piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 12

-Wstawaj! Już ranek-Rose skacze po mnie.
-Która godzina?-leniwie otwieram oczy.
-O ta-pokazuje mój telefon.
-Rosie, jest szósta rano, daj spać-jęczę i przewracam się na drugi bok.
-No wstawaj nudzi mi się!
-Idź obudź chłopaków.
Mała wychodzi z pokoju krzycząc, że jestem śpiochem.
-Jak wszyscy. Nie wiem po kim jesteś rannym ptaszkiem-mówię i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.

PERSPEKTYWA JASONA

-Jase, wstawaj-Rose siada na mnie.
-Nie, daj mi spać.
-Ale jest już ranek, a mi się nudzi-jęczy.
-Która godzina?
-Chyba szósta.
-Dobra. I tak już nie zasnę. Chcesz coś jeść?-pytam, a mała przytakuje.
-Parówki!
-Dobra, chodź-zwlekam się z łózka i idziemy do kuchni.

-Cicho-mówię do dziewczynki, która nie może powstrzymać śmiechu-teraz!
Rose wylewa na Mili wiadro zimnej wody, na co blondynka zrywa się na równe nogi.
-Boże! Głupi jesteś Jason?
-Gdybyś widziała swoją minę-łapię się za brzuch.
To jest komiczne.
-Bardzo śmieszne. Ten dom ma być dzisiaj sprzedany, a całe łóżko jest mokre-wskazuje na materac.
-Oj już nie przesadzaj-śmieję się-wyschnie.
Emily posyła mi dziwne spojrzenie, po czym wychodzi z pomieszczenia.

PERSPEKTYWA EMILY

Po krótkim prysznicu, wychodzę z łazienki i idę do salonu.
Zayn, biedak śpi na kanapie.
-Misiu-lekko szturcham go w ramię.
-Mhmm-mruczy
Wstawaj no-śmieję się widząc, że chłopak udaje.
-A takie magiczne słowa?-nadal nie otwiera oczu.
-Za chwilę przyjadą ludzie, którzy kupili dom-wołam z kuchni.
-Co? Już? To która godzina?-chłopak pojawia się koło mnie.
-Ósma-śmieję się.
-Tak chcesz się bawić?-uśmiecha się, a ja zaczynam uciekać.
-To mnie złap!-śmieję się, co spowalnia mój bieg.
Wiedząc, że w domu długo nie pouciekam, wbiegam do ogrodu.
-Puść mnie-śmieję się, kiedy chłopak przywiera mną do muru domu.
-I co teraz?
-Teraz mnie puścisz-szczerzę się.
-Takiej opcji nie ma-zbliża się.
-Mhmm.. A jakie są?
-Jest tylko jedna-uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi.
-I to jest ta opcja, tak?-unoszę brew
-Mhmm-muczy i złącza nasze usta w pocałunku.
-W takim razie.. podoba mi się-chichoczę-tylko, że-przerywa mi, kontynuując poprzednio wykonywaną czynność.
Chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przyciągając mnie jeszcze bliżej, a moje ręce wędrują do jego włosów. Ciągnę za nie, na co chłopak wydaje z siebie cichy jęk.
-Emily, jesteś tuuu ooo przepraszam-śmieje się Jason, a ja odrywam się od Mulata.
-Hm?-moje policzki nabierają odcień różu.
-Nie za bardzo wiem, co zrobić z rzeczami Twojego taty.. To, co miałaś tutaj już spakowaliśmy, Rose też jest już spakowana.
-Mmm. Wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi pewnie pójdą do śmieci, a ciuchy.. na razie niech zostaną w pudłach.
-Okej, już nie przeszkadzam-uśmiecha się głupio i wchodzi do domu.
-Pójdę im pomóc-mówię do Zayn'a, jednak chłopak łapie mnie za rękę przyciągając do siebie.
-Tyle dni nie mogłem Cię nawet złapać za rękę.. Przez moją głupotę i bezmyślność prawie Cię straciłem-zaczyna-nie chcę.. nie mogę znieść myśli, że mogę Cię kiedyś stracić.. na zawsze. Kocham Cię, Em-uśmiecha się słodko, a ja przytulam się do niego.
-Nie stracisz mnie nigdy-mówię, a chłopak całuje mnie w czoło.
To mały gest ale uroczy i wiele dla mnie znaczący.
-Pojedziesz ze mną do mojego domu? Chcę zabrać stamtąd wszystkie rzeczy.
-Jasne. A ktoś się już zgłosił do kupna?
-Moja ciotka go kupuje

-Jason, pożycz mi auto-podchodzę do przyjaciela.
-A magiczne słowo?-szczerzy się.
-Jase, proszę-robię maślane oczka.
-No nie wiem-odwraca głowę w bok, udając, że myśli.
Podchodzę do niego bliżej i daje mu buziaka w policzek.
-Zadowolony?-śmieję się, a chłopak wyciąga z kieszeni kluczyki-dzięki.
-Nie chciał mi dać kluczyków-uśmiecham się do Zayn'a, który widział sytuację.
-Przecież nic nie mówię-śmieje się.
-Prowadzisz-rzucam w niego kluczykami i zajmuję miejsce pasażera.

-Matko boska! Ile Ty tego masz?
-Mało.. Właśnie,  muszę iść na zakupy. Moja szafa świeci pustkami.
-Yhymm.. Nic się już w niej nie mieści-mruczy, ale na tyle głośno, żebym to usłyszała.

*kilka dni później*

-Do zobaczenia?-chłopak patrzy na mnie.
-Do zobaczenia-przytulam go.
-Tylko tym razem nie znikaj na tak długo-czy on będzie płakać?
-Nie zniknę-uśmiecham się.
Kiedy znów słyszę głos kobiety w głośnikach, ponownie przytulam się do przyjaciela.
-To cześć-uśmiecha się.
-Do zobaczenia, Jase-biorę walizki i idę za blondynem i Zaynem w kierunku samolotu.
Odwracam się, a Jason macha do mnie, na co odpowiadam mu uśmiechem. Kiedy jesteśmy przy wyjściu z budynku, znów oglądam się za siebie, lecz tym razem na miejscu Jasona stoi ON i uśmiecha się w ten swój sztuczny, podły sposób.
-Emi, wszystko w porządku?
Nie wiem dlaczego, ale stoję i patrzę na niego.
-Tak. Nie. Zayn, kto tam jest?-wskazuję na Edwarda.
-Chwilę temu był tam Jason, ale teraz.. nie ma tam nikogo.
-Oh..
Co się ze mną dzieje?
Uśmiecham się do chłopaków, łapię Rose za rękę i wchodzimy do samolotu.
-Ile jeszcze?Rose wierci się niespokojnie na siedzeniu od godziny.
-Dopiero wylecieliśmy. Jeszcze z 7 godzin.
-Ile?-krzyczy.
-Wytrzymasz młoda-Zayn czochra jej włosy.
-Przestań!  Nie widzisz, jak mam ładnie uczesane?-oburza się, na co wszyscy się śmiejemy.

-Emily, ile jeszcze?-budzi mnie głos Rose, ale nie otwieram oczu.
-Jeszcze niecała godzinka,  nie budź jej, śpi-słyszę głos blondyna i znowu staram si,ę zasnąć, co nie przychodzi już tak łatwo.
Otwieram oczy i patrzę przez małe okienko. Samolot jest już coraz niżej, a po chwili do moich uszu dociera ten  nieznośny dźwięk. Kiedy pojazd zatrzymuje się wszyscy pasażerowie wychodzą na zewnątrz.

-Nareszcie! Myślałam, że polecicie tam na jeden dzień, a tu tydzień Was nie było!-Alex przytula mnie.
-Tak jakoś wyszło-śmieję się i odwzajemniam jej gest.
-A Ty mała, nie przywitasz się ze mną?-kuca, a dziewczynka przytula się do czarnowłosej.
-Zrobiłem obiad!-do salonu wchodzi Harry.
-Ty zrobiłeś co?-śmieję się.
-Obiad. Chcesz spróbować?
-A nie otrujesz nas?
-Ja? Jakbym śmiał
-A co zrobiłeś na ten obiad?-Niall podchodzi do loczka.
-Gołąbki-uśmiecha się.
-Lubię gołąbki, dawaj-śmieję się i siadam do stołu.
Po chwili Styles wchodzi do pomieszczenia i kładzie na środku stołu talerz z jedzeniem.
Nakładam na swój talerz dwa gołąbki. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Po zjedzeniu czuję, że zaraz pęknę. Zjadłam tyle tych gołąbków, że chyba wszyscy razem wzięci zjedli mniej.
-Czyli smakowało?-Harry uśmiecha się szeroko.
-Tak. Nie sądziłam, że to powiem, ale były pyszne-śmieję się.
-W takim razie bardzo mi miło-szczerzy się i znika w kuchni.
-Mówiliście, że nie potrafi gotować-odzywa się Alex.
-Bo nie potrafi-śmieje się Louis.
-To jakim..
-Tylko to potrafi"ugotować'robi cudzysłów-i zrobić tosty-śmieję się.

-Dlaczego?-Zayn podnosi się z łóżka.
-Nie będę Wam ciągle zawracać głowy. Za niedługo kończy się przerwa i wrócicie w trasę-mówię.
-Ale to nie oznacza, że masz się stąd wyprowadzać.
-Zayn, moja stadnina rozwija się bardzo dobrze, odziedziczyłam po ojcu majątek.. Mam wystarczająco pieniędzy, żeby wynająć mieszkanie, jeśli o to Ci chodzi.
-Skoro już mieszkasz tutaj tak długo, to dlaczego teraz masz się stąd wyprowadzić? Wtedy nie będziemy się widywać tak często-wzdycha.
-I tak nie będziemy. Będziecie jeździć w trasy..
-Okej, jak chcesz-rzuca i wychodzi z pokoju.
Wiem, że może wydawać się to głupie, ale trochę przestrzeni dobrze nam zrobi. Wybaczyłam mu to, co mi zrobił i potrzebuję trochę czasu.. Nie mogę, ot tak, po tym wszystkim wskoczyć mu do łózka.. żyć, jakby to wszystko nie miało miejsca.. bo miało i na długo pozostanie w mojej pamięci.

Wyciągam z szafy białą koszulkę polo, szare bryczesy i idę do łazienki. Po krótkim prysznicu przebieram się w strój, ubieram buty, do ręki biorę kask i wychodzę z domu kierując się do auta.
-Dzień dobry, dobrze, że pani jest-Samantha podchodzi do mnie.
-Cześć. Nie mów do mnie pani. Czuję się staro-śmieję się-o co chodzi?
Samantha ma 16 lat i pracuje w stadninie. Jest chyba najbardziej pracowita z całej grupy. Jej najbardziej ufam. Pomimo wieku, naprawdę dobrze zna się na koniach.
-Darla dziwnie się zachowuje, nie daje się wyprowadzić z boksu. Boję się, że coś może jej być-mówi.
-Okej. Za kilka minut powinna przyjechać dziewczyna na jazdę. Zajmiesz się nią?
-Jasne-dziewczyna uśmiecha się i znika mi z oczu.
Wchodzę do stajni i idę w kierunku boksu Darly.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

-Zayn, ona potrzebuje czasu. Zrozum to.. To, co jej zrobiłeś było.. było po prostu złe..
-Wiem. Kurwa, wiem. Musicie mi to cały czas przypominać?-przerywam dziewczynie.
-Okej, przepraszam-unosi ręce-porozmawiaj z nią na spokojnie.
-Przed chwilą wyszła z domu.
-Możesz do niej pojechać. Niech wie, że Ci zależy. Jest w stadninie.
-Dzięki.
Chociaż raz jej niezamykająca się buzia na coś się przydała. Wchodzę do samochodu i jadę w kierunku stadniny.. Zamykam pojazd i wchodzę do stajni. Emily stoi przed śnieżnobiałym koniem, patrząc mu w oczy. Byłoby z tego idealne zdjęcie.. Zayn! Przyszedłeś tu, żeby z nią pogadać..
-Dzień dobry.. Widzę tu pana pierwszy.. o Boże. Czy pan to Zayn Malik?-piszczy niska brunetka , a ja patrzę na nią.
-Przepraszam-rumieni się.
-Nie szkodzi-uśmiecham się.
-Jest pan zapisany na jazdę?-uśmiecha się nieśmiało.
-Nie.. Nie. Ja do Emily.
-To ona-wskazuje  na blondynkę.
Kiwam głową i podchodzę do dziewczyny. Jej ręka leży na dużym pysku konia, a ona szepcze mu coś na ucho.
-Em.-zaczynam, na co dziewczyna podskakuje, a koń odsuwa się na koniec boksu-przepraszam..
-Cii-uspakaja konia-hm?-odwraca się do mnie.
-Ja.. Ja chciałem Cię przeprosić. Wiem, że Cię zraniłem. Cholernie Cię zraniłem i zrobiłem to w najbardziej podły sposób.. Więc...
-Jesteś słodki, jak się jąkasz-mówi, kiedy nie mogę znaleźć słów.
-Ja tu próbuję poprawnie sformułować zdania.. męczę się, a Ty się ze mnie nabijasz-mówię, kiedy widzę, że napięcie opada.
-Nie nabijam się z Ciebie. Po prostu jesteś słodki-mówi.
-Tak, tak.. Co z nim?-wskazuję na konia.
-To klacz-poprawia mnie-nie jestem pewna, ale chyba będzie mamą-uśmiecha się-muszę zadzwonić po weterynarza.
-To super. Musisz tu dziś być?-pytam, a dziewczyna kiwa głową.
-Dawno mnie tu nie było, a poza tym dzisiaj jest dużo osób na jazdy.
-Ehh.. No dobra. Jakoś to przeżyję.-A gdybym nie musiała tu zostawać?-unosi brew.
Muszę stąd wyjść. Za bardzo tu śmierdzi.
-To wtedy.. Cóż, mam dla Ciebie niespodziankę.
-Wiesz, że nie przepadam za niespodziankami.
-Wiem-śmieję się.
-Może jutro? Dzisiaj naprawdę muszę tu być.
-Ok.
-Emily! Jakiś Justin przyszedł-koło nas zjawia się ta sama brunetka, co przedtem.
-Justin?
-Mhmm
-Poczekasz chwilkę?-zwraca się do mnie, a ja kiwam głową.
Uśmiecha się i wychodzi ze stajni.

PERSPEKTYWA EMILY

-Mówi, że nie przyszedł na jazdę-mówi Samantha.
-Cześć-uśmiecham się. Chłopak wygląda na młodego.
-Hej, jestem Justin, ale to zapewne wiesz.
-I tu Cię zaskoczę, bo nie wiem.
-Czyli mnie nie pamiętasz-uśmiecha się lekko-jestem synem Natalie.
-Tej Natalie? Najlepszej przyjaciółki mojej mamy?-prawie krzyczę.
-Tak. Właśnie tej-śmieje się.
-Te Justin, który przychodził zawsze do mnie ze swoją mamą jak miałam coś z 5, 6 lat?
-Tak. Właśnie ten-znów się śmieje.
-Oh.. przepraszam.. Strasznie się zmieniłeś.. No a co w tym dziwnego. Minęło prawie 15 lat-śmieję się-a tak w ogóle, to co robisz w Londynie?
-Przeprowadziłem się tu 2 lata temu. A Ty?
-Też tu mieszkam.
-Czego tutaj, a nie w NY?
-Za dużo wspomnień..
-Mama?-z jego twarzy znika uśmiech.
Kiwam głową.
-I tata.
-Co z nim?
-Nie żyje.
-Przykro mi.
Mrugam szybko, żeby powstrzymać łzy.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Od Jasona dowiedziałem się, że przyjechałaś tu  na wakacje, a co do stadniny.. to mam swoje sposoby-śmieje się cicho.
-Miło Cię znów widzieć.. Jak Ty sobie o mnie przypomniałeś?-śmieję się.
-Em..-Zayn zjawia się koło mnie.
-O! Zayn, to jest Justin. Justin, Zayn-mówię, a chłopaki podają sobie ręce.
-Ja już pójdę-Mulat uśmiecha się.
-Okej. Będę w domu koło 18-mówię, a chłopak całuje mnie w policzek i wychodzi.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-A o czym? Nawet Cię dobrze nie znam-śmieję się.
-Czekaj.. Czy to był.. Zayn.. Zayn Malik?
-Tak. To on.
-Wow. Jest Twoim.. chłopakiem?
-Tak. A tak właściwie to po co przyszedłeś?
-A .. no tak. Moja siostra.. chciałbym ją zapisać na jazdę.
-Okej. Ile ma lat?
-11
-Okej, kiedy Ci odpowiada?-mówię i daję mu znak ręką, żeby szedł za mną.
-Hmm. Zależy kiedy Ty masz wolny czas.
Otwieram swój kalendarz.
-Jutro o 15?
-Świetnie.
-To.. do zobaczenia-uśmiecham się.
-Paa-macha mi i znika za bramą.

_____________________________
Cześć! Jest rozdział 12! Mam nadzieję, że się spodobał! Czekam na komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania :D
Pozdrawiam, do następnego :):)

1 komentarz:

  1. Super rozdział, jak zawsze :D Nie mogę się doczekać następnego :D

    OdpowiedzUsuń