że to nie jest odpowiedni moment.. ale.. dasz mi to wytłumaczyć? tą sytua..
-Nie.. To, że chcę, żebyś ze mną poleciał, nie znaczy, że Ci wybaczę. To koniec, Zayn.
-Emily, błagam Cię. Ja byłem pijany, tak wiem, żadne to wytłumaczenie.. ale ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. Kiedy tylko..
-Gdyby można było cofnąć czas-znów mi przerywa-to gwarantuję Ci, że nawet nie poznałbyś mojego imienia-mówi, odwraca się i wychodzi.
Co? Nie..To niemożliwe..Prosi mnie, żebym z nią poleciał.. a teraz mówi mi takie coś? Po co chce żebym towarzyszył jej podczas tej podróży? Nie rozumiem tej dziewczyny..
Kocham ją. Zachowałem się jak pierdolony idiota i nigdy sobie tego nie wybaczę..
Kiedy mój telefon zaczyna dzwonić po raz trzeci, odbieram nie patrząc, kto dzwoni.
-Czego?-rzucam.
Mam ochotę się rozpłakać.
-Też miło Cię słyszeć.
O nie. To Anna.
-Czego chcesz?
-Chciałam się zapytać, czy nie miałabyś ochoty pójść na kolację
-Na kolację? Czy Ciebie kobieto do reszty pojebało?! Zrujnowałaś mi życie, dzwonisz do mnie i proponujesz mi tą jebaną kolację? Odwal się ode mnie! To nic dla mnie nie znaczyło, rozumiesz? Zaciągnęłaś mnie do łóżka, wiedząc, że mam kogoś, a teraz dzwonisz i zapraszasz mnie na kolację. Jesteś żałosna-rozłączam się.
Opadam na łóżko. Nie mam pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Czy ona mi kiedyś wybaczy?
Oczywiście, że nie.
-Zayn.. Może Ty ją jakoś przekonasz.. nie chce nic jeść, a ledwo trzyma się na nogach-do pokoju wchodzi Niall.
-Nie przekonam-wzdycham.
-Chociaż spróbuj..
-Nie rozumiesz, że ona nie chce mnie nawet widzieć?-podnoszę głos.
-Myślałem, że Ci wybaczyła..
-To źle myślałeś. Najpierw ciągnie mnie ty, prosi żebym też z nią poleciał, potem mówi o cofaniu czasu i gdyby to było możliwe, nie poznałbym jej imienia..-siadam i chowam twarz w dłoniach-ona mi tego nigdy nie wybaczy, rozumiesz?-podnoszę głowę, ale z powrotem ją spuszczam-ale spróbuję.. dla niej-szepczę, wycieram ręką mokre oczy i wstaję z łóżka-gdzie jest?
-Siedzi w salonie na podłodze-wzdycha.
-Okej
Ruszam w kierunku salonu. Tak jak mówił blondyn, siedzi na podłodze, a głowę ma schowaną w kolanach.
-Ejj, zjedz coś-mówię a do oczu napływają mi łzy.
-Nie.
-Wiesz, że jak nic nie zjesz, to nikt nie pozwoli Ci jutro lecieć..
-Twoje groźby mnie nie poruszyły
-To nie jest groźba.. Proszę Cię, zjedz coś, cokolwiek-po moim policzku spływa łza.
Już ją straciłem.. Nie chcę jej stracić na zawsze. Nie chcę, żeby coś jej się stało..
Dziewczyna podnosi głowę.
-Ty płaczesz?
-Nie-mówię i wstaję
-Zayn..-również się podnosi.
-W porządku-mówię i odwracam się do niej tyłem
PERSPEKTYWA EMILY
On płacze.. Co z tego, że zaprzecza. Nie jestem ślepa.. wzrok to akurat mam doskonały.
-Zayn-wstaję i poschodzę do chłopaka.
-W porządku-odwraca się tyłem do mnie.
Chce to ukryć.. Chce ukryć swoje łzy.. Tylko nie wiem, dlaczego. Jeżeli ten chłopak.. najcudowniejszy chłopak na świecie ma przeze mnie płakać...
Czuję się słabo. Oni mają rację. Muszę coś zjeść, bo inaczej dołączę do mojego ojca.
Omijam chłopaka krążącego po salonie i idę do kuchni. Na stole leży talerz z kanapkami. Biorę jedną do ręki i patrzę na nią jakbym pierwszy raz coś takiego widziała.
Gryzę chleb i od razu robi mi się niedobrze. Mój żołądek przyzwyczaił się do braku pożywienia. Mimo to zjadłam całą kanapkę z trudem powstrzymując się, żeby jej nie zwrócić.
-Dziękuję-Zayn podchodzi do mnie.
Jego oczy są czerwone od płaczu.
Zranił mnie..
Cholernie mnie zranił..
Ale teraz.. uświadomiłam sobie, że bez niego nie funkcjonuję.. Nie żyję bez niego.. Pewnie myśli, e traktuję go jak powietrze.. a przecież bez powietrza nie można żyć.. Jest moim powietrzem.
Jest po prostu wszystkim.
Wybaczam mu..
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_____________________________________________
Tada! Jest rozdział 10! Mam nadzieję, że się podoba :)
Na rozdział 11 będziecie musieli poczekać niestety troszeczkę dłużej. Właśnie skończyłam pisać ten i mówiąc szczerze nie mam pomysłu na następny. Ale widząc, że ktoś czyta i podoba się to, co piszę, to na prawdę się staram :) Mam nadzieję, że od pierwszego rozdziału, poprawił się mój styl pisania :) Rozdziału 11 spodziewajcie się gdzieś w sierpniu :)
Pozdrawiam! :D
-Zayn..-słyszę szept blondynki
-Hm?-odsuwam się od niej i patrzę jej w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna ciągnie mnie do pokoju.
-Co się dzieje?-pytam
-Ja.. ja chcę, żebyś-kaszle-żebyś też poleciał-mówi, a po jej policzkach spływają łzy-chyba, że..
-Nie.. polecę-uśmiecham sie smutno.
-Dziękuję-mówi i odchodzi.
-Czekaj-łapię ją za ramię-wiem, że to nie jest odpowiedni moment.. ale.. dasz mi to wytłumaczyć? tą sytua..
-Nie.. To, że chcę, żebyś ze mną poleciał, nie znaczy, że Ci wybaczę. To koniec, Zayn.
-Emily, błagam Cię. Ja byłem pijany, tak wiem, żadne to wytłumaczenie.. ale ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. Kiedy tylko..
-Gdyby można było cofnąć czas-znów mi przerywa-to gwarantuję Ci, że nawet nie poznałbyś mojego imienia-mówi, odwraca się i wychodzi.
Co? Nie..To niemożliwe..Prosi mnie, żebym z nią poleciał.. a teraz mówi mi takie coś? Po co chce żebym towarzyszył jej podczas tej podróży? Nie rozumiem tej dziewczyny..
Kocham ją. Zachowałem się jak pierdolony idiota i nigdy sobie tego nie wybaczę..
Kiedy mój telefon zaczyna dzwonić po raz trzeci, odbieram nie patrząc, kto dzwoni.
-Czego?-rzucam.
Mam ochotę się rozpłakać.
-Też miło Cię słyszeć.
O nie. To Anna.
-Czego chcesz?
-Chciałam się zapytać, czy nie miałabyś ochoty pójść na kolację
-Na kolację? Czy Ciebie kobieto do reszty pojebało?! Zrujnowałaś mi życie, dzwonisz do mnie i proponujesz mi tą jebaną kolację? Odwal się ode mnie! To nic dla mnie nie znaczyło, rozumiesz? Zaciągnęłaś mnie do łóżka, wiedząc, że mam kogoś, a teraz dzwonisz i zapraszasz mnie na kolację. Jesteś żałosna-rozłączam się.
Opadam na łóżko. Nie mam pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Czy ona mi kiedyś wybaczy?
Oczywiście, że nie.
-Zayn.. Może Ty ją jakoś przekonasz.. nie chce nic jeść, a ledwo trzyma się na nogach-do pokoju wchodzi Niall.
-Nie przekonam-wzdycham.
-Chociaż spróbuj..
-Nie rozumiesz, że ona nie chce mnie nawet widzieć?-podnoszę głos.
-Myślałem, że Ci wybaczyła..
-To źle myślałeś. Najpierw ciągnie mnie ty, prosi żebym też z nią poleciał, potem mówi o cofaniu czasu i gdyby to było możliwe, nie poznałbym jej imienia..-siadam i chowam twarz w dłoniach-ona mi tego nigdy nie wybaczy, rozumiesz?-podnoszę głowę, ale z powrotem ją spuszczam-ale spróbuję.. dla niej-szepczę, wycieram ręką mokre oczy i wstaję z łóżka-gdzie jest?
-Siedzi w salonie na podłodze-wzdycha.
-Okej
Ruszam w kierunku salonu. Tak jak mówił blondyn, siedzi na podłodze, a głowę ma schowaną w kolanach.
-Ejj, zjedz coś-mówię a do oczu napływają mi łzy.
-Nie.
-Wiesz, że jak nic nie zjesz, to nikt nie pozwoli Ci jutro lecieć..
-Twoje groźby mnie nie poruszyły
-To nie jest groźba.. Proszę Cię, zjedz coś, cokolwiek-po moim policzku spływa łza.
Już ją straciłem.. Nie chcę jej stracić na zawsze. Nie chcę, żeby coś jej się stało..
Dziewczyna podnosi głowę.
-Ty płaczesz?
-Nie-mówię i wstaję
-Zayn..-również się podnosi.
-W porządku-mówię i odwracam się do niej tyłem
PERSPEKTYWA EMILY
On płacze.. Co z tego, że zaprzecza. Nie jestem ślepa.. wzrok to akurat mam doskonały.
-Zayn-wstaję i poschodzę do chłopaka.
-W porządku-odwraca się tyłem do mnie.
Chce to ukryć.. Chce ukryć swoje łzy.. Tylko nie wiem, dlaczego. Jeżeli ten chłopak.. najcudowniejszy chłopak na świecie ma przeze mnie płakać...
Czuję się słabo. Oni mają rację. Muszę coś zjeść, bo inaczej dołączę do mojego ojca.
Omijam chłopaka krążącego po salonie i idę do kuchni. Na stole leży talerz z kanapkami. Biorę jedną do ręki i patrzę na nią jakbym pierwszy raz coś takiego widziała.
Gryzę chleb i od razu robi mi się niedobrze. Mój żołądek przyzwyczaił się do braku pożywienia. Mimo to zjadłam całą kanapkę z trudem powstrzymując się, żeby jej nie zwrócić.
-Dziękuję-Zayn podchodzi do mnie.
Jego oczy są czerwone od płaczu.
Zranił mnie..
Cholernie mnie zranił..
Ale teraz.. uświadomiłam sobie, że bez niego nie funkcjonuję.. Nie żyję bez niego.. Pewnie myśli, e traktuję go jak powietrze.. a przecież bez powietrza nie można żyć.. Jest moim powietrzem.
Jest po prostu wszystkim.
Wybaczam mu..
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_____________________________________________
Tada! Jest rozdział 10! Mam nadzieję, że się podoba :)
Na rozdział 11 będziecie musieli poczekać niestety troszeczkę dłużej. Właśnie skończyłam pisać ten i mówiąc szczerze nie mam pomysłu na następny. Ale widząc, że ktoś czyta i podoba się to, co piszę, to na prawdę się staram :) Mam nadzieję, że od pierwszego rozdziału, poprawił się mój styl pisania :) Rozdziału 11 spodziewajcie się gdzieś w sierpniu :)
Pozdrawiam! :D
poniedziałek, 20 lipca 2015
Rozdział 9
-Szkoda, że już wyjeżdżacie-mówi Patricia stojąc w drzwiach-bezpiecznej podróży-uśmiecha się i mnie przytula.
-Pa mamo-chłopak również przytula swoją rodzicielkę.
-Do widzenia-uśmiecham się i wsiadam o auta.
-Emily, odwieziesz mnie na lotnisko?-mój tato wchodzi do salonu.
-Jasne.. ale czego już wracacie?
-Załatwiłem sobie wolne na te dwa dni, na które miałem tu przylecieć, ale potem ledwo namówiłem szefa na dodatkowe dni i teraz dostałem telefon, że muszę się zjawić w pracy.
-Jasne-uśmiecham się i wstaję z kanapy wyłączając telewizor.
-Do zobaczenia mała-przytulam siostrę, a po chwili oboje znikają mi z oczu.
Wychodzę z budynku i czekam aż ich samolot odleci.. Uśmiecham się słabo i wsiadam do samochodu.
-Idę pod prysznic-mówi Zayn i wstaje z kanapy.
-Okej.
Po chwili do domu wchodzi Harry.
-Cześć piękna-siada koło mnie. Jest pijany-ładnie wyglądasz-zaczyna mnie całować.
-Przestań! Jesteś nawalony. Odsuń się ode mnie-wstaję i idę w kierunku swojej sypialni. Kładę się, zamykam oczy i czekam na Zayn'a.
-Dobranoc-słyszę.
Przez chwilę myślę, że to Zayn, jednak kiedy otwieram oczy.. Harry.
Zrywam się na równe nogi i aż mnie ręka swędzi, żeby mu przywalić. Mnie jest bardzo łatwo zdenerwować. Wszyscy śpią, więc nie będę się darła
-Harry, na litość boską, odsuń się ode mnie-mówię, kiedy chłopak kładzie się obok i przytula się do mnie
-Emily, wiesz... Co do..
Super.
-Błagam zabierz go ode mnie-przerywam mu i próbuję zsunąć z siebie loczka.
-Styles!-uderza chłopaka w ramię.
Ten tylko coś mruczy i przewraca się na drugi bok. Mulat patrzy się na mnie i widzę, że ta cała sytuacja strasznie go bawi.
-Zayn, to nie jest zabawne. Weź go ode mnie. Wali od niego alkoholem i papierosami-ponownie próbuję go przesunąć, ale ani drgnie.
Cholera.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Widok Emily próbującej zepchnąć z siebie Harry'ego jest komiczny. Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. Dziewczyna patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Nadal się śmiejąc podchodzę do łózka i zrzucam z niego chłopaka. Od razu się budzi.
-Co jest?-pyta.
Gdybyście zobaczyli jego minę! Hahaha!
-Wracaj do siebie-mówię i wypycham go z pokoju
-Bardzo śmieszne-odzywa się Emily.
-Bardzo-nadal się śmieję.
-Dobranoc-mówi i odwraca się do mnie plecami.
-Dobranoc-mówię i owijam swoje ręce wokół jej małego ciała.
Nie protestuje. Uśmiecham się do siebie, a po chwili zasypiam.
PERSPEKTYWA EMILY
Następnego dnia idę z Alex na zakupy.
Do domu wracamy koło 17, jemy obiad, Alex idzie do Lou, a ja siadam z Liamem i Niallem przed telewizorem oglądając film.
-Idę do kumpla-Zayn wchodzi do pomieszczenia.
-Okej-mówię
Chłopak całuje mnie na pożegnanie i wychodzi z domu.
Kiedy film się kończy, jest po północy.. Gdzie jest Zayn?
-Nie wiecie może do jakiego kumpla poszedł?-pytam chłopaków.
-Nie mam pojęcia-odpowiada blondyn-nigdy nie wracał do domu później niż północ.
-No nic. Poczekam na niego jeszcze chwilkę-uśmiecham się słabo, a chłopaki idą do pokoi.
Zdążam pooglądać jeszcze dwa filmy, a Malika wciąż nie ma. Biorę telefon i wykręcam numer do chłopaka. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci.. Nic.
Po następnej godzinie dzwonie jeszcze raz, tylko po to, by usłyszeć jego pocztę głosową. Poddaję się i idę spać.
Następnego dnia budzi mnie otwieranie i zamykanie szafek.
Otwieram oczy i widzę Zayn'a.
-Przepraszam. Nie chciałem Cię obudzić-mówi.
-Nie szkodzi-uśmiecham się i siadam-o której wróciłeś?
-O pierwszej.
O pierwszej! Ha! O tej godzinie to ja film oglądałam.
-Ah tak..-unoszę brwi-czyli rozumiem, że wchodziłeś oknem i nie do tego pokoju-wstaję na nogi.
-O co..
-O co mi chodzi, tak? O to, że do czwartej czekałam na Ciebie jak głupia, a Ty przychodzisz o nie wiadomo której i kłamiesz mi prosto w oczy?
-Ja..
-Gdzie byłeś?-przerywam mu.
-Mówiłem. U kumpla.
-Dalej masz czelność kłamać? Wali od Ciebie wódką i papierosami!
-Napiliśmy się trochę
-Doprawdy?-śmieję się i wychodzę zmierzając do pokoju gościnnego.. mojego.
Wyciągam z szafki mojego laptopa. Przeglądam różne strony dla uspokojenia.. Nagle..
"SZOK! Czyżby Zayn Malik zdradzał swoją dziewczynę, Emily?!"
Łzy pchają mi się do oczu. To niemożliwe.
Klikam w to i czytam dalej..
"Dziś rano, koło godziny siódmej widziano piosenkarza jak wychodził z domu nieznanej nam dziewczyny. Nie mamy pewności.. Ale co Zayn mógł robić od 20 do 7 rano u tej kobiety?..."
Nie chcę dalej czytać. Z trzaskiem zamykam urządzenie i idę do pokoju Zayn'a, jednak jest pusty. Schodzę do salonu. Bingo!
-Jak mogłeś?-krzyczę przez łzy.
-Co?-podchodzi do mnie.
-Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę Cię, rozumiesz? Byłam taka głupia.. Zaufałam Ci, a Ty.. Ty to wykorzystałeś.. Dobrze się bawiłeś? Mam nadzieję..
-Emily, to nie tak..
-A jak? Proszę, oświeć mnie. Jak?
-Za dużo wypiłem..
-Za dużo wypiłeś!-nie zwracam uwagi na to, że wszyscy mieszkający w tym domu przyglądają się tej sytuacji.
Łzy płyną po moich policzkach. Mulat podchodzi do mnie i próbuje przytulić.
-Pierdol się! To koniec.. Idź do niej, na co czekasz? Na moje pozwolenie? Proszę bardzo, masz je.. A z resztą po co Ci ono? Jesteś wolny!-krzyczę i biegnę do pokoju. Pakuję swoją walizkę.
-Mogę?-Alex puka do drzwi.
-Tak
-Co się stało?-przyjaciółka siada obok mnie na podłodze.
-Zdradził mnie..
-Co?-krzyczy-to niemożliwe..
-A jednak.. Będę mieszkać teraz w hotelu.. Ty jak chcesz, możesz zostać tutaj-wymuszam uśmiech.
-Mogę z Tobą..
-Nie-przerywam jej-trochę samotności dobrze mi zrobi-mówię, biorę walizkę i schodzę na dół.
-Emily, przestań-słyszę głos Malika.
Nie odpowiadam mu, tylko idę do samochodu kierując się prosto do hotelu..
Zdrada.. Kiedy oglądałam różne filmy, romanse.. Kiedy mężczyzna zranił bądź zdradził kobietę, ona go zostawiała.. Pomimo tego, że tak cholernie go kochała, zostawiła go. Myślałam sobie wtedy.. "Wybacz mu.. Stara się. Nie chciał tego.. Wybacz mu to". Ale teraz.. kiedy sama doświadczyłam tego uczucia, wiem, dlaczego tak postąpiła. Wiem, dlaczego go zostawiła. Tego nie można wybaczyć.. Choćbym nie wiadomo jak bardzo, jak mocno go kochała, nie dam rady, nie mogę mu wybaczyć. Mówił, że to nie było umyślne, że nie chciał tego.. a mimo to, zranił mnie.. Tak cholernie mnie zranił..
Moje myśli przerywa pukanie do drzwi. Podchodzę do nich , szybko je otwieram, ale jeszcze szybciej zamykam.
-Emily, wysłuchaj mnie. Błagam
-Idź stąd-mówię przez łzy.
-Wiem, że bardzo Cię zraniłem-oj, bardzo-przepraszam. Emily, proszę Cię, wpuść mnie do środka, daj mi to wszystko wytłumaczyć..
-Co chcesz mi tłumaczyć?!-otwieram drzwi i krzyczę na niego.
-Emily..
-Nie, Zayn. To koniec.. Zrozum to. Kiedyś wszystko się kończy..-szlocham.
Tak bardzo chcę się do niego teraz przytulić i powiedzieć, że będzie wszystko jak dawniej, że mu wybaczam.. Ale zamiast tego.. po prostu zamykam mu drzwi przed nosem.
Opieram się o drzwi, by potem zjechać po nich na podłogę. Przyciągam kolana do klatki piersiowej i wybucham płaczem.
Nie wiem, dlaczego mu zaufałam.. Każdy jest taki sam.. Każdy mówi, że kocha, że nie zostawi, że nie skrzywdzi.. A na końcu każdy zdradza.
Przez cały dzień siedziałam w tej samej pozycji.. skulona pod drzwiami. Oczy mam czerwone i spuchnięte od płaczu.. Mój telefon dzwoni bez przerwy, ale mam go daleko w nosie. Cały czas siedzę wpatrzona w ścianę. Ktoś z hotelu od 10 minut próbuje dostać się do mojego pokoju, nieustannie pukając i mówiąc coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. Zapłaciłam za trzy dni, a jestem tu dwa, więc na pewno nie o to chodzi. Pewnie chcą donieść jedzenie..Od ponad 48 godzin nic nie jadłam, nie wypiłam ani kropli wody, nie spałam. A może spałam? Nie wiem. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.. Prawdopodobnie, jeżeli nic nie zjem to zwymiotuję. Pukanie do drzwi ustąpiło. Został tylko denerwujący dźwięk dzwoniącego telefonu. Jest za daleko. Nie mogę się ruszyć. Po długich staraniach w końcu zasypiam.. Budzi mnie telefon, który postanawiam odebrać. Wstaję. Kości strzelają mi, kiedy się poruszam. Wszystko mnie boli. Biorę telefon. Jest trzecia! Ludzie.. Patrzę na listę nieodebranych połączeń.. Dwa od taty, 5 od Niall'a, 48 od Zayn'a, 13 od Harry;ego i 29 od Alex. O matko. Ostatnie połączenie o 3:15 jest od Niall'a, do którego dzwonię.
-Halo? Nareszcie! Emily!
Próbuję coś powiedzieć, ale nie mogę. Potrzebuję wody.
-Halo? Emily? Jesteś tam?
Kiwam głową.
O Boże.. Przecież on mnie nie widzi.. Co się ze mną dzieje?
-Haaaaalo? Chryste, Emily, odezwij się. Emily!-w jego głosie słychać przerażenie.
Rozłączam się.
Przewraca mi się w brzuchu. Czuję, że zaraz zwymiotuję..
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zadzwoniła-Niall wchodzi do salonu
Wypuszczam powietrze, które wstrzymywałem od wyjścia blondyna.
-Ale nic nie mówiła. Cisza. Nie wiem co się z nią dzieję... Pojadę do niej, ale Ty, Zayn.. Zostań tutaj-mówi
-Okej-wzdycham
Co ja zrobiłem? Jestem chujem. Oby nic jej nie było. Oby była cała.. Błagam..
-Coś Ty kurwa zrobił?!-Harry podchodzi do mnie, a jego pięść zderza się z moją twarzą.
Nie mam pojęcia, co kurwa zrobiłem.
-Bij, zjebałem-poddaję się.
Harry patrzy na mnie zdziwiony.
-Śmiało. Wal dalej. Jestem dupkiem. Jestem cholernym idiotą. Kurwa!-walę pięścią w stół.
-Uspokój się-mówi nadzwyczaj spokojnie.
-Nie mogę się uspokoić!Od dwóch.. Trzech dni nie miałem z nią kontaktu.. A jeśli coś jej się..
-Nie mów tak-przerywa mi-a teraz gadaj.. co zrobiłeś,
-Możesz przygotować swoje ręce do uduszenia mnie-mówię
Chłopak unosi brew.
-Zdradziłem ją..
-Co?!
-Słyszałeś.. Zdradziłem ją, kurwa!-znowu uderzam w stół, tym razem łamiąc go na pół.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło.. Byłem najebany, wiem, to żadne wytłumaczenie.. ale innego Ci nie podam.
Harry otwiera usta, by coś powiedzieć, jednak rezygnuje. Przeczesuje palcami włosy i ciągnie za nie. Do moich oczu napływają łzy, które próbuję powstrzymać. Marnie mi to wychodzi.
-Ej, przestań-słyszę loczka-będzie dobrze. Wybaczy Ci to. Kocha Cię-uśmiecha się pocieszająco.
Ja się chyba przesłyszałem. Nie mówiąc nic, po prostu się do niego przytulam i wybucham płaczem, jak małe dziecko.
PERSPEKTYWA NIALL'A
Wsiadam do samochodu i jadę w stronę hotelu. Z trudem udaję mi się przekonać ochronę, żeby mnie wpuścili. Biegnę do pokoju Emily, pukam. Nic.
-Emily, to ja. Niall. Otwórz, proszę-mówię lekko stukając w drewnianą powierzchnię.
Drzwi otwierają się. Przede mną stoi Emily.. O matko.. Wygląda strasznie. Bez słowa blondynka przytula się do mnie.
-Już dobrze-mówię głaszcząc ją po głowie.
Odsuwa się ode mnie i wpuszcza do środka.
-Dlaczego nic nie mówiłaś przez telefon?-pytam siadając obok niej na łóżku.
Nic. Cisza.
-Emily..
-Potrzebuję-kaszle-wody-mówi po czym wymiotuje na podłogę.
Zrywam się z miejsca i idę po wodę.
-Trzymaj-podaję jej kubeczek zimnej wody.
Wypija wszystko w ciągu sekundy.
-Dziękuję-mówi.
-Jadłaś coś?-pytam.
-Nie.
Ma na sobie te same ciuchy, w których opuszczała dom..
-Nic nie jadłam, nie piłam, nie spałam. Niall.. Ja nie wiem co się ze mną dzieje-płacze.
Przytulam ją. Ona kładzie swoją głowę na moim torsie i zaczyna płakać jeszcze bardziej.
Ciche szlochanie blondynki przerywa pukanie do drzwi.
-Otworzyć?-pytam, a ona kiwa głową.
Podchodzę do drzwi, a przede mną ukazuje się Zayn.
-Sorry, ale wydaje mi się, że to nie jest najlepszy moment-mówię cicho.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________________
Jest rozdział 9! Dostałam weny! Wydaję mi się, że notka pod poprzednim rozdziałem będzie nieważna! Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) Dobranoc! :):)
-Pa mamo-chłopak również przytula swoją rodzicielkę.
-Do widzenia-uśmiecham się i wsiadam o auta.
-Emily, odwieziesz mnie na lotnisko?-mój tato wchodzi do salonu.
-Jasne.. ale czego już wracacie?
-Załatwiłem sobie wolne na te dwa dni, na które miałem tu przylecieć, ale potem ledwo namówiłem szefa na dodatkowe dni i teraz dostałem telefon, że muszę się zjawić w pracy.
-Jasne-uśmiecham się i wstaję z kanapy wyłączając telewizor.
-Do zobaczenia mała-przytulam siostrę, a po chwili oboje znikają mi z oczu.
Wychodzę z budynku i czekam aż ich samolot odleci.. Uśmiecham się słabo i wsiadam do samochodu.
-Idę pod prysznic-mówi Zayn i wstaje z kanapy.
-Okej.
Po chwili do domu wchodzi Harry.
-Cześć piękna-siada koło mnie. Jest pijany-ładnie wyglądasz-zaczyna mnie całować.
-Przestań! Jesteś nawalony. Odsuń się ode mnie-wstaję i idę w kierunku swojej sypialni. Kładę się, zamykam oczy i czekam na Zayn'a.
-Dobranoc-słyszę.
Przez chwilę myślę, że to Zayn, jednak kiedy otwieram oczy.. Harry.
Zrywam się na równe nogi i aż mnie ręka swędzi, żeby mu przywalić. Mnie jest bardzo łatwo zdenerwować. Wszyscy śpią, więc nie będę się darła
-Harry, na litość boską, odsuń się ode mnie-mówię, kiedy chłopak kładzie się obok i przytula się do mnie
-Emily, wiesz... Co do..
Super.
-Błagam zabierz go ode mnie-przerywam mu i próbuję zsunąć z siebie loczka.
-Styles!-uderza chłopaka w ramię.
Ten tylko coś mruczy i przewraca się na drugi bok. Mulat patrzy się na mnie i widzę, że ta cała sytuacja strasznie go bawi.
-Zayn, to nie jest zabawne. Weź go ode mnie. Wali od niego alkoholem i papierosami-ponownie próbuję go przesunąć, ale ani drgnie.
Cholera.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Widok Emily próbującej zepchnąć z siebie Harry'ego jest komiczny. Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. Dziewczyna patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Nadal się śmiejąc podchodzę do łózka i zrzucam z niego chłopaka. Od razu się budzi.
-Co jest?-pyta.
Gdybyście zobaczyli jego minę! Hahaha!
-Wracaj do siebie-mówię i wypycham go z pokoju
-Bardzo śmieszne-odzywa się Emily.
-Bardzo-nadal się śmieję.
-Dobranoc-mówi i odwraca się do mnie plecami.
-Dobranoc-mówię i owijam swoje ręce wokół jej małego ciała.
Nie protestuje. Uśmiecham się do siebie, a po chwili zasypiam.
PERSPEKTYWA EMILY
Następnego dnia idę z Alex na zakupy.
Do domu wracamy koło 17, jemy obiad, Alex idzie do Lou, a ja siadam z Liamem i Niallem przed telewizorem oglądając film.
-Idę do kumpla-Zayn wchodzi do pomieszczenia.
-Okej-mówię
Chłopak całuje mnie na pożegnanie i wychodzi z domu.
Kiedy film się kończy, jest po północy.. Gdzie jest Zayn?
-Nie wiecie może do jakiego kumpla poszedł?-pytam chłopaków.
-Nie mam pojęcia-odpowiada blondyn-nigdy nie wracał do domu później niż północ.
-No nic. Poczekam na niego jeszcze chwilkę-uśmiecham się słabo, a chłopaki idą do pokoi.
Zdążam pooglądać jeszcze dwa filmy, a Malika wciąż nie ma. Biorę telefon i wykręcam numer do chłopaka. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci.. Nic.
Po następnej godzinie dzwonie jeszcze raz, tylko po to, by usłyszeć jego pocztę głosową. Poddaję się i idę spać.
Następnego dnia budzi mnie otwieranie i zamykanie szafek.
Otwieram oczy i widzę Zayn'a.
-Przepraszam. Nie chciałem Cię obudzić-mówi.
-Nie szkodzi-uśmiecham się i siadam-o której wróciłeś?
-O pierwszej.
O pierwszej! Ha! O tej godzinie to ja film oglądałam.
-Ah tak..-unoszę brwi-czyli rozumiem, że wchodziłeś oknem i nie do tego pokoju-wstaję na nogi.
-O co..
-O co mi chodzi, tak? O to, że do czwartej czekałam na Ciebie jak głupia, a Ty przychodzisz o nie wiadomo której i kłamiesz mi prosto w oczy?
-Ja..
-Gdzie byłeś?-przerywam mu.
-Mówiłem. U kumpla.
-Dalej masz czelność kłamać? Wali od Ciebie wódką i papierosami!
-Napiliśmy się trochę
-Doprawdy?-śmieję się i wychodzę zmierzając do pokoju gościnnego.. mojego.
Wyciągam z szafki mojego laptopa. Przeglądam różne strony dla uspokojenia.. Nagle..
"SZOK! Czyżby Zayn Malik zdradzał swoją dziewczynę, Emily?!"
Łzy pchają mi się do oczu. To niemożliwe.
Klikam w to i czytam dalej..
"Dziś rano, koło godziny siódmej widziano piosenkarza jak wychodził z domu nieznanej nam dziewczyny. Nie mamy pewności.. Ale co Zayn mógł robić od 20 do 7 rano u tej kobiety?..."
Nie chcę dalej czytać. Z trzaskiem zamykam urządzenie i idę do pokoju Zayn'a, jednak jest pusty. Schodzę do salonu. Bingo!
-Jak mogłeś?-krzyczę przez łzy.
-Co?-podchodzi do mnie.
-Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę Cię, rozumiesz? Byłam taka głupia.. Zaufałam Ci, a Ty.. Ty to wykorzystałeś.. Dobrze się bawiłeś? Mam nadzieję..
-Emily, to nie tak..
-A jak? Proszę, oświeć mnie. Jak?
-Za dużo wypiłem..
-Za dużo wypiłeś!-nie zwracam uwagi na to, że wszyscy mieszkający w tym domu przyglądają się tej sytuacji.
Łzy płyną po moich policzkach. Mulat podchodzi do mnie i próbuje przytulić.
-Pierdol się! To koniec.. Idź do niej, na co czekasz? Na moje pozwolenie? Proszę bardzo, masz je.. A z resztą po co Ci ono? Jesteś wolny!-krzyczę i biegnę do pokoju. Pakuję swoją walizkę.
-Mogę?-Alex puka do drzwi.
-Tak
-Co się stało?-przyjaciółka siada obok mnie na podłodze.
-Zdradził mnie..
-Co?-krzyczy-to niemożliwe..
-A jednak.. Będę mieszkać teraz w hotelu.. Ty jak chcesz, możesz zostać tutaj-wymuszam uśmiech.
-Mogę z Tobą..
-Nie-przerywam jej-trochę samotności dobrze mi zrobi-mówię, biorę walizkę i schodzę na dół.
-Emily, przestań-słyszę głos Malika.
Nie odpowiadam mu, tylko idę do samochodu kierując się prosto do hotelu..
Zdrada.. Kiedy oglądałam różne filmy, romanse.. Kiedy mężczyzna zranił bądź zdradził kobietę, ona go zostawiała.. Pomimo tego, że tak cholernie go kochała, zostawiła go. Myślałam sobie wtedy.. "Wybacz mu.. Stara się. Nie chciał tego.. Wybacz mu to". Ale teraz.. kiedy sama doświadczyłam tego uczucia, wiem, dlaczego tak postąpiła. Wiem, dlaczego go zostawiła. Tego nie można wybaczyć.. Choćbym nie wiadomo jak bardzo, jak mocno go kochała, nie dam rady, nie mogę mu wybaczyć. Mówił, że to nie było umyślne, że nie chciał tego.. a mimo to, zranił mnie.. Tak cholernie mnie zranił..
Moje myśli przerywa pukanie do drzwi. Podchodzę do nich , szybko je otwieram, ale jeszcze szybciej zamykam.
-Emily, wysłuchaj mnie. Błagam
-Idź stąd-mówię przez łzy.
-Wiem, że bardzo Cię zraniłem-oj, bardzo-przepraszam. Emily, proszę Cię, wpuść mnie do środka, daj mi to wszystko wytłumaczyć..
-Co chcesz mi tłumaczyć?!-otwieram drzwi i krzyczę na niego.
-Emily..
-Nie, Zayn. To koniec.. Zrozum to. Kiedyś wszystko się kończy..-szlocham.
Tak bardzo chcę się do niego teraz przytulić i powiedzieć, że będzie wszystko jak dawniej, że mu wybaczam.. Ale zamiast tego.. po prostu zamykam mu drzwi przed nosem.
Opieram się o drzwi, by potem zjechać po nich na podłogę. Przyciągam kolana do klatki piersiowej i wybucham płaczem.
Nie wiem, dlaczego mu zaufałam.. Każdy jest taki sam.. Każdy mówi, że kocha, że nie zostawi, że nie skrzywdzi.. A na końcu każdy zdradza.
Przez cały dzień siedziałam w tej samej pozycji.. skulona pod drzwiami. Oczy mam czerwone i spuchnięte od płaczu.. Mój telefon dzwoni bez przerwy, ale mam go daleko w nosie. Cały czas siedzę wpatrzona w ścianę. Ktoś z hotelu od 10 minut próbuje dostać się do mojego pokoju, nieustannie pukając i mówiąc coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. Zapłaciłam za trzy dni, a jestem tu dwa, więc na pewno nie o to chodzi. Pewnie chcą donieść jedzenie..Od ponad 48 godzin nic nie jadłam, nie wypiłam ani kropli wody, nie spałam. A może spałam? Nie wiem. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.. Prawdopodobnie, jeżeli nic nie zjem to zwymiotuję. Pukanie do drzwi ustąpiło. Został tylko denerwujący dźwięk dzwoniącego telefonu. Jest za daleko. Nie mogę się ruszyć. Po długich staraniach w końcu zasypiam.. Budzi mnie telefon, który postanawiam odebrać. Wstaję. Kości strzelają mi, kiedy się poruszam. Wszystko mnie boli. Biorę telefon. Jest trzecia! Ludzie.. Patrzę na listę nieodebranych połączeń.. Dwa od taty, 5 od Niall'a, 48 od Zayn'a, 13 od Harry;ego i 29 od Alex. O matko. Ostatnie połączenie o 3:15 jest od Niall'a, do którego dzwonię.
-Halo? Nareszcie! Emily!
Próbuję coś powiedzieć, ale nie mogę. Potrzebuję wody.
-Halo? Emily? Jesteś tam?
Kiwam głową.
O Boże.. Przecież on mnie nie widzi.. Co się ze mną dzieje?
-Haaaaalo? Chryste, Emily, odezwij się. Emily!-w jego głosie słychać przerażenie.
Rozłączam się.
Przewraca mi się w brzuchu. Czuję, że zaraz zwymiotuję..
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zadzwoniła-Niall wchodzi do salonu
Wypuszczam powietrze, które wstrzymywałem od wyjścia blondyna.
-Ale nic nie mówiła. Cisza. Nie wiem co się z nią dzieję... Pojadę do niej, ale Ty, Zayn.. Zostań tutaj-mówi
-Okej-wzdycham
Co ja zrobiłem? Jestem chujem. Oby nic jej nie było. Oby była cała.. Błagam..
-Coś Ty kurwa zrobił?!-Harry podchodzi do mnie, a jego pięść zderza się z moją twarzą.
Nie mam pojęcia, co kurwa zrobiłem.
-Bij, zjebałem-poddaję się.
Harry patrzy na mnie zdziwiony.
-Śmiało. Wal dalej. Jestem dupkiem. Jestem cholernym idiotą. Kurwa!-walę pięścią w stół.
-Uspokój się-mówi nadzwyczaj spokojnie.
-Nie mogę się uspokoić!Od dwóch.. Trzech dni nie miałem z nią kontaktu.. A jeśli coś jej się..
-Nie mów tak-przerywa mi-a teraz gadaj.. co zrobiłeś,
-Możesz przygotować swoje ręce do uduszenia mnie-mówię
Chłopak unosi brew.
-Zdradziłem ją..
-Co?!
-Słyszałeś.. Zdradziłem ją, kurwa!-znowu uderzam w stół, tym razem łamiąc go na pół.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło.. Byłem najebany, wiem, to żadne wytłumaczenie.. ale innego Ci nie podam.
Harry otwiera usta, by coś powiedzieć, jednak rezygnuje. Przeczesuje palcami włosy i ciągnie za nie. Do moich oczu napływają łzy, które próbuję powstrzymać. Marnie mi to wychodzi.
-Ej, przestań-słyszę loczka-będzie dobrze. Wybaczy Ci to. Kocha Cię-uśmiecha się pocieszająco.
Ja się chyba przesłyszałem. Nie mówiąc nic, po prostu się do niego przytulam i wybucham płaczem, jak małe dziecko.
PERSPEKTYWA NIALL'A
Wsiadam do samochodu i jadę w stronę hotelu. Z trudem udaję mi się przekonać ochronę, żeby mnie wpuścili. Biegnę do pokoju Emily, pukam. Nic.
-Emily, to ja. Niall. Otwórz, proszę-mówię lekko stukając w drewnianą powierzchnię.
Drzwi otwierają się. Przede mną stoi Emily.. O matko.. Wygląda strasznie. Bez słowa blondynka przytula się do mnie.
-Już dobrze-mówię głaszcząc ją po głowie.
Odsuwa się ode mnie i wpuszcza do środka.
-Dlaczego nic nie mówiłaś przez telefon?-pytam siadając obok niej na łóżku.
Nic. Cisza.
-Emily..
-Potrzebuję-kaszle-wody-mówi po czym wymiotuje na podłogę.
Zrywam się z miejsca i idę po wodę.
-Trzymaj-podaję jej kubeczek zimnej wody.
Wypija wszystko w ciągu sekundy.
-Dziękuję-mówi.
-Jadłaś coś?-pytam.
-Nie.
Ma na sobie te same ciuchy, w których opuszczała dom..
-Nic nie jadłam, nie piłam, nie spałam. Niall.. Ja nie wiem co się ze mną dzieje-płacze.
Przytulam ją. Ona kładzie swoją głowę na moim torsie i zaczyna płakać jeszcze bardziej.
Ciche szlochanie blondynki przerywa pukanie do drzwi.
-Otworzyć?-pytam, a ona kiwa głową.
Podchodzę do drzwi, a przede mną ukazuje się Zayn.
-Sorry, ale wydaje mi się, że to nie jest najlepszy moment-mówię cicho.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________________
Jest rozdział 9! Dostałam weny! Wydaję mi się, że notka pod poprzednim rozdziałem będzie nieważna! Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) Dobranoc! :):)
Rozdział 8
Przeczytajcie notkę pod rozdziałem! :)
Rano budzą mnie promienie słoneczne, które padają na moją twarz. Otwieram oczy i patrzę w lewo, jednak nie ma tam nikogo. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Zayn z tacą w rękach. Cudowny.
-Dzień dobry, śpiąca królewno-uśmiecha się i kładzie jedzenie na moich kolanach.
-Dziękuję-również się uśmiecham.
Na talerzu leżą świeże naleśniki polane czekoladą i bita śmietana. Mmm..
-Nie będziesz jeść?-odzywa się Mulat.
-Będę, oczywiście-uśmiecham się i biorę naleśnika do ręki.
-Smacznego-uśmiecha się szeroko.
Odpowiadam mu tym samym. Biorę telefon do ręki. Jest 11! Nieźle pospałam.
-Powinniśmy wyjeżdżać-mówię-zaspałam, prawda?
-Prawda-śmieje się.
-Trzeba było mnie obudzić
-Wyglądałaś tak słodko. Nie miałem serca Cię budzić.
Po zjedzeniu śniadania idę do łazienki, gdzie przygotowuje się do wyjazdu.
-Dacie sobie radę?-pytam stojąc w drzwiach.
-Pewnie. Nie martw się-Niall uśmiecha się i przytula mnie na pożegnanie.
-Miłej zabawy-Liam powtarza czynność blondyna.
-Kiedy wrócisz?-koło mnie zjawia się Rose.
-W niedzielę-odpowiadam i biorę dziewczynkę na ręce.
-Będę tęsknić-przytula się od mnie.
-To niecały tydzień, szkrabie-uśmiecham się
Rose również się uśmiecha i wraca do taty.
-Chodź, już późno-Zayn łapie mnie za rękę. -Już idę. Do zobaczenia-zwracam się do reszty.
-Paa-odpowiadają zgodnie i machają rękami.
Jakbyśmy wyjeżdżali na pięć lat.
Wychodzimy z domu, kierując się do auta. Chłopak otwiera mi drzwi, abym mogła wejść.
-Czekaj, zapomniałam czegoś-mówię i biegnę do domu. Wracam do pokoju i wyciągam z szufladki łańcuszek od mamy. "Miej go zawsze przy sobie. Przyniesie Ci szczęście". Uśmiecham się i wracam do samochodu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kiedy kończę swoją dość długą opowieść, spoglądam na Emily, jednak ta śpi. Uśmiecham się i wracam wzrokiem na ulicę. Jeszcze długa droga przed nami.
PERSPEKTYWA EMILY
Zayn opowiada mi coś, jednak nie za bardzo mnie to interesuje. Patrzę na krajobraz za szybą i rozmyślam.. Czy nasz związek przetrwa? On na trasach, drugim końcu świata, a ja w NY, daleko od niego. Ale kocham go. Chyba jeszcze nigdy nie kochałam tak żadnego chłopaka. Nawet Edwarda.. Byłam z nim, bo musiałam. Siłą zatrzymywał mnie przy sobie. Mój tato miał co do niego rację. Więc myślę, że teraz Zayn będzie musiał się postarać, żeby zdobyć zaufanie mojego ojca..
-Emily, jesteśmy-budzi mnie głos Malika
Niechętnie otwieram oczy. Uśmiecham się do chłopaka i wychodzę z auta. Przede mną stoi jasnoniebieski dom. Podchodzę do Zayn'a i mimo jego protestów, biorę swoją walizkę i idę za nim ku drzwiom. Chłopak dzwoni dzwonkiem, a po chwili w drzwiach staje jego mama.
-Witajcie-wita nas z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry-również się uśmiecham.
-Cześć mamo-chłopak przytula swoją rodzicielkę. To cudowny widok.
Uśmiecham się do siebie. Patricia zaprasza nas do środka. Moim oczom ukazuje się ogromny salon połączony z kuchnią. Niepewnie wchodzę do środka.
-Pójdziemy zanieść walizki-mówi Zayn.
Idę za chłopakiem po krętych schodach do góry.
-Nic się nie zmieniło-uśmiecha się, kiedy wchodzimy do pokoju.
Pomieszczenie nie jest duże. Znajduje się w nim łóżko, biurko, dwie szafy, kwiatki i inne dodatki. Skromnie, ale ładnie.
-Siadajcie, za chwilę kolacja-mama Zayn'a kładzie na stół talerze wypełnione różnymi potrawami.
-Tyle jedzenia dla siedmiu osób? To by spokojnie wystarczyło na wykarmienie dzieci z Afryki..-szepcze do Mulata.
W odpowiedzi słyszę śmiech chłopaka.
-Smacznego-tato Zayn'a, Yaser siada naprzeciwko mnie.
-Dziękuję, smacznego-uśmiecham się i biorę dwie kanapki, które umieszczam na białym talerzu.
PERSPEKTYWA MICHAEL'A
-Tatoo!-jest 23, a Rose jeszcze nie śpi.
Wstaję z kanapy i idę do pokoju.
-Czego nie śpisz?-pytam nakrywając ją.
-Nie chcę spać. Tato? A gdzie Emily pojechała?-siada.
-Pojechała ze swoim chłopakiem do jego rodziny
-A po co?
-Żeby ich poznać.
-A my teraz będziemy tu mieszkać?
-Nie, nie. Za parę dni, jak wróci Twoja siostra to lecimy z powrotem do Nowego Jorku.
-Dlaczego?
-Bo tak.. A po za tym zostawiłaś swojego kotka u sąsiadki. Pewnie tęskni za Tobą
-Racja-z powrotem się kładzie-dobranoc
-Słodkich snów-całuję ją w czoło i wychodzę z pokoju.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Całkiem sympatyczna ta Twoja.. E.. Ella?
-Emily-poprawiam swoją mamę.
-Tak, przepraszam. Długo z nią jesteś>
-Niecały miesiąc.. Przepraszam, ale pójdę już spać-uśmiecham się-dobranoc
-Dobranoc-całuje mnie w policzek.
-Przepraszam, że tak długo, ale mama mnie zatrzymała-mówię podając Emily szklankę z wodą
-Dziękuję
-Na pewno wszystko okej?-pytam.
-Tak, dziękuję-odstawia szklankę na szafkę-Zayn..
-Tak?
-Jak ja.. Jesteśmy tak daleko od Londynu. Jak ja mam..-patrzy na mnie zaszklonymi oczami.
-Emily, o co chodzi?
-Ten sms.. od Edwarda.. Jutro mam się z nim spotkać. a jak..
-Nie spotkasz się z nim. Nie pozwolę Ci na to. Nie pozwolę, żeby znowu coś Ci zrobił, rozumiesz?
-A jak on..
-Nic Ci nie zrobi.
-A jak zrobi coś Tobie?
-Nie zrobi nic. Spokojnie-przytulam ją.
Ona mocno wtula się we mnie.
Kiedy próbuję ją od siebie odsunąć, zauważam, że śpi. Pomału kładę ją i przykrywam.
\PERSPEKTYWA EMILY
Budzi mnie głośne trzaskanie drzwiami. Otwieram oczy i zdaję sobie sprawę, że nie jestem w pokoju Zayn'a. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Nagle drzwi głośno się otwierają i do pomieszczenia wchodzi jakaś postać. Po budowie ciała widać, że jest to mężczyzna. Gdzie ja jestem? O matko..
-Dzień dobry, śpiąca królewno-odzywa się.
To słowa Zayn'a, powiedział tak do mnie rano..
-Kim jesteś?-mój głos nie brzmi, tak jakbym tego chciała.
-Czy to ważne? Ważne, że w końcu jesteśmy sami, bez Twojego chłoptasia-podchodzi bliżej.
Uszczypnijcie mnie. To Edward.
-Zostaw mnie!-krzyczę i próbuję wstać, ale nie mogę, nie dam rady-pomocy!
-Emily, obudź się!-otwieram oczy.
To był tylko zły sen..
Bez słowa przytulam się do chłopaka
-Już okej?-pyta odsuwając się ode mnie.
Kiwam głową.
-Śniło Ci się coś? strasznie się rzucałaś.
Znowu kiwam głową.
-On mnie znajdzie-mówię cicho.
-Nie znajdzie. Skąd ma wiedzieć, że tu jesteś?
-Jak wiedział, że jestem w Londynie i znał Wasz adres, to bez problemu znajdzie mnie jeszcze raz-moje oczy robią się mokre.
Nic nie mówi. Wie, że mam rację. Biorę swój telefon z szafki. Jest czwarta. Wycieram ręką oczy i kładę się.
-Będzie dobrze-mówi cicho Zayn i owija ręce wokół mojej talii.
Nic nie będzie dobrze, póki Edward jest blisko..
-Jesteś pewna?-pyta Zayn po raz czwarty.
-Nie. Ale muszę tam jechać-odpowiadam-tylko pamiętaj.. musisz być w ukryciu. Nie może Cię zobaczyć, bo będzie po mnie..
Tak. Jadę na spotkanie z Edwardem. Chłopaki obiecali mi pomóc. Wszyscy będą gdzieś w pobliżu.
Kiedy podjeżdżamy pod dom, chłopcy wsiadają do samochodu i ruszamy w kierunku parku.
-Myślałem, że się nie zjawisz. Mam nadzieję, że nie masz tu żadnej ochrony-Edward rozgląda się dookoła.
-Nie-mówię stanowczo.
-To dobrze-szczerzy się.
-Mów o co chodzi, spieszę się-krzyżuję ręce na piersi.
-A więc-odchrząkuje-nalegałem na to spotkanie, ponieważ chciałem Ci powiedzieć, że wracam do Nowego Jorku.
O Boże! Dziękuję Ci! Ledwo powstrzymuję się od uśmiechu.
-Ale..-kontynuuje-nie wyjadę tam bez Ciebie.
CO?!
-Słucham?-prawie krzyczę.
-Nie tak głośno-mówi rozglądając się.
-Ja się chyba przesłyszałam..
-Nie słyszałaś bardzo dobrze. Nie wyjadę stąd sam-powtarza.
-Dlaczego?-przestępuję z nogi na nogę.
-Ty dobrze wiesz, dlaczego. Masz czas do jutra, żeby dać mi odpowiedź.. Radzę, żeby była tą, której oczekuję-mówi i odwraca się na pięcie żeby odejść.
-Czekaj!-łapię go za ramię-odpowiedź dostaniesz już teraz.
-To super-uśmiecha się.
-No nie wiem, czy to takie wesołe-mówię-bo moja odpowiedź brzmi nie. Nigdzie się z Tobą nie wybieram-uśmiecham się sztucznie i odchodzę.
Niestety nie daleko..
-Co znowu?-sama się dziwię swojej odwagi przy nim.
-Nie wiesz w co się pakujesz-warczy.
-To może mnie oświecisz, hm?-odwracam się do niego.
Nic nie mówi. Czyżby sądził, że się zgodzę i wyjadę z nim? Hahaha..
-To Ty-kontynuuję-nie wiesz, w co się wpakowałeś-mówię z uśmiechem na twarzy.
-O co-zaczyna
-Odejdź od niej-Zayn podchodzi do mnie.
-A więc tak to sobie zaplanowałaś.. Myślisz, że mnie pokonasz?-śmieje się.
-Ja? Ja nie, ale oni-zaczynam-owszem.
Po tych słowach koło mnie zjawiają się Louis, Niall i Harry.
Mina Edwarda jest tak komiczna, że nie wytrzymuję i wybucham śmiechem. Wszyscy przenoszą swój wzrok na mnie. Posyłam im spojrzenie mówiące "przepraszam" i cofam się.
Nawet nie zauważam, kiedy Edward znika mi z oczu.
-Dziękuję-posyłam chłopakom uśmiech.
-Nie ma sprawy.
-Gdzie byliście tyle czasu?-mama Zayn'a podaje mi szklankę z sokiem
-Dziękuję-uśmiecham się-musieliśmy coś załatwić.
-Dobrze.. Jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów-śmieje się cicho.
Z salonu słychać rozmowę Zayn'a z jego ojcem na temat meczu, który obecnie oglądają.
-Lubisz piec?-Patricia uśmiecha się.
-Bardzo-odpowiadam jej tym samym.
-To świetnie. Jutro upieczemy jakieś babeczki, co Ty na to?-unosi prawą brew.
-Bardzo chętnie. Co prawda dawno już nic nie piekłam..
-Z przepisem damy radę-śmieje się a ja dołączam do niej.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kiedy mecz się kończy, kieruję się do swojego pokoju. Po drodze biorę dwa kieliszki i butelkę szampana. Emily leży n łóżku i patrzy w sufit.
-Szampana?-pytam wchodząc do pokoju.
-Mmm. Chętnie-uśmiecha się i siada.
I tak mija wieczór.. Słowo za słowem. Kieliszek za kieliszkiem..
Emily cofa się do tyłu łózka, żeby na nim usiąść, ale niestety nie trafia i jej ciało ląduje na podłodze. Po chwili wybucha głośnym śmiechem.
-Chryste, Emily-podaję jej dłoń, żeby pomóc jej wstać-dałem Ci za dużo szampana.
-Tak, to prawda-znów się śmieje i zamiast podnieść się z ziemi, ciągnie mnie za rękę, tak, że ląduję razem z nią na podłodze. Kiedy próbuję coś powiedzieć, uniemożliwia mi to długim, namiętnym pocałunkiem.
Następnego dnia, kiedy się budzę, Emily jeszcze śpi. Zakładam kosmyk jej blond włosów za ucho i uśmiecham się sam do siebie.
Zastanawia mnie.. czy Edward da sobie w końcu spokój? Czy Emily jest ze mną bezpieczna? A jeśli nie? Jeśli nie czuje się tak przy mnie?
-Cześć-z zamyśleń wyrywa mnie zaspany głos blondynki.
-Hej-uśmiecham się-jak się czujesz?
-Beznadziejnie. Strasznie boli mnie głowa i dupa-śmieje się-a to wszystko przez Ciebie!
-Przeze mnie? A to niby dlaczego?
Dziewczyna śmieje się.
-Nie trzeba było przynosić tego szampana.
-Myślałem, że wypijesz jedną, dwie lampki..
-To źle myślałeś-pstryka palcem w mój nos-idę do łazienki.
Emily wstaje.. cóż, spada z łózka, bierze ubrania i wychodzi z pokoju.
PERSPEKTYWA EMILY
Po wyjściu z łazienki kieruję się do kuchni.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Cześć Emily-mama Zayn'a podaje mi kubek kawy.
Mmm, właśnie tego mi było trzeba.
-Dziękuję. Pomóc pani?-pytam widząc, że biega z jednego kąta kuchni do drugiego i z powrotem.
-Po pierwsze nie mów do mnie pani-uśmiecha się-a jeżeli chcesz, to będę wdzięczna za pomoc.
Uśmiecham się, odstawiam kubek na stół i podaję Patricii potrzebne składniki.
Po śniadaniu Patricia proponuje mi zakupy, na które z radością się zgadzam.
-Zayn, idę na zakupy z Twoją mamą-mówię wchodząc do pokoju.
-Okej. O której będziesz?
-Nie wiem. Ale wydaje mi się, że nie potrwa to jakoś strasznie długo.
-Jaasne-śmieje się, a j anie mogę powstrzymać się od uśmiechu.
-To idę, pa-daję mu buziaka w policzek i wychodzę z pokoju.
-Gotowa?-mama Zayn'a podchodzi do mnie.
-Tak-uśmiecham się i wychodzę za nią z domu kierując się do jej srebrnego suzuki.
-Lubisz nosić sukienki?-pyta kiedy wchodzimy do galerii handlowej.
-Uwielbiam
-To super. Jest tutaj bardzo fajny sklep, który z pewnością Ci się spodoba
-Super-uśmiecham się, a po chwili wchodzimy do dużego sklepu.
Od razu w oczy rzuca mi się sukienka. Oznajmiam Patricii, że pójdę ją przymierzyć. Po znalezieniu odpowiedniego rozmiaru idę do przymierzalni. Jest idealna. Wsadzam ją do koszyka i idę szukać mamy Zayn'a.
-Wybrałaś coś sobie?-pyta kiedy mnie zauważa
-Tak-uśmiecham się i wskazuję koszyk.
-Tylko jedna?-dziwi się.
-Właściwie to widziałam jeszcze jedną, ale jest zbyt droga-tłumaczę.
-Oj tam! Przymierzaj i kupujemy. Ja stawiam!
-Nie, nie. Pani niech sobie kupi coś a ja wezmę tą-uśmiecham się.
-Która to sukienka?-uśmiecha się serdecznie.
Niechętnie podchodzę i pokazuję jej sukienkę.
-Cudowna!
-To nie potrwa strasznie długo-Zayn przedrzeźnia mnie kiedy wchodzę do pokoju.
-No już przestań. Byłyśmy w galerii, u kosmetyczki i fryzjera. Spójrz!-daję włosy do przodu.
-Chryste! Ścięłaś włosy!-krzyczy, a ja wybucham śmiechem.
-To które pieczemy?-Patricia podsuwa mi kartki z przepisami na różne babeczki.
-Hmm.. Wydaję mi się, że te będą dobre-biorę do ręki przepis na waniliowe babeczki z czekoladą w środku.
-Doskonale.
Po późnym obiedzie i pysznym deserze, Zayn zabiera mnie na spacer, żeby pokazać mi okolicę.
-Ładnie tutaj-mówię łapiąc chłopaka za rękę.
-Mhmm-potwierdza.
-Może wstąpimy do tej restauracji?-pyta chłopak, kiedy przechodzimy obok budynku.
-Czego nie-uśmiecham się i wchodzimy do środka.-nie jestem odpowiednio ubrana, nie sądzisz?
-Nie
-Ale wszyscy tutaj są tak elegancko..
-Daj spokój-posyła mi uśmiech i idzie do wolnego stolika.
Kulturalnie odsuwa mi krzesło, a następnie siada naprzeciwko. Po chwili kelner podchodzi do nas i daje menu.
Po pysznej kolacji, spacerkiem wracamy do domu.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________________________
Jest rozdział 8! Mam nadzieję, że się spodobał :)
Kochani, zastanawiam się nad tym, czy nie zakończyć już opowiadania. Szczerze.. nie mam już za wielu pomysłów, ale koniec mam już od jakiegoś czasu napisany.. tylko go troszeczkę dopracować. Prawdopodobnie pojawi się nowy blog, ale nie będzie on już o One Direction.. :) Także.. Napiszcie w komentarzach czy mam kończyć pisać, czy nie.. Jeżeli będziecie chcieli czytać go dalej, to postaram się coś wymyślić dla osób, które to czytają :) Czekam na Wasze komentarze.. A, jeszcze jedno :D Mam mały dylemat co do zakończenia bloga :) Wymyśliłam dwa zakończenia, także jak możecie to napiszcie jeszcze "1" albo "2" :D Pomoże mi to w wybraniu :) Mam nadzieję, że takiego zakończenia nie będziecie się spodziewać i będzie ono dla Was zaskoczeniem ;)
Czekam na komentarze! :)
Rano budzą mnie promienie słoneczne, które padają na moją twarz. Otwieram oczy i patrzę w lewo, jednak nie ma tam nikogo. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Zayn z tacą w rękach. Cudowny.
-Dzień dobry, śpiąca królewno-uśmiecha się i kładzie jedzenie na moich kolanach.
-Dziękuję-również się uśmiecham.
Na talerzu leżą świeże naleśniki polane czekoladą i bita śmietana. Mmm..
-Nie będziesz jeść?-odzywa się Mulat.
-Będę, oczywiście-uśmiecham się i biorę naleśnika do ręki.
-Smacznego-uśmiecha się szeroko.
Odpowiadam mu tym samym. Biorę telefon do ręki. Jest 11! Nieźle pospałam.
-Powinniśmy wyjeżdżać-mówię-zaspałam, prawda?
-Prawda-śmieje się.
-Trzeba było mnie obudzić
-Wyglądałaś tak słodko. Nie miałem serca Cię budzić.
Po zjedzeniu śniadania idę do łazienki, gdzie przygotowuje się do wyjazdu.
-Dacie sobie radę?-pytam stojąc w drzwiach.
-Pewnie. Nie martw się-Niall uśmiecha się i przytula mnie na pożegnanie.
-Miłej zabawy-Liam powtarza czynność blondyna.
-Kiedy wrócisz?-koło mnie zjawia się Rose.
-W niedzielę-odpowiadam i biorę dziewczynkę na ręce.
-Będę tęsknić-przytula się od mnie.
-To niecały tydzień, szkrabie-uśmiecham się
Rose również się uśmiecha i wraca do taty.
-Chodź, już późno-Zayn łapie mnie za rękę. -Już idę. Do zobaczenia-zwracam się do reszty.
-Paa-odpowiadają zgodnie i machają rękami.
Jakbyśmy wyjeżdżali na pięć lat.
Wychodzimy z domu, kierując się do auta. Chłopak otwiera mi drzwi, abym mogła wejść.
-Czekaj, zapomniałam czegoś-mówię i biegnę do domu. Wracam do pokoju i wyciągam z szufladki łańcuszek od mamy. "Miej go zawsze przy sobie. Przyniesie Ci szczęście". Uśmiecham się i wracam do samochodu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kiedy kończę swoją dość długą opowieść, spoglądam na Emily, jednak ta śpi. Uśmiecham się i wracam wzrokiem na ulicę. Jeszcze długa droga przed nami.
PERSPEKTYWA EMILY
Zayn opowiada mi coś, jednak nie za bardzo mnie to interesuje. Patrzę na krajobraz za szybą i rozmyślam.. Czy nasz związek przetrwa? On na trasach, drugim końcu świata, a ja w NY, daleko od niego. Ale kocham go. Chyba jeszcze nigdy nie kochałam tak żadnego chłopaka. Nawet Edwarda.. Byłam z nim, bo musiałam. Siłą zatrzymywał mnie przy sobie. Mój tato miał co do niego rację. Więc myślę, że teraz Zayn będzie musiał się postarać, żeby zdobyć zaufanie mojego ojca..
-Emily, jesteśmy-budzi mnie głos Malika
Niechętnie otwieram oczy. Uśmiecham się do chłopaka i wychodzę z auta. Przede mną stoi jasnoniebieski dom. Podchodzę do Zayn'a i mimo jego protestów, biorę swoją walizkę i idę za nim ku drzwiom. Chłopak dzwoni dzwonkiem, a po chwili w drzwiach staje jego mama.
-Witajcie-wita nas z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry-również się uśmiecham.
-Cześć mamo-chłopak przytula swoją rodzicielkę. To cudowny widok.
Uśmiecham się do siebie. Patricia zaprasza nas do środka. Moim oczom ukazuje się ogromny salon połączony z kuchnią. Niepewnie wchodzę do środka.
-Pójdziemy zanieść walizki-mówi Zayn.
Idę za chłopakiem po krętych schodach do góry.
-Nic się nie zmieniło-uśmiecha się, kiedy wchodzimy do pokoju.
Pomieszczenie nie jest duże. Znajduje się w nim łóżko, biurko, dwie szafy, kwiatki i inne dodatki. Skromnie, ale ładnie.
-Siadajcie, za chwilę kolacja-mama Zayn'a kładzie na stół talerze wypełnione różnymi potrawami.
-Tyle jedzenia dla siedmiu osób? To by spokojnie wystarczyło na wykarmienie dzieci z Afryki..-szepcze do Mulata.
W odpowiedzi słyszę śmiech chłopaka.
-Smacznego-tato Zayn'a, Yaser siada naprzeciwko mnie.
-Dziękuję, smacznego-uśmiecham się i biorę dwie kanapki, które umieszczam na białym talerzu.
PERSPEKTYWA MICHAEL'A
-Tatoo!-jest 23, a Rose jeszcze nie śpi.
Wstaję z kanapy i idę do pokoju.
-Czego nie śpisz?-pytam nakrywając ją.
-Nie chcę spać. Tato? A gdzie Emily pojechała?-siada.
-Pojechała ze swoim chłopakiem do jego rodziny
-A po co?
-Żeby ich poznać.
-A my teraz będziemy tu mieszkać?
-Nie, nie. Za parę dni, jak wróci Twoja siostra to lecimy z powrotem do Nowego Jorku.
-Dlaczego?
-Bo tak.. A po za tym zostawiłaś swojego kotka u sąsiadki. Pewnie tęskni za Tobą
-Racja-z powrotem się kładzie-dobranoc
-Słodkich snów-całuję ją w czoło i wychodzę z pokoju.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Całkiem sympatyczna ta Twoja.. E.. Ella?
-Emily-poprawiam swoją mamę.
-Tak, przepraszam. Długo z nią jesteś>
-Niecały miesiąc.. Przepraszam, ale pójdę już spać-uśmiecham się-dobranoc
-Dobranoc-całuje mnie w policzek.
-Przepraszam, że tak długo, ale mama mnie zatrzymała-mówię podając Emily szklankę z wodą
-Dziękuję
-Na pewno wszystko okej?-pytam.
-Tak, dziękuję-odstawia szklankę na szafkę-Zayn..
-Tak?
-Jak ja.. Jesteśmy tak daleko od Londynu. Jak ja mam..-patrzy na mnie zaszklonymi oczami.
-Emily, o co chodzi?
-Ten sms.. od Edwarda.. Jutro mam się z nim spotkać. a jak..
-Nie spotkasz się z nim. Nie pozwolę Ci na to. Nie pozwolę, żeby znowu coś Ci zrobił, rozumiesz?
-A jak on..
-Nic Ci nie zrobi.
-A jak zrobi coś Tobie?
-Nie zrobi nic. Spokojnie-przytulam ją.
Ona mocno wtula się we mnie.
Kiedy próbuję ją od siebie odsunąć, zauważam, że śpi. Pomału kładę ją i przykrywam.
\PERSPEKTYWA EMILY
Budzi mnie głośne trzaskanie drzwiami. Otwieram oczy i zdaję sobie sprawę, że nie jestem w pokoju Zayn'a. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Nagle drzwi głośno się otwierają i do pomieszczenia wchodzi jakaś postać. Po budowie ciała widać, że jest to mężczyzna. Gdzie ja jestem? O matko..
-Dzień dobry, śpiąca królewno-odzywa się.
To słowa Zayn'a, powiedział tak do mnie rano..
-Kim jesteś?-mój głos nie brzmi, tak jakbym tego chciała.
-Czy to ważne? Ważne, że w końcu jesteśmy sami, bez Twojego chłoptasia-podchodzi bliżej.
Uszczypnijcie mnie. To Edward.
-Zostaw mnie!-krzyczę i próbuję wstać, ale nie mogę, nie dam rady-pomocy!
-Emily, obudź się!-otwieram oczy.
To był tylko zły sen..
Bez słowa przytulam się do chłopaka
-Już okej?-pyta odsuwając się ode mnie.
Kiwam głową.
-Śniło Ci się coś? strasznie się rzucałaś.
Znowu kiwam głową.
-On mnie znajdzie-mówię cicho.
-Nie znajdzie. Skąd ma wiedzieć, że tu jesteś?
-Jak wiedział, że jestem w Londynie i znał Wasz adres, to bez problemu znajdzie mnie jeszcze raz-moje oczy robią się mokre.
Nic nie mówi. Wie, że mam rację. Biorę swój telefon z szafki. Jest czwarta. Wycieram ręką oczy i kładę się.
-Będzie dobrze-mówi cicho Zayn i owija ręce wokół mojej talii.
Nic nie będzie dobrze, póki Edward jest blisko..
-Jesteś pewna?-pyta Zayn po raz czwarty.
-Nie. Ale muszę tam jechać-odpowiadam-tylko pamiętaj.. musisz być w ukryciu. Nie może Cię zobaczyć, bo będzie po mnie..
Tak. Jadę na spotkanie z Edwardem. Chłopaki obiecali mi pomóc. Wszyscy będą gdzieś w pobliżu.
Kiedy podjeżdżamy pod dom, chłopcy wsiadają do samochodu i ruszamy w kierunku parku.
-Myślałem, że się nie zjawisz. Mam nadzieję, że nie masz tu żadnej ochrony-Edward rozgląda się dookoła.
-Nie-mówię stanowczo.
-To dobrze-szczerzy się.
-Mów o co chodzi, spieszę się-krzyżuję ręce na piersi.
-A więc-odchrząkuje-nalegałem na to spotkanie, ponieważ chciałem Ci powiedzieć, że wracam do Nowego Jorku.
O Boże! Dziękuję Ci! Ledwo powstrzymuję się od uśmiechu.
-Ale..-kontynuuje-nie wyjadę tam bez Ciebie.
CO?!
-Słucham?-prawie krzyczę.
-Nie tak głośno-mówi rozglądając się.
-Ja się chyba przesłyszałam..
-Nie słyszałaś bardzo dobrze. Nie wyjadę stąd sam-powtarza.
-Dlaczego?-przestępuję z nogi na nogę.
-Ty dobrze wiesz, dlaczego. Masz czas do jutra, żeby dać mi odpowiedź.. Radzę, żeby była tą, której oczekuję-mówi i odwraca się na pięcie żeby odejść.
-Czekaj!-łapię go za ramię-odpowiedź dostaniesz już teraz.
-To super-uśmiecha się.
-No nie wiem, czy to takie wesołe-mówię-bo moja odpowiedź brzmi nie. Nigdzie się z Tobą nie wybieram-uśmiecham się sztucznie i odchodzę.
Niestety nie daleko..
-Co znowu?-sama się dziwię swojej odwagi przy nim.
-Nie wiesz w co się pakujesz-warczy.
-To może mnie oświecisz, hm?-odwracam się do niego.
Nic nie mówi. Czyżby sądził, że się zgodzę i wyjadę z nim? Hahaha..
-To Ty-kontynuuję-nie wiesz, w co się wpakowałeś-mówię z uśmiechem na twarzy.
-O co-zaczyna
-Odejdź od niej-Zayn podchodzi do mnie.
-A więc tak to sobie zaplanowałaś.. Myślisz, że mnie pokonasz?-śmieje się.
-Ja? Ja nie, ale oni-zaczynam-owszem.
Po tych słowach koło mnie zjawiają się Louis, Niall i Harry.
Mina Edwarda jest tak komiczna, że nie wytrzymuję i wybucham śmiechem. Wszyscy przenoszą swój wzrok na mnie. Posyłam im spojrzenie mówiące "przepraszam" i cofam się.
Nawet nie zauważam, kiedy Edward znika mi z oczu.
-Dziękuję-posyłam chłopakom uśmiech.
-Nie ma sprawy.
-Gdzie byliście tyle czasu?-mama Zayn'a podaje mi szklankę z sokiem
-Dziękuję-uśmiecham się-musieliśmy coś załatwić.
-Dobrze.. Jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów-śmieje się cicho.
Z salonu słychać rozmowę Zayn'a z jego ojcem na temat meczu, który obecnie oglądają.
-Lubisz piec?-Patricia uśmiecha się.
-Bardzo-odpowiadam jej tym samym.
-To świetnie. Jutro upieczemy jakieś babeczki, co Ty na to?-unosi prawą brew.
-Bardzo chętnie. Co prawda dawno już nic nie piekłam..
-Z przepisem damy radę-śmieje się a ja dołączam do niej.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kiedy mecz się kończy, kieruję się do swojego pokoju. Po drodze biorę dwa kieliszki i butelkę szampana. Emily leży n łóżku i patrzy w sufit.
-Szampana?-pytam wchodząc do pokoju.
-Mmm. Chętnie-uśmiecha się i siada.
I tak mija wieczór.. Słowo za słowem. Kieliszek za kieliszkiem..
Emily cofa się do tyłu łózka, żeby na nim usiąść, ale niestety nie trafia i jej ciało ląduje na podłodze. Po chwili wybucha głośnym śmiechem.
-Chryste, Emily-podaję jej dłoń, żeby pomóc jej wstać-dałem Ci za dużo szampana.
-Tak, to prawda-znów się śmieje i zamiast podnieść się z ziemi, ciągnie mnie za rękę, tak, że ląduję razem z nią na podłodze. Kiedy próbuję coś powiedzieć, uniemożliwia mi to długim, namiętnym pocałunkiem.
Następnego dnia, kiedy się budzę, Emily jeszcze śpi. Zakładam kosmyk jej blond włosów za ucho i uśmiecham się sam do siebie.
Zastanawia mnie.. czy Edward da sobie w końcu spokój? Czy Emily jest ze mną bezpieczna? A jeśli nie? Jeśli nie czuje się tak przy mnie?
-Cześć-z zamyśleń wyrywa mnie zaspany głos blondynki.
-Hej-uśmiecham się-jak się czujesz?
-Beznadziejnie. Strasznie boli mnie głowa i dupa-śmieje się-a to wszystko przez Ciebie!
-Przeze mnie? A to niby dlaczego?
Dziewczyna śmieje się.
-Nie trzeba było przynosić tego szampana.
-Myślałem, że wypijesz jedną, dwie lampki..
-To źle myślałeś-pstryka palcem w mój nos-idę do łazienki.
Emily wstaje.. cóż, spada z łózka, bierze ubrania i wychodzi z pokoju.
PERSPEKTYWA EMILY
Po wyjściu z łazienki kieruję się do kuchni.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Cześć Emily-mama Zayn'a podaje mi kubek kawy.
Mmm, właśnie tego mi było trzeba.
-Dziękuję. Pomóc pani?-pytam widząc, że biega z jednego kąta kuchni do drugiego i z powrotem.
-Po pierwsze nie mów do mnie pani-uśmiecha się-a jeżeli chcesz, to będę wdzięczna za pomoc.
Uśmiecham się, odstawiam kubek na stół i podaję Patricii potrzebne składniki.
Po śniadaniu Patricia proponuje mi zakupy, na które z radością się zgadzam.
-Zayn, idę na zakupy z Twoją mamą-mówię wchodząc do pokoju.
-Okej. O której będziesz?
-Nie wiem. Ale wydaje mi się, że nie potrwa to jakoś strasznie długo.
-Jaasne-śmieje się, a j anie mogę powstrzymać się od uśmiechu.
-To idę, pa-daję mu buziaka w policzek i wychodzę z pokoju.
-Gotowa?-mama Zayn'a podchodzi do mnie.
-Tak-uśmiecham się i wychodzę za nią z domu kierując się do jej srebrnego suzuki.
-Lubisz nosić sukienki?-pyta kiedy wchodzimy do galerii handlowej.
-Uwielbiam
-To super. Jest tutaj bardzo fajny sklep, który z pewnością Ci się spodoba
-Super-uśmiecham się, a po chwili wchodzimy do dużego sklepu.
Od razu w oczy rzuca mi się sukienka. Oznajmiam Patricii, że pójdę ją przymierzyć. Po znalezieniu odpowiedniego rozmiaru idę do przymierzalni. Jest idealna. Wsadzam ją do koszyka i idę szukać mamy Zayn'a.
-Wybrałaś coś sobie?-pyta kiedy mnie zauważa
-Tak-uśmiecham się i wskazuję koszyk.
-Tylko jedna?-dziwi się.
-Właściwie to widziałam jeszcze jedną, ale jest zbyt droga-tłumaczę.
-Oj tam! Przymierzaj i kupujemy. Ja stawiam!
-Nie, nie. Pani niech sobie kupi coś a ja wezmę tą-uśmiecham się.
-Która to sukienka?-uśmiecha się serdecznie.
Niechętnie podchodzę i pokazuję jej sukienkę.
-Cudowna!
-To nie potrwa strasznie długo-Zayn przedrzeźnia mnie kiedy wchodzę do pokoju.
-No już przestań. Byłyśmy w galerii, u kosmetyczki i fryzjera. Spójrz!-daję włosy do przodu.
-Chryste! Ścięłaś włosy!-krzyczy, a ja wybucham śmiechem.
-To które pieczemy?-Patricia podsuwa mi kartki z przepisami na różne babeczki.
-Hmm.. Wydaję mi się, że te będą dobre-biorę do ręki przepis na waniliowe babeczki z czekoladą w środku.
-Doskonale.
Po późnym obiedzie i pysznym deserze, Zayn zabiera mnie na spacer, żeby pokazać mi okolicę.
-Ładnie tutaj-mówię łapiąc chłopaka za rękę.
-Mhmm-potwierdza.
-Może wstąpimy do tej restauracji?-pyta chłopak, kiedy przechodzimy obok budynku.
-Czego nie-uśmiecham się i wchodzimy do środka.-nie jestem odpowiednio ubrana, nie sądzisz?
-Nie
-Ale wszyscy tutaj są tak elegancko..
-Daj spokój-posyła mi uśmiech i idzie do wolnego stolika.
Kulturalnie odsuwa mi krzesło, a następnie siada naprzeciwko. Po chwili kelner podchodzi do nas i daje menu.
Po pysznej kolacji, spacerkiem wracamy do domu.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________________________
Jest rozdział 8! Mam nadzieję, że się spodobał :)
Kochani, zastanawiam się nad tym, czy nie zakończyć już opowiadania. Szczerze.. nie mam już za wielu pomysłów, ale koniec mam już od jakiegoś czasu napisany.. tylko go troszeczkę dopracować. Prawdopodobnie pojawi się nowy blog, ale nie będzie on już o One Direction.. :) Także.. Napiszcie w komentarzach czy mam kończyć pisać, czy nie.. Jeżeli będziecie chcieli czytać go dalej, to postaram się coś wymyślić dla osób, które to czytają :) Czekam na Wasze komentarze.. A, jeszcze jedno :D Mam mały dylemat co do zakończenia bloga :) Wymyśliłam dwa zakończenia, także jak możecie to napiszcie jeszcze "1" albo "2" :D Pomoże mi to w wybraniu :) Mam nadzieję, że takiego zakończenia nie będziecie się spodziewać i będzie ono dla Was zaskoczeniem ;)
Czekam na komentarze! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
