czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 11

Chłopak lekko się do mnie uśmiecha i odwraca się, by odejść.
-Czekaj-łapie go za rękę-ja.. przemyślałam to wszystko i.. wybaczam Ci, Zayn.
Teraz, od dłuższego czasu, pierwszy raz zobaczyłam ten błysk w jego czekoladowych oczach.
-Naprawdę?-kąciki jego ust unoszą się tworząc piękny, szczery uśmiech.
-Tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby Cię nie być
-Dziękuję-mówi i złącza nasze usta w pocałunku.
-Odbierz-mówi, kiedy mój telefon daje o sobie znać-to może być ważne.
To wiadomość.
Od: Jason
Cześć xx Mogłabyś odezwać się czasem do starego przyjaciela. Tak trudno?
Uśmiecham się do siebie.
Jason to mój najlepszy przyjaciel. Zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pomagał mi się pozbierać po śmierci mamy. Jest niezastąpiony.. a od jakiegoś czasu w ogóle się do siebie nie odzywamy. Tyle się działo..
Do: Jason
Cześć xx Ty też nie jesteś bez winy. Też mogłeś się odezwać :*
-Kto to?-podskoczyłam, kiedy Mulat zjawił się za mną.
-Jason. Przyjaciel
-Przyjaciel?
-Zayn, błagam..
-No przecież żartuję-śmieje się, za co dostał w ramię.
-Ejj-robi oburzoną minę.
Od: Jason
Właśnie to zrobiłem x Gdzie mi zniknęłaś? :((

Do: Jason
Jestem w Londynie, ale jutro przylatuję do Ciebie xxx
-Emily, Zayn! Obiad-do salonu wchodzi Liam.
-Już idziemy
-Nie jestem głodna-mówimy w tym samym momencie.
-Em, musisz jeść. Nie puścimy Cię jutro do samolotu-unosi prawą brew.
-Em?-śmieję się.
-No.. takie zdrobnienie Twojego imienia. Chodź na obiad-posyła mi uśmiech i wychodzi.
Znowu słyszę charakterystyczny dźwięk wiadomości.
Od:Jason
Okay x Mam nadzieję, że nie znalazłaś sobie nikogo na moje miejsce, mała x Do zobaczenia xx
Chyba nie..
-Eemm-przedłuża Zayn dając mi znak ręką, żbym poszła za nim do kuchni.
-Ugh. Idę-uśmiecham się.

-Dobrze się czujesz?-chłopak wchodzi do łazienki.
-Nie. Wszyscy wpychaliście mi cały obiad i zaraz to zwrócę-jęczę.
-Przynajmniej nie będziesz głodna-chichocze blondyn.
Patrzę na niego, na co śmieje się jeszcze bardziej.
I bum! Obiadu w brzuchu  nie ma.
-Bardzo zabawne-wymijam chłopaka w drzwiach i idę po wodę.

-Emily-budzi mnie głos Malika.
-Mhmm-mruczę i odwracam się na drugi bok.
-Em, za chwilę mamy samolot
-Okej..
-To w takim razie lecę sam, paa-mówi i słyszę zamykane drzwi.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i przecieram oczy.
Jest 5 rano..
Idę do łazienki. Zimny prysznic to jedyne o czym teraz marzę. Po wyjściu z wody idę do kuchni, gdzie Zayn czeka ze śniadaniem.
-Nareszcie wstałaś-uśmiecha się i podaje mi talerz z tostami, a Niall kładzie obok kubek z kawą.
-Dzięki-ich uśmiechy są zaraźliwe
Po śniadaniu biorę swoją torbę i wraz z blondynem jedziemy na lotnisko.

-Mówiłem, schowaj ten nóż. Po co ludzie mają wiedzieć, że planujesz zemstę?-blondyn próbuję być poważny..
-To, że znowu zapiszczała ta durna bramka, nie znaczy, że trzymam przy sobie nóż-śmieję się.
-O! Widzę, że Ty też wybierasz się do Nowego Jorku-nie.
Nie, nie, nie, nie. Nie, nie. NIE. -Widzę, że sprawiłaś sobie ochroniarzy-kontynuuje, gdy się nie odzywam.
Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje ten uśmiech.. Uśmiech, którego nie zaliczam do moich ulubionych.
-Możesz mi powiedzieć, czego chcesz?-odwracam się do Edwarda.
-Ja?
Nie. Moja babcia.
-Chcę tylko, żebyś do mnie wróciła. Widzę, że wracasz do domu, więc..
-Nie, nie wracam tam.. Lecę na kilka dni-przerywam mu.
-Mhmm.. Wiesz, że nie musisz już udawać.. Kochasz mnie. Twój tatuś już nie będzie miał nic przeciwko mnie.. Go już nie ma -jego uśmiech rośnie, a w moich oczach zbierają się łzy.
-Coś Ty powiedział?-blondyn podchodzi do chłopaka.
-Niall, proszę-zaczynam, a Mulat przyciąga mnie od siebie.
-Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, zrobisz jej coś, a zobaczysz, że jednak jej tato będzie miał coś przeciwko. Spotkasz się z nim, o tam-spogląda do góry, uśmiecha się słodko i wraca do nas.
Po tym, co powiedział w mojej głowie odzywa się pytanie czy to on? Czy Edward byłby do tego zdolny? Pomimo, że tak bardzo go nienawidzę, nie wierzę w to. Po co miałby to zrobić?
-W porządku?-blondyn kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak-wymuszam uśmiech i wchodzimy do samolotu.
Moje życie od początku było trudne.. skomplikowane. Zaczęło się te kilka lat temu, od śmierci mamy.. a nawet wcześniej. Kiedy miałam 5 lat, moja mama drugi raz zaszła w ciążę. Była taka szczęśliwa. Miała urodzić chłopca, Ash'a.. Ale poroniła.. Załamała się.. Ale spróbowała jeszcze raz.. I dzięki temu.. dzięki temu, że się nie poddała mam Rose.. Chociaż ją. Bardzo brakuje mi mamy, a teraz jeszcze straciłam  drugą, najważniejszą osobę w moim życiu.
Zawsze opiekowałam się Rose najlepiej jak umiałam, ale teraz nie mogę jej odstąpić na krok. Mam już tylko ją. Moją małą Rosie...

-Emily, wstawaj-Niall lekko szarpie mnie za ramię.
-Mhmm-leniwie otwieram oczy.
Podnoszę się z kolan blondyna i opieram o fotel.
Kiedy samolot bezpiecznie ląduje na ziemi, wysiadamy z maszyny i kierujemy się do budynku, żeby odebrać nasze bagaże.
Wychodzimy na zewnątrz, a moim oczom ukazuje się ta czarna czupryna. chłopak uśmiecha się szeroko. Upuszczam torbę i biegnę w ramiona chłopaka.
-Woah! Też się stęskniłem, mała-obejmuje mnie i powstrzymuje nas od upadku.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Łzy szczęścia.
-Kim są ci dwaj panowie?-odsuwa się ode mnie.
Jego uśmiech jest jeszcze większy. Nie sądziłam, że jest to możliwe.
-To Zayn i Niall
-Czy to nie są przypadkiem ci z One Direction?-dziwi się.
-Dokładnie tak-mówię chwytając chłopaka za rękę i ciągnę go w stronę piosenkarzy.
-A więc tak-śmieję się-to jest Jason. Jason, to Zayn i Niall.
Chłopaki podają sobie ręce.
Zayn schyla się i podnosi moją torbę, którą chcę od niego odebrać, jednak jest uparty.
-I to niby ja jestem uparciuchem-śmieję się.
-Zawiozę Was do Twojego ojca-uśmiecha się-dawno go nie widziałem.
-To już go nie zobaczysz-oznajmiam, a Zayn mocniej ściska moją dłoń.
-Co? Jak to?
-On nie żyje-próbuję powstrzymać łzy i o dziwo mi to wychodzi.
-Co?-chłopak się zatrzymuje.
-Umarł. Wczoraj rano zadzwoniła do mnie Rose i dlatego tutaj przyleciałam-tłumaczę.
-Jezu, Mili. Przykro mi..
-W porządku-uśmiecham się słabo.
-Zayn! Niall! Kochamy Was!!-słyszę pisk dziewczyn.
O nie. Boże, nie teraz. Błagam.
-Idźcie do nich, bo nie dadzą Wam spokoju-uśmiecham się do Malika, a chłopak niepewnie puszcza moją dłoń i wraz z Niallem idą w kierunku małego tłumu pustych lasek. Dlaczego pustych? Jak dla mnie jest to głupie zachowanie. Nie powinny się drzeć jakby je ze skóry obdzierano na widok zwykłego człowieka.. No bo przecież nie jest jakiś niezwykły, czy coś, prawda? Cóż.. Taka już jestem.. Raz miła, a raz chamska.
-Ten Zayn.. To..-zaczyna Jason.
-Jest moim chłopakiem-mówię, kiedy chłopak nie może znaleźć słów.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart-szczypie mój policzek.
-Się okaże-pokazuję mu język, na co zaczyna się śmiać.
-Matko.. Tak dawno Cię nie widziałam-patrzę mu w oczy. Są cudowne. Błękitne, jak morze.
-To prawda-uśmiecha się-nic się nie zmieniłaś. Zaraz..-przekręca głowę-ścięłaś włosy!-krzyczy.
-Nawet taki mały drobiazg zauważysz-szczerzę się.
-Pewnie, że zauważę. Nawet, jak pojawi Ci się nowy piegusek na nosie, to go zauważę-mówi, a ja się śmieję.
-Dobrze Cię znów widzieć, Jase-mówię po chwili ciszy.
-Ciebie też, uparciuchu-przytula mnie.
-Możemy już iść-koło nas zjawiają się Zayn i Niall.
-Okej, chodźmy-łapię Mulata za rękę i idziemy do auta Jasona.
Kiedy silnik gaśnie, rozpinam pas, ale nie wysiadam z auta.
Tak dawno nie byłam w tym domu. Nie odwiedzałam ojca od paru dobrych miesięcy. Miałam za dużo nauki..
-Idziesz?-Jason otwiera mi drzwi.
-Tak-posyła mu uśmiech i wychodzę z auta.
Podchodzę do drzwi chcąc je otworzyć, ale są zamknięte.
-Jeszcze tego brakowało. Gdzie jest Rose?-mówię do siebie.
Opieram głowę o drzwi i zamykam oczy.
-Mili, w porządku?-Jason kładzie rękę na moim ramieniu.
-Sąsiadka!-wołam i biegnę do domu po drugiej stronie ulicy. Nie rozglądając się biegnę przez jezdnię, a samochód prawie mnie potrąca. Kierowca trąbi, ale nie obchodzi mnie to teraz Pukam, a po chwili w drzwiach staje pani Further.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Witaj-odwzajemnia uśmiech-proszę, wejdź-wpuszcza mnie do środka-co Cię tu sprowadza?
-Nie ma u pani Rose?
-Nie.. Myślałam, że poleciała do Ciebie, do Londynu. Była u mnie kilka dni temu. Przykro mi.. Twój ojciec był wspaniałym człowiekiem-mówi i widzę, że jej oczy robią się szklane.
-Wiem..-przerywam-czyli Rose u pani nie ma, tak? Boże, gdzie ona może być?
-Nie mam pojęcia.. Napijesz się czegoś?
Jezu, jak ja zazdroszczę tej kobiecie spokoju.
-Nie, dziękuję bardzo, ale muszę znaleźć siostrę-posyłam jej uśmiech i opuszczam dom.
-Ma szczęście, że ma taką siostrę, jak Ty, Emily-słyszę.
-Nie ma jej tam-mówię, kiedy podchodzę do chłopaków.
-Mili.. A pamiętasz tą uliczkę.. tą, w którą Rose szła, kiedy
-Kiedy wszystko było do dupy-dokańczam za niego, a chłopak przytakuje.
Ruszam w kierunku uliczki, na której moja siostra znalazła swojego kotka. Tutak umarł jej poprzedni i tutaj znalazła nowego.
-Rose?-wołam wchodząc w ciemną uliczkę.
Odpowiada mi tylko miauczenie kotów.
-Rose, jesteś tutaj? To ja, Emily.
-Emily?-słyszę szlochanie siostry.
-Tak, to ja-mówię, a zza śmietnika wychodzi ona.
Dziewczynka, która nie jest moją, słodką Rosie.
Ta dziewczynka jest brudna, zalana łzami, załamana z równie brudnym kociakiem na rękach.
-Jezu, Rose! Chodź tutaj-mówię, a po moich policzkach spływają łzy.
Ile musiała tutaj siedzieć, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Boże.. Ona ma dopiero 5 lat. Jest taka mała, siedziała tutaj całkiem sama.
Kucam, a dziewczynka przytula się do mnie, wcześniej stawiając kota na ziemię.
-Od kiedy tu siedzisz?
-Od paru dni-szepcze.
-Jadłaś coś?
-Jadłam
Nie będę wnikać, co..
-Dlaczego siedzisz tu tak długo?-odsuwam ją od siebie.
-Nie widziałam, gdzie mam iść. Kiedy dowiedziałam si, że tato nie żyje, przyszłam tu i siedziałam do teraz.
-To kiedy się dowiedziałaś?-przecież dzwoniła wczoraj..
-Cztery dni temu-odpowiada po dokładnym przeliczeniu na palcach.
-I zadzwoniłaś do mnie dopiero wczoraj?
-Dzwoniłam wcześniej.. Nie odbierałaś..
Jasne.. Przecież tak jak ona siedziałam w miejscu i byłam załamana. Pamiętam, że telefon dzwonił, ale nie miałam siły go odebrać.
-Przepraszam-mówię przez łzy.
-Zabierzesz mnie do domu?-pyta wyciągając rączki do góry.
-Pewnie-staram się uśmiechnąć i biorę Rose na ręce.
-Schyl się.
Nie wiem o co jej chodzi, ale kucam. Dziewczynka bierze na ręce swojego kotka i przytula go mocno do siebie.
Uśmiecham się lekko i idę w kierunku domu.
-Matko! Rose!-Jason podbiega do nas.
-Siedziała w tej uliczce cztery dni.. Boże, mogłam się ogarnąć i przylecieć tutaj wcześniej-po moim policzku spływa kolejna łza.
-Już dobrze.. Chodźcie do domu.
Stawiam Rose na ziemi, a ona łapie mnie za rękę. Wchodzimy do domu i pierwsze, co robię to kieruję się do kuchni,żeby zrobić małej jeść.
-Trzymaj-podaję jej miskę płatków z mlekiem.
Siostra niechętnie bierze ode mnie naczynie i zaczyna jeść.
Idę do jej pokoju i wyciągam czyste ubrania, które zanoszę do łazienki.
-Emily, usiądź już-słyszę Zayn'a.
-Nie teraz-mówię szybko i nalewam do miski mleko dla kota.
To wszystko moja wina! Gdybym tylko wiedziała, że to się stanie..
-Em, wszystko okej?-podskakuję, kiedy za mną pojawia się Niall-przepraszam
-Tak, okej-staram się uśmiechnąć.
-Dziękuję-Rose podaje mi pustą miskę.
Biorę ją i wstawiam do zlewu
-Jason-wołam, a chłopak po chwili pojawia się w kuchni-jakbyś mógł dać im coś do picia, czy coś.. cokolwiek? Ja pójdę umyć Rose.
-Jasne-uśmiecha się pokrzepiająco.
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech-chodź-zwracam się do Rose.

-Teraz wyglądasz o wiele lepiej-uśmiecham się susząc jej mokre włosy.
Rose uśmiecha się i podaje mi gumki do włosów. Po zaczesaniu dwóch kucyków, wychodzimy z łazienki.
-Rose, słuchaj. Teraz decyzja należy do Ciebie-zaczynam-chcesz zostać tutaj, czy polecieć do Londynu?
-Chcę polecieć z Tobą do Londynu.
-Na pewno? Jeśli tam polecimy, zostaniemy tam już.
-Tak. A co z tym domem? I Waszym? Twoim i Alex?
-Sprzedamy je-uśmiecham się
-Dobrze-przytula mnie.
-A co to za piękna księżniczka?-Zayn podchodzi do nas.
-Kłaniaj się, tu księżna Rose Williams-dziewczynka prostuje się i roni poważną minę.
-Wasza wysokość-Mulat kłania się nisko.
Uśmiecham się. To jest komiczne.
-Mili, telefon-Jason wchodzi do pokoju i podaje mi urządzenie.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i wstaje-Halo?
-Cześć! Jak tam? Jak się trzymasz?-to Alex.
-Hej. Dobrze, dziękuję.
-To dobrze-wiem, że się teraz uśmiecha-kiedy wracasz?
-Przecież dopiero trzy godziny temu przyleciałam-śmieję się.
-A ja już tęsknię. Jak mała?
-Już okej. Jason jest z nami. Przyjechał na lotnisko-mówię.
-Naprawdę?! Możesz mi go dać? Tyle czasu z nim  nie gadałam.
-Jasne, chwilka-zakrywam mikrofon-Jason!
-Hmm?
-Alex chce z Tobą porozmawiać
-Cześć-mówi do telefonu-co tam gaduło?-śmieje się i wychodzi z pokoju.
-Kto to dzwonił?-Rose podchodzi do mnie.
-Alex-uśmiecham się-chodź, pomożesz mi?
Mała kiwa głową.
-Przynieś kartki-uśmiecham się, a Rose biegnie do swojego pokoju.
Co będziesz robić?-Zayn wstaje z podłogi.
-Muszę zrobić ogłoszenia. Chcę sprzedać domy.
-Domy?
-Tak, nie mieszkałam z ojcem.-wyjaśniam.
-Okej. To ja może napisze w internecie, hm?
-Jasne, dzięki-mówię, a Rose podbiega do mnie z kartkami, które mi podaje.
-Super. Chodź, zrobimy ogłoszenia i wydrukujemy.
Dziewczynka klaszcze w ręce i idzie za mną.

~przeczytałeś/aś-komentuj~
_____________________
Nareszcie upragniony 11 rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba :)
Za błędy przepraszam, rozdział nie sprawdzony i pisany w nocy :D Teraz już wszystko w moich planach będzie dobrze, czyli rozdziały będą nudne, bez żadnych akcji. Jest już 11.. czyli jeszcze 9 i koniec opowiadania! Tak. Koniec. Jak już raz wspominałam, po zakończeniu tego opowiadania, wstawię posta, w którym podam Wam linka do nowego opowiadania.
Komentujcie, a dodacie mi motywacji!
Pozdrawiam :D

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział! Bardzo podobają mi sie twoje pomysły i opowiadania. :D Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń