Hejka! Dziś pierwszy dzień szkoły :D Ja osobiście nie mogę uwierzyć, że wakacje się już skończyły :c No ale cóż, za 10 miesięcy powtórka z rozrywki! :D
A co do bloga.. Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Mówiłam, że może jeszcze na wakacjach, jednak się nie wyrobiłam.
Także.. cierpliwość:D
Miłej nauki! :))
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
Rozdział 14
Budzę się obok Harry'ego. Zrywam się na równe nogi, czym budzę chłopaka. Loczek uśmiecha się.
-O Boże-patrzę na swój strój składający się tylko z koszulki-czy my..
-Tak-przytakuje.
-Nie.. Matko..-moja głowa boli jeszcze bardziej.
-Masz rację. Żartowałem. Nie, na szczęście nie-znów się uśmiecha.
-Co się wczoraj stało?
-Nie pamiętasz?
-Kompletnie nic-wzdycham.
Oby mówił prawdę, że do niczego nie doszło.
-Kiedy wróciliśmy do domu..
-My?-przerywam mu.
-My w znaczeniu wszyscy.
Wypuszczam powietrze z płuc.
-Wracając.. Zaczęłaś się do mnie dobierać.
Co? O Boże! Nigdy więcej nie pije. Nigdy. Koniec.
-Ale powstrzymałem Cię przed tym. Nie będę Cię okłamywał.. Chciałem, żeby to się stało-śmieje się z siebie-ale nie mogłem zrobić tego Tobie. Jak powiedziałem Ci, że niema takiej opcji, to nalegałaś, żebyś mogła chociaż ze mną spać, bo inaczej..
-Bo inaczej co?
-Nie wiem.. Sam już nie pamiętam. Też nie byłem trzeźwy.
-O Boże.. Dziękuję, Harry.
-Za co?-śmieje się.
-Za to, że mnie powstrzymałeś. Wiesz, że zależy mi na tym głupku. Dzięki-uśmiecham się i wracam do swojego pokoju. Zayn jeszcze śpi. Idę do łazienki i zdaję sobie sprawę, że mam na sobie koszulkę Harry'ego.
Po długim prysznicu, owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Chłopak już nie śpi. Uśmiecham się do niego.
-Dla takich widoków to ja mogę wstawać tak wcześnie-uśmiecha się do mnie.
-Jakie wcześnie, jest 9-śmieję się.
Jak to? Dziewiąta to młody ranek. Za wcześnie by wstawać. Szczególnie, że wróciliśmy o 4 rano.
Śmieję się i wyciągam z szafy koszulkę Zayn'a, po czym zakładam ją na siebie.
-Wyglądasz uroczo-opiera się na łokciu.
Nie widzę siebie, ale mogę stwierdzić, pomimo tego ile się znamy, że się rumienię.
-A Ty dalej taka wstydliwa-uśmiecha się.
Mój ból głowy staję się coraz mocniejszy. To już trzeci dzień z rzędu. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Nie chcę znów wylądować w szpitalu.
-Emily, wszystko okej?
-Nie, już trzeci dzień z rzędu strasznie napierdziela mi głowa.-mówię.
-Może pójdziemy do lekarza? Ostatnio jak to zlekceważyłaś, nie było wesoło.
-Okej-ma rację.
Od lekarza dowiaduję się, że ból jest spowodowany stresem. Dziękuję mu i wychodzę z gabinetu, po czym powtarzam Malikowi słowa doktora.
-Spróbuj mi się denerwować, a zamknę Cię w ciemnym pokoju-śmieje się, kiedy wychodzimy z przychodni.
-Brzmi groźnie. Chyba będę grzeczna-również się śmieję.
-I co? Jesteś chora?-Rose podbiega do mnie, kiedy wchodzimy do domu.
-Nie-uśmiecham się i biorę małą na ręce.
-Emily, mogę Cię gdzieś zabrać?-do pokoju wchodzi Zayn.
-Możesz. I tak mi się nudzi-wstaję z łóżka-daj mi 10 minut.
Biorę z szafy czyste ubrania i idę do łazienki. Ubieram wcześniej przygotowane ciuchy, a włosy wiążę w niedbałego koka.
-Idziemy?
-Pewnie
Chłopak, jak na dżentelmena przystało, otwiera mi drzwi od samochodu, a następnie zajmuje miejsce kierowcy. Zapinam pasy, a Zayn odpala silnik. Po niecałych 5 minutach chłopak zatrzymuje się pod dużym blokiem.
-To mieszkanie o którym mówiłaś.. to już je wynajęłaś?
-Nie, jeszcze nie.
-Świetnie. Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Jedziemy windą na odpowiednie piętro.
-Gdzie my idziemy?-pytam w końcu.
-Chodź-mówi tylko i po przekręceniu klucza w zamku, otwiera drzwi.
-Czyje to mieszkanie?-pytam wchodząc do środka.
Jest bardzo ładnie urządzone.
Kuchnia jest biała, salon fioletowo czarny i mimo ciemnych kolorów, pomieszczenie wcale nie jest takie ciemne.
-Moje-odpowiada, a ja wchodzę do sypialni.
Jest cudowna. Idealna. Duże, dwuosobowe łóżko stoi na środku pokoju, a na nim mnóstwo poduszek, ściany są jasne.
-Twoje? Po co Ci mieszkanie, skoro macie taki wielki dom?-wychodzę z sypialni i idę do łazienki.
Nie jest mała, ani duża. Jest w sam raz. W jednym z rogów stoi wanna, w drugim prysznic, obok którego umieszczony jest kran z szafką. Pomieszczenie jest biało-czarne.
-Sam nie wiem. Było dużo momentów, kiedy musiałem pobyć sam..
-I dlaczego mi to pokazujesz?
-Myślałem, że Ci się spodoba.. I mogłabyś zamieszkać właśnie tutaj-uśmiecha się słodko.
Uwielbiam ten uśmiech.
-Mieszkanie jest cudowne. Naprawdę mogłabym tutaj mieszkać?
Już się rozmyśliłam. Chcę mieszkać z nim.
-Pewnie. Choć wiesz, że wcale nie chcę, żebyś tu mieszkała.
-Dziękuję-mówię i bez zastanowienia wpijam się w usta chłopaka. Po chwili Mulat oddaje pocałunek.
-Nie ma za co-uśmiecha się-nie widziałaś jeszcze jednego pokoju.
-Jakiego?
-Właściwie to nie wiem po co mi dwa, ale jest-mówi, po czym przez salon wchodzimy do małego pokoiku. Stoi w nim łóżko, komoda, stolik z lustrem i inne dodatki.
-Ładny-uśmiecham się.
Ten pokój będzie idealny dla Rose.
-To kiedy się wprowadzasz?-pyta, w jego oczach widać smutek.
-Nie wiem
-Błagam, powiedz, że nigdy-przytula mnie-nie opuszczaj mnie.
-Nie opuszczam Cię. Ja.. ja po prostu potrzebuję czasu-odwzajemniam uścisk.
-Wprowadzaj się jak najszybciej i jak najszybciej wracaj-mówi wkładając klucze do mojej ręki.
-To może w ogóle nie będę się wprowadzać?-żartuję.
-Byłoby wtedy super-śmieje się cicho.
-Nie chcę Cię opuszczać. Zamieszkaj tutaj ze mną-mówię i w tym samym momencie walę sobie w czoło. Jestem głupia. Nie trzeba było w ogóle mówić o przeprowadzce.
-Masz wszystko?-pytam Rose.
-Tak. Chyba tak-posyła mi uśmiech i wsiada do auta.
Zajmuję miejsce kierowcy i jadę w kierunku mieszkania.
Kiedy gaszę auto, wchodzimy do budynku. Windą wjeżdżamy na trzecie piętro i wchodzimy do apartamentu.
-Gdzie będę spać?-pyta, kiedy wychodzi z mojego pokoju.
-Chodź, pokaże Ci.
Jej pokój będzie jej światem. Drzwi są dobrze "schowane". Nawet ja ich za pierwszym razem nie zauważyłam.
-Ale super!-krzyczy i opada na łóżko.
-Przyniosę Ci walizki-oznajmiam, po czym idę po bagaże siostry.
***
-Jesteś pewna?-pyta chłopak.
-Tak. Już prawie tydzień mieszkam sama z Rose. Robi się nudno. A najbardziej brakuje tam Ciebie-uśmiecham się lekko.
Chłopak również się uśmiecha, bierze swoje walizki i idziemy do samochodu.
-Za niecałe dwa tygodnie wracamy do koncertów-mówi odpalając silnik.
-Widzisz.. Teraz to Ty mnie opuszczasz.
Jest mi naprawdę smutno z tego powodu. Gdyby nie był znany może byłoby łatwiej. Ale.. wtedy nie dowiedziałabym się o zdradzie. A przypuszczam, że nie powiedziałby mi tego sam. A zaufanie w związku to podstawa, prawda? W takim razie jak mam mu ufać, skoro nie mówi mi wszystkiego?
Może i nie jest najlepiej, ale na razie to musi mi wystarczyć.
-Emily, kiedy jedziemy do koni?-Rose siada obok mnie na kanapie.
-Jak chcesz, możemy jechać teraz.
-Taak!-klaszcze.
-Okej. To zbieraj się
-A nie mogę na duziego?-pyta, kiedy prowadzę w jej stronę kucyka.
-Jesteś za mała na dużego-śmieję się.
-Szkoda-smuci się, ale bierze ode mnie konia.
Wsiada na niego i powoli jeździ dookoła.
-O, Samantha!-wołam, kiedy widzę dziewczynę-mogłabyś ją przypilnować?
-Jasne-posyła mi uśmiech i podchodzi do Rose.
Wchodzę do stajni i idę do boksu Darly. Łapię ją za kantar i próbuję wyprowadzić z boksu. Ta jednak tylko rży i odsuwa się na koniec boksu. Nie rozumiem jej zachowania.
Kiedy weterynarz opuszcza stadninę, nie mogę się ruszyć.
Moja kochana Darla umiera.
Dlaczego tyle ludzi.. i koń zostawia mnie? Może to wydawać się głupie, ale naprawdę przywiązałam się do tego konia.
Daję wszystkim koniom jeść, dziękuję Samancie za popilnowanie siostry i wracamy do domu. Kiedy wchodzimy do mieszkania, Rose biegnie do łazienki, a ja idę do kuchni.
-Gdzie byłaś?-pyta Zayn wkładając talerz do zmywarki.
-W stadninie z Rose-odpowiadam i siadam na krześle.
-Już mam czyste rączki-siostra podchodzi do mnie i pokazuje dłonie.
-Super-wymuszam uśmiech.
-Ejj, co jest?-Mulat podchodzi do mnie.
-Darla umiera-mówi za mnie Rose.
-Kto umiera?-na jego czole pojawia się mała zmarszczka.
-Darla. To koń Emily. Ten bialutki
-Dobra. To nieistotne-przerywam im-co dzisiaj robimy?
-Może obejrzymy jakiś film?
-Okej
Włączamy film, ale gdyby ktoś nas zapytał o czym jest.. nie uzyska odpowiedzi. Nawet nie pamiętam tytułu. Siedzimy na podłodze.. w sumie to tylko ja siedzę, i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
-Zapomniałem.. Jutro jedziemy nad jezioro. Jedziecie, prawda?
-Taak!-Rose podskakuje-alee.. musisz mi Emily kupić strój, mój jest już mały-uśmiecha się słodko.
Tak więc wyłączamy telewizor i idziemy do galerii.
-Zadowolona?-pytam siostrę, kiedy wychodzimy ze sklepu, w którym kupiłam jej strój, nowe sandałki, kapelusz i okulary
-Tak. Dziękuję-łapie mnie za jedną rękę, a Zayn'a za drugą.
PERSPEKTYWA ZAY'A
Po wspólnej kolacji idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się wracam do pokoju i kładę się.
-Zasnęła-Emily kładzie się obok mnie.
Uśmiecham się do siebie i obejmuję dziewczynę.
Znów mam ją w swoich ramionach.
Znów mam w ramionach cały mój świat.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________
Cześć! Tak jak mówiłam, jeszcze w tym tygodniu zdążyłam z rozdziałem 14! :D Mam nadzieję, że się podoba :) Rozdziałów będzie już naprawdę niewiele.. 10 to maksimum.
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze na wakacjach, ale nic nie obiecuję:D
Do następnego :):)
-O Boże-patrzę na swój strój składający się tylko z koszulki-czy my..
-Tak-przytakuje.
-Nie.. Matko..-moja głowa boli jeszcze bardziej.
-Masz rację. Żartowałem. Nie, na szczęście nie-znów się uśmiecha.
-Co się wczoraj stało?
-Nie pamiętasz?
-Kompletnie nic-wzdycham.
Oby mówił prawdę, że do niczego nie doszło.
-Kiedy wróciliśmy do domu..
-My?-przerywam mu.
-My w znaczeniu wszyscy.
Wypuszczam powietrze z płuc.
-Wracając.. Zaczęłaś się do mnie dobierać.
Co? O Boże! Nigdy więcej nie pije. Nigdy. Koniec.
-Ale powstrzymałem Cię przed tym. Nie będę Cię okłamywał.. Chciałem, żeby to się stało-śmieje się z siebie-ale nie mogłem zrobić tego Tobie. Jak powiedziałem Ci, że niema takiej opcji, to nalegałaś, żebyś mogła chociaż ze mną spać, bo inaczej..
-Bo inaczej co?
-Nie wiem.. Sam już nie pamiętam. Też nie byłem trzeźwy.
-O Boże.. Dziękuję, Harry.
-Za co?-śmieje się.
-Za to, że mnie powstrzymałeś. Wiesz, że zależy mi na tym głupku. Dzięki-uśmiecham się i wracam do swojego pokoju. Zayn jeszcze śpi. Idę do łazienki i zdaję sobie sprawę, że mam na sobie koszulkę Harry'ego.
Po długim prysznicu, owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Chłopak już nie śpi. Uśmiecham się do niego.
-Dla takich widoków to ja mogę wstawać tak wcześnie-uśmiecha się do mnie.
-Jakie wcześnie, jest 9-śmieję się.
Jak to? Dziewiąta to młody ranek. Za wcześnie by wstawać. Szczególnie, że wróciliśmy o 4 rano.
Śmieję się i wyciągam z szafy koszulkę Zayn'a, po czym zakładam ją na siebie.
-Wyglądasz uroczo-opiera się na łokciu.
Nie widzę siebie, ale mogę stwierdzić, pomimo tego ile się znamy, że się rumienię.
-A Ty dalej taka wstydliwa-uśmiecha się.
Mój ból głowy staję się coraz mocniejszy. To już trzeci dzień z rzędu. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Nie chcę znów wylądować w szpitalu.
-Emily, wszystko okej?
-Nie, już trzeci dzień z rzędu strasznie napierdziela mi głowa.-mówię.
-Może pójdziemy do lekarza? Ostatnio jak to zlekceważyłaś, nie było wesoło.
-Okej-ma rację.
Od lekarza dowiaduję się, że ból jest spowodowany stresem. Dziękuję mu i wychodzę z gabinetu, po czym powtarzam Malikowi słowa doktora.
-Spróbuj mi się denerwować, a zamknę Cię w ciemnym pokoju-śmieje się, kiedy wychodzimy z przychodni.
-Brzmi groźnie. Chyba będę grzeczna-również się śmieję.
-I co? Jesteś chora?-Rose podbiega do mnie, kiedy wchodzimy do domu.
-Nie-uśmiecham się i biorę małą na ręce.
-Emily, mogę Cię gdzieś zabrać?-do pokoju wchodzi Zayn.
-Możesz. I tak mi się nudzi-wstaję z łóżka-daj mi 10 minut.
Biorę z szafy czyste ubrania i idę do łazienki. Ubieram wcześniej przygotowane ciuchy, a włosy wiążę w niedbałego koka.
-Idziemy?
-Pewnie
Chłopak, jak na dżentelmena przystało, otwiera mi drzwi od samochodu, a następnie zajmuje miejsce kierowcy. Zapinam pasy, a Zayn odpala silnik. Po niecałych 5 minutach chłopak zatrzymuje się pod dużym blokiem.
-To mieszkanie o którym mówiłaś.. to już je wynajęłaś?
-Nie, jeszcze nie.
-Świetnie. Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Jedziemy windą na odpowiednie piętro.
-Gdzie my idziemy?-pytam w końcu.
-Chodź-mówi tylko i po przekręceniu klucza w zamku, otwiera drzwi.
-Czyje to mieszkanie?-pytam wchodząc do środka.
Jest bardzo ładnie urządzone.
Kuchnia jest biała, salon fioletowo czarny i mimo ciemnych kolorów, pomieszczenie wcale nie jest takie ciemne.
-Moje-odpowiada, a ja wchodzę do sypialni.
Jest cudowna. Idealna. Duże, dwuosobowe łóżko stoi na środku pokoju, a na nim mnóstwo poduszek, ściany są jasne.
-Twoje? Po co Ci mieszkanie, skoro macie taki wielki dom?-wychodzę z sypialni i idę do łazienki.
Nie jest mała, ani duża. Jest w sam raz. W jednym z rogów stoi wanna, w drugim prysznic, obok którego umieszczony jest kran z szafką. Pomieszczenie jest biało-czarne.
-Sam nie wiem. Było dużo momentów, kiedy musiałem pobyć sam..
-I dlaczego mi to pokazujesz?
-Myślałem, że Ci się spodoba.. I mogłabyś zamieszkać właśnie tutaj-uśmiecha się słodko.
Uwielbiam ten uśmiech.
-Mieszkanie jest cudowne. Naprawdę mogłabym tutaj mieszkać?
Już się rozmyśliłam. Chcę mieszkać z nim.
-Pewnie. Choć wiesz, że wcale nie chcę, żebyś tu mieszkała.
-Dziękuję-mówię i bez zastanowienia wpijam się w usta chłopaka. Po chwili Mulat oddaje pocałunek.
-Nie ma za co-uśmiecha się-nie widziałaś jeszcze jednego pokoju.
-Jakiego?
-Właściwie to nie wiem po co mi dwa, ale jest-mówi, po czym przez salon wchodzimy do małego pokoiku. Stoi w nim łóżko, komoda, stolik z lustrem i inne dodatki.
-Ładny-uśmiecham się.
Ten pokój będzie idealny dla Rose.
-To kiedy się wprowadzasz?-pyta, w jego oczach widać smutek.
-Nie wiem
-Błagam, powiedz, że nigdy-przytula mnie-nie opuszczaj mnie.
-Nie opuszczam Cię. Ja.. ja po prostu potrzebuję czasu-odwzajemniam uścisk.
-Wprowadzaj się jak najszybciej i jak najszybciej wracaj-mówi wkładając klucze do mojej ręki.
-To może w ogóle nie będę się wprowadzać?-żartuję.
-Byłoby wtedy super-śmieje się cicho.
-Nie chcę Cię opuszczać. Zamieszkaj tutaj ze mną-mówię i w tym samym momencie walę sobie w czoło. Jestem głupia. Nie trzeba było w ogóle mówić o przeprowadzce.
-Masz wszystko?-pytam Rose.
-Tak. Chyba tak-posyła mi uśmiech i wsiada do auta.
Zajmuję miejsce kierowcy i jadę w kierunku mieszkania.
Kiedy gaszę auto, wchodzimy do budynku. Windą wjeżdżamy na trzecie piętro i wchodzimy do apartamentu.
-Gdzie będę spać?-pyta, kiedy wychodzi z mojego pokoju.
-Chodź, pokaże Ci.
Jej pokój będzie jej światem. Drzwi są dobrze "schowane". Nawet ja ich za pierwszym razem nie zauważyłam.
-Ale super!-krzyczy i opada na łóżko.
-Przyniosę Ci walizki-oznajmiam, po czym idę po bagaże siostry.
***
-Jesteś pewna?-pyta chłopak.
-Tak. Już prawie tydzień mieszkam sama z Rose. Robi się nudno. A najbardziej brakuje tam Ciebie-uśmiecham się lekko.
Chłopak również się uśmiecha, bierze swoje walizki i idziemy do samochodu.
-Za niecałe dwa tygodnie wracamy do koncertów-mówi odpalając silnik.
-Widzisz.. Teraz to Ty mnie opuszczasz.
Jest mi naprawdę smutno z tego powodu. Gdyby nie był znany może byłoby łatwiej. Ale.. wtedy nie dowiedziałabym się o zdradzie. A przypuszczam, że nie powiedziałby mi tego sam. A zaufanie w związku to podstawa, prawda? W takim razie jak mam mu ufać, skoro nie mówi mi wszystkiego?
Może i nie jest najlepiej, ale na razie to musi mi wystarczyć.
-Emily, kiedy jedziemy do koni?-Rose siada obok mnie na kanapie.
-Jak chcesz, możemy jechać teraz.
-Taak!-klaszcze.
-Okej. To zbieraj się
-A nie mogę na duziego?-pyta, kiedy prowadzę w jej stronę kucyka.
-Jesteś za mała na dużego-śmieję się.
-Szkoda-smuci się, ale bierze ode mnie konia.
Wsiada na niego i powoli jeździ dookoła.
-O, Samantha!-wołam, kiedy widzę dziewczynę-mogłabyś ją przypilnować?
-Jasne-posyła mi uśmiech i podchodzi do Rose.
Wchodzę do stajni i idę do boksu Darly. Łapię ją za kantar i próbuję wyprowadzić z boksu. Ta jednak tylko rży i odsuwa się na koniec boksu. Nie rozumiem jej zachowania.
Kiedy weterynarz opuszcza stadninę, nie mogę się ruszyć.
Moja kochana Darla umiera.
Dlaczego tyle ludzi.. i koń zostawia mnie? Może to wydawać się głupie, ale naprawdę przywiązałam się do tego konia.
Daję wszystkim koniom jeść, dziękuję Samancie za popilnowanie siostry i wracamy do domu. Kiedy wchodzimy do mieszkania, Rose biegnie do łazienki, a ja idę do kuchni.
-Gdzie byłaś?-pyta Zayn wkładając talerz do zmywarki.
-W stadninie z Rose-odpowiadam i siadam na krześle.
-Już mam czyste rączki-siostra podchodzi do mnie i pokazuje dłonie.
-Super-wymuszam uśmiech.
-Ejj, co jest?-Mulat podchodzi do mnie.
-Darla umiera-mówi za mnie Rose.
-Kto umiera?-na jego czole pojawia się mała zmarszczka.
-Darla. To koń Emily. Ten bialutki
-Dobra. To nieistotne-przerywam im-co dzisiaj robimy?
-Może obejrzymy jakiś film?
-Okej
Włączamy film, ale gdyby ktoś nas zapytał o czym jest.. nie uzyska odpowiedzi. Nawet nie pamiętam tytułu. Siedzimy na podłodze.. w sumie to tylko ja siedzę, i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
-Zapomniałem.. Jutro jedziemy nad jezioro. Jedziecie, prawda?
-Taak!-Rose podskakuje-alee.. musisz mi Emily kupić strój, mój jest już mały-uśmiecha się słodko.
Tak więc wyłączamy telewizor i idziemy do galerii.
-Zadowolona?-pytam siostrę, kiedy wychodzimy ze sklepu, w którym kupiłam jej strój, nowe sandałki, kapelusz i okulary
-Tak. Dziękuję-łapie mnie za jedną rękę, a Zayn'a za drugą.
PERSPEKTYWA ZAY'A
Po wspólnej kolacji idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się wracam do pokoju i kładę się.
-Zasnęła-Emily kładzie się obok mnie.
Uśmiecham się do siebie i obejmuję dziewczynę.
Znów mam ją w swoich ramionach.
Znów mam w ramionach cały mój świat.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________
Cześć! Tak jak mówiłam, jeszcze w tym tygodniu zdążyłam z rozdziałem 14! :D Mam nadzieję, że się podoba :) Rozdziałów będzie już naprawdę niewiele.. 10 to maksimum.
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze na wakacjach, ale nic nie obiecuję:D
Do następnego :):)
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 13
-Zaraz.. Ty chcesz się jej co?-Harry patrzy na mnie jak na kosmitę.
-Słyszałeś.
-Masz już pierścionek?-pyta nadal będąc w szoku.
-Mam
-Pokaż
Idę do pokoju i z szuflady wyciągam małe, czerwone pudełeczko. Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech.
-Kiedy?-pyta otwierając pudełko.
-Jutro.
Loczek oddaje mi pierścionek i uśmiecha się.
-Hej!-do salonu wchodzi Emily z reklamówkami w rękach.
Rzucam pudełeczko do Harry'ego i podchodzę do dziewczyny pomagając jej z zakupami.
-Wiesz, co się okazało?-pyta wkładając mleko do lodówki.
-Hm?
-Że ten Justin to tak jakby.. w sumie można go nazwać moim kuzynem. To syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy. Były jak siostry.
-To super-uśmiecham się.
Mam nadzieję, że nie widziała pierścionka.
-Jutro o 15 będę uczyć jego siostrę jeździć.
-A właśnie.. do której juro tam jesteś?
-Do 17, a co?
-Chciałem Cię zaprosić na kolację-uśmiecham się.
-Okej-blondynka odwzajemnia uśmiech.
-Super-mówię, po czym wyrzucam puste reklamówki do kosza.
-A co to za okazja?-śmieje się.
-Żadna. Po prostu chcę spędzić z Tobą trochę czasu-uśmiecham się-a to mieszkanie.. To mogę wiedzieć, gdzie jest?
-Ulicy nie pamiętam, ale jak będzie okazja, to Cię tam zawiozę-posyła mi uśmiech i wychodzi z kuchni.
-Co tam masz?-śmieje się Emily, kiedy widzi, że Harry coś próbuje schować
-Ja? Um.. Ee, nic. To tylko-odwraca się do niej, a ona na widok jego zmieszanej miny śmieje się jeszcze bardziej.
-Harry.. Na chwilkę-ciągnę loczka na górę.
-Jezu! Prawie zauważyła!-Styles oddaje mi pudełeczko.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i chowam pierścionek do szuflady.
PERSPEKTYWA EMILY
Budzę się przez ogromny ból głowy. Nie mam pojęcia dlaczego.. Patrzę na telefon, 9 rano. Schodzę na dół w poszukiwaniu czegoś przeciwbólowego, jednak znajduję tylko apap. Biorę dwie tabletki i popijam je wodą. Wracam do pokoju i próbuję zasnąć. Nie jest mi jednak dany długi sen. Budzi mnie dźwięk telefonu, na którego wyświetlaczu zauważam, że to Jason.
-Lepiej, żeby było to coś ważnego, bo inaczej zginiesz-odbieram.
-Obudziłem Cię?-śmieje się.
-Tak
-Jest już 13
-13? O cholera.
-Chciałem się zapytać, czy masz ochotę na kawę?
-Co? Kawa? Świetnie-mówię i podnoszę się z łóżka.
-To super. Będę za chwilkę.
-Okej.. Czekaj! Co?-krzyczę-kawa? Jestem w Londynie.
-I co w związku z tym?-w słuchawce rozbrzmiewa się śmiech przyjaciela.
-Ty.. a Ty jesteś w Nowym Jorku. Jak masz zamiar iść na kolację?
-Oh.. Już nie dramatyzuj, tylko otwórz mi drzwi-mówi, a po chwili słyszę dźwięk zakończonej rozmowy.
Jeszcze jakiś czas siedzę na łóżku. Dopiero kiedy po 5 minutach dostaję sms-a od Jasona, wstaję i schodzę na dół.
-Cześć-uśmiecha się-Ubrałabyś się chociaż-śmieje się.
Mam na sobie tylko bieliznę i czarną bokserkę.
-Jestem ubrana-mówię-boże! Ty przyleciałeś do mnie!
-Żaden Bóg. To ja-śmieje się i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Już w pół do drugiej. O trzeciej mam jazdę-mówię.
-Jaką jazdę?-wpuszczam chłopaka do środka.
-Mam swoją stadninę. Dzisiaj uczę siostrę Justina.
-O! To super.
-Daj mi 30 minut-uśmiecham się i idę do pokoju. Biorę czarne spodenki, luźną białą koszulkę i idę do łazienki. Po zimnym prysznicu, nakładam lekki makijaż, a włosy wiążę w wysokiego kucyka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, a koszulkę wpycham do spodenek.
-Gotowa?
-Tak-mówię biorąc czarną torbę do ręki.
Wychodzimy z domu kierując się do mojego auta.
Zastanawia mnie, gdzie są wszyscy, dom wydawał się pusty..
Kiedy gaszę auto, wysiadamy i wchodzimy do niedużej kawiarni. Znajdujemy pusty stolik i zajmujemy miejsca. Po chwili podchodzi do nas kelner i przyjmuje nasze zamówienia.
-A więc.. dlaczego tutaj przyleciałeś?
-Żeby spotkać się z moją leniwą przyjaciółką-śmieje się i w tym samym momencie podchodzi ten sam mężczyzna i podaje nam kawę oraz szarlotkę. Uśmiecham się do kelnera i upijam łyk kawy.
-Ty mi tutaj nie flirtuj z kelnerem!-grozi mi palcem
-Ależ ja z nikim nie flirtuję.. Zająłbyś się w końcu swoim życiem. Znalazłbyś sobie w końcu dziewczynę.
-Dziewczyna? A po co to komu?-wzrusza ramionami, na co wybucham tak głośnym śmiechem, że kilka osób patrzy w naszą stronę. Uśmiecham się tylko do nich i zaczynam jeść ciasto.
-A więc.. Wracając do poprzedniego tematu.. Trzy dni temu byłem na imprezie w NY i tam przyczepiła się do mnie jakaś laska. To drugi powód, dla którego siedzę teraz tutaj-śmieje się.
-Może się z nią spotkaj?-uśmiecham się-jak ma na imię?
-Tak, jak Ty o ile dobrze pamiętam-znów się śmieje.
-Umów się z nią! Każda Emily jest wspaniała.
-W to nie wątpię-mówi sarkastycznie.
-Ejj.. nie jestem wspaniała?-prostuję się.
-Nie-jest poważny.
-Oh.. Okej-odsuwam się od stolika i wstaję ledwo powstrzymując śmiech.
-Oj no, żartowałem-łapie mnie za rękę.
Śmieję się i siadam na miejsce.
-Dlaczego nie umówisz się z nią?
-Nie kręci mnie.. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęca.
-Jak uważasz. Ale ja mówię serio. Potrzebujesz kobiety-śmieję się.
-Jasne-przeciąga ostatnią literę-bez niej nie pożyję długo.
-Dobra, było miło, ale teraz serio muszę iść-mówię, kiedy widzę, że zegar wskazuje 14:48.
-Pojadę z Tobą-uśmiecha się, zostawia pieniądze na stoliku i wychodzimy z budynku kierując się do stadniny.
-Świetnie Ci idzie-mówię do Sary.
Minęło już pół godziny od rozpoczęcia jazdy. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz siedzi w siodle. Idzie jej całkiem nieźle.
-Tylko pamiętaj, pięty w dół-mówię, na co dziewczyna poprawia stopę-teraz zatrzymaj konia.
Sara ciągnie mocno za wodze. Podchodzę do konia i zatrzymuję go.
-Pamiętaj. Wodze to zaledwie 10% "sterowania" koniem. Ważny jest dosiad i łydki..
Kiedy wybija 17, zamykam stadninę i jadę do domu. O 19 Zayn zabiera mnie na kolację. To miłe. Ostatnio byliśmy na kolacji jak się poznaliśmy. Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.
-gdzie idziesz?-Rose wchodzi do pomieszczenia.
-Wychodzę z Zaynem na kolację.
-Okej-uśmiecha się i opuszcza pokój.
Wyciągam z szafy fioletową sukienkę, czystą bieliznę i idę do łazienki. Po dokładnym umyciu ciała, nakładam na siebie sukienkę. Włosy prostuje i zostawiam rozpuszczone. Kiedy wkładam na stopy czarne szpilki, słyszę pukanie do drzwi.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Juuuż-zakładam drugiego buta-tak-prostuję się, biorę do ręki torebkę i wychodzimy z domu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kolacja trwa już pół godziny. Teraz albo nigdy. Raz się żyje. Sięgam ręką do kieszeni marynarki, jednak szybko ją stamtąd zabieram. Nie. Ona się nie zgodzi. Dopiero mi wybaczyła to całe gówno, co jej zrobiłem, a ja już chcę się jej oświadczyć.. Nie. Nie jest na to jeszcze gotowa. Muszę z tym poczekać.. Jeszcze tydzień, może dwa. Ale na pewno nie dzisiaj.
-Zayn, w porządku?-z zamyśleń wyrywa mnie głos blondynki.
-Tak tak-uśmiecham się.
Dziewczyna odpowiada mi tym samym.
Kiedy dochodzi 21, wychodzimy z restauracji i idziemy na spacer. Dokładnie tą samą drogą, co kiedyś.
-Zimno Ci?-pytam, kiedy Emily pociera ramiona dłońmi.
-To nic-posyła mi uśmiech.
Zdejmuję swoją marynarkę i chcę nałożyć dziewczynie na ramiona, kiedy w ostatniej chwili przypominam sobie, co jest w kieszeni. Szybko wyciągam pudełeczko i zakładam Emily marynarkę.
-Dziękuję.
Niepewnie łapię Emily za rękę. Kamień z serca, kiedy dziewczyna ściska moją dłoń.
-Gdzie idziemy?-pytam.
-Możemy iść do parku-uśmiecha się do mnie.
-Cześć-Harry wita nas w salonie z Rose na rękach.
-Hej.
-Emily, możemy pogadać?-zwraca się do dziewczyny
-Jasne. Ale jutro. Nie mam już siły. Jestem zmęczona-mówi.
-Okej.. Emm. Gdzie pierścionek?
-Co? Jaki pierścionek?
Ja go zabiję.
-A.. nic.. bo miałaś ostatnio taki.. myślałem, że zgub..
-To chyba Alex go miała-odpowiada
Uff..
Ruszam w kierunku łazienki, gdzie biorę krótki prysznic. Po 20 minutach już leże w łóżku. Przyzwyczaiłem się do zasypiania mając w ramionach Emily. Ostatnie kilka nocy prawie w ogóle nie spałem. Dzisiaj nic nie uległo zmianie. Podnoszę się z łóżka i idę w stronę pokoju blondynki. Pukam, a po usłyszeniu cichego "proszę" wchodzę do środka.
Dziewczyna leży na brzuchu i czyta książkę, machając nogami.
-Co czytasz?-podchodzę do niej.
Przymyka książkę i pokazuje mi okładkę.
-Fajna?
Co mam jej powiedzieć?
"Cześć. Nie mogę spać, bo Cię zdradziłem i już nie jest tak jak kiedyś i dlatego nie mogę zasnąć, bo Ciebie nie ma przy mnie"? Nie.
-Zayn, o co chodzi?-wkłada zakładkę na stronę, na której skończyła czytać, odkłada książkę i odwraca się do mnie.
-O nic. Po prostu nie mogę spać-przyznaję.
Czuję się jak małe dziecko.
Dziewczyna wzdycha i posuwa się robiąc mi miejsce, a ja cieszę się jak dziecko. Chyba naprawdę nim jestem.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś-mówię odwracając głowę w jej kierunku-kocham Cię.
Chwilę się zastanawiam, po czym delikatnie muskam jej usta swoimi. Dziewczyna prawie od razu odwzajemnia pocałunek.
-Zayn..-szepcze-kiedy moje ręce znajdują się pod jej koszulką.
-Przepraszam.
-Nie. Nie przepraszaj. Po prostu.. Edward.. on kiedyś-zaczyna.
-Ćśś-uciszam ją.
PERSPEKTYWA EMILY
Znów budzi mnie ból głowy. To jest nie do wytrzymania. Delikatnie zsuwam z siebie rękę Zayn'a i idę na dół po tabletki. Kiedy zauważam, że jest 11, nie wracam do pokoju.
-Cześć-mówię, kiedy zauważam Harry'ego.
-Hej-uśmiecha się podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami-chcesz?
-Chętnie-biorę jedną i siadam na kanapie.
Siedzimy chwilę w niezręcznej ciszy.
-O czym chciałeś wczoraj ze mną porozmawiać?-pytam
-Ah.. Tak. Dość głupia sytuacja.-drapie się po karku-moi rodzice mają dość tego, że cały czas jestem sam.. Mi to jakoś nie przeszkadza, ale..
-To im to powiedz-chłopak patrzy na mnie-przepraszam, mów dalej.
-Ale oni są uparci. Chcą się zobaczyć ze mną dzisiaj na obiedzie.. I chciałem Cię poprosić, żebyś poszła tam ze mną..
-Co? Zwariowałeś? Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę, kiedy mam chłopka? Dobrze się czujesz? Wiesz, że wtedy Twoja mama, czego nie jestem pewna, ale tak robią wszystkie mamy, będzie na planować ślub czy coś.. To nie jest zabawa, Harry.
-Wiem.. Po jakimś czasie powiem im, że z Tobą zerwałem..
-Harry, Ty słyszysz, co mówisz? Chyba nie. To będzie jeszcze gorsze. Pewnie będą mówić, że bawisz się uczuciami innych. Zastanów się trochę nad tym. W tej sprawie nie masz co na mnie liczyć.. Lepiej znajdź sobie kogoś.. tak na poważnie.mówię po czym idę w kierunku schodów.
-W tym problem-zatrzymuję się-nie potrafię do cholery jasnej znaleźć nikogo, bo kocham Ciebie.
Co? Już drugi raz to słyszę.. Tylko dlaczego nie chce mi tego powiedzieć wprost?
Wracam do pokoju. Mulat już nie śpi.
-Czego mi uciekłaś?-opiera się na łokciu.
-Nie uciekłam/ Gdyby tak było, nie wracałabym. Nie sądzisz? Strasznie boli mnie głowa, poszłam po tabletki.
Tak. Poszłam po nie, ale ich nie wzięłam. Brawo, Emily.
-Może po wczoraj?
-Nie sądzę. Wypiłam jedną lampkę wina.
-Jedną lampkę wina?-uśmiecha się-razy sześć.
-Oj no nie przesadzaj. Nie aż tyle
-Wcale-śmieje się-robisz coś dzisiaj wieczorem?
-Nie
-Jest impreza w klubie na końcu miasta..
-Nie
-Czego?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł-kładę się-na każdej imprezie coś się dzieje złego..
-Będziemy się trzymać razem. Prooszę-uśmiecha się słodko.
-Nie. I nie rób takich min
Uśmiecha się jeszcze bardziej i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-A teraz?-pyta, a ja kręcę przecząco głową.
Znów pocałunek, tym razem dłuższy.
-Nie-śmieję się.
-No nie daj się prosić-porusza zabawnie brwiami i zaczyna mnie łaskotać.
-Nie.. Zayn-mówię przez śmiech-przestań!
Chłopak tylko zaczyna się ze mnie śmiać, nie przestając wbijać swojego palca w moje żebra.
-Dobra, dobra! Pójdę!-mówię, a chłopak przestaje.
-Dziękuję-mów poważnie, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu, po czym znów mnie całuje.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale śniadanie czeka-w pokoju pojawia się Niall.
-Nie jestem głodna. Już jadłam-mówię próbując strącić z siebie Malika. Jednak nawet się nie rusza.
-Zaraz przyjdę-mówi Zayn, kiedy spojrzenie blondyna zatrzymuje się na nim.
Niall posyła nam uśmiech i opuszcza pokój.
-Kretyn, pukać nie potrafi-śmieje się chłopak.
-Dobra, dobra. Idź jeść-również się śmieję.
-A jeśli nie pójdę?-unosi brew.
-Tooo.. wtedy-udaję, że myślę-nie pójdę z Tobą na żadną imprezę-mówię, a chłopak wybiega z pokoju, na co wybucham śmiechem.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Co? Nie!
Od kilku minut zastanawiam się w co mam się ubrać.
-Nie chcę sukienki-mówię, kiesy chłopak wyciąga żółtą sukienkę.
Ostatecznie wybieram spodenki z wysokim stanem i krótki, czarny top.
-Te?-Zayn podnosi czarne baleriny.
-Nie.
-A te?-wskazuje na białe trampki.
-Nie.
-Czekaj, wybiorę Ci coś i w tym masz iść-mówi.
Siadam na łóżku, a po chwili chłopak wkłada mi na stopy czarne szpilki.
-Zwariowałeś? Szpilki? Serio?
-Nie marudź, tylko chodź-uśmiecha się, łapie mnie za rękę i wychodzimy z domu, wcześniej dzwoniąc po taksówkę.
-Jedziemy sami?-pytam.
-Chłopcy są już tam od jakiegoś czasu. Tylko Lou i Alex z Rose zostali. Idą na randkę-śmieje się.
-W końcu
Kiedy auto się zatrzymuje, Mulat płaci kierowcy i wchodzimy do klubu. Chłopak od razu idzie w kierunku baru, a ja zajmuję miejsce. Po chwili Zayn wręcza mi drinka.
Po czwartym drinku idę na parkiet. Poruszam się w rytm muzyki, a po chwili dołącza do mnie nieznany chłopak. Jeszcze myślę i pomimo, że jest mega przystojny, spławiam go. Po przetańczeniu kilka piosenek wracam do stolika. Zayn nie chce tańczyć, bo jak twierdzi-nie potrafi. Jasne.
Po wypiciu drinków i kilka kieliszków czystej wódki po prostu odpływam i nie panuję nad tym, co robię.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________
Heeej!
Jest rozdział 13! Moja ulubiona liczba :) Mi osobiście rozdział nie za bardzo się podoba.. Dziwny. Postaram się, aby następny był lepszy ;p
Za błędy, o ile jakieś są-przepraszam! Rozdział nie jest sprawdzony :)
Prawdopodobnie w tym tygodniu dodam jeszcze 14, ale nie jestem tego do końca pewna. Już trochę go napisałam :D
Mam nadzieję, że Wam się podoba :3
Pozdrawiam i do następnego :):)
-Słyszałeś.
-Masz już pierścionek?-pyta nadal będąc w szoku.
-Mam
-Pokaż
Idę do pokoju i z szuflady wyciągam małe, czerwone pudełeczko. Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech.
-Kiedy?-pyta otwierając pudełko.
-Jutro.
Loczek oddaje mi pierścionek i uśmiecha się.
-Hej!-do salonu wchodzi Emily z reklamówkami w rękach.
Rzucam pudełeczko do Harry'ego i podchodzę do dziewczyny pomagając jej z zakupami.
-Wiesz, co się okazało?-pyta wkładając mleko do lodówki.
-Hm?
-Że ten Justin to tak jakby.. w sumie można go nazwać moim kuzynem. To syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy. Były jak siostry.
-To super-uśmiecham się.
Mam nadzieję, że nie widziała pierścionka.
-Jutro o 15 będę uczyć jego siostrę jeździć.
-A właśnie.. do której juro tam jesteś?
-Do 17, a co?
-Chciałem Cię zaprosić na kolację-uśmiecham się.
-Okej-blondynka odwzajemnia uśmiech.
-Super-mówię, po czym wyrzucam puste reklamówki do kosza.
-A co to za okazja?-śmieje się.
-Żadna. Po prostu chcę spędzić z Tobą trochę czasu-uśmiecham się-a to mieszkanie.. To mogę wiedzieć, gdzie jest?
-Ulicy nie pamiętam, ale jak będzie okazja, to Cię tam zawiozę-posyła mi uśmiech i wychodzi z kuchni.
-Co tam masz?-śmieje się Emily, kiedy widzi, że Harry coś próbuje schować
-Ja? Um.. Ee, nic. To tylko-odwraca się do niej, a ona na widok jego zmieszanej miny śmieje się jeszcze bardziej.
-Harry.. Na chwilkę-ciągnę loczka na górę.
-Jezu! Prawie zauważyła!-Styles oddaje mi pudełeczko.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i chowam pierścionek do szuflady.
PERSPEKTYWA EMILY
Budzę się przez ogromny ból głowy. Nie mam pojęcia dlaczego.. Patrzę na telefon, 9 rano. Schodzę na dół w poszukiwaniu czegoś przeciwbólowego, jednak znajduję tylko apap. Biorę dwie tabletki i popijam je wodą. Wracam do pokoju i próbuję zasnąć. Nie jest mi jednak dany długi sen. Budzi mnie dźwięk telefonu, na którego wyświetlaczu zauważam, że to Jason.
-Lepiej, żeby było to coś ważnego, bo inaczej zginiesz-odbieram.
-Obudziłem Cię?-śmieje się.
-Tak
-Jest już 13
-13? O cholera.
-Chciałem się zapytać, czy masz ochotę na kawę?
-Co? Kawa? Świetnie-mówię i podnoszę się z łóżka.
-To super. Będę za chwilkę.
-Okej.. Czekaj! Co?-krzyczę-kawa? Jestem w Londynie.
-I co w związku z tym?-w słuchawce rozbrzmiewa się śmiech przyjaciela.
-Ty.. a Ty jesteś w Nowym Jorku. Jak masz zamiar iść na kolację?
-Oh.. Już nie dramatyzuj, tylko otwórz mi drzwi-mówi, a po chwili słyszę dźwięk zakończonej rozmowy.
Jeszcze jakiś czas siedzę na łóżku. Dopiero kiedy po 5 minutach dostaję sms-a od Jasona, wstaję i schodzę na dół.
-Cześć-uśmiecha się-Ubrałabyś się chociaż-śmieje się.
Mam na sobie tylko bieliznę i czarną bokserkę.
-Jestem ubrana-mówię-boże! Ty przyleciałeś do mnie!
-Żaden Bóg. To ja-śmieje się i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Już w pół do drugiej. O trzeciej mam jazdę-mówię.
-Jaką jazdę?-wpuszczam chłopaka do środka.
-Mam swoją stadninę. Dzisiaj uczę siostrę Justina.
-O! To super.
-Daj mi 30 minut-uśmiecham się i idę do pokoju. Biorę czarne spodenki, luźną białą koszulkę i idę do łazienki. Po zimnym prysznicu, nakładam lekki makijaż, a włosy wiążę w wysokiego kucyka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, a koszulkę wpycham do spodenek.
-Gotowa?
-Tak-mówię biorąc czarną torbę do ręki.
Wychodzimy z domu kierując się do mojego auta.
Zastanawia mnie, gdzie są wszyscy, dom wydawał się pusty..
Kiedy gaszę auto, wysiadamy i wchodzimy do niedużej kawiarni. Znajdujemy pusty stolik i zajmujemy miejsca. Po chwili podchodzi do nas kelner i przyjmuje nasze zamówienia.
-A więc.. dlaczego tutaj przyleciałeś?
-Żeby spotkać się z moją leniwą przyjaciółką-śmieje się i w tym samym momencie podchodzi ten sam mężczyzna i podaje nam kawę oraz szarlotkę. Uśmiecham się do kelnera i upijam łyk kawy.
-Ty mi tutaj nie flirtuj z kelnerem!-grozi mi palcem
-Ależ ja z nikim nie flirtuję.. Zająłbyś się w końcu swoim życiem. Znalazłbyś sobie w końcu dziewczynę.
-Dziewczyna? A po co to komu?-wzrusza ramionami, na co wybucham tak głośnym śmiechem, że kilka osób patrzy w naszą stronę. Uśmiecham się tylko do nich i zaczynam jeść ciasto.
-A więc.. Wracając do poprzedniego tematu.. Trzy dni temu byłem na imprezie w NY i tam przyczepiła się do mnie jakaś laska. To drugi powód, dla którego siedzę teraz tutaj-śmieje się.
-Może się z nią spotkaj?-uśmiecham się-jak ma na imię?
-Tak, jak Ty o ile dobrze pamiętam-znów się śmieje.
-Umów się z nią! Każda Emily jest wspaniała.
-W to nie wątpię-mówi sarkastycznie.
-Ejj.. nie jestem wspaniała?-prostuję się.
-Nie-jest poważny.
-Oh.. Okej-odsuwam się od stolika i wstaję ledwo powstrzymując śmiech.
-Oj no, żartowałem-łapie mnie za rękę.
Śmieję się i siadam na miejsce.
-Dlaczego nie umówisz się z nią?
-Nie kręci mnie.. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęca.
-Jak uważasz. Ale ja mówię serio. Potrzebujesz kobiety-śmieję się.
-Jasne-przeciąga ostatnią literę-bez niej nie pożyję długo.
-Dobra, było miło, ale teraz serio muszę iść-mówię, kiedy widzę, że zegar wskazuje 14:48.
-Pojadę z Tobą-uśmiecha się, zostawia pieniądze na stoliku i wychodzimy z budynku kierując się do stadniny.
-Świetnie Ci idzie-mówię do Sary.
Minęło już pół godziny od rozpoczęcia jazdy. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz siedzi w siodle. Idzie jej całkiem nieźle.
-Tylko pamiętaj, pięty w dół-mówię, na co dziewczyna poprawia stopę-teraz zatrzymaj konia.
Sara ciągnie mocno za wodze. Podchodzę do konia i zatrzymuję go.
-Pamiętaj. Wodze to zaledwie 10% "sterowania" koniem. Ważny jest dosiad i łydki..
Kiedy wybija 17, zamykam stadninę i jadę do domu. O 19 Zayn zabiera mnie na kolację. To miłe. Ostatnio byliśmy na kolacji jak się poznaliśmy. Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.
-gdzie idziesz?-Rose wchodzi do pomieszczenia.
-Wychodzę z Zaynem na kolację.
-Okej-uśmiecha się i opuszcza pokój.
Wyciągam z szafy fioletową sukienkę, czystą bieliznę i idę do łazienki. Po dokładnym umyciu ciała, nakładam na siebie sukienkę. Włosy prostuje i zostawiam rozpuszczone. Kiedy wkładam na stopy czarne szpilki, słyszę pukanie do drzwi.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Juuuż-zakładam drugiego buta-tak-prostuję się, biorę do ręki torebkę i wychodzimy z domu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kolacja trwa już pół godziny. Teraz albo nigdy. Raz się żyje. Sięgam ręką do kieszeni marynarki, jednak szybko ją stamtąd zabieram. Nie. Ona się nie zgodzi. Dopiero mi wybaczyła to całe gówno, co jej zrobiłem, a ja już chcę się jej oświadczyć.. Nie. Nie jest na to jeszcze gotowa. Muszę z tym poczekać.. Jeszcze tydzień, może dwa. Ale na pewno nie dzisiaj.
-Zayn, w porządku?-z zamyśleń wyrywa mnie głos blondynki.
-Tak tak-uśmiecham się.
Dziewczyna odpowiada mi tym samym.
Kiedy dochodzi 21, wychodzimy z restauracji i idziemy na spacer. Dokładnie tą samą drogą, co kiedyś.
-Zimno Ci?-pytam, kiedy Emily pociera ramiona dłońmi.
-To nic-posyła mi uśmiech.
Zdejmuję swoją marynarkę i chcę nałożyć dziewczynie na ramiona, kiedy w ostatniej chwili przypominam sobie, co jest w kieszeni. Szybko wyciągam pudełeczko i zakładam Emily marynarkę.
-Dziękuję.
Niepewnie łapię Emily za rękę. Kamień z serca, kiedy dziewczyna ściska moją dłoń.
-Gdzie idziemy?-pytam.
-Możemy iść do parku-uśmiecha się do mnie.
-Cześć-Harry wita nas w salonie z Rose na rękach.
-Hej.
-Emily, możemy pogadać?-zwraca się do dziewczyny
-Jasne. Ale jutro. Nie mam już siły. Jestem zmęczona-mówi.
-Okej.. Emm. Gdzie pierścionek?
-Co? Jaki pierścionek?
Ja go zabiję.
-A.. nic.. bo miałaś ostatnio taki.. myślałem, że zgub..
-To chyba Alex go miała-odpowiada
Uff..
Ruszam w kierunku łazienki, gdzie biorę krótki prysznic. Po 20 minutach już leże w łóżku. Przyzwyczaiłem się do zasypiania mając w ramionach Emily. Ostatnie kilka nocy prawie w ogóle nie spałem. Dzisiaj nic nie uległo zmianie. Podnoszę się z łóżka i idę w stronę pokoju blondynki. Pukam, a po usłyszeniu cichego "proszę" wchodzę do środka.
Dziewczyna leży na brzuchu i czyta książkę, machając nogami.
-Co czytasz?-podchodzę do niej.
Przymyka książkę i pokazuje mi okładkę.
-Fajna?
Co mam jej powiedzieć?
"Cześć. Nie mogę spać, bo Cię zdradziłem i już nie jest tak jak kiedyś i dlatego nie mogę zasnąć, bo Ciebie nie ma przy mnie"? Nie.
-Zayn, o co chodzi?-wkłada zakładkę na stronę, na której skończyła czytać, odkłada książkę i odwraca się do mnie.
-O nic. Po prostu nie mogę spać-przyznaję.
Czuję się jak małe dziecko.
Dziewczyna wzdycha i posuwa się robiąc mi miejsce, a ja cieszę się jak dziecko. Chyba naprawdę nim jestem.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś-mówię odwracając głowę w jej kierunku-kocham Cię.
Chwilę się zastanawiam, po czym delikatnie muskam jej usta swoimi. Dziewczyna prawie od razu odwzajemnia pocałunek.
-Zayn..-szepcze-kiedy moje ręce znajdują się pod jej koszulką.
-Przepraszam.
-Nie. Nie przepraszaj. Po prostu.. Edward.. on kiedyś-zaczyna.
-Ćśś-uciszam ją.
PERSPEKTYWA EMILY
Znów budzi mnie ból głowy. To jest nie do wytrzymania. Delikatnie zsuwam z siebie rękę Zayn'a i idę na dół po tabletki. Kiedy zauważam, że jest 11, nie wracam do pokoju.
-Cześć-mówię, kiedy zauważam Harry'ego.
-Hej-uśmiecha się podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami-chcesz?
-Chętnie-biorę jedną i siadam na kanapie.
Siedzimy chwilę w niezręcznej ciszy.
-O czym chciałeś wczoraj ze mną porozmawiać?-pytam
-Ah.. Tak. Dość głupia sytuacja.-drapie się po karku-moi rodzice mają dość tego, że cały czas jestem sam.. Mi to jakoś nie przeszkadza, ale..
-To im to powiedz-chłopak patrzy na mnie-przepraszam, mów dalej.
-Ale oni są uparci. Chcą się zobaczyć ze mną dzisiaj na obiedzie.. I chciałem Cię poprosić, żebyś poszła tam ze mną..
-Co? Zwariowałeś? Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę, kiedy mam chłopka? Dobrze się czujesz? Wiesz, że wtedy Twoja mama, czego nie jestem pewna, ale tak robią wszystkie mamy, będzie na planować ślub czy coś.. To nie jest zabawa, Harry.
-Wiem.. Po jakimś czasie powiem im, że z Tobą zerwałem..
-Harry, Ty słyszysz, co mówisz? Chyba nie. To będzie jeszcze gorsze. Pewnie będą mówić, że bawisz się uczuciami innych. Zastanów się trochę nad tym. W tej sprawie nie masz co na mnie liczyć.. Lepiej znajdź sobie kogoś.. tak na poważnie.mówię po czym idę w kierunku schodów.
-W tym problem-zatrzymuję się-nie potrafię do cholery jasnej znaleźć nikogo, bo kocham Ciebie.
Co? Już drugi raz to słyszę.. Tylko dlaczego nie chce mi tego powiedzieć wprost?
Wracam do pokoju. Mulat już nie śpi.
-Czego mi uciekłaś?-opiera się na łokciu.
-Nie uciekłam/ Gdyby tak było, nie wracałabym. Nie sądzisz? Strasznie boli mnie głowa, poszłam po tabletki.
Tak. Poszłam po nie, ale ich nie wzięłam. Brawo, Emily.
-Może po wczoraj?
-Nie sądzę. Wypiłam jedną lampkę wina.
-Jedną lampkę wina?-uśmiecha się-razy sześć.
-Oj no nie przesadzaj. Nie aż tyle
-Wcale-śmieje się-robisz coś dzisiaj wieczorem?
-Nie
-Jest impreza w klubie na końcu miasta..
-Nie
-Czego?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł-kładę się-na każdej imprezie coś się dzieje złego..
-Będziemy się trzymać razem. Prooszę-uśmiecha się słodko.
-Nie. I nie rób takich min
Uśmiecha się jeszcze bardziej i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-A teraz?-pyta, a ja kręcę przecząco głową.
Znów pocałunek, tym razem dłuższy.
-Nie-śmieję się.
-No nie daj się prosić-porusza zabawnie brwiami i zaczyna mnie łaskotać.
-Nie.. Zayn-mówię przez śmiech-przestań!
Chłopak tylko zaczyna się ze mnie śmiać, nie przestając wbijać swojego palca w moje żebra.
-Dobra, dobra! Pójdę!-mówię, a chłopak przestaje.
-Dziękuję-mów poważnie, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu, po czym znów mnie całuje.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale śniadanie czeka-w pokoju pojawia się Niall.
-Nie jestem głodna. Już jadłam-mówię próbując strącić z siebie Malika. Jednak nawet się nie rusza.
-Zaraz przyjdę-mówi Zayn, kiedy spojrzenie blondyna zatrzymuje się na nim.
Niall posyła nam uśmiech i opuszcza pokój.
-Kretyn, pukać nie potrafi-śmieje się chłopak.
-Dobra, dobra. Idź jeść-również się śmieję.
-A jeśli nie pójdę?-unosi brew.
-Tooo.. wtedy-udaję, że myślę-nie pójdę z Tobą na żadną imprezę-mówię, a chłopak wybiega z pokoju, na co wybucham śmiechem.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Co? Nie!
Od kilku minut zastanawiam się w co mam się ubrać.
-Nie chcę sukienki-mówię, kiesy chłopak wyciąga żółtą sukienkę.
Ostatecznie wybieram spodenki z wysokim stanem i krótki, czarny top.
-Te?-Zayn podnosi czarne baleriny.
-Nie.
-A te?-wskazuje na białe trampki.
-Nie.
-Czekaj, wybiorę Ci coś i w tym masz iść-mówi.
Siadam na łóżku, a po chwili chłopak wkłada mi na stopy czarne szpilki.
-Zwariowałeś? Szpilki? Serio?
-Nie marudź, tylko chodź-uśmiecha się, łapie mnie za rękę i wychodzimy z domu, wcześniej dzwoniąc po taksówkę.
-Jedziemy sami?-pytam.
-Chłopcy są już tam od jakiegoś czasu. Tylko Lou i Alex z Rose zostali. Idą na randkę-śmieje się.
-W końcu
Kiedy auto się zatrzymuje, Mulat płaci kierowcy i wchodzimy do klubu. Chłopak od razu idzie w kierunku baru, a ja zajmuję miejsce. Po chwili Zayn wręcza mi drinka.
Po czwartym drinku idę na parkiet. Poruszam się w rytm muzyki, a po chwili dołącza do mnie nieznany chłopak. Jeszcze myślę i pomimo, że jest mega przystojny, spławiam go. Po przetańczeniu kilka piosenek wracam do stolika. Zayn nie chce tańczyć, bo jak twierdzi-nie potrafi. Jasne.
Po wypiciu drinków i kilka kieliszków czystej wódki po prostu odpływam i nie panuję nad tym, co robię.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________
Heeej!
Jest rozdział 13! Moja ulubiona liczba :) Mi osobiście rozdział nie za bardzo się podoba.. Dziwny. Postaram się, aby następny był lepszy ;p
Za błędy, o ile jakieś są-przepraszam! Rozdział nie jest sprawdzony :)
Prawdopodobnie w tym tygodniu dodam jeszcze 14, ale nie jestem tego do końca pewna. Już trochę go napisałam :D
Mam nadzieję, że Wam się podoba :3
Pozdrawiam i do następnego :):)
piątek, 14 sierpnia 2015
Rozdział 12
-Wstawaj! Już ranek-Rose skacze po mnie.
-Która godzina?-leniwie otwieram oczy.
-O ta-pokazuje mój telefon.
-Rosie, jest szósta rano, daj spać-jęczę i przewracam się na drugi bok.
-No wstawaj nudzi mi się!
-Idź obudź chłopaków.
Mała wychodzi z pokoju krzycząc, że jestem śpiochem.
-Jak wszyscy. Nie wiem po kim jesteś rannym ptaszkiem-mówię i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
PERSPEKTYWA JASONA
-Jase, wstawaj-Rose siada na mnie.
-Nie, daj mi spać.
-Ale jest już ranek, a mi się nudzi-jęczy.
-Która godzina?
-Chyba szósta.
-Dobra. I tak już nie zasnę. Chcesz coś jeść?-pytam, a mała przytakuje.
-Parówki!
-Dobra, chodź-zwlekam się z łózka i idziemy do kuchni.
-Cicho-mówię do dziewczynki, która nie może powstrzymać śmiechu-teraz!
Rose wylewa na Mili wiadro zimnej wody, na co blondynka zrywa się na równe nogi.
-Boże! Głupi jesteś Jason?
-Gdybyś widziała swoją minę-łapię się za brzuch.
To jest komiczne.
-Bardzo śmieszne. Ten dom ma być dzisiaj sprzedany, a całe łóżko jest mokre-wskazuje na materac.
-Oj już nie przesadzaj-śmieję się-wyschnie.
Emily posyła mi dziwne spojrzenie, po czym wychodzi z pomieszczenia.
PERSPEKTYWA EMILY
Po krótkim prysznicu, wychodzę z łazienki i idę do salonu.
Zayn, biedak śpi na kanapie.
-Misiu-lekko szturcham go w ramię.
-Mhmm-mruczy
Wstawaj no-śmieję się widząc, że chłopak udaje.
-A takie magiczne słowa?-nadal nie otwiera oczu.
-Za chwilę przyjadą ludzie, którzy kupili dom-wołam z kuchni.
-Co? Już? To która godzina?-chłopak pojawia się koło mnie.
-Ósma-śmieję się.
-Tak chcesz się bawić?-uśmiecha się, a ja zaczynam uciekać.
-To mnie złap!-śmieję się, co spowalnia mój bieg.
Wiedząc, że w domu długo nie pouciekam, wbiegam do ogrodu.
-Puść mnie-śmieję się, kiedy chłopak przywiera mną do muru domu.
-I co teraz?
-Teraz mnie puścisz-szczerzę się.
-Takiej opcji nie ma-zbliża się.
-Mhmm.. A jakie są?
-Jest tylko jedna-uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi.
-I to jest ta opcja, tak?-unoszę brew
-Mhmm-muczy i złącza nasze usta w pocałunku.
-W takim razie.. podoba mi się-chichoczę-tylko, że-przerywa mi, kontynuując poprzednio wykonywaną czynność.
Chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przyciągając mnie jeszcze bliżej, a moje ręce wędrują do jego włosów. Ciągnę za nie, na co chłopak wydaje z siebie cichy jęk.
-Emily, jesteś tuuu ooo przepraszam-śmieje się Jason, a ja odrywam się od Mulata.
-Hm?-moje policzki nabierają odcień różu.
-Nie za bardzo wiem, co zrobić z rzeczami Twojego taty.. To, co miałaś tutaj już spakowaliśmy, Rose też jest już spakowana.
-Mmm. Wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi pewnie pójdą do śmieci, a ciuchy.. na razie niech zostaną w pudłach.
-Okej, już nie przeszkadzam-uśmiecha się głupio i wchodzi do domu.
-Pójdę im pomóc-mówię do Zayn'a, jednak chłopak łapie mnie za rękę przyciągając do siebie.
-Tyle dni nie mogłem Cię nawet złapać za rękę.. Przez moją głupotę i bezmyślność prawie Cię straciłem-zaczyna-nie chcę.. nie mogę znieść myśli, że mogę Cię kiedyś stracić.. na zawsze. Kocham Cię, Em-uśmiecha się słodko, a ja przytulam się do niego.
-Nie stracisz mnie nigdy-mówię, a chłopak całuje mnie w czoło.
To mały gest ale uroczy i wiele dla mnie znaczący.
-Pojedziesz ze mną do mojego domu? Chcę zabrać stamtąd wszystkie rzeczy.
-Jasne. A ktoś się już zgłosił do kupna?
-Moja ciotka go kupuje
-Jason, pożycz mi auto-podchodzę do przyjaciela.
-A magiczne słowo?-szczerzy się.
-Jase, proszę-robię maślane oczka.
-No nie wiem-odwraca głowę w bok, udając, że myśli.
Podchodzę do niego bliżej i daje mu buziaka w policzek.
-Zadowolony?-śmieję się, a chłopak wyciąga z kieszeni kluczyki-dzięki.
-Nie chciał mi dać kluczyków-uśmiecham się do Zayn'a, który widział sytuację.
-Przecież nic nie mówię-śmieje się.
-Prowadzisz-rzucam w niego kluczykami i zajmuję miejsce pasażera.
-Matko boska! Ile Ty tego masz?
-Mało.. Właśnie, muszę iść na zakupy. Moja szafa świeci pustkami.
-Yhymm.. Nic się już w niej nie mieści-mruczy, ale na tyle głośno, żebym to usłyszała.
*kilka dni później*
-Do zobaczenia?-chłopak patrzy na mnie.
-Do zobaczenia-przytulam go.
-Tylko tym razem nie znikaj na tak długo-czy on będzie płakać?
-Nie zniknę-uśmiecham się.
Kiedy znów słyszę głos kobiety w głośnikach, ponownie przytulam się do przyjaciela.
-To cześć-uśmiecha się.
-Do zobaczenia, Jase-biorę walizki i idę za blondynem i Zaynem w kierunku samolotu.
Odwracam się, a Jason macha do mnie, na co odpowiadam mu uśmiechem. Kiedy jesteśmy przy wyjściu z budynku, znów oglądam się za siebie, lecz tym razem na miejscu Jasona stoi ON i uśmiecha się w ten swój sztuczny, podły sposób.
-Emi, wszystko w porządku?
Nie wiem dlaczego, ale stoję i patrzę na niego.
-Tak. Nie. Zayn, kto tam jest?-wskazuję na Edwarda.
-Chwilę temu był tam Jason, ale teraz.. nie ma tam nikogo.
-Oh..
Co się ze mną dzieje?
Uśmiecham się do chłopaków, łapię Rose za rękę i wchodzimy do samolotu.
-Ile jeszcze?Rose wierci się niespokojnie na siedzeniu od godziny.
-Dopiero wylecieliśmy. Jeszcze z 7 godzin.
-Ile?-krzyczy.
-Wytrzymasz młoda-Zayn czochra jej włosy.
-Przestań! Nie widzisz, jak mam ładnie uczesane?-oburza się, na co wszyscy się śmiejemy.
-Emily, ile jeszcze?-budzi mnie głos Rose, ale nie otwieram oczu.
-Jeszcze niecała godzinka, nie budź jej, śpi-słyszę głos blondyna i znowu staram si,ę zasnąć, co nie przychodzi już tak łatwo.
Otwieram oczy i patrzę przez małe okienko. Samolot jest już coraz niżej, a po chwili do moich uszu dociera ten nieznośny dźwięk. Kiedy pojazd zatrzymuje się wszyscy pasażerowie wychodzą na zewnątrz.
-Nareszcie! Myślałam, że polecicie tam na jeden dzień, a tu tydzień Was nie było!-Alex przytula mnie.
-Tak jakoś wyszło-śmieję się i odwzajemniam jej gest.
-A Ty mała, nie przywitasz się ze mną?-kuca, a dziewczynka przytula się do czarnowłosej.
-Zrobiłem obiad!-do salonu wchodzi Harry.
-Ty zrobiłeś co?-śmieję się.
-Obiad. Chcesz spróbować?
-A nie otrujesz nas?
-Ja? Jakbym śmiał
-A co zrobiłeś na ten obiad?-Niall podchodzi do loczka.
-Gołąbki-uśmiecha się.
-Lubię gołąbki, dawaj-śmieję się i siadam do stołu.
Po chwili Styles wchodzi do pomieszczenia i kładzie na środku stołu talerz z jedzeniem.
Nakładam na swój talerz dwa gołąbki. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Po zjedzeniu czuję, że zaraz pęknę. Zjadłam tyle tych gołąbków, że chyba wszyscy razem wzięci zjedli mniej.
-Czyli smakowało?-Harry uśmiecha się szeroko.
-Tak. Nie sądziłam, że to powiem, ale były pyszne-śmieję się.
-W takim razie bardzo mi miło-szczerzy się i znika w kuchni.
-Mówiliście, że nie potrafi gotować-odzywa się Alex.
-Bo nie potrafi-śmieje się Louis.
-To jakim..
-Tylko to potrafi"ugotować'robi cudzysłów-i zrobić tosty-śmieję się.
-Dlaczego?-Zayn podnosi się z łóżka.
-Nie będę Wam ciągle zawracać głowy. Za niedługo kończy się przerwa i wrócicie w trasę-mówię.
-Ale to nie oznacza, że masz się stąd wyprowadzać.
-Zayn, moja stadnina rozwija się bardzo dobrze, odziedziczyłam po ojcu majątek.. Mam wystarczająco pieniędzy, żeby wynająć mieszkanie, jeśli o to Ci chodzi.
-Skoro już mieszkasz tutaj tak długo, to dlaczego teraz masz się stąd wyprowadzić? Wtedy nie będziemy się widywać tak często-wzdycha.
-I tak nie będziemy. Będziecie jeździć w trasy..
-Okej, jak chcesz-rzuca i wychodzi z pokoju.
Wiem, że może wydawać się to głupie, ale trochę przestrzeni dobrze nam zrobi. Wybaczyłam mu to, co mi zrobił i potrzebuję trochę czasu.. Nie mogę, ot tak, po tym wszystkim wskoczyć mu do łózka.. żyć, jakby to wszystko nie miało miejsca.. bo miało i na długo pozostanie w mojej pamięci.
Wyciągam z szafy białą koszulkę polo, szare bryczesy i idę do łazienki. Po krótkim prysznicu przebieram się w strój, ubieram buty, do ręki biorę kask i wychodzę z domu kierując się do auta.
-Dzień dobry, dobrze, że pani jest-Samantha podchodzi do mnie.
-Cześć. Nie mów do mnie pani. Czuję się staro-śmieję się-o co chodzi?
Samantha ma 16 lat i pracuje w stadninie. Jest chyba najbardziej pracowita z całej grupy. Jej najbardziej ufam. Pomimo wieku, naprawdę dobrze zna się na koniach.
-Darla dziwnie się zachowuje, nie daje się wyprowadzić z boksu. Boję się, że coś może jej być-mówi.
-Okej. Za kilka minut powinna przyjechać dziewczyna na jazdę. Zajmiesz się nią?
-Jasne-dziewczyna uśmiecha się i znika mi z oczu.
Wchodzę do stajni i idę w kierunku boksu Darly.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zayn, ona potrzebuje czasu. Zrozum to.. To, co jej zrobiłeś było.. było po prostu złe..
-Wiem. Kurwa, wiem. Musicie mi to cały czas przypominać?-przerywam dziewczynie.
-Okej, przepraszam-unosi ręce-porozmawiaj z nią na spokojnie.
-Przed chwilą wyszła z domu.
-Możesz do niej pojechać. Niech wie, że Ci zależy. Jest w stadninie.
-Dzięki.
Chociaż raz jej niezamykająca się buzia na coś się przydała. Wchodzę do samochodu i jadę w kierunku stadniny.. Zamykam pojazd i wchodzę do stajni. Emily stoi przed śnieżnobiałym koniem, patrząc mu w oczy. Byłoby z tego idealne zdjęcie.. Zayn! Przyszedłeś tu, żeby z nią pogadać..
-Dzień dobry.. Widzę tu pana pierwszy.. o Boże. Czy pan to Zayn Malik?-piszczy niska brunetka , a ja patrzę na nią.
-Przepraszam-rumieni się.
-Nie szkodzi-uśmiecham się.
-Jest pan zapisany na jazdę?-uśmiecha się nieśmiało.
-Nie.. Nie. Ja do Emily.
-To ona-wskazuje na blondynkę.
Kiwam głową i podchodzę do dziewczyny. Jej ręka leży na dużym pysku konia, a ona szepcze mu coś na ucho.
-Em.-zaczynam, na co dziewczyna podskakuje, a koń odsuwa się na koniec boksu-przepraszam..
-Cii-uspakaja konia-hm?-odwraca się do mnie.
-Ja.. Ja chciałem Cię przeprosić. Wiem, że Cię zraniłem. Cholernie Cię zraniłem i zrobiłem to w najbardziej podły sposób.. Więc...
-Jesteś słodki, jak się jąkasz-mówi, kiedy nie mogę znaleźć słów.
-Ja tu próbuję poprawnie sformułować zdania.. męczę się, a Ty się ze mnie nabijasz-mówię, kiedy widzę, że napięcie opada.
-Nie nabijam się z Ciebie. Po prostu jesteś słodki-mówi.
-Tak, tak.. Co z nim?-wskazuję na konia.
-To klacz-poprawia mnie-nie jestem pewna, ale chyba będzie mamą-uśmiecha się-muszę zadzwonić po weterynarza.
-To super. Musisz tu dziś być?-pytam, a dziewczyna kiwa głową.
-Dawno mnie tu nie było, a poza tym dzisiaj jest dużo osób na jazdy.
-Ehh.. No dobra. Jakoś to przeżyję.-A gdybym nie musiała tu zostawać?-unosi brew.
Muszę stąd wyjść. Za bardzo tu śmierdzi.
-To wtedy.. Cóż, mam dla Ciebie niespodziankę.
-Wiesz, że nie przepadam za niespodziankami.
-Wiem-śmieję się.
-Może jutro? Dzisiaj naprawdę muszę tu być.
-Ok.
-Emily! Jakiś Justin przyszedł-koło nas zjawia się ta sama brunetka, co przedtem.
-Justin?
-Mhmm
-Poczekasz chwilkę?-zwraca się do mnie, a ja kiwam głową.
Uśmiecha się i wychodzi ze stajni.
PERSPEKTYWA EMILY
-Mówi, że nie przyszedł na jazdę-mówi Samantha.
-Cześć-uśmiecham się. Chłopak wygląda na młodego.
-Hej, jestem Justin, ale to zapewne wiesz.
-I tu Cię zaskoczę, bo nie wiem.
-Czyli mnie nie pamiętasz-uśmiecha się lekko-jestem synem Natalie.
-Tej Natalie? Najlepszej przyjaciółki mojej mamy?-prawie krzyczę.
-Tak. Właśnie tej-śmieje się.
-Te Justin, który przychodził zawsze do mnie ze swoją mamą jak miałam coś z 5, 6 lat?
-Tak. Właśnie ten-znów się śmieje.
-Oh.. przepraszam.. Strasznie się zmieniłeś.. No a co w tym dziwnego. Minęło prawie 15 lat-śmieję się-a tak w ogóle, to co robisz w Londynie?
-Przeprowadziłem się tu 2 lata temu. A Ty?
-Też tu mieszkam.
-Czego tutaj, a nie w NY?
-Za dużo wspomnień..
-Mama?-z jego twarzy znika uśmiech.
Kiwam głową.
-I tata.
-Co z nim?
-Nie żyje.
-Przykro mi.
Mrugam szybko, żeby powstrzymać łzy.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Od Jasona dowiedziałem się, że przyjechałaś tu na wakacje, a co do stadniny.. to mam swoje sposoby-śmieje się cicho.
-Miło Cię znów widzieć.. Jak Ty sobie o mnie przypomniałeś?-śmieję się.
-Em..-Zayn zjawia się koło mnie.
-O! Zayn, to jest Justin. Justin, Zayn-mówię, a chłopaki podają sobie ręce.
-Ja już pójdę-Mulat uśmiecha się.
-Okej. Będę w domu koło 18-mówię, a chłopak całuje mnie w policzek i wychodzi.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-A o czym? Nawet Cię dobrze nie znam-śmieję się.
-Czekaj.. Czy to był.. Zayn.. Zayn Malik?
-Tak. To on.
-Wow. Jest Twoim.. chłopakiem?
-Tak. A tak właściwie to po co przyszedłeś?
-A .. no tak. Moja siostra.. chciałbym ją zapisać na jazdę.
-Okej. Ile ma lat?
-11
-Okej, kiedy Ci odpowiada?-mówię i daję mu znak ręką, żeby szedł za mną.
-Hmm. Zależy kiedy Ty masz wolny czas.
Otwieram swój kalendarz.
-Jutro o 15?
-Świetnie.
-To.. do zobaczenia-uśmiecham się.
-Paa-macha mi i znika za bramą.
_____________________________
Cześć! Jest rozdział 12! Mam nadzieję, że się spodobał! Czekam na komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania :D
Pozdrawiam, do następnego :):)
-Która godzina?-leniwie otwieram oczy.
-O ta-pokazuje mój telefon.
-Rosie, jest szósta rano, daj spać-jęczę i przewracam się na drugi bok.
-No wstawaj nudzi mi się!
-Idź obudź chłopaków.
Mała wychodzi z pokoju krzycząc, że jestem śpiochem.
-Jak wszyscy. Nie wiem po kim jesteś rannym ptaszkiem-mówię i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
PERSPEKTYWA JASONA
-Jase, wstawaj-Rose siada na mnie.
-Nie, daj mi spać.
-Ale jest już ranek, a mi się nudzi-jęczy.
-Która godzina?
-Chyba szósta.
-Dobra. I tak już nie zasnę. Chcesz coś jeść?-pytam, a mała przytakuje.
-Parówki!
-Dobra, chodź-zwlekam się z łózka i idziemy do kuchni.
-Cicho-mówię do dziewczynki, która nie może powstrzymać śmiechu-teraz!
Rose wylewa na Mili wiadro zimnej wody, na co blondynka zrywa się na równe nogi.
-Boże! Głupi jesteś Jason?
-Gdybyś widziała swoją minę-łapię się za brzuch.
To jest komiczne.
-Bardzo śmieszne. Ten dom ma być dzisiaj sprzedany, a całe łóżko jest mokre-wskazuje na materac.
-Oj już nie przesadzaj-śmieję się-wyschnie.
Emily posyła mi dziwne spojrzenie, po czym wychodzi z pomieszczenia.
PERSPEKTYWA EMILY
Po krótkim prysznicu, wychodzę z łazienki i idę do salonu.
Zayn, biedak śpi na kanapie.
-Misiu-lekko szturcham go w ramię.
-Mhmm-mruczy
Wstawaj no-śmieję się widząc, że chłopak udaje.
-A takie magiczne słowa?-nadal nie otwiera oczu.
-Za chwilę przyjadą ludzie, którzy kupili dom-wołam z kuchni.
-Co? Już? To która godzina?-chłopak pojawia się koło mnie.
-Ósma-śmieję się.
-Tak chcesz się bawić?-uśmiecha się, a ja zaczynam uciekać.
-To mnie złap!-śmieję się, co spowalnia mój bieg.
Wiedząc, że w domu długo nie pouciekam, wbiegam do ogrodu.
-Puść mnie-śmieję się, kiedy chłopak przywiera mną do muru domu.
-I co teraz?
-Teraz mnie puścisz-szczerzę się.
-Takiej opcji nie ma-zbliża się.
-Mhmm.. A jakie są?
-Jest tylko jedna-uśmiecha się szeroko i muska moje usta swoimi.
-I to jest ta opcja, tak?-unoszę brew
-Mhmm-muczy i złącza nasze usta w pocałunku.
-W takim razie.. podoba mi się-chichoczę-tylko, że-przerywa mi, kontynuując poprzednio wykonywaną czynność.
Chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przyciągając mnie jeszcze bliżej, a moje ręce wędrują do jego włosów. Ciągnę za nie, na co chłopak wydaje z siebie cichy jęk.
-Emily, jesteś tuuu ooo przepraszam-śmieje się Jason, a ja odrywam się od Mulata.
-Hm?-moje policzki nabierają odcień różu.
-Nie za bardzo wiem, co zrobić z rzeczami Twojego taty.. To, co miałaś tutaj już spakowaliśmy, Rose też jest już spakowana.
-Mmm. Wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi pewnie pójdą do śmieci, a ciuchy.. na razie niech zostaną w pudłach.
-Okej, już nie przeszkadzam-uśmiecha się głupio i wchodzi do domu.
-Pójdę im pomóc-mówię do Zayn'a, jednak chłopak łapie mnie za rękę przyciągając do siebie.
-Tyle dni nie mogłem Cię nawet złapać za rękę.. Przez moją głupotę i bezmyślność prawie Cię straciłem-zaczyna-nie chcę.. nie mogę znieść myśli, że mogę Cię kiedyś stracić.. na zawsze. Kocham Cię, Em-uśmiecha się słodko, a ja przytulam się do niego.
-Nie stracisz mnie nigdy-mówię, a chłopak całuje mnie w czoło.
To mały gest ale uroczy i wiele dla mnie znaczący.
-Pojedziesz ze mną do mojego domu? Chcę zabrać stamtąd wszystkie rzeczy.
-Jasne. A ktoś się już zgłosił do kupna?
-Moja ciotka go kupuje
-Jason, pożycz mi auto-podchodzę do przyjaciela.
-A magiczne słowo?-szczerzy się.
-Jase, proszę-robię maślane oczka.
-No nie wiem-odwraca głowę w bok, udając, że myśli.
Podchodzę do niego bliżej i daje mu buziaka w policzek.
-Zadowolony?-śmieję się, a chłopak wyciąga z kieszeni kluczyki-dzięki.
-Nie chciał mi dać kluczyków-uśmiecham się do Zayn'a, który widział sytuację.
-Przecież nic nie mówię-śmieje się.
-Prowadzisz-rzucam w niego kluczykami i zajmuję miejsce pasażera.
-Matko boska! Ile Ty tego masz?
-Mało.. Właśnie, muszę iść na zakupy. Moja szafa świeci pustkami.
-Yhymm.. Nic się już w niej nie mieści-mruczy, ale na tyle głośno, żebym to usłyszała.
*kilka dni później*
-Do zobaczenia?-chłopak patrzy na mnie.
-Do zobaczenia-przytulam go.
-Tylko tym razem nie znikaj na tak długo-czy on będzie płakać?
-Nie zniknę-uśmiecham się.
Kiedy znów słyszę głos kobiety w głośnikach, ponownie przytulam się do przyjaciela.
-To cześć-uśmiecha się.
-Do zobaczenia, Jase-biorę walizki i idę za blondynem i Zaynem w kierunku samolotu.
Odwracam się, a Jason macha do mnie, na co odpowiadam mu uśmiechem. Kiedy jesteśmy przy wyjściu z budynku, znów oglądam się za siebie, lecz tym razem na miejscu Jasona stoi ON i uśmiecha się w ten swój sztuczny, podły sposób.
-Emi, wszystko w porządku?
Nie wiem dlaczego, ale stoję i patrzę na niego.
-Tak. Nie. Zayn, kto tam jest?-wskazuję na Edwarda.
-Chwilę temu był tam Jason, ale teraz.. nie ma tam nikogo.
-Oh..
Co się ze mną dzieje?
Uśmiecham się do chłopaków, łapię Rose za rękę i wchodzimy do samolotu.
-Ile jeszcze?Rose wierci się niespokojnie na siedzeniu od godziny.
-Dopiero wylecieliśmy. Jeszcze z 7 godzin.
-Ile?-krzyczy.
-Wytrzymasz młoda-Zayn czochra jej włosy.
-Przestań! Nie widzisz, jak mam ładnie uczesane?-oburza się, na co wszyscy się śmiejemy.
-Emily, ile jeszcze?-budzi mnie głos Rose, ale nie otwieram oczu.
-Jeszcze niecała godzinka, nie budź jej, śpi-słyszę głos blondyna i znowu staram si,ę zasnąć, co nie przychodzi już tak łatwo.
Otwieram oczy i patrzę przez małe okienko. Samolot jest już coraz niżej, a po chwili do moich uszu dociera ten nieznośny dźwięk. Kiedy pojazd zatrzymuje się wszyscy pasażerowie wychodzą na zewnątrz.
-Nareszcie! Myślałam, że polecicie tam na jeden dzień, a tu tydzień Was nie było!-Alex przytula mnie.
-Tak jakoś wyszło-śmieję się i odwzajemniam jej gest.
-A Ty mała, nie przywitasz się ze mną?-kuca, a dziewczynka przytula się do czarnowłosej.
-Zrobiłem obiad!-do salonu wchodzi Harry.
-Ty zrobiłeś co?-śmieję się.
-Obiad. Chcesz spróbować?
-A nie otrujesz nas?
-Ja? Jakbym śmiał
-A co zrobiłeś na ten obiad?-Niall podchodzi do loczka.
-Gołąbki-uśmiecha się.
-Lubię gołąbki, dawaj-śmieję się i siadam do stołu.
Po chwili Styles wchodzi do pomieszczenia i kładzie na środku stołu talerz z jedzeniem.
Nakładam na swój talerz dwa gołąbki. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Po zjedzeniu czuję, że zaraz pęknę. Zjadłam tyle tych gołąbków, że chyba wszyscy razem wzięci zjedli mniej.
-Czyli smakowało?-Harry uśmiecha się szeroko.
-Tak. Nie sądziłam, że to powiem, ale były pyszne-śmieję się.
-W takim razie bardzo mi miło-szczerzy się i znika w kuchni.
-Mówiliście, że nie potrafi gotować-odzywa się Alex.
-Bo nie potrafi-śmieje się Louis.
-To jakim..
-Tylko to potrafi"ugotować'robi cudzysłów-i zrobić tosty-śmieję się.
-Dlaczego?-Zayn podnosi się z łóżka.
-Nie będę Wam ciągle zawracać głowy. Za niedługo kończy się przerwa i wrócicie w trasę-mówię.
-Ale to nie oznacza, że masz się stąd wyprowadzać.
-Zayn, moja stadnina rozwija się bardzo dobrze, odziedziczyłam po ojcu majątek.. Mam wystarczająco pieniędzy, żeby wynająć mieszkanie, jeśli o to Ci chodzi.
-Skoro już mieszkasz tutaj tak długo, to dlaczego teraz masz się stąd wyprowadzić? Wtedy nie będziemy się widywać tak często-wzdycha.
-I tak nie będziemy. Będziecie jeździć w trasy..
-Okej, jak chcesz-rzuca i wychodzi z pokoju.
Wiem, że może wydawać się to głupie, ale trochę przestrzeni dobrze nam zrobi. Wybaczyłam mu to, co mi zrobił i potrzebuję trochę czasu.. Nie mogę, ot tak, po tym wszystkim wskoczyć mu do łózka.. żyć, jakby to wszystko nie miało miejsca.. bo miało i na długo pozostanie w mojej pamięci.
Wyciągam z szafy białą koszulkę polo, szare bryczesy i idę do łazienki. Po krótkim prysznicu przebieram się w strój, ubieram buty, do ręki biorę kask i wychodzę z domu kierując się do auta.
-Dzień dobry, dobrze, że pani jest-Samantha podchodzi do mnie.
-Cześć. Nie mów do mnie pani. Czuję się staro-śmieję się-o co chodzi?
Samantha ma 16 lat i pracuje w stadninie. Jest chyba najbardziej pracowita z całej grupy. Jej najbardziej ufam. Pomimo wieku, naprawdę dobrze zna się na koniach.
-Darla dziwnie się zachowuje, nie daje się wyprowadzić z boksu. Boję się, że coś może jej być-mówi.
-Okej. Za kilka minut powinna przyjechać dziewczyna na jazdę. Zajmiesz się nią?
-Jasne-dziewczyna uśmiecha się i znika mi z oczu.
Wchodzę do stajni i idę w kierunku boksu Darly.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
-Zayn, ona potrzebuje czasu. Zrozum to.. To, co jej zrobiłeś było.. było po prostu złe..
-Wiem. Kurwa, wiem. Musicie mi to cały czas przypominać?-przerywam dziewczynie.
-Okej, przepraszam-unosi ręce-porozmawiaj z nią na spokojnie.
-Przed chwilą wyszła z domu.
-Możesz do niej pojechać. Niech wie, że Ci zależy. Jest w stadninie.
-Dzięki.
Chociaż raz jej niezamykająca się buzia na coś się przydała. Wchodzę do samochodu i jadę w kierunku stadniny.. Zamykam pojazd i wchodzę do stajni. Emily stoi przed śnieżnobiałym koniem, patrząc mu w oczy. Byłoby z tego idealne zdjęcie.. Zayn! Przyszedłeś tu, żeby z nią pogadać..
-Dzień dobry.. Widzę tu pana pierwszy.. o Boże. Czy pan to Zayn Malik?-piszczy niska brunetka , a ja patrzę na nią.
-Przepraszam-rumieni się.
-Nie szkodzi-uśmiecham się.
-Jest pan zapisany na jazdę?-uśmiecha się nieśmiało.
-Nie.. Nie. Ja do Emily.
-To ona-wskazuje na blondynkę.
Kiwam głową i podchodzę do dziewczyny. Jej ręka leży na dużym pysku konia, a ona szepcze mu coś na ucho.
-Em.-zaczynam, na co dziewczyna podskakuje, a koń odsuwa się na koniec boksu-przepraszam..
-Cii-uspakaja konia-hm?-odwraca się do mnie.
-Ja.. Ja chciałem Cię przeprosić. Wiem, że Cię zraniłem. Cholernie Cię zraniłem i zrobiłem to w najbardziej podły sposób.. Więc...
-Jesteś słodki, jak się jąkasz-mówi, kiedy nie mogę znaleźć słów.
-Ja tu próbuję poprawnie sformułować zdania.. męczę się, a Ty się ze mnie nabijasz-mówię, kiedy widzę, że napięcie opada.
-Nie nabijam się z Ciebie. Po prostu jesteś słodki-mówi.
-Tak, tak.. Co z nim?-wskazuję na konia.
-To klacz-poprawia mnie-nie jestem pewna, ale chyba będzie mamą-uśmiecha się-muszę zadzwonić po weterynarza.
-To super. Musisz tu dziś być?-pytam, a dziewczyna kiwa głową.
-Dawno mnie tu nie było, a poza tym dzisiaj jest dużo osób na jazdy.
-Ehh.. No dobra. Jakoś to przeżyję.-A gdybym nie musiała tu zostawać?-unosi brew.
Muszę stąd wyjść. Za bardzo tu śmierdzi.
-To wtedy.. Cóż, mam dla Ciebie niespodziankę.
-Wiesz, że nie przepadam za niespodziankami.
-Wiem-śmieję się.
-Może jutro? Dzisiaj naprawdę muszę tu być.
-Ok.
-Emily! Jakiś Justin przyszedł-koło nas zjawia się ta sama brunetka, co przedtem.
-Justin?
-Mhmm
-Poczekasz chwilkę?-zwraca się do mnie, a ja kiwam głową.
Uśmiecha się i wychodzi ze stajni.
PERSPEKTYWA EMILY
-Mówi, że nie przyszedł na jazdę-mówi Samantha.
-Cześć-uśmiecham się. Chłopak wygląda na młodego.
-Hej, jestem Justin, ale to zapewne wiesz.
-I tu Cię zaskoczę, bo nie wiem.
-Czyli mnie nie pamiętasz-uśmiecha się lekko-jestem synem Natalie.
-Tej Natalie? Najlepszej przyjaciółki mojej mamy?-prawie krzyczę.
-Tak. Właśnie tej-śmieje się.
-Te Justin, który przychodził zawsze do mnie ze swoją mamą jak miałam coś z 5, 6 lat?
-Tak. Właśnie ten-znów się śmieje.
-Oh.. przepraszam.. Strasznie się zmieniłeś.. No a co w tym dziwnego. Minęło prawie 15 lat-śmieję się-a tak w ogóle, to co robisz w Londynie?
-Przeprowadziłem się tu 2 lata temu. A Ty?
-Też tu mieszkam.
-Czego tutaj, a nie w NY?
-Za dużo wspomnień..
-Mama?-z jego twarzy znika uśmiech.
Kiwam głową.
-I tata.
-Co z nim?
-Nie żyje.
-Przykro mi.
Mrugam szybko, żeby powstrzymać łzy.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
-Od Jasona dowiedziałem się, że przyjechałaś tu na wakacje, a co do stadniny.. to mam swoje sposoby-śmieje się cicho.
-Miło Cię znów widzieć.. Jak Ty sobie o mnie przypomniałeś?-śmieję się.
-Em..-Zayn zjawia się koło mnie.
-O! Zayn, to jest Justin. Justin, Zayn-mówię, a chłopaki podają sobie ręce.
-Ja już pójdę-Mulat uśmiecha się.
-Okej. Będę w domu koło 18-mówię, a chłopak całuje mnie w policzek i wychodzi.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-A o czym? Nawet Cię dobrze nie znam-śmieję się.
-Czekaj.. Czy to był.. Zayn.. Zayn Malik?
-Tak. To on.
-Wow. Jest Twoim.. chłopakiem?
-Tak. A tak właściwie to po co przyszedłeś?
-A .. no tak. Moja siostra.. chciałbym ją zapisać na jazdę.
-Okej. Ile ma lat?
-11
-Okej, kiedy Ci odpowiada?-mówię i daję mu znak ręką, żeby szedł za mną.
-Hmm. Zależy kiedy Ty masz wolny czas.
Otwieram swój kalendarz.
-Jutro o 15?
-Świetnie.
-To.. do zobaczenia-uśmiecham się.
-Paa-macha mi i znika za bramą.
_____________________________
Cześć! Jest rozdział 12! Mam nadzieję, że się spodobał! Czekam na komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania :D
Pozdrawiam, do następnego :):)
czwartek, 6 sierpnia 2015
Rozdział 11
Chłopak lekko się do mnie uśmiecha i odwraca się, by odejść.
-Czekaj-łapie go za rękę-ja.. przemyślałam to wszystko i.. wybaczam Ci, Zayn.
Teraz, od dłuższego czasu, pierwszy raz zobaczyłam ten błysk w jego czekoladowych oczach.
-Naprawdę?-kąciki jego ust unoszą się tworząc piękny, szczery uśmiech.
-Tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby Cię nie być
-Dziękuję-mówi i złącza nasze usta w pocałunku.
-Odbierz-mówi, kiedy mój telefon daje o sobie znać-to może być ważne.
To wiadomość.
Od: Jason
Cześć xx Mogłabyś odezwać się czasem do starego przyjaciela. Tak trudno?
Uśmiecham się do siebie.
Jason to mój najlepszy przyjaciel. Zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pomagał mi się pozbierać po śmierci mamy. Jest niezastąpiony.. a od jakiegoś czasu w ogóle się do siebie nie odzywamy. Tyle się działo..
Do: Jason
Cześć xx Ty też nie jesteś bez winy. Też mogłeś się odezwać :*
-Kto to?-podskoczyłam, kiedy Mulat zjawił się za mną.
-Jason. Przyjaciel
-Przyjaciel?
-Zayn, błagam..
-No przecież żartuję-śmieje się, za co dostał w ramię.
-Ejj-robi oburzoną minę.
Od: Jason
Właśnie to zrobiłem x Gdzie mi zniknęłaś? :((
Do: Jason
Jestem w Londynie, ale jutro przylatuję do Ciebie xxx
-Emily, Zayn! Obiad-do salonu wchodzi Liam.
-Już idziemy
-Nie jestem głodna-mówimy w tym samym momencie.
-Em, musisz jeść. Nie puścimy Cię jutro do samolotu-unosi prawą brew.
-Em?-śmieję się.
-No.. takie zdrobnienie Twojego imienia. Chodź na obiad-posyła mi uśmiech i wychodzi.
Znowu słyszę charakterystyczny dźwięk wiadomości.
Od:Jason
Okay x Mam nadzieję, że nie znalazłaś sobie nikogo na moje miejsce, mała x Do zobaczenia xx
Chyba nie..
-Eemm-przedłuża Zayn dając mi znak ręką, żbym poszła za nim do kuchni.
-Ugh. Idę-uśmiecham się.
-Dobrze się czujesz?-chłopak wchodzi do łazienki.
-Nie. Wszyscy wpychaliście mi cały obiad i zaraz to zwrócę-jęczę.
-Przynajmniej nie będziesz głodna-chichocze blondyn.
Patrzę na niego, na co śmieje się jeszcze bardziej.
I bum! Obiadu w brzuchu nie ma.
-Bardzo zabawne-wymijam chłopaka w drzwiach i idę po wodę.
-Emily-budzi mnie głos Malika.
-Mhmm-mruczę i odwracam się na drugi bok.
-Em, za chwilę mamy samolot
-Okej..
-To w takim razie lecę sam, paa-mówi i słyszę zamykane drzwi.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i przecieram oczy.
Jest 5 rano..
Idę do łazienki. Zimny prysznic to jedyne o czym teraz marzę. Po wyjściu z wody idę do kuchni, gdzie Zayn czeka ze śniadaniem.
-Nareszcie wstałaś-uśmiecha się i podaje mi talerz z tostami, a Niall kładzie obok kubek z kawą.
-Dzięki-ich uśmiechy są zaraźliwe
Po śniadaniu biorę swoją torbę i wraz z blondynem jedziemy na lotnisko.
-Mówiłem, schowaj ten nóż. Po co ludzie mają wiedzieć, że planujesz zemstę?-blondyn próbuję być poważny..
-To, że znowu zapiszczała ta durna bramka, nie znaczy, że trzymam przy sobie nóż-śmieję się.
-O! Widzę, że Ty też wybierasz się do Nowego Jorku-nie.
Nie, nie, nie, nie. Nie, nie. NIE. -Widzę, że sprawiłaś sobie ochroniarzy-kontynuuje, gdy się nie odzywam.
Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje ten uśmiech.. Uśmiech, którego nie zaliczam do moich ulubionych.
-Możesz mi powiedzieć, czego chcesz?-odwracam się do Edwarda.
-Ja?
Nie. Moja babcia.
-Chcę tylko, żebyś do mnie wróciła. Widzę, że wracasz do domu, więc..
-Nie, nie wracam tam.. Lecę na kilka dni-przerywam mu.
-Mhmm.. Wiesz, że nie musisz już udawać.. Kochasz mnie. Twój tatuś już nie będzie miał nic przeciwko mnie.. Go już nie ma -jego uśmiech rośnie, a w moich oczach zbierają się łzy.
-Coś Ty powiedział?-blondyn podchodzi do chłopaka.
-Niall, proszę-zaczynam, a Mulat przyciąga mnie od siebie.
-Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, zrobisz jej coś, a zobaczysz, że jednak jej tato będzie miał coś przeciwko. Spotkasz się z nim, o tam-spogląda do góry, uśmiecha się słodko i wraca do nas.
Po tym, co powiedział w mojej głowie odzywa się pytanie czy to on? Czy Edward byłby do tego zdolny? Pomimo, że tak bardzo go nienawidzę, nie wierzę w to. Po co miałby to zrobić?
-W porządku?-blondyn kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak-wymuszam uśmiech i wchodzimy do samolotu.
Moje życie od początku było trudne.. skomplikowane. Zaczęło się te kilka lat temu, od śmierci mamy.. a nawet wcześniej. Kiedy miałam 5 lat, moja mama drugi raz zaszła w ciążę. Była taka szczęśliwa. Miała urodzić chłopca, Ash'a.. Ale poroniła.. Załamała się.. Ale spróbowała jeszcze raz.. I dzięki temu.. dzięki temu, że się nie poddała mam Rose.. Chociaż ją. Bardzo brakuje mi mamy, a teraz jeszcze straciłam drugą, najważniejszą osobę w moim życiu.
Zawsze opiekowałam się Rose najlepiej jak umiałam, ale teraz nie mogę jej odstąpić na krok. Mam już tylko ją. Moją małą Rosie...
-Emily, wstawaj-Niall lekko szarpie mnie za ramię.
-Mhmm-leniwie otwieram oczy.
Podnoszę się z kolan blondyna i opieram o fotel.
Kiedy samolot bezpiecznie ląduje na ziemi, wysiadamy z maszyny i kierujemy się do budynku, żeby odebrać nasze bagaże.
Wychodzimy na zewnątrz, a moim oczom ukazuje się ta czarna czupryna. chłopak uśmiecha się szeroko. Upuszczam torbę i biegnę w ramiona chłopaka.
-Woah! Też się stęskniłem, mała-obejmuje mnie i powstrzymuje nas od upadku.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Łzy szczęścia.
-Kim są ci dwaj panowie?-odsuwa się ode mnie.
Jego uśmiech jest jeszcze większy. Nie sądziłam, że jest to możliwe.
-To Zayn i Niall
-Czy to nie są przypadkiem ci z One Direction?-dziwi się.
-Dokładnie tak-mówię chwytając chłopaka za rękę i ciągnę go w stronę piosenkarzy.
-A więc tak-śmieję się-to jest Jason. Jason, to Zayn i Niall.
Chłopaki podają sobie ręce.
Zayn schyla się i podnosi moją torbę, którą chcę od niego odebrać, jednak jest uparty.
-I to niby ja jestem uparciuchem-śmieję się.
-Zawiozę Was do Twojego ojca-uśmiecha się-dawno go nie widziałem.
-To już go nie zobaczysz-oznajmiam, a Zayn mocniej ściska moją dłoń.
-Co? Jak to?
-On nie żyje-próbuję powstrzymać łzy i o dziwo mi to wychodzi.
-Co?-chłopak się zatrzymuje.
-Umarł. Wczoraj rano zadzwoniła do mnie Rose i dlatego tutaj przyleciałam-tłumaczę.
-Jezu, Mili. Przykro mi..
-W porządku-uśmiecham się słabo.
-Zayn! Niall! Kochamy Was!!-słyszę pisk dziewczyn.
O nie. Boże, nie teraz. Błagam.
-Idźcie do nich, bo nie dadzą Wam spokoju-uśmiecham się do Malika, a chłopak niepewnie puszcza moją dłoń i wraz z Niallem idą w kierunku małego tłumu pustych lasek. Dlaczego pustych? Jak dla mnie jest to głupie zachowanie. Nie powinny się drzeć jakby je ze skóry obdzierano na widok zwykłego człowieka.. No bo przecież nie jest jakiś niezwykły, czy coś, prawda? Cóż.. Taka już jestem.. Raz miła, a raz chamska.
-Ten Zayn.. To..-zaczyna Jason.
-Jest moim chłopakiem-mówię, kiedy chłopak nie może znaleźć słów.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart-szczypie mój policzek.
-Się okaże-pokazuję mu język, na co zaczyna się śmiać.
-Matko.. Tak dawno Cię nie widziałam-patrzę mu w oczy. Są cudowne. Błękitne, jak morze.
-To prawda-uśmiecha się-nic się nie zmieniłaś. Zaraz..-przekręca głowę-ścięłaś włosy!-krzyczy.
-Nawet taki mały drobiazg zauważysz-szczerzę się.
-Pewnie, że zauważę. Nawet, jak pojawi Ci się nowy piegusek na nosie, to go zauważę-mówi, a ja się śmieję.
-Dobrze Cię znów widzieć, Jase-mówię po chwili ciszy.
-Ciebie też, uparciuchu-przytula mnie.
-Możemy już iść-koło nas zjawiają się Zayn i Niall.
-Okej, chodźmy-łapię Mulata za rękę i idziemy do auta Jasona.
Kiedy silnik gaśnie, rozpinam pas, ale nie wysiadam z auta.
Tak dawno nie byłam w tym domu. Nie odwiedzałam ojca od paru dobrych miesięcy. Miałam za dużo nauki..
-Idziesz?-Jason otwiera mi drzwi.
-Tak-posyła mu uśmiech i wychodzę z auta.
Podchodzę do drzwi chcąc je otworzyć, ale są zamknięte.
-Jeszcze tego brakowało. Gdzie jest Rose?-mówię do siebie.
Opieram głowę o drzwi i zamykam oczy.
-Mili, w porządku?-Jason kładzie rękę na moim ramieniu.
-Sąsiadka!-wołam i biegnę do domu po drugiej stronie ulicy. Nie rozglądając się biegnę przez jezdnię, a samochód prawie mnie potrąca. Kierowca trąbi, ale nie obchodzi mnie to teraz Pukam, a po chwili w drzwiach staje pani Further.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Witaj-odwzajemnia uśmiech-proszę, wejdź-wpuszcza mnie do środka-co Cię tu sprowadza?
-Nie ma u pani Rose?
-Nie.. Myślałam, że poleciała do Ciebie, do Londynu. Była u mnie kilka dni temu. Przykro mi.. Twój ojciec był wspaniałym człowiekiem-mówi i widzę, że jej oczy robią się szklane.
-Wiem..-przerywam-czyli Rose u pani nie ma, tak? Boże, gdzie ona może być?
-Nie mam pojęcia.. Napijesz się czegoś?
Jezu, jak ja zazdroszczę tej kobiecie spokoju.
-Nie, dziękuję bardzo, ale muszę znaleźć siostrę-posyłam jej uśmiech i opuszczam dom.
-Ma szczęście, że ma taką siostrę, jak Ty, Emily-słyszę.
-Nie ma jej tam-mówię, kiedy podchodzę do chłopaków.
-Mili.. A pamiętasz tą uliczkę.. tą, w którą Rose szła, kiedy
-Kiedy wszystko było do dupy-dokańczam za niego, a chłopak przytakuje.
Ruszam w kierunku uliczki, na której moja siostra znalazła swojego kotka. Tutak umarł jej poprzedni i tutaj znalazła nowego.
-Rose?-wołam wchodząc w ciemną uliczkę.
Odpowiada mi tylko miauczenie kotów.
-Rose, jesteś tutaj? To ja, Emily.
-Emily?-słyszę szlochanie siostry.
-Tak, to ja-mówię, a zza śmietnika wychodzi ona.
Dziewczynka, która nie jest moją, słodką Rosie.
Ta dziewczynka jest brudna, zalana łzami, załamana z równie brudnym kociakiem na rękach.
-Jezu, Rose! Chodź tutaj-mówię, a po moich policzkach spływają łzy.
Ile musiała tutaj siedzieć, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Boże.. Ona ma dopiero 5 lat. Jest taka mała, siedziała tutaj całkiem sama.
Kucam, a dziewczynka przytula się do mnie, wcześniej stawiając kota na ziemię.
-Od kiedy tu siedzisz?
-Od paru dni-szepcze.
-Jadłaś coś?
-Jadłam
Nie będę wnikać, co..
-Dlaczego siedzisz tu tak długo?-odsuwam ją od siebie.
-Nie widziałam, gdzie mam iść. Kiedy dowiedziałam si, że tato nie żyje, przyszłam tu i siedziałam do teraz.
-To kiedy się dowiedziałaś?-przecież dzwoniła wczoraj..
-Cztery dni temu-odpowiada po dokładnym przeliczeniu na palcach.
-I zadzwoniłaś do mnie dopiero wczoraj?
-Dzwoniłam wcześniej.. Nie odbierałaś..
Jasne.. Przecież tak jak ona siedziałam w miejscu i byłam załamana. Pamiętam, że telefon dzwonił, ale nie miałam siły go odebrać.
-Przepraszam-mówię przez łzy.
-Zabierzesz mnie do domu?-pyta wyciągając rączki do góry.
-Pewnie-staram się uśmiechnąć i biorę Rose na ręce.
-Schyl się.
Nie wiem o co jej chodzi, ale kucam. Dziewczynka bierze na ręce swojego kotka i przytula go mocno do siebie.
Uśmiecham się lekko i idę w kierunku domu.
-Matko! Rose!-Jason podbiega do nas.
-Siedziała w tej uliczce cztery dni.. Boże, mogłam się ogarnąć i przylecieć tutaj wcześniej-po moim policzku spływa kolejna łza.
-Już dobrze.. Chodźcie do domu.
Stawiam Rose na ziemi, a ona łapie mnie za rękę. Wchodzimy do domu i pierwsze, co robię to kieruję się do kuchni,żeby zrobić małej jeść.
-Trzymaj-podaję jej miskę płatków z mlekiem.
Siostra niechętnie bierze ode mnie naczynie i zaczyna jeść.
Idę do jej pokoju i wyciągam czyste ubrania, które zanoszę do łazienki.
-Emily, usiądź już-słyszę Zayn'a.
-Nie teraz-mówię szybko i nalewam do miski mleko dla kota.
To wszystko moja wina! Gdybym tylko wiedziała, że to się stanie..
-Em, wszystko okej?-podskakuję, kiedy za mną pojawia się Niall-przepraszam
-Tak, okej-staram się uśmiechnąć.
-Dziękuję-Rose podaje mi pustą miskę.
Biorę ją i wstawiam do zlewu
-Jason-wołam, a chłopak po chwili pojawia się w kuchni-jakbyś mógł dać im coś do picia, czy coś.. cokolwiek? Ja pójdę umyć Rose.
-Jasne-uśmiecha się pokrzepiająco.
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech-chodź-zwracam się do Rose.
-Teraz wyglądasz o wiele lepiej-uśmiecham się susząc jej mokre włosy.
Rose uśmiecha się i podaje mi gumki do włosów. Po zaczesaniu dwóch kucyków, wychodzimy z łazienki.
-Rose, słuchaj. Teraz decyzja należy do Ciebie-zaczynam-chcesz zostać tutaj, czy polecieć do Londynu?
-Chcę polecieć z Tobą do Londynu.
-Na pewno? Jeśli tam polecimy, zostaniemy tam już.
-Tak. A co z tym domem? I Waszym? Twoim i Alex?
-Sprzedamy je-uśmiecham się
-Dobrze-przytula mnie.
-A co to za piękna księżniczka?-Zayn podchodzi do nas.
-Kłaniaj się, tu księżna Rose Williams-dziewczynka prostuje się i roni poważną minę.
-Wasza wysokość-Mulat kłania się nisko.
Uśmiecham się. To jest komiczne.
-Mili, telefon-Jason wchodzi do pokoju i podaje mi urządzenie.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i wstaje-Halo?
-Cześć! Jak tam? Jak się trzymasz?-to Alex.
-Hej. Dobrze, dziękuję.
-To dobrze-wiem, że się teraz uśmiecha-kiedy wracasz?
-Przecież dopiero trzy godziny temu przyleciałam-śmieję się.
-A ja już tęsknię. Jak mała?
-Już okej. Jason jest z nami. Przyjechał na lotnisko-mówię.
-Naprawdę?! Możesz mi go dać? Tyle czasu z nim nie gadałam.
-Jasne, chwilka-zakrywam mikrofon-Jason!
-Hmm?
-Alex chce z Tobą porozmawiać
-Cześć-mówi do telefonu-co tam gaduło?-śmieje się i wychodzi z pokoju.
-Kto to dzwonił?-Rose podchodzi do mnie.
-Alex-uśmiecham się-chodź, pomożesz mi?
Mała kiwa głową.
-Przynieś kartki-uśmiecham się, a Rose biegnie do swojego pokoju.
Co będziesz robić?-Zayn wstaje z podłogi.
-Muszę zrobić ogłoszenia. Chcę sprzedać domy.
-Domy?
-Tak, nie mieszkałam z ojcem.-wyjaśniam.
-Okej. To ja może napisze w internecie, hm?
-Jasne, dzięki-mówię, a Rose podbiega do mnie z kartkami, które mi podaje.
-Super. Chodź, zrobimy ogłoszenia i wydrukujemy.
Dziewczynka klaszcze w ręce i idzie za mną.
~przeczytałeś/aś-komentuj~
_____________________
Nareszcie upragniony 11 rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba :)
Za błędy przepraszam, rozdział nie sprawdzony i pisany w nocy :D Teraz już wszystko w moich planach będzie dobrze, czyli rozdziały będą nudne, bez żadnych akcji. Jest już 11.. czyli jeszcze 9 i koniec opowiadania! Tak. Koniec. Jak już raz wspominałam, po zakończeniu tego opowiadania, wstawię posta, w którym podam Wam linka do nowego opowiadania.
Komentujcie, a dodacie mi motywacji!
Pozdrawiam :D
-Czekaj-łapie go za rękę-ja.. przemyślałam to wszystko i.. wybaczam Ci, Zayn.
Teraz, od dłuższego czasu, pierwszy raz zobaczyłam ten błysk w jego czekoladowych oczach.
-Naprawdę?-kąciki jego ust unoszą się tworząc piękny, szczery uśmiech.
-Tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby Cię nie być
-Dziękuję-mówi i złącza nasze usta w pocałunku.
-Odbierz-mówi, kiedy mój telefon daje o sobie znać-to może być ważne.
To wiadomość.
Od: Jason
Cześć xx Mogłabyś odezwać się czasem do starego przyjaciela. Tak trudno?
Uśmiecham się do siebie.
Jason to mój najlepszy przyjaciel. Zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pomagał mi się pozbierać po śmierci mamy. Jest niezastąpiony.. a od jakiegoś czasu w ogóle się do siebie nie odzywamy. Tyle się działo..
Do: Jason
Cześć xx Ty też nie jesteś bez winy. Też mogłeś się odezwać :*
-Kto to?-podskoczyłam, kiedy Mulat zjawił się za mną.
-Jason. Przyjaciel
-Przyjaciel?
-Zayn, błagam..
-No przecież żartuję-śmieje się, za co dostał w ramię.
-Ejj-robi oburzoną minę.
Od: Jason
Właśnie to zrobiłem x Gdzie mi zniknęłaś? :((
Do: Jason
Jestem w Londynie, ale jutro przylatuję do Ciebie xxx
-Emily, Zayn! Obiad-do salonu wchodzi Liam.
-Już idziemy
-Nie jestem głodna-mówimy w tym samym momencie.
-Em, musisz jeść. Nie puścimy Cię jutro do samolotu-unosi prawą brew.
-Em?-śmieję się.
-No.. takie zdrobnienie Twojego imienia. Chodź na obiad-posyła mi uśmiech i wychodzi.
Znowu słyszę charakterystyczny dźwięk wiadomości.
Od:Jason
Okay x Mam nadzieję, że nie znalazłaś sobie nikogo na moje miejsce, mała x Do zobaczenia xx
Chyba nie..
-Eemm-przedłuża Zayn dając mi znak ręką, żbym poszła za nim do kuchni.
-Ugh. Idę-uśmiecham się.
-Dobrze się czujesz?-chłopak wchodzi do łazienki.
-Nie. Wszyscy wpychaliście mi cały obiad i zaraz to zwrócę-jęczę.
-Przynajmniej nie będziesz głodna-chichocze blondyn.
Patrzę na niego, na co śmieje się jeszcze bardziej.
I bum! Obiadu w brzuchu nie ma.
-Bardzo zabawne-wymijam chłopaka w drzwiach i idę po wodę.
-Emily-budzi mnie głos Malika.
-Mhmm-mruczę i odwracam się na drugi bok.
-Em, za chwilę mamy samolot
-Okej..
-To w takim razie lecę sam, paa-mówi i słyszę zamykane drzwi.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i przecieram oczy.
Jest 5 rano..
Idę do łazienki. Zimny prysznic to jedyne o czym teraz marzę. Po wyjściu z wody idę do kuchni, gdzie Zayn czeka ze śniadaniem.
-Nareszcie wstałaś-uśmiecha się i podaje mi talerz z tostami, a Niall kładzie obok kubek z kawą.
-Dzięki-ich uśmiechy są zaraźliwe
Po śniadaniu biorę swoją torbę i wraz z blondynem jedziemy na lotnisko.
-Mówiłem, schowaj ten nóż. Po co ludzie mają wiedzieć, że planujesz zemstę?-blondyn próbuję być poważny..
-To, że znowu zapiszczała ta durna bramka, nie znaczy, że trzymam przy sobie nóż-śmieję się.
-O! Widzę, że Ty też wybierasz się do Nowego Jorku-nie.
Nie, nie, nie, nie. Nie, nie. NIE. -Widzę, że sprawiłaś sobie ochroniarzy-kontynuuje, gdy się nie odzywam.
Mimo, że go nie widzę, to wiem, że na jego twarzy widnieje ten uśmiech.. Uśmiech, którego nie zaliczam do moich ulubionych.
-Możesz mi powiedzieć, czego chcesz?-odwracam się do Edwarda.
-Ja?
Nie. Moja babcia.
-Chcę tylko, żebyś do mnie wróciła. Widzę, że wracasz do domu, więc..
-Nie, nie wracam tam.. Lecę na kilka dni-przerywam mu.
-Mhmm.. Wiesz, że nie musisz już udawać.. Kochasz mnie. Twój tatuś już nie będzie miał nic przeciwko mnie.. Go już nie ma -jego uśmiech rośnie, a w moich oczach zbierają się łzy.
-Coś Ty powiedział?-blondyn podchodzi do chłopaka.
-Niall, proszę-zaczynam, a Mulat przyciąga mnie od siebie.
-Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, zrobisz jej coś, a zobaczysz, że jednak jej tato będzie miał coś przeciwko. Spotkasz się z nim, o tam-spogląda do góry, uśmiecha się słodko i wraca do nas.
Po tym, co powiedział w mojej głowie odzywa się pytanie czy to on? Czy Edward byłby do tego zdolny? Pomimo, że tak bardzo go nienawidzę, nie wierzę w to. Po co miałby to zrobić?
-W porządku?-blondyn kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak-wymuszam uśmiech i wchodzimy do samolotu.
Moje życie od początku było trudne.. skomplikowane. Zaczęło się te kilka lat temu, od śmierci mamy.. a nawet wcześniej. Kiedy miałam 5 lat, moja mama drugi raz zaszła w ciążę. Była taka szczęśliwa. Miała urodzić chłopca, Ash'a.. Ale poroniła.. Załamała się.. Ale spróbowała jeszcze raz.. I dzięki temu.. dzięki temu, że się nie poddała mam Rose.. Chociaż ją. Bardzo brakuje mi mamy, a teraz jeszcze straciłam drugą, najważniejszą osobę w moim życiu.
Zawsze opiekowałam się Rose najlepiej jak umiałam, ale teraz nie mogę jej odstąpić na krok. Mam już tylko ją. Moją małą Rosie...
-Emily, wstawaj-Niall lekko szarpie mnie za ramię.
-Mhmm-leniwie otwieram oczy.
Podnoszę się z kolan blondyna i opieram o fotel.
Kiedy samolot bezpiecznie ląduje na ziemi, wysiadamy z maszyny i kierujemy się do budynku, żeby odebrać nasze bagaże.
Wychodzimy na zewnątrz, a moim oczom ukazuje się ta czarna czupryna. chłopak uśmiecha się szeroko. Upuszczam torbę i biegnę w ramiona chłopaka.
-Woah! Też się stęskniłem, mała-obejmuje mnie i powstrzymuje nas od upadku.
Po moich policzkach zaczynają spływać łzy. Łzy szczęścia.
-Kim są ci dwaj panowie?-odsuwa się ode mnie.
Jego uśmiech jest jeszcze większy. Nie sądziłam, że jest to możliwe.
-To Zayn i Niall
-Czy to nie są przypadkiem ci z One Direction?-dziwi się.
-Dokładnie tak-mówię chwytając chłopaka za rękę i ciągnę go w stronę piosenkarzy.
-A więc tak-śmieję się-to jest Jason. Jason, to Zayn i Niall.
Chłopaki podają sobie ręce.
Zayn schyla się i podnosi moją torbę, którą chcę od niego odebrać, jednak jest uparty.
-I to niby ja jestem uparciuchem-śmieję się.
-Zawiozę Was do Twojego ojca-uśmiecha się-dawno go nie widziałem.
-To już go nie zobaczysz-oznajmiam, a Zayn mocniej ściska moją dłoń.
-Co? Jak to?
-On nie żyje-próbuję powstrzymać łzy i o dziwo mi to wychodzi.
-Co?-chłopak się zatrzymuje.
-Umarł. Wczoraj rano zadzwoniła do mnie Rose i dlatego tutaj przyleciałam-tłumaczę.
-Jezu, Mili. Przykro mi..
-W porządku-uśmiecham się słabo.
-Zayn! Niall! Kochamy Was!!-słyszę pisk dziewczyn.
O nie. Boże, nie teraz. Błagam.
-Idźcie do nich, bo nie dadzą Wam spokoju-uśmiecham się do Malika, a chłopak niepewnie puszcza moją dłoń i wraz z Niallem idą w kierunku małego tłumu pustych lasek. Dlaczego pustych? Jak dla mnie jest to głupie zachowanie. Nie powinny się drzeć jakby je ze skóry obdzierano na widok zwykłego człowieka.. No bo przecież nie jest jakiś niezwykły, czy coś, prawda? Cóż.. Taka już jestem.. Raz miła, a raz chamska.
-Ten Zayn.. To..-zaczyna Jason.
-Jest moim chłopakiem-mówię, kiedy chłopak nie może znaleźć słów.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart-szczypie mój policzek.
-Się okaże-pokazuję mu język, na co zaczyna się śmiać.
-Matko.. Tak dawno Cię nie widziałam-patrzę mu w oczy. Są cudowne. Błękitne, jak morze.
-To prawda-uśmiecha się-nic się nie zmieniłaś. Zaraz..-przekręca głowę-ścięłaś włosy!-krzyczy.
-Nawet taki mały drobiazg zauważysz-szczerzę się.
-Pewnie, że zauważę. Nawet, jak pojawi Ci się nowy piegusek na nosie, to go zauważę-mówi, a ja się śmieję.
-Dobrze Cię znów widzieć, Jase-mówię po chwili ciszy.
-Ciebie też, uparciuchu-przytula mnie.
-Możemy już iść-koło nas zjawiają się Zayn i Niall.
-Okej, chodźmy-łapię Mulata za rękę i idziemy do auta Jasona.
Kiedy silnik gaśnie, rozpinam pas, ale nie wysiadam z auta.
Tak dawno nie byłam w tym domu. Nie odwiedzałam ojca od paru dobrych miesięcy. Miałam za dużo nauki..
-Idziesz?-Jason otwiera mi drzwi.
-Tak-posyła mu uśmiech i wychodzę z auta.
Podchodzę do drzwi chcąc je otworzyć, ale są zamknięte.
-Jeszcze tego brakowało. Gdzie jest Rose?-mówię do siebie.
Opieram głowę o drzwi i zamykam oczy.
-Mili, w porządku?-Jason kładzie rękę na moim ramieniu.
-Sąsiadka!-wołam i biegnę do domu po drugiej stronie ulicy. Nie rozglądając się biegnę przez jezdnię, a samochód prawie mnie potrąca. Kierowca trąbi, ale nie obchodzi mnie to teraz Pukam, a po chwili w drzwiach staje pani Further.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Witaj-odwzajemnia uśmiech-proszę, wejdź-wpuszcza mnie do środka-co Cię tu sprowadza?
-Nie ma u pani Rose?
-Nie.. Myślałam, że poleciała do Ciebie, do Londynu. Była u mnie kilka dni temu. Przykro mi.. Twój ojciec był wspaniałym człowiekiem-mówi i widzę, że jej oczy robią się szklane.
-Wiem..-przerywam-czyli Rose u pani nie ma, tak? Boże, gdzie ona może być?
-Nie mam pojęcia.. Napijesz się czegoś?
Jezu, jak ja zazdroszczę tej kobiecie spokoju.
-Nie, dziękuję bardzo, ale muszę znaleźć siostrę-posyłam jej uśmiech i opuszczam dom.
-Ma szczęście, że ma taką siostrę, jak Ty, Emily-słyszę.
-Nie ma jej tam-mówię, kiedy podchodzę do chłopaków.
-Mili.. A pamiętasz tą uliczkę.. tą, w którą Rose szła, kiedy
-Kiedy wszystko było do dupy-dokańczam za niego, a chłopak przytakuje.
Ruszam w kierunku uliczki, na której moja siostra znalazła swojego kotka. Tutak umarł jej poprzedni i tutaj znalazła nowego.
-Rose?-wołam wchodząc w ciemną uliczkę.
Odpowiada mi tylko miauczenie kotów.
-Rose, jesteś tutaj? To ja, Emily.
-Emily?-słyszę szlochanie siostry.
-Tak, to ja-mówię, a zza śmietnika wychodzi ona.
Dziewczynka, która nie jest moją, słodką Rosie.
Ta dziewczynka jest brudna, zalana łzami, załamana z równie brudnym kociakiem na rękach.
-Jezu, Rose! Chodź tutaj-mówię, a po moich policzkach spływają łzy.
Ile musiała tutaj siedzieć, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Boże.. Ona ma dopiero 5 lat. Jest taka mała, siedziała tutaj całkiem sama.
Kucam, a dziewczynka przytula się do mnie, wcześniej stawiając kota na ziemię.
-Od kiedy tu siedzisz?
-Od paru dni-szepcze.
-Jadłaś coś?
-Jadłam
Nie będę wnikać, co..
-Dlaczego siedzisz tu tak długo?-odsuwam ją od siebie.
-Nie widziałam, gdzie mam iść. Kiedy dowiedziałam si, że tato nie żyje, przyszłam tu i siedziałam do teraz.
-To kiedy się dowiedziałaś?-przecież dzwoniła wczoraj..
-Cztery dni temu-odpowiada po dokładnym przeliczeniu na palcach.
-I zadzwoniłaś do mnie dopiero wczoraj?
-Dzwoniłam wcześniej.. Nie odbierałaś..
Jasne.. Przecież tak jak ona siedziałam w miejscu i byłam załamana. Pamiętam, że telefon dzwonił, ale nie miałam siły go odebrać.
-Przepraszam-mówię przez łzy.
-Zabierzesz mnie do domu?-pyta wyciągając rączki do góry.
-Pewnie-staram się uśmiechnąć i biorę Rose na ręce.
-Schyl się.
Nie wiem o co jej chodzi, ale kucam. Dziewczynka bierze na ręce swojego kotka i przytula go mocno do siebie.
Uśmiecham się lekko i idę w kierunku domu.
-Matko! Rose!-Jason podbiega do nas.
-Siedziała w tej uliczce cztery dni.. Boże, mogłam się ogarnąć i przylecieć tutaj wcześniej-po moim policzku spływa kolejna łza.
-Już dobrze.. Chodźcie do domu.
Stawiam Rose na ziemi, a ona łapie mnie za rękę. Wchodzimy do domu i pierwsze, co robię to kieruję się do kuchni,żeby zrobić małej jeść.
-Trzymaj-podaję jej miskę płatków z mlekiem.
Siostra niechętnie bierze ode mnie naczynie i zaczyna jeść.
Idę do jej pokoju i wyciągam czyste ubrania, które zanoszę do łazienki.
-Emily, usiądź już-słyszę Zayn'a.
-Nie teraz-mówię szybko i nalewam do miski mleko dla kota.
To wszystko moja wina! Gdybym tylko wiedziała, że to się stanie..
-Em, wszystko okej?-podskakuję, kiedy za mną pojawia się Niall-przepraszam
-Tak, okej-staram się uśmiechnąć.
-Dziękuję-Rose podaje mi pustą miskę.
Biorę ją i wstawiam do zlewu
-Jason-wołam, a chłopak po chwili pojawia się w kuchni-jakbyś mógł dać im coś do picia, czy coś.. cokolwiek? Ja pójdę umyć Rose.
-Jasne-uśmiecha się pokrzepiająco.
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech-chodź-zwracam się do Rose.
-Teraz wyglądasz o wiele lepiej-uśmiecham się susząc jej mokre włosy.
Rose uśmiecha się i podaje mi gumki do włosów. Po zaczesaniu dwóch kucyków, wychodzimy z łazienki.
-Rose, słuchaj. Teraz decyzja należy do Ciebie-zaczynam-chcesz zostać tutaj, czy polecieć do Londynu?
-Chcę polecieć z Tobą do Londynu.
-Na pewno? Jeśli tam polecimy, zostaniemy tam już.
-Tak. A co z tym domem? I Waszym? Twoim i Alex?
-Sprzedamy je-uśmiecham się
-Dobrze-przytula mnie.
-A co to za piękna księżniczka?-Zayn podchodzi do nas.
-Kłaniaj się, tu księżna Rose Williams-dziewczynka prostuje się i roni poważną minę.
-Wasza wysokość-Mulat kłania się nisko.
Uśmiecham się. To jest komiczne.
-Mili, telefon-Jason wchodzi do pokoju i podaje mi urządzenie.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i wstaje-Halo?
-Cześć! Jak tam? Jak się trzymasz?-to Alex.
-Hej. Dobrze, dziękuję.
-To dobrze-wiem, że się teraz uśmiecha-kiedy wracasz?
-Przecież dopiero trzy godziny temu przyleciałam-śmieję się.
-A ja już tęsknię. Jak mała?
-Już okej. Jason jest z nami. Przyjechał na lotnisko-mówię.
-Naprawdę?! Możesz mi go dać? Tyle czasu z nim nie gadałam.
-Jasne, chwilka-zakrywam mikrofon-Jason!
-Hmm?
-Alex chce z Tobą porozmawiać
-Cześć-mówi do telefonu-co tam gaduło?-śmieje się i wychodzi z pokoju.
-Kto to dzwonił?-Rose podchodzi do mnie.
-Alex-uśmiecham się-chodź, pomożesz mi?
Mała kiwa głową.
-Przynieś kartki-uśmiecham się, a Rose biegnie do swojego pokoju.
Co będziesz robić?-Zayn wstaje z podłogi.
-Muszę zrobić ogłoszenia. Chcę sprzedać domy.
-Domy?
-Tak, nie mieszkałam z ojcem.-wyjaśniam.
-Okej. To ja może napisze w internecie, hm?
-Jasne, dzięki-mówię, a Rose podbiega do mnie z kartkami, które mi podaje.
-Super. Chodź, zrobimy ogłoszenia i wydrukujemy.
Dziewczynka klaszcze w ręce i idzie za mną.
~przeczytałeś/aś-komentuj~
_____________________
Nareszcie upragniony 11 rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba :)
Za błędy przepraszam, rozdział nie sprawdzony i pisany w nocy :D Teraz już wszystko w moich planach będzie dobrze, czyli rozdziały będą nudne, bez żadnych akcji. Jest już 11.. czyli jeszcze 9 i koniec opowiadania! Tak. Koniec. Jak już raz wspominałam, po zakończeniu tego opowiadania, wstawię posta, w którym podam Wam linka do nowego opowiadania.
Komentujcie, a dodacie mi motywacji!
Pozdrawiam :D
środa, 5 sierpnia 2015
Notka!
Wiem, że zamiast tego krótkiego posta, miał pojawić się rozdział, ale niestety jak widać-nie ma. Bardzo za to przepraszam. Powody dla których nie ma rozdziału są takie:
1) W mojej głowie świeci pustką
2) Nie mam wiele czasu
3) Pisze dwa opowiadania i trudno mi pogodzić je razem.
Także jeszcze raz przepraszam.
Siedzę nad kartką od godziny, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Totalna pustka.
Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie, chętnie skorzystam c:
Do następnego! :)
1) W mojej głowie świeci pustką
2) Nie mam wiele czasu
3) Pisze dwa opowiadania i trudno mi pogodzić je razem.
Także jeszcze raz przepraszam.
Siedzę nad kartką od godziny, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Totalna pustka.
Jeżeli macie jakieś pomysły to piszcie, chętnie skorzystam c:
Do następnego! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)