sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 10

-Sorry, ale wydaję mi się, że to nie jest najlepszy moment-mówię cicho.
-Nie obchodzi mnie to-mówi i odpycha mnie.
-Zayn, mówię poważnie. Ona nie chcę Cię widzieć
-Po której Ty kurwa jesteś stronie?-zatrzymuje się.
-Nie ma żadnych stron! Chcę po prostu  pomóc jej i Tobie
-Jak na razie to mi  nie pomagasz-mówi i wchodzi do środka a ja stoję w miejscu.
-Zostaw mnie!-słyszę krzyk Emily
-Zayn..-zaczynam.

PERSPEKTYWA EMILY 

Kiedy Niall wstaje, żeby otworzyć drzwi, znowu wymiotuję. Nawet nie mam czym. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Zayn.. bez Niall'a..
-Zostaw mnie!-krzyczę, pomimo, że nawet mnie nie dotknął.
-Zayn..-słyszę głos blondyna.
-Idź stąd-kaszlę. 
-Emily, proszę-Zayn podchodzi bliżej
-Nie, nie..-znowu kaszlę.
Za dużo już powiedziałam.
-Co jej jest? Czego ma taki głos?-Zayn zwraca się do Niall'a.
Gdyby nie Ty, wszystko było by ze mną w jak najlepszym porządku, idioto.
-Ona nic nie jadła od trzech dni, Zayn.. Nic nie piła, nie spała.. jedynie do toalety szła.. ale nawet tego nie jestem pewien-wzdycha blondyn.
-To przeze mnie.. to wszystko moja wina-mówi jakby do siebie-Emily, błagam, daj mi..
-Nie-przerywam mu-wyjdź.
-Nie, Emily. Ja stąd nie wyjdę, póki nie dasz mi tego wyjaśnić.. Nie pójdę dopóki nie porozmawiamy-podchodzi jeszcze bliżej, na niebezpieczną odległość
Nie mamy o czym rozmawiać, kretynie.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall pyta mnie.
Kiwam głową, a chłopak wychodzi z pokoju. 
-To nie jest tak.. Ja tego nie chciałem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.. Przepraszam-płacze.
Czy on płacze? Mi już chyba całkowicie się w głowie poprzestawiało..
-Ja zrobię wszystko.. kochanie, błagam Cię.. ja nie potrafię bez Ciebie żyć.. Proszę-upada na kolana.
O matko.

PERSPEKTYWA NIALL'A

Otwieram drzwi od pokoju i prawie wylewam wodę. Zayn klęczy przed Emily i płacze. Ona... Ona nie jest chyba świadoma tego, co się dzieje. Po chwili łapie go za rękę i zmusza, aby wstał i przytula się do niego. Stop, stop.. Wybaczyła mu? Kiedy wstaje, ledwo trzyma się na nogach.
Podchodzę do nich. Kiedy blondynka mnie zauważa, odsuwa się od chłopaka i siada.
-Dziękuję-mówi.
Uśmiecham się do niej i kładę na stoliku butelkę z wodą.
Kiedy rozlega się pukanie do drzwi, Emily wstaje.
-Ja otworzę-mówię i idę do drzwi.
Przede mną stoi nieznajomy mi chłopak
-Kim jesteś?-pytam, kiedy chłopak się nie odzywa.
-Czy jest tu Emily?
-Kim jesteś?-powtarzam pytanie głośniej.
Koło mnie zjawia się Zayn.
-Odsuń się-mówi cicho.
-Wynoś się stąd. Daj jej święty spokój-warczy.
-On musi ze mną porozmawiać. Musi mnie wysłuchać
-Musi to moja ręka tu i teraz Ci przyjebać-mówi po czym uderza nieznajomego w twarz.
-Jeszcze raz.. będziesz chciał ją skrzywdzić, a na prawdę tego pożałujesz, sukinsynu-ostrzega i zamyka drzwi.
-Kto to był?-pytam
-To Edward, były chłopak Emily.
-Oh..
-Kto to?-Emily zakłada na bose stopy skarpetki.
-Nikt ważny-odzywa się Zayn.

PERSPEKTYWA EMILY

Nikt ważny? Słyszałam Edwarda. Ale nie będę już nic mówić. Nie mam siły. Czy ja przytuliłam Zayn'a? O matko.. Potrzebuję lekarza.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall chwyta butelkę.
Kręcę głową. Czy ja to powiedziałam na głos?
-a czego?
Znów kręcę głową, żeby dać mu znak, że już nieważne.
-Emily, zjedz coś-nalega blondyn.
-Nie.
I tak cud, że się w ogóle ruszyłam.
-Musisz coś zjeść..
Moje oczy robią się mokre.
Nie chcę jeść, nie chcę pić, nie chcę spać.. nie chcę żyć..
Chcę zostać sama, chcę siedzieć tutaj i chcę umrzeć z głodu.
-Wszystko okej?-Niall siada obok mnie.
-Nie-zaczynam płakać-wyjdźcie.. proszę-odsuwam się od chłopaka.
-Dobrze.. Ale jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać-posyła mi smutny uśmiech i wychodzi z pokoju ciągnąc za sobą Zayn'a
Nie zważając na to, jak wyglądam, jak jestem ubrana, biorę portfel i idę na dół, do recepcji, żeby zapłacić za kolejne dwa dni. i oznajmić im, żeby nie przynosili mi jedzenia.
Kiedy wraca do pokoju, zamykam drzwi i tak jak pierwszego dnia, siadam na podłogę i patrzę na ścianę.
Dla mnie to dużo.. muszę coś zrobić, bo zwariuję. Nie przeżyję długo bez jego głosu, dotyku, bez niego.. O ile już nie jestem martwa.. bo tak się czuję.
Czuję się martwa.
Mój telefon zaczyna dzwonić, ale tym razem mam go w ręce. To Niall.
-Hm?-odbieram.
-Emily, przywiozę Ci śniadanie, dobrze?
-Nie
-Musisz coś jeść
-Nie
-I tak Ci przywiozę. Do zobaczenia-rozłącza się.
-Nie.
Kilka minut po zakończonej rozmowie z blondynem dzwoni tato, ale nie chcę z nim rozmawiać. nie w takim stanie..
-Emily, otwórz-słyszę pukanie do drzwi.
-Wejdź-mówię ledwo słyszalnie.
Chłopak próbuje otworzyć drzwi, ale zapomniałam, że jestem o nie oparta. Powoli przemieszczam się, opierając o ścianę.
-Masz, zjedz chociaż jedną-podaje mi pudełeczko z kanapkami.
Biorę pudełko, ale odstawiam go obok na podłogę. 
-Emily, wszyscy się o Ciebie strasznie martwimy.. jak..
-Niepotrzebnie-przerywam mu.
-Zjedz chociaż jedną, proszę-mówi
Przez samo patrzenie na jedzenie mam ochotę zwymiotować.
Mój tato znowu dzwoni.
-Przepraszam-odzywam się do Horana.
-Halo?
-Cześć-słyszę Rose.
-Hej, tato do mnie dzwonił? Możesz mi go dać?-kaszle
-To ja dzwoniłam-ona płacze?
-Rosie, co się dzieje?
-On nie żyje..
-Co? Kto?
-On.. umarł..
-Rose, kto umarł-patrzę na Niall'a.-halo? Rose..
Przeczesuję ręką włosy. Modlę się, żeby powiedziała, że to jej kotek stracił życie.
-Tato..
Upuszczam telefon.
-Emily, co się dzieje?-Niall kuca obok mnie.
Przytulam się do chłopaka i zaczynam płakać.. Nie mam już nikogo..
-Dlaczego wszystko... Dlaczego.. Dlaczego ja? Muszę wrócić do domu.. Niall, zawieziesz mnie na lotnisko? 
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz polecieć w takim stanie.
-Ale ona została tam całkiem sama!-krzyczę.
-Wiem.. Jutro polecisz, dobrze?-mówi spokojnie-chodź, pojedziemy do domu, wyśpisz się i jutro rano polecimy, dobrze?
-Polecimy?-wycieram łzy.
-Tak. Nie chcę, żebyś była sama.
-Dziękuję.
-To jak? Pojedziesz ze mną?
Kiwam głową na znak, że się zgadzam i wstaję na nogi. Kręci mi się w głowie , ale lekceważę to i idę po walizkę.
-Ja to wezmę-uśmiecha się lekko.
Odpowiadam mu tym samym i biorę butelkę wody. Zjeżdżamy na dół windą i jedziemy do domu..
Jak? Jak to wszystko mogło się stać? Dlaczego kiedy jest już wszystko dobrze, to nagle wszystko się sypie.. Kiedy silnik gaśnie, wychodzę z auta i wchodzę do domu.
-Emily.-Zayn podchodzi do mnie.
Jestem zła. Jestem zła na każdego. A najbardziej na siebie.
-Gdybym tu nie przylatywała.. on by żył-mówię ledwo słyszalnie.
-Co? Emily, co sie stało?
-On umarł! Nie żyje!-krzyczę przez łzy.
-Kto?
-Mój ojciec.. 
-Jak to?
-Nie wiem-szlocham i przytulam się do chłopaka. 
Potrzebuję czyjejś bliskości..

PERSPEKTYWA ZAYN'A 

Jak to się mogło stać? Boże.. Ona musi tyle znosić.. Gdyby nie ja, może.. może byłoby w porządku.. wszyscy byli by cali i zdrowi.. żywi.
-Jutro lecę z Emily od Nowego Jurku-oznajmia Niall.
Słucham? To ja powinienem z nią lecieć. Brawo, Zayn. Jesteś idiotą.
-Zayn..-słyszę szept blondynki
-Hm?-odsuwam się od niej i patrzę jej w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna ciągnie mnie do pokoju.
-Co się dzieje?-pytam
-Ja.. ja chcę, żebyś-kaszle-żebyś też poleciał-mówi, a po jej policzkach spływają łzy-chyba, że..
-Nie.. polecę-uśmiecham sie smutno.
-Dziękuję-mówi i odchodzi.
-Czekaj-łapię ją za ramię-wiem, że to nie jest odpowiedni moment.. ale.. dasz mi to wytłumaczyć? tą sytua..
-Nie.. To, że chcę, żebyś ze mną poleciał, nie znaczy, że Ci wybaczę. To koniec, Zayn.
-Emily, błagam Cię. Ja byłem pijany, tak wiem, żadne to wytłumaczenie.. ale ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. Kiedy tylko..
-Gdyby można było cofnąć czas-znów mi przerywa-to gwarantuję Ci, że nawet nie poznałbyś mojego imienia-mówi, odwraca się i wychodzi.
Co? Nie..To niemożliwe..Prosi mnie, żebym z nią poleciał.. a teraz mówi mi takie coś? Po co chce żebym towarzyszył jej podczas tej podróży? Nie rozumiem tej dziewczyny..
Kocham ją. Zachowałem się jak pierdolony idiota i nigdy sobie tego nie wybaczę..
Kiedy mój telefon zaczyna dzwonić po raz trzeci, odbieram nie patrząc, kto dzwoni.
-Czego?-rzucam.
Mam ochotę się rozpłakać.
-Też miło Cię słyszeć.
O nie. To Anna.
-Czego chcesz?
-Chciałam się zapytać, czy nie miałabyś ochoty pójść na kolację
-Na kolację? Czy Ciebie kobieto do reszty pojebało?! Zrujnowałaś mi życie, dzwonisz do mnie i proponujesz mi tą jebaną kolację? Odwal się ode mnie! To nic dla mnie nie znaczyło, rozumiesz? Zaciągnęłaś mnie do łóżka, wiedząc, że mam kogoś, a teraz dzwonisz i zapraszasz mnie na kolację. Jesteś żałosna-rozłączam się.
Opadam na łóżko. Nie mam pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Czy ona mi kiedyś wybaczy?
Oczywiście, że nie.
-Zayn.. Może Ty ją jakoś przekonasz.. nie chce nic jeść, a ledwo trzyma się na nogach-do pokoju wchodzi Niall.
-Nie przekonam-wzdycham.
-Chociaż spróbuj..
-Nie rozumiesz, że ona nie chce mnie nawet widzieć?-podnoszę głos.
-Myślałem, że Ci wybaczyła..
-To źle myślałeś. Najpierw ciągnie mnie ty, prosi żebym też z nią poleciał, potem mówi o cofaniu czasu i gdyby to było możliwe, nie poznałbym jej imienia..-siadam i chowam twarz w dłoniach-ona mi tego nigdy nie wybaczy, rozumiesz?-podnoszę głowę, ale z powrotem ją spuszczam-ale spróbuję.. dla niej-szepczę, wycieram ręką mokre oczy i wstaję z łóżka-gdzie jest?
-Siedzi w salonie na podłodze-wzdycha.
-Okej
Ruszam w kierunku salonu. Tak jak mówił blondyn, siedzi na podłodze, a głowę ma schowaną w kolanach.
-Ejj, zjedz coś-mówię a do oczu napływają mi łzy.
-Nie.
-Wiesz, że jak nic nie zjesz, to nikt nie pozwoli Ci jutro lecieć..
-Twoje groźby mnie nie poruszyły
-To nie jest groźba.. Proszę Cię, zjedz coś, cokolwiek-po moim policzku spływa łza.
Już ją straciłem.. Nie chcę jej stracić na zawsze. Nie chcę, żeby coś jej się stało..
Dziewczyna podnosi głowę.
-Ty płaczesz?
-Nie-mówię i wstaję
-Zayn..-również się podnosi.
-W porządku-mówię i odwracam się do niej tyłem

PERSPEKTYWA EMILY

On płacze.. Co z tego, że zaprzecza. Nie jestem ślepa.. wzrok to akurat mam doskonały.
-Zayn-wstaję i poschodzę do chłopaka.
-W porządku-odwraca się tyłem do mnie.
Chce to ukryć.. Chce ukryć swoje łzy.. Tylko nie wiem, dlaczego. Jeżeli ten chłopak.. najcudowniejszy chłopak na świecie ma przeze mnie płakać...
Czuję się słabo. Oni mają rację. Muszę coś zjeść, bo inaczej dołączę do mojego ojca.
Omijam chłopaka krążącego po salonie i idę do kuchni. Na stole leży talerz z kanapkami. Biorę jedną do ręki i patrzę na nią jakbym pierwszy raz coś takiego widziała.
Gryzę chleb i od razu robi mi się niedobrze. Mój żołądek przyzwyczaił się do braku pożywienia. Mimo to zjadłam całą kanapkę z trudem powstrzymując się, żeby jej nie zwrócić.
-Dziękuję-Zayn podchodzi do mnie.
Jego oczy są czerwone od płaczu.
Zranił mnie..
Cholernie mnie zranił..
Ale teraz.. uświadomiłam sobie, że bez niego nie funkcjonuję.. Nie żyję bez niego.. Pewnie myśli, e traktuję go jak powietrze.. a przecież bez powietrza nie można żyć.. Jest moim powietrzem.
Jest po prostu wszystkim.
Wybaczam mu..

~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_____________________________________________
Tada! Jest rozdział 10! Mam nadzieję, że się podoba :) 
Na rozdział 11 będziecie musieli poczekać niestety troszeczkę dłużej. Właśnie skończyłam pisać ten i mówiąc szczerze nie mam pomysłu na następny. Ale widząc, że ktoś czyta i podoba się to, co piszę, to na prawdę się staram :) Mam nadzieję, że od pierwszego rozdziału, poprawił się mój styl pisania :) Rozdziału 11 spodziewajcie się gdzieś w sierpniu :) 
Pozdrawiam! :D 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 9

-Szkoda, że już wyjeżdżacie-mówi Patricia stojąc w drzwiach-bezpiecznej podróży-uśmiecha się i mnie przytula.
-Pa mamo-chłopak również przytula swoją rodzicielkę.
-Do widzenia-uśmiecham się i wsiadam o auta.

-Emily, odwieziesz mnie na lotnisko?-mój tato wchodzi do salonu.
-Jasne.. ale czego już wracacie?
-Załatwiłem sobie wolne na te dwa dni, na które miałem tu przylecieć, ale potem ledwo namówiłem szefa na dodatkowe dni i teraz dostałem telefon, że muszę się zjawić w pracy.
-Jasne-uśmiecham się i wstaję z kanapy wyłączając telewizor.

-Do zobaczenia mała-przytulam siostrę, a po chwili oboje znikają mi z oczu.
Wychodzę z budynku i czekam aż ich samolot odleci.. Uśmiecham się słabo i wsiadam do samochodu.

-Idę pod prysznic-mówi Zayn i wstaje z kanapy.
-Okej.
Po chwili do domu wchodzi Harry.
-Cześć piękna-siada koło mnie. Jest pijany-ładnie wyglądasz-zaczyna mnie całować.
-Przestań! Jesteś nawalony. Odsuń się ode mnie-wstaję i idę w kierunku swojej sypialni. Kładę się, zamykam oczy i czekam na Zayn'a.
-Dobranoc-słyszę.
Przez chwilę myślę, że to Zayn, jednak kiedy otwieram oczy.. Harry.
Zrywam się na równe nogi i aż mnie ręka swędzi, żeby mu przywalić. Mnie jest bardzo łatwo zdenerwować. Wszyscy śpią, więc nie będę się darła
-Harry, na litość boską, odsuń się ode mnie-mówię, kiedy chłopak kładzie się obok i przytula się do mnie
-Emily, wiesz... Co do..
Super.
-Błagam zabierz go ode mnie-przerywam mu i próbuję zsunąć z siebie loczka.
-Styles!-uderza chłopaka w ramię.
Ten tylko coś mruczy i przewraca się na drugi bok. Mulat patrzy się na mnie i widzę, że ta cała sytuacja strasznie go bawi.
-Zayn, to nie jest zabawne. Weź go ode mnie. Wali od niego alkoholem i papierosami-ponownie próbuję go przesunąć, ale ani drgnie.
Cholera.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

Widok Emily próbującej zepchnąć z siebie Harry'ego jest komiczny. Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. Dziewczyna patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Nadal się śmiejąc podchodzę do łózka i zrzucam z niego chłopaka. Od razu się budzi.
-Co jest?-pyta.
Gdybyście zobaczyli jego minę! Hahaha!
-Wracaj do siebie-mówię i wypycham go z pokoju
-Bardzo śmieszne-odzywa się Emily.
-Bardzo-nadal się śmieję.
-Dobranoc-mówi i odwraca się do mnie plecami.
-Dobranoc-mówię i owijam swoje ręce wokół jej małego ciała.
Nie protestuje. Uśmiecham się do siebie, a po chwili zasypiam.

PERSPEKTYWA EMILY

Następnego dnia idę z Alex na zakupy.
Do domu wracamy koło 17, jemy obiad, Alex idzie do Lou, a ja siadam z Liamem i Niallem przed telewizorem oglądając film.
-Idę do kumpla-Zayn wchodzi do pomieszczenia.
-Okej-mówię
Chłopak całuje mnie na pożegnanie i wychodzi z domu.
Kiedy film się kończy, jest po północy.. Gdzie jest Zayn?
-Nie wiecie może do jakiego kumpla poszedł?-pytam chłopaków.
-Nie mam pojęcia-odpowiada blondyn-nigdy nie wracał do domu później niż północ.
-No nic. Poczekam na niego jeszcze chwilkę-uśmiecham się słabo, a chłopaki idą do pokoi.
Zdążam pooglądać jeszcze dwa filmy, a Malika wciąż nie ma. Biorę telefon i wykręcam numer do chłopaka. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci.. Nic.
Po następnej godzinie dzwonie jeszcze raz, tylko po to, by usłyszeć jego pocztę głosową. Poddaję się i idę spać.

Następnego dnia budzi mnie otwieranie i zamykanie szafek.
Otwieram oczy i widzę Zayn'a.
-Przepraszam. Nie chciałem Cię obudzić-mówi.
-Nie szkodzi-uśmiecham się i siadam-o której wróciłeś?
-O pierwszej.
O pierwszej! Ha! O tej godzinie to ja film oglądałam.
-Ah tak..-unoszę brwi-czyli rozumiem, że wchodziłeś oknem i nie do tego pokoju-wstaję na nogi.
-O co..
-O co mi chodzi, tak? O to, że do czwartej czekałam na Ciebie jak głupia, a Ty przychodzisz o nie wiadomo której i kłamiesz mi prosto w oczy?
-Ja..
-Gdzie byłeś?-przerywam mu.
-Mówiłem. U kumpla.
-Dalej masz czelność kłamać? Wali od Ciebie wódką i papierosami!
-Napiliśmy się trochę
-Doprawdy?-śmieję się i wychodzę zmierzając do pokoju gościnnego.. mojego.
Wyciągam z szafki mojego laptopa. Przeglądam różne strony dla uspokojenia.. Nagle..
"SZOK! Czyżby Zayn Malik zdradzał swoją dziewczynę, Emily?!"
Łzy pchają mi się do oczu. To niemożliwe.
Klikam w to i czytam dalej..
"Dziś rano, koło godziny siódmej widziano piosenkarza jak wychodził z domu nieznanej nam dziewczyny. Nie mamy pewności.. Ale co Zayn mógł robić od 20 do 7 rano u tej kobiety?..."
Nie chcę dalej czytać. Z trzaskiem zamykam urządzenie i idę do pokoju Zayn'a, jednak jest pusty. Schodzę do salonu. Bingo!
-Jak mogłeś?-krzyczę przez łzy.
-Co?-podchodzi do mnie.
-Jak mogłeś mi to zrobić? Nienawidzę Cię, rozumiesz? Byłam taka głupia.. Zaufałam Ci, a Ty.. Ty to wykorzystałeś.. Dobrze się bawiłeś? Mam nadzieję..
-Emily, to nie tak..
-A jak? Proszę, oświeć mnie. Jak?
-Za dużo wypiłem..
-Za dużo wypiłeś!-nie zwracam uwagi na to, że wszyscy mieszkający w tym domu przyglądają się tej sytuacji.
Łzy płyną po moich policzkach. Mulat podchodzi do mnie i próbuje przytulić.
-Pierdol się! To koniec.. Idź do niej, na co czekasz? Na moje pozwolenie? Proszę bardzo, masz je.. A z resztą po co Ci ono? Jesteś wolny!-krzyczę i biegnę do pokoju. Pakuję swoją walizkę.
-Mogę?-Alex puka do drzwi.
-Tak
-Co się stało?-przyjaciółka siada obok mnie na podłodze.
-Zdradził mnie..
-Co?-krzyczy-to niemożliwe..
-A jednak.. Będę mieszkać teraz w hotelu.. Ty jak chcesz, możesz zostać tutaj-wymuszam uśmiech.
-Mogę z Tobą..
-Nie-przerywam jej-trochę samotności dobrze mi zrobi-mówię, biorę walizkę i schodzę na dół.
-Emily, przestań-słyszę głos Malika.
Nie odpowiadam mu, tylko idę do samochodu kierując się prosto do hotelu..

Zdrada.. Kiedy oglądałam różne filmy, romanse.. Kiedy mężczyzna zranił bądź zdradził kobietę, ona go zostawiała.. Pomimo tego, że tak cholernie go kochała, zostawiła go. Myślałam sobie wtedy.. "Wybacz mu.. Stara się. Nie chciał tego.. Wybacz mu to". Ale teraz.. kiedy sama doświadczyłam tego uczucia, wiem, dlaczego tak postąpiła. Wiem, dlaczego go zostawiła. Tego nie można wybaczyć.. Choćbym nie wiadomo jak bardzo, jak mocno go kochała, nie dam rady, nie mogę mu wybaczyć. Mówił, że to nie było umyślne, że nie chciał tego.. a mimo to, zranił mnie.. Tak cholernie mnie zranił..
Moje myśli przerywa pukanie do drzwi. Podchodzę do nich , szybko je otwieram, ale jeszcze szybciej zamykam.
-Emily, wysłuchaj mnie. Błagam
-Idź stąd-mówię przez łzy.
-Wiem, że bardzo Cię zraniłem-oj, bardzo-przepraszam. Emily, proszę Cię, wpuść mnie do środka, daj mi to wszystko wytłumaczyć..
-Co chcesz mi tłumaczyć?!-otwieram drzwi i krzyczę na niego.
-Emily..
-Nie, Zayn. To koniec.. Zrozum to. Kiedyś wszystko się kończy..-szlocham.
Tak bardzo chcę się do niego teraz przytulić i powiedzieć, że będzie wszystko jak dawniej, że mu wybaczam.. Ale zamiast tego.. po prostu zamykam mu drzwi przed nosem.
Opieram się o drzwi, by potem zjechać po nich na podłogę. Przyciągam kolana do klatki piersiowej i wybucham płaczem.
Nie wiem, dlaczego mu zaufałam.. Każdy jest taki sam.. Każdy mówi, że kocha, że nie zostawi, że nie skrzywdzi.. A na końcu każdy zdradza.
Przez cały dzień siedziałam w tej samej pozycji.. skulona pod drzwiami. Oczy mam czerwone i spuchnięte od płaczu.. Mój telefon dzwoni bez przerwy, ale mam go daleko w nosie. Cały czas siedzę wpatrzona w ścianę. Ktoś z hotelu od 10 minut próbuje dostać się do mojego pokoju, nieustannie pukając i mówiąc coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. Zapłaciłam za trzy dni, a jestem tu dwa, więc na pewno nie o to chodzi. Pewnie chcą donieść jedzenie..Od ponad 48 godzin nic nie jadłam, nie wypiłam ani kropli wody, nie spałam. A  może spałam? Nie wiem. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.. Prawdopodobnie, jeżeli nic nie zjem to zwymiotuję. Pukanie do drzwi ustąpiło. Został tylko denerwujący dźwięk dzwoniącego telefonu. Jest za daleko. Nie mogę się ruszyć. Po długich staraniach w końcu zasypiam.. Budzi mnie telefon, który postanawiam odebrać. Wstaję. Kości strzelają mi, kiedy się poruszam. Wszystko mnie boli. Biorę telefon. Jest trzecia! Ludzie.. Patrzę na listę nieodebranych połączeń.. Dwa od taty, 5 od Niall'a, 48 od Zayn'a, 13 od Harry;ego i 29 od Alex. O matko. Ostatnie połączenie o 3:15 jest od Niall'a, do którego dzwonię.
-Halo? Nareszcie! Emily!
Próbuję coś powiedzieć, ale nie mogę. Potrzebuję wody.
-Halo? Emily? Jesteś tam?
Kiwam głową.
O Boże.. Przecież on mnie nie widzi.. Co się ze mną dzieje?
-Haaaaalo? Chryste, Emily, odezwij się. Emily!-w jego głosie słychać przerażenie.
Rozłączam się.
Przewraca mi się w brzuchu. Czuję, że zaraz zwymiotuję..

PERSPEKTYWA ZAYN'A

-Zadzwoniła-Niall wchodzi do salonu
Wypuszczam powietrze, które wstrzymywałem od wyjścia blondyna.
-Ale nic nie mówiła. Cisza. Nie wiem co się z nią dzieję... Pojadę do niej, ale Ty, Zayn.. Zostań tutaj-mówi
-Okej-wzdycham
Co ja zrobiłem? Jestem chujem. Oby nic jej nie było. Oby była cała.. Błagam..
-Coś Ty kurwa zrobił?!-Harry podchodzi do mnie, a jego pięść zderza się z moją twarzą.
Nie mam pojęcia, co kurwa zrobiłem.
-Bij, zjebałem-poddaję się.
Harry patrzy na mnie zdziwiony.
-Śmiało. Wal dalej. Jestem dupkiem. Jestem cholernym idiotą. Kurwa!-walę pięścią w stół.
-Uspokój się-mówi nadzwyczaj spokojnie.
-Nie mogę się uspokoić!Od dwóch.. Trzech dni nie miałem z nią kontaktu.. A jeśli coś jej się..
-Nie mów tak-przerywa mi-a teraz gadaj.. co zrobiłeś,
-Możesz przygotować swoje ręce do uduszenia mnie-mówię
Chłopak unosi brew.
-Zdradziłem ją..
-Co?!
-Słyszałeś.. Zdradziłem ją, kurwa!-znowu uderzam w stół, tym razem łamiąc go na pół.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie wiem. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło.. Byłem najebany, wiem, to żadne wytłumaczenie.. ale innego Ci nie podam.
Harry otwiera usta, by coś powiedzieć, jednak rezygnuje. Przeczesuje palcami włosy i ciągnie za nie. Do moich oczu napływają łzy, które próbuję powstrzymać. Marnie mi to wychodzi.
-Ej, przestań-słyszę loczka-będzie dobrze. Wybaczy Ci to. Kocha Cię-uśmiecha się pocieszająco.
Ja się chyba przesłyszałem. Nie mówiąc nic, po prostu się do niego przytulam i wybucham płaczem, jak małe dziecko.

PERSPEKTYWA NIALL'A

Wsiadam do samochodu i jadę w stronę hotelu. Z trudem udaję mi się przekonać ochronę, żeby mnie wpuścili. Biegnę do pokoju Emily, pukam. Nic.
-Emily, to ja. Niall. Otwórz, proszę-mówię lekko stukając w drewnianą powierzchnię.
Drzwi otwierają się. Przede mną stoi Emily.. O matko.. Wygląda strasznie. Bez słowa blondynka przytula się do mnie.
-Już dobrze-mówię głaszcząc ją po głowie.
Odsuwa się ode mnie i wpuszcza do środka.
-Dlaczego nic nie mówiłaś przez telefon?-pytam siadając obok niej na łóżku.
Nic. Cisza.
-Emily..
-Potrzebuję-kaszle-wody-mówi po czym wymiotuje na podłogę.
Zrywam się z miejsca i idę po wodę.
-Trzymaj-podaję jej kubeczek zimnej wody.
Wypija wszystko w ciągu sekundy.
-Dziękuję-mówi.
-Jadłaś coś?-pytam.
-Nie.
Ma na sobie te same ciuchy, w których opuszczała dom..
-Nic nie jadłam, nie piłam, nie spałam. Niall.. Ja nie wiem co się ze mną dzieje-płacze.
Przytulam ją. Ona kładzie swoją głowę na moim torsie i zaczyna płakać jeszcze bardziej.
Ciche szlochanie blondynki przerywa pukanie do drzwi.
-Otworzyć?-pytam, a ona kiwa głową.
Podchodzę do drzwi, a przede mną ukazuje się Zayn.
-Sorry, ale wydaje mi się, że to nie jest najlepszy moment-mówię cicho.

~przeczytałeś/aś-skomentuj~

______________________________________
Jest rozdział 9! Dostałam weny! Wydaję mi się, że notka pod poprzednim rozdziałem będzie nieważna! Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) Dobranoc! :):)

Rozdział 8

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem! :)

Rano budzą mnie promienie słoneczne, które padają na moją twarz. Otwieram oczy i patrzę w lewo, jednak nie ma tam nikogo. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Zayn z tacą w rękach. Cudowny.
-Dzień dobry, śpiąca królewno-uśmiecha się i kładzie jedzenie na moich kolanach.
-Dziękuję-również się uśmiecham.
Na talerzu leżą świeże naleśniki polane czekoladą i bita śmietana. Mmm..
-Nie będziesz jeść?-odzywa się Mulat.
-Będę, oczywiście-uśmiecham się i biorę naleśnika do ręki.
-Smacznego-uśmiecha się szeroko.
Odpowiadam mu tym samym. Biorę telefon do ręki. Jest 11! Nieźle pospałam.
-Powinniśmy wyjeżdżać-mówię-zaspałam, prawda?
-Prawda-śmieje się.
-Trzeba było mnie obudzić
-Wyglądałaś tak słodko. Nie miałem serca Cię budzić.
Po zjedzeniu śniadania idę do łazienki, gdzie przygotowuje się do wyjazdu.

-Dacie sobie radę?-pytam stojąc w drzwiach.
-Pewnie. Nie martw się-Niall uśmiecha się i przytula mnie na pożegnanie.
-Miłej zabawy-Liam powtarza czynność blondyna.
-Kiedy wrócisz?-koło mnie zjawia się Rose.
-W niedzielę-odpowiadam i biorę dziewczynkę na ręce.
-Będę tęsknić-przytula się od mnie.
-To niecały tydzień, szkrabie-uśmiecham się
Rose również się uśmiecha i wraca do taty.
-Chodź, już późno-Zayn  łapie mnie za rękę. -Już idę. Do zobaczenia-zwracam się do reszty.
-Paa-odpowiadają zgodnie i machają rękami.
Jakbyśmy wyjeżdżali na pięć lat.
Wychodzimy z domu, kierując się do auta. Chłopak otwiera mi drzwi, abym mogła wejść.
-Czekaj, zapomniałam czegoś-mówię i biegnę do domu. Wracam do pokoju i wyciągam z szufladki łańcuszek od mamy. "Miej go zawsze przy sobie. Przyniesie Ci szczęście". Uśmiecham się i wracam do samochodu.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

Kiedy kończę swoją dość długą opowieść, spoglądam na Emily, jednak ta śpi. Uśmiecham się i wracam wzrokiem na ulicę. Jeszcze długa droga przed nami.

PERSPEKTYWA EMILY

Zayn opowiada mi coś, jednak nie za bardzo mnie to interesuje. Patrzę na krajobraz za szybą i rozmyślam.. Czy nasz związek przetrwa? On na trasach, drugim końcu świata, a ja w NY, daleko od niego. Ale kocham go. Chyba jeszcze nigdy nie kochałam tak żadnego chłopaka. Nawet Edwarda.. Byłam z nim, bo musiałam. Siłą zatrzymywał mnie przy sobie. Mój tato miał co do niego rację. Więc myślę, że teraz Zayn będzie musiał się postarać, żeby zdobyć zaufanie mojego ojca..

-Emily, jesteśmy-budzi mnie głos Malika
Niechętnie otwieram oczy. Uśmiecham się do chłopaka i wychodzę z auta. Przede mną stoi jasnoniebieski dom. Podchodzę do Zayn'a i mimo jego protestów, biorę swoją walizkę i idę za nim ku drzwiom. Chłopak dzwoni dzwonkiem, a po chwili w drzwiach staje jego mama.
-Witajcie-wita nas z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry-również się uśmiecham.
-Cześć mamo-chłopak przytula swoją rodzicielkę. To cudowny widok.
Uśmiecham się do siebie. Patricia zaprasza nas do środka. Moim oczom ukazuje się ogromny salon połączony z kuchnią. Niepewnie wchodzę do środka.
-Pójdziemy zanieść walizki-mówi Zayn.
Idę za chłopakiem po krętych schodach do góry.
-Nic się nie zmieniło-uśmiecha się, kiedy wchodzimy do pokoju.
Pomieszczenie nie jest duże. Znajduje się w nim łóżko, biurko, dwie szafy, kwiatki i inne dodatki. Skromnie, ale ładnie.

-Siadajcie, za chwilę kolacja-mama Zayn'a kładzie na stół talerze wypełnione różnymi potrawami.
-Tyle jedzenia dla siedmiu osób? To by spokojnie wystarczyło na wykarmienie dzieci z Afryki..-szepcze do Mulata.
W odpowiedzi słyszę śmiech chłopaka.
-Smacznego-tato Zayn'a, Yaser siada naprzeciwko mnie.
-Dziękuję, smacznego-uśmiecham się i biorę dwie kanapki, które umieszczam na białym talerzu.

PERSPEKTYWA MICHAEL'A

-Tatoo!-jest 23, a Rose jeszcze nie śpi.
Wstaję z kanapy i idę do pokoju.
-Czego nie śpisz?-pytam nakrywając ją.
-Nie chcę spać. Tato? A gdzie Emily pojechała?-siada.
-Pojechała ze swoim chłopakiem do jego rodziny
-A po co?
-Żeby ich poznać.
-A my teraz będziemy tu mieszkać?
-Nie, nie. Za parę dni, jak wróci Twoja siostra to lecimy z powrotem do Nowego Jorku.
-Dlaczego?
-Bo tak.. A po za tym zostawiłaś swojego kotka u sąsiadki. Pewnie tęskni za Tobą
-Racja-z powrotem się kładzie-dobranoc
-Słodkich snów-całuję ją w czoło i wychodzę z pokoju.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

-Całkiem sympatyczna ta Twoja.. E.. Ella?
-Emily-poprawiam swoją mamę.
-Tak, przepraszam. Długo z nią jesteś>
-Niecały miesiąc.. Przepraszam, ale pójdę już spać-uśmiecham się-dobranoc
-Dobranoc-całuje mnie w policzek.

-Przepraszam, że tak długo, ale mama mnie zatrzymała-mówię podając Emily szklankę z wodą
-Dziękuję
-Na pewno wszystko okej?-pytam.
-Tak, dziękuję-odstawia szklankę na szafkę-Zayn..
-Tak?
-Jak ja.. Jesteśmy tak daleko od Londynu. Jak ja mam..-patrzy na mnie zaszklonymi oczami.
-Emily, o co chodzi?
-Ten sms.. od Edwarda.. Jutro mam się z nim spotkać. a jak..
-Nie spotkasz się z nim. Nie pozwolę Ci na to. Nie pozwolę, żeby znowu coś Ci zrobił, rozumiesz?
-A jak on..
-Nic Ci nie zrobi.
-A jak zrobi coś Tobie?
-Nie zrobi nic. Spokojnie-przytulam ją.
Ona mocno wtula się we mnie.
Kiedy próbuję ją od siebie odsunąć, zauważam, że śpi. Pomału kładę ją i przykrywam.

\PERSPEKTYWA EMILY

Budzi mnie głośne trzaskanie drzwiami. Otwieram oczy i zdaję sobie sprawę, że nie jestem w pokoju Zayn'a. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Nagle drzwi głośno się otwierają i do pomieszczenia wchodzi jakaś postać. Po budowie ciała widać, że jest to mężczyzna. Gdzie ja jestem? O matko..
-Dzień dobry, śpiąca królewno-odzywa się.
To słowa Zayn'a, powiedział tak do mnie rano..
-Kim jesteś?-mój głos nie brzmi, tak jakbym tego chciała.
-Czy to ważne? Ważne, że w końcu jesteśmy sami, bez Twojego chłoptasia-podchodzi bliżej.
Uszczypnijcie mnie. To Edward.
-Zostaw mnie!-krzyczę i próbuję wstać, ale nie mogę, nie dam rady-pomocy!

-Emily, obudź się!-otwieram oczy.
To był tylko zły sen..
Bez słowa przytulam się do chłopaka
-Już okej?-pyta odsuwając się ode mnie.
Kiwam głową.
-Śniło Ci się coś? strasznie się rzucałaś.
Znowu kiwam głową.
-On mnie znajdzie-mówię cicho.
-Nie znajdzie. Skąd ma wiedzieć, że tu jesteś?
-Jak wiedział, że jestem w Londynie i znał Wasz adres, to bez problemu znajdzie mnie jeszcze raz-moje oczy robią się mokre.
Nic nie mówi. Wie, że mam rację. Biorę swój telefon z szafki. Jest czwarta. Wycieram ręką oczy i kładę się.
-Będzie dobrze-mówi cicho Zayn i owija ręce wokół mojej talii.
Nic nie będzie dobrze, póki Edward jest blisko..


-Jesteś pewna?-pyta Zayn po raz czwarty.
-Nie. Ale muszę tam jechać-odpowiadam-tylko pamiętaj.. musisz być w ukryciu. Nie może Cię zobaczyć, bo będzie po mnie..
Tak. Jadę na spotkanie z Edwardem. Chłopaki obiecali mi pomóc. Wszyscy będą gdzieś w pobliżu.

Kiedy podjeżdżamy pod dom, chłopcy wsiadają do samochodu i ruszamy w kierunku parku.

-Myślałem, że się nie zjawisz. Mam nadzieję, że nie masz tu żadnej ochrony-Edward rozgląda się dookoła.
-Nie-mówię stanowczo.
-To dobrze-szczerzy się.
-Mów o co chodzi, spieszę się-krzyżuję ręce na piersi.
-A więc-odchrząkuje-nalegałem na to spotkanie, ponieważ chciałem Ci powiedzieć, że wracam do Nowego Jorku.
O Boże! Dziękuję Ci! Ledwo powstrzymuję się od uśmiechu.
-Ale..-kontynuuje-nie wyjadę tam bez Ciebie.
CO?!
-Słucham?-prawie krzyczę.
-Nie tak głośno-mówi rozglądając się.
-Ja się chyba przesłyszałam..
-Nie słyszałaś bardzo dobrze. Nie wyjadę stąd sam-powtarza.
-Dlaczego?-przestępuję z nogi na nogę.
-Ty dobrze wiesz, dlaczego. Masz czas do jutra, żeby dać mi odpowiedź.. Radzę, żeby była tą, której oczekuję-mówi i odwraca się na pięcie żeby odejść.
-Czekaj!-łapię go za ramię-odpowiedź dostaniesz już teraz.
-To super-uśmiecha się.
-No nie wiem, czy to takie wesołe-mówię-bo moja odpowiedź brzmi nie. Nigdzie się z Tobą nie wybieram-uśmiecham się sztucznie i odchodzę.
Niestety nie daleko..
-Co znowu?-sama się dziwię swojej odwagi przy nim.
-Nie wiesz w co się pakujesz-warczy.
-To może mnie oświecisz, hm?-odwracam się do niego.
Nic nie mówi. Czyżby sądził, że się zgodzę i wyjadę z nim? Hahaha..
-To Ty-kontynuuję-nie wiesz, w co się wpakowałeś-mówię z uśmiechem na twarzy.
-O co-zaczyna
-Odejdź od niej-Zayn podchodzi do mnie.
-A więc tak to sobie zaplanowałaś.. Myślisz, że mnie pokonasz?-śmieje się.
-Ja? Ja nie, ale oni-zaczynam-owszem.
Po tych słowach koło mnie zjawiają się Louis, Niall i Harry.
Mina Edwarda jest tak komiczna, że nie wytrzymuję i wybucham śmiechem. Wszyscy przenoszą swój wzrok na mnie. Posyłam im spojrzenie mówiące "przepraszam" i cofam się.
Nawet nie zauważam, kiedy Edward znika mi z oczu.
-Dziękuję-posyłam chłopakom uśmiech.
-Nie ma sprawy.

-Gdzie byliście tyle czasu?-mama Zayn'a podaje mi szklankę z sokiem
-Dziękuję-uśmiecham się-musieliśmy coś załatwić.
-Dobrze.. Jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów-śmieje się cicho.
Z salonu słychać rozmowę Zayn'a z jego ojcem na temat meczu, który obecnie oglądają.
-Lubisz piec?-Patricia uśmiecha się.
-Bardzo-odpowiadam jej tym samym.
-To świetnie. Jutro upieczemy jakieś babeczki, co Ty na to?-unosi prawą brew.
-Bardzo chętnie. Co prawda dawno już nic nie piekłam..
-Z przepisem damy radę-śmieje się a ja dołączam do niej.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

Kiedy mecz się kończy, kieruję się do swojego pokoju. Po drodze biorę dwa kieliszki i butelkę szampana. Emily leży n łóżku i patrzy w sufit.
-Szampana?-pytam wchodząc do pokoju.
-Mmm. Chętnie-uśmiecha się i siada.
I tak mija wieczór.. Słowo za słowem. Kieliszek za kieliszkiem..

Emily cofa się do tyłu łózka, żeby na nim usiąść, ale niestety nie trafia i jej ciało ląduje na podłodze. Po chwili wybucha głośnym śmiechem.
-Chryste, Emily-podaję jej dłoń, żeby pomóc jej wstać-dałem Ci za dużo szampana.
-Tak, to prawda-znów się śmieje i zamiast podnieść się z ziemi, ciągnie mnie za rękę, tak, że ląduję razem z nią na podłodze. Kiedy próbuję coś powiedzieć, uniemożliwia mi to długim, namiętnym pocałunkiem.

Następnego dnia, kiedy się budzę, Emily jeszcze śpi. Zakładam kosmyk jej blond włosów za ucho i uśmiecham się sam do siebie.
Zastanawia mnie.. czy Edward da sobie w końcu spokój? Czy Emily jest ze mną bezpieczna? A jeśli nie? Jeśli nie czuje się tak przy mnie?
-Cześć-z zamyśleń wyrywa mnie zaspany głos blondynki.
-Hej-uśmiecham się-jak się czujesz?
-Beznadziejnie. Strasznie boli mnie głowa i dupa-śmieje się-a to wszystko przez Ciebie!
-Przeze mnie? A to niby dlaczego?
Dziewczyna śmieje się.
-Nie trzeba było przynosić tego szampana.
-Myślałem, że wypijesz jedną, dwie lampki..
-To źle myślałeś-pstryka palcem w mój nos-idę do łazienki.
Emily wstaje.. cóż, spada z łózka, bierze ubrania i wychodzi z pokoju.

PERSPEKTYWA EMILY

Po wyjściu z łazienki kieruję się do kuchni.
-Dzień dobry-uśmiecham się.
-Cześć Emily-mama Zayn'a podaje mi kubek kawy.
Mmm, właśnie tego mi było trzeba.
-Dziękuję. Pomóc pani?-pytam widząc, że biega z jednego kąta kuchni do drugiego i z powrotem.
-Po pierwsze nie mów do mnie pani-uśmiecha się-a jeżeli chcesz, to będę wdzięczna za pomoc.
Uśmiecham się, odstawiam kubek na stół i podaję Patricii potrzebne składniki.

Po śniadaniu Patricia proponuje mi zakupy, na które z radością się zgadzam.
-Zayn, idę na zakupy z Twoją mamą-mówię wchodząc do pokoju.
-Okej. O której będziesz?
-Nie wiem. Ale wydaje mi się, że nie potrwa to jakoś strasznie długo.
-Jaasne-śmieje się, a j anie mogę powstrzymać się od uśmiechu.
-To idę, pa-daję mu buziaka w policzek i wychodzę z pokoju.
-Gotowa?-mama Zayn'a podchodzi do mnie.
-Tak-uśmiecham się i wychodzę za nią z domu kierując się do jej srebrnego suzuki.

-Lubisz nosić sukienki?-pyta kiedy wchodzimy do galerii handlowej.
-Uwielbiam
-To super. Jest tutaj bardzo fajny sklep, który z pewnością Ci się spodoba
-Super-uśmiecham się, a po chwili wchodzimy do dużego sklepu.
Od razu w oczy rzuca mi się sukienka. Oznajmiam Patricii, że pójdę ją przymierzyć. Po znalezieniu odpowiedniego rozmiaru idę do przymierzalni. Jest idealna. Wsadzam ją do koszyka i idę szukać mamy Zayn'a.
-Wybrałaś coś sobie?-pyta kiedy mnie zauważa
-Tak-uśmiecham się i wskazuję koszyk.
-Tylko jedna?-dziwi się.
-Właściwie to widziałam jeszcze jedną, ale jest zbyt droga-tłumaczę.
-Oj tam! Przymierzaj i kupujemy. Ja stawiam!
-Nie, nie. Pani niech sobie kupi coś a ja wezmę tą-uśmiecham się.
-Która to sukienka?-uśmiecha się serdecznie.
Niechętnie podchodzę i pokazuję jej sukienkę.
-Cudowna!

-To nie potrwa strasznie długo-Zayn przedrzeźnia mnie kiedy wchodzę do pokoju.
-No już przestań. Byłyśmy w galerii, u kosmetyczki i fryzjera. Spójrz!-daję włosy do przodu.
-Chryste! Ścięłaś włosy!-krzyczy, a ja wybucham śmiechem.

-To które pieczemy?-Patricia podsuwa mi kartki z przepisami na różne babeczki.
-Hmm.. Wydaję mi się, że te będą dobre-biorę do ręki przepis na waniliowe babeczki z czekoladą w środku.
-Doskonale.

Po późnym obiedzie i pysznym deserze, Zayn zabiera mnie na spacer, żeby pokazać mi okolicę.
-Ładnie tutaj-mówię łapiąc chłopaka za rękę.
-Mhmm-potwierdza.
-Może wstąpimy do tej restauracji?-pyta chłopak, kiedy przechodzimy obok budynku.
-Czego nie-uśmiecham się i wchodzimy do środka.-nie jestem odpowiednio ubrana, nie sądzisz?
-Nie
-Ale wszyscy tutaj są tak elegancko..
-Daj spokój-posyła mi uśmiech i idzie do wolnego stolika.
Kulturalnie odsuwa mi krzesło, a następnie siada naprzeciwko.  Po chwili kelner podchodzi do nas i daje menu.

Po pysznej kolacji, spacerkiem wracamy do domu.


~przeczytałeś/aś-skomentuj~

_________________________________________________________
Jest rozdział 8! Mam nadzieję, że się spodobał :)
Kochani, zastanawiam się nad tym, czy nie zakończyć już opowiadania. Szczerze.. nie mam już za wielu pomysłów, ale koniec mam już od jakiegoś czasu napisany.. tylko go troszeczkę dopracować. Prawdopodobnie pojawi się nowy blog, ale nie będzie on już o One Direction.. :) Także.. Napiszcie w komentarzach czy mam kończyć pisać, czy nie.. Jeżeli będziecie chcieli czytać go dalej, to postaram się coś wymyślić dla osób, które to czytają :) Czekam na Wasze komentarze.. A, jeszcze jedno :D Mam mały dylemat co do zakończenia bloga :) Wymyśliłam dwa zakończenia, także jak możecie to napiszcie jeszcze "1" albo "2" :D Pomoże mi to w wybraniu :) Mam nadzieję, że takiego zakończenia nie będziecie się spodziewać i będzie ono dla Was zaskoczeniem ;) 
Czekam na komentarze! :)

wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 7

Przechodząc obok pokoju Harry'ego, słyszę, że kłóci się z Zaynem. Chryste. Znowu.
-A po drugie to się od niej odwal-Zayn podnosi głos.
-Zazdrosny jesteś-słychać rozbawienie w głosie loczka.
-Nie, po prostu nie klej się tak do niej.
-Okej..Czyli mam się do niej nie odzywać? Nie patrzeć na nią? Unikać? Może jeszcze się wyprowadzę, hm?-podnosi głos.
-Nie.. ja po prostu.. Okej. Jestem zazdrosny. Przepraszam. Możesz się do niej odzywać, nie jest moją własnością, tylko nie próbuj mi jej odebrać. Kocham ją-mówi i słyszę, jak drzwi się otwierają. Chłopak mnie nie zauważa i idzie do pokoju.
-I w tym właśnie problem.. Też ją kocham-słyszę szept Harry'ego.
Co? O Boże! To dlatego.. to dlatego robił to wszystko.. Wracam do pokoju. Kładę się obok Zayn'a i zamykam oczy.
-Wiesz, że Cię kocham, prawda?-pyta mocno mnie przytulając.
-Wiem. Stało się coś?
-Nie-lekko się uśmiecha-nie mogę spać..
Owija mnie swoimi ramionami, uśmiecham się a po chwili zasypiam.

-Emily, wstawaj-budzi mnie Zayn-jest po dwunastej.
-Zostaw. Źle się czuję-przewracam się na drugi bok.
-Ejj, co jest?-siada obok.
-Strasznie boli mnie głowa i brzuch-jęczę-dasz mi jakąś tabletkę?-siadam.
-Jasne-wstaje-ale.. Wydaje mi się, że musisz iść do lekarza.. Możliwe, że ten ból jest spowodowany wczorajszymi wydarzeniami.
-Wątpię..
Chłopak posyła mi dziwne spojrzenie i wychodzi z pokoju.

-Proszę-podaje mi szklankę wody i tabletkę.
-Dziękuję-połykam lek.
-Emily?-słychać po drugiej stronie
-Wejdź-mówię.
-Idziesz na.. O jezu.. Ale jesteś blada. Chora jesteś?-Liam podchodzi do mnie.
-Nie. Gdzie mam iść?
-Na śniadanie. W sumie to już było, ale musisz coś jeść.
-Nie jestem głodna
-Na pewno?
-Tak-uśmiecham się słabo.
-Okej. Jak coś to pamiętaj, że jesteś u siebie-posyła mi uśmiech i wychodzi.
-Pójdę wziąć prysznic-mówię i wstaję z łóżka. Kręci mi się w głowie, więc z powrotem siadam.
-Co się stało?
-Nic, za szybko wstałam.
-Chodź, pojedziemy do lekarza.
-O nie, nie. Już mi lepiej, widzisz?-wstaję i skaczę po pokoju jak totalna idiotka.
-Okej wzdycha.
-Za chwilę jestem-całuję go i idę do łazienki.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

Emily wyszła z pokoju prawie pół godziny temu. Wstaję z łóżka i idę w stronę łazienki.
-Emily?-pukam do drzwi.
Nic. Cisza.
-Emily!-próbuje otworzyć drzwi, ale są zamknięte na klucz.
Po jakimś czasie udaje mi się otworzyć zamek.Otwieram drzwi, Emily leży na podłodze. Próbuję ją obudzić, ale nic z tego. Biorę dziewczynę na ręce i kieruję się w stronę samochodu. Kiedy wchodzę do salonu, chłopaki podchodzą do mnie.
-Co się stało?
-Nie wiem. Otwórzcie mi drzwi.
Liam podbiega i łapie za klamkę. Szybko idę do auta, sadzam Emily na siedzenie i zapalam silnik.

-Co z nią?-pytam kiedy lekarz wychodzi z sali.
-Na szczęście to nic poważnego. Zemdlała. Prawdopodobnie przez przemęczenie albo stres.
-A wszystko z nią w porządku?
-Tak. Jeżeli pan chce, może pan iść odwiedzić pacjentkę.
-Dziękuję-uśmiecham się do mężczyzny i wchodzę do sali.
-Cześć-siadam na plastikowym krześle-jak się czujesz?
-Dobrze.. Ale dlaczego tutaj jestem? Mówiłam Ci, że nie chcę nigdzie jechać.
-Zemdlałaś. Miałem Cię zostawić nieprzytomną w łazience?
-Okej. Przepraszam.  Kiedy wracam do domu?
-Nie wiem
-Jejku. Nic mi nie jest. Możesz z nim pogadać? Albo go tu zawołać? Tego lekarza w okularach-uśmiecha się.
-Jasne.
Wychodzę z sali i szukam lekarza. Kiedy zauważam go na korytarzu, podchodzę do niego.
-Przepraszam, chciałem się zapytać, kiedy Emily Williams będzie mogła wyjść
-Cóż, proszę za mną-mówi.
Idzie w stronę gabinetu i zajmuje miejsce na skórzanym fotelu.
-Proszę siadać-wskazuje miejsce po przeciwnej stronie biurka-a więc.. Emily wyjdzie prawdopodobnie dzisiaj, a proszę mi powiedzieć, czy pana.. koleżanka jest na coś chora? Miała wcześniej bóle?
-Nie, chyba nie.
-Dobrze, w takim razie zrobimy ostatnie badanie badanie i Emily będzie mogła wyjść-zdejmuje okulary i kładzie je na biurko.
-Okej. Dziękuję-wstaję i wychodzę.

-Za chwilę wychodzimy-mówię do dziewczyny.

***
-I pamiętaj, co mówił pan doktor. Nie przemęczaj się i nie stresuj-uśmiecham się.
-Oczywiście-chichocze-nie chcę już nigdy więcej wylądować w szpitalu. To najgorsze, co może być. O, przepraszam. Telefon.

PERSPEKTYWA EMILY

Na ekranie pojawia się napis "TATA", przejeżdżam palcem po ekranie, aby odebrać.
-No cześć tato, co tam?
-Emily, gdzie Ty jesteś? Jestem w hotelu, w którym miałaś się zatrzymać i powiedzieli mi, że Cię tu nie ma.
Cholera. Co on robi w Londynie?
-Byłam tam. Ale już nie mieszkam w hotelu. Przeprowadziłam się.
-W takim razie przyjadę. Podaj mi adres.
-Wyślę Ci smsem. Pa-rozłączam się, zanim zdąży coś jeszcze powiedzieć.
-Zayn, mój ojciec jest w Londynie. Chce tu przyjść. Wie, że nie ma mnie w hotelu. Co ja mam zrobić?
-Niech nas odwiedzi. Chętnie go poznam-uśmiecha się.
On chyba nie wie, co mówi.
-On zawału dostanie, jak zobaczy, że mieszkam z pięcioma chłopakami-śmieję się.
-Oj, nie dramatyzuj.
-Dobra. Jak coś to będzie Twoja wina. Podaj  mi wasz adres.

***
Siedzę z Niallem w salonie i oglądamy jakąś głupią komedię.
-Emily-Harry wchodzi do pomieszczenia.
-Hmm?
-Twój tato.
Zrywam się z kanapy i idę otworzyć drzwi.
-Hej-uśmiecham się-cześć mała-przytulam swoją siostrę.
-Co Ty wyprawisz?-odzywa się tato.
-Ale o co Ci chodzi?
-O co mi chodzi? Mieszkasz w jakimś domu, nie wiadomo z kim i
-Tato uspokój się. Wejdź-mówię spokojnie.
Ostatnie, czego chcę to kłótnia z ojcem.
-Dzień dobry, jestem Zayn-chłopak staje obok mnie.
-Dzień dobry, ja jestem Niall-uśmiecha się blondyn.
Mój ojciec chce coś powiedzieć, jednak zjawia się loczek.
-Witam. Harry-uśmiecha się i podaje mu dłoń.
-Jestem Liam
-O Chryste-mówi pod nosem-ktoś jeszcze?
O! Dzień dobry, jestem Louis-chłopak schodzi ze schodów, a za nim Alex.
-Dzień dobry.
-To są jakieś żarty?
Mina mojego ojca jest bardzo zabawna. Ledwo powstrzymuję się od śmiechu.
-Napijecie się czegoś?
-Chętnie-uśmiecha się Rose.
Chłopcy prowadzą gości do salonu, a ja idę do kuchni.
-Proszę-podaję szklanki tacie i Rose.
-Dziękuję. A więc-upija łyk-dlaczego tutaj mieszkasz? Cóż.. mieszkacie?-patrzy na mnie i Alex.
-Ponieważ kupiłyśmy auto, a Zayn zaproponował żebyśmy z nimi zamieszkały.
-Kupiłyście to auto? To białe na podjeździe?
Rzucam Alex spojrzenie typu "A nie mówiłam?"
-Tak
-Okej.. Możemy pogadać?-wstaje-sami?
-Jasne, chodź.

-Kim oni w ogóle są?-zaczyna
-To piosenkarze. A Zayn.. on jest moim chłopakiem.
-Co?
-Tato.. Nie mam 10 lat. On nie jest taki jak Edward.. Wiem, co robię.
-Dobra.. Ale uważaj na siebie
-Będę-uśmiecham się.
-A nie uważasz, że ten Twój Zayn ma za dużo tatuaży? Lepszy jest ten blondyn, nie ma ich-uśmiecha się-albo ten z lokami.
Nie, nie.
-Nie zaprzeczę. Ma ich sporo, ale mi to nie przeszkadza. A tak w ogóle to na ile zostajecie?
-Przyjechaliśmy tylko na dzisiaj. Przenocujemy w hotelu i rano wracamy do Nowego Jorku.-Możesz pać tu. Rano zawiozę Cię na lotnisko
-Nie chcę przeszkadzać.
-Nie będziesz. Chodź
Kiedy wchodzimy do salonu, chłopcy zaczynają rozmowę z moim ojcem..
-O czym tak rozmawialiście?-Zayn wchodzi do kuchni.
-O tym, że masz za dużo tatuaży-śmieję się.
-Nie mam za dużo-robi oburzoną minę.
-Nie masz-uśmiecham się-mój tato i Rose dzisiaj tu przenocują, dobrze?
-Nie ma sprawy-uśmiecha się
-A z racji, że macie dwa pokoje gościnne, śpię z Tobą.
Mulat uśmiecha się szeroko.
-Emily, może obiad?-Niall wpada do kuchni
-Oczywiście-śmieję się-pomożesz mi?-odwracam się do Zayn'a.
-Jasne. Co gotujemy?
-Nie wiem. Może jakaś zupka?
-Mmm. Zupka, znakomicie-uśmiecha się i wyciąga duży garnek-przez ten cały czas rozmawialiście o moich tatuażach?
-Nie całkiem. Mój ojciec powiedział, że powinnam się spotykać z Niallem albo.. bo nie ma tatuaży.
-On tak serio? Co albo?
-Nic, nic. Podasz mi warzywa?
-Okej

***
-Obiad!-wołam kładąc ostatnią miskę na stole.
-Mmm. zupka-Niall siada do stołu i zaczyna jeść.
-Widziałeś mojego tatę?-pytam Harry'ego.
-Jest na górze w pokoju.
-Dzięki. Smacznego.-uśmiecham się i idę na górę.
-Tato, idziesz na obiad?
-Tak, tak. Już idę.

-Jedziemy jutro nad jezioro. Jedziesz z nami?-pyta Zayn.
-Jasne-uśmiecham się-o matko! Przyjechałam tu na wakacje, a nie wzięłam stroju. Ugh..
-Możemy pójść na zakupy.
-My?
-A czego nie? Pomogę Ci wybrać coś ładnego-uśmiecha się
-Okej
-To jak? Idziemy?
-Jasne, daj mi 5 minut.
Idę do pokoju, przebieram się w krótkie spodenki i białą bokserkę. Poprawiam makijaż i schodzę na dół.
-W spódniczce było lepiej-jego uśmiech jest zaraźliwy.
Wychodzimy z domu i kierujemy się do auta Malika. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, wchodzimy do pierwszego sklepu.
-Ten jest ładny-pokazuje mi zielony jednoczęściowy strój.
-Jest beznadziejny-śmieję się.
-A ten?-bierze do ręki niebieski dwuczęściowy strój.
-Ładny-uśmiecham się, biorę od chłopaka ubranie i idę do przymierzalni.
-Nawet nie próbuj-mówię, kiedy chłopak próbuje odsunąć zasłonę.
Przebieram się w strój i wychodzę z przymierzalni.
-Ładnie-uśmiecha się szeroko-a teraz się chowaj, bo patrz, ilu tutaj panów się kręci.
-Okej-śmieję się-tylko przynieś mi rozmiar mniejszy, ten jakoś wisi na mnie.
-Już-wstaje z fotela i idzie w kierunku strojów.
Zasłaniam zasłonkę i czekam na chłopaka.
-Proszę-wkłada rękę do przymierzalni.
-Dzięki-biorę od niego strój i ubieram go,
Leży idealnie. Chwilę przeglądam się w lustrze, a następnie odsłaniam zasłonę.
-Ślicznie-uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
Przebieram się w swoje ciuchy i idziemy do kasy. Kiedy stoimy już przy kasie, kłócimy się o to, kto zapłaci, jednak patrząc na kasjerkę, przestaję i pozwalam chłopakowi zapłacić.
-Zayn! Nie możemy jechać jutro nad wodę! Jutro środa
-O cholera-śmieje się-dobra, to pojedziemy kiedy indziej.
-Kiedy indziej nad jezioro czy do Twoich rodziców?
-Nad jezioro. Jak wrócimy to pojedziemy
-Okej-uśmiecham się.
Wychodzimy z galerii i jedziemy do domu.
-O której jutro wyjeżdżamy?
-Nad ranem, żeby dojechać tak jak najszybciej.
-Okej, to weźmiemy mojego ojca na lotnisko, dobrze?
-Jasne. Nie wiem czego się tak bałaś, fajny z niego facet-gasi silnik i wchodzimy do domu.
-Gdzie byłaś?-Rose przybiega do mnie
-W sklepie-uśmiecham się.
-Wujek Niall pokazał mi jak się gra na gitarze-łapie mnie za rękę i ciągnie do salonu.
Niall siedzi na podłodze z gitarą. Kiedy mnie zauważa, przestaje śpiewać.
-Jeszcze ładniej niż na nagraniach-uśmiecham się.
-Dziękuję-wstaje i odkłada instrument na miejsce.
-O! Tato!-wołam, kiedy go widzę-możemy pogadać?
-Oczywiście.
-Jeśli chcesz, możecie zostać tutaj dłużej. Chłopaki nie mają nic przeciwko, a Rose uwielbia Niall'a-uśmiecham się-to ten bez tatuaży-śmieję się.
Uśmiecha się szeroko,a  po chwili zaczyna się śmiać. Śmieje się chyba po raz pierwszy od śmierci mamy..
-Okej, to jak?-pytam.
-Skoro możemy to czego nie.
-A.. Jeszcze jedno. Jutro jadę z Zaynem do jego rodziców i nie będzie nas przez kilka dni. Poradzicie sobie? Chłopcy są pracowici i dobrze gotują. No.. nie wszyscy, ale troje. Wy zostaniecie z dwoma kucharzami, jeden jedzie ze mną-chichoczę.
-Emily, możesz?-słyszę Zayn'a.
-Tak. Przepraszam-mówię i idę za chłopakiem
-Mamy mały problem. Twoja siostra zamknęła się w łazience i nie może się otworzyć-widzę, że próbuje zachować powagę, jednak marnie mu to idzie.
-Cała Rose..
Idę w kierunku łazienki.
-Rose-pukam w drzwi.
-Emily, pomóż-szarpie klamkę.
-Spokojnie. Przekręć kluczykiem w przeciwną stronę-mówię i słyszę pstryknięcie zamka. Uff..
-Takie trudne?-śmieję się-a na przyszłość się nie zamykaj
-Dobrze.
Wracam z siostrą do salonu i siadam na kanapie
-Spakowana?-Zayn podchodzi do mnie.
Ops.
-Cholera, zapomniałam. Już idę-wstaję.
-Spokojnie, tylko zapytałem-uśmiecha się.
Odpowiadam mu tym samym i mimo to ruszam w kierunku pokoju. Przez chwilę męczę się ze ściągnięciem walizki, ale udaje mi się. Wkładam do niej potrzebne rzeczy i wychodzę z pokoju.
-Twój tato zostaje u nas dłużej?-Zayn podchodzi do mnie.
-Tak.. Zaproponowałam mu. Wiem, że powinnam była zapytać najpierw Ciebie lub któregoś z chłopaków, ale..
Mulat przerywa mi pocałunkiem.
-Za dużo mówisz, kochanie-uśmiecha się i wraca do poprzednio wykonywanej czynności.
-Idę na dół, idziesz?-pytam kiedy się ode mnie odsuwa.
-Za chwilę przyjdę. Też się spakuję
-Okej-posyłam mu uśmiech i ruszam w kierunku kuchni.
-Wyjeżdżasz?-Rose podbiega do mnie.
Skąd ona bierze te wszystkie informacje?
-Tylko na parę dni
-Zostanę tu sama?
-Nie, no coś Ty! Zostaniesz z tatą i chłopakami.
-Chciałabym pojechać z Tobą. Tak dawno Cię nie widziałam-przytula mnie.
Ma rację. Długo do niej nie przychodziłam. Mam nadzieję, że uda mi się nadrobić ten czas.
-Dobra, mała jest już późno. Chodź, pokażę Ci gdzie będziesz spać-uśmiecham się, na co Rose reaguje tak samo.

Schodzę do salonu, gdzie siedzi Niall i mój tato.
-Położyłam już Rose spać-zwracam się do ojca.
-Dziękuję-uśmiecha się-też się już położę Dobranoc-mówi i idzie na górę.
-Wszyscy już śpią?-pytam blondyna.
-No.. Ja też już pójdę. Nie siedź długo-uśmiecha się-Dobranoc.
-Dobranoc.
Siadam wygodnie na kanapie i oglądam film.
-Nie śpisz?-słyszę głos Malika.
-Nie jestem zmęczona-patrzę na niego.
-Jest już późno, czekam na górze-muska mój policzek i idzie do pokoju.
Film, który obecnie leci jest całkiem fajny więc postanawiam obejrzeć go do końca. Czuję wibrację w kieszeni, więc wyciągam telefon i odbieram,
-Halo?-nieznany numer..
-Nie dostałem odpowiedzi. Masz za dwa dni być tam, gdzie Ci mówiłem-słyszę męski głos. Edward.
-ale..
-Żadnego "ale"-prawie krzyczy, a po chwili słyszę już tylko sygnał zakończonej rozmowy. Gdzie mam być? Ręce trzęsą mi się tak, że telefon, który chwilę temu znajdował się  w moich rękach, teraz leży na podłodze. Zaczynam się bać. Boję się, że coś mi zrobi, a Zayn'a przy mnie nie będzie. Łzy same pchają mi się do oczu, a po chwili po policzku spływa pojedyncza łza.
-Emily-słyszę głos-Ty dalej.. Kotku, co się stało?-przytula mnie, na co zaczynam płakać jeszcze bardziej.
-Tak bardzo się boję-mówię szeptem.
-Co się dzieje?
-On.. On dzwonił... Dzwonił do mnie..-gula w moim gardle utrudnia mi wypowiedzenie choć jednego słowa.
-Kto? Emily, co się dzieje?
-Edward.. Powiedział, że za dwa dni mam przyjść w umówione miejsce... Kiedy ja się z nim nie umawiałam.. Nie kontaktowałam się z nim Zayn..-chłopak wyciera opuszkami palców moje mokre od płaczu policzki.
-Przepraszam-szepcze i mocno mnie do siebie przytula.
-Za co?-odsuwam się od niego.
-To przeze mnie. Nie było Cię w pokoju, a dostałaś sms'a.. Sms'a od niego. Nie pomyślałem, że zadzwoni. Myślałem, że tak pisze, a sam nie przyjdzie. Po prostu go usunąłem. Usunąłem tego jebanego sms'a-otwieram usta, żeby coś powiedzieć-nie chciałem, żebyś się martwiła.. Nie chciałem żebyś się bała-dodał, bo pewnie domyślił się, że chcę zapytać "dlaczego?"-ale teraz.. teraz jest pewnie jeszcze gorzej.. Przepraszam..
Nie powiem, jestem na niego trochę zła, ale przecież chciał dobrze..
-Okej-przytulam go-chodź spać.
Łapię go za rękę i idziemy na górę.

~przeczytałeś/aś-skomentuj~

_________________________________________________
Na początku chcę Was bardzo przeprosić za brak rozdziału. Miałam problem z komputerem. Prawie cały rozdział miałam napisany a tu BUM! Komputer się zepsuł a wraz z tym zniknął rozdział. Więc bardzo przepraszam. Wiem, że rozdział jest dość krótki, ale chciałam go jak najszybciej wstawić. Mam nadzieję, że rozdział się podoba :):)

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 6

-Kurwa! Styles, odwal się od niej-słyszę krzyk z końca korytarza, a po chwili Harry zostaję odepchnięty na bok-w porządku?-Zayn podchodzi do mnie.
-Tak, nic mi nie zrobił. Dziękuję-uśmiecham się
-Dobrze, idź się przygotować-posyła mi uśmiech i odchodzi.
Wracam do swojego pokoju i wyciągam potrzebne rzeczy.
-Mamy godzinę-Alex wchodzi do pomieszczenia z czarną sukienką i innymi rzeczami, które prawdopodobnie chce założyć.
-Okej-uśmiecham się.
Wyciągam eyeliner i maluję cienkie kreski, a następnie rzęsy. Usta maluję czerwoną szminką, a włosy lekko faluję.
-Pomożesz mi z tym?-słyszę Alex.
Odwracam się, żeby zapiąć przyjaciółce zamek od sukienki.
-Dziękuję, a teraz ubieraj się, bo wychodzimy-kąciki jej ust unoszą się do góry, ukazując małe dołeczki.
Ubieram czerwoną sukienkę, czarne szpilki i wychodzę na korytarz. Wchodzę do pokoju Zayn'a, żeby sprawdzić, czy jest gotowy. Kiedy nie zauważą, uśmiecha się szeroko i zapina pasek od spodni. Ma na sobie zwykłą białą koszulkę i czarne jeansy.
-Ślicznie wyglądasz-podchodzi do mnie i całuje w policzek.
-Ty też wyglądasz nie najgorzej-śmieję się.
-Chodź-łapie mnie za rękę i schodzimy na dół.
-Nareszcie!-Niall podchodzi do nas-idziemy?
-Możemy pojechać. Nie mam zamiaru dzisiaj pić-uśmiecham się.
-O nie, nie. Ty, moja droga będziesz się dzisiaj dobrze bawić-odzywa się Alex.
-Będę. Uwierz mi, że bez alkoholu w żyłach można się bawić równie dobrze co z nim-mówię i biorę kluczyki z półki.
-To kto jedzie? Dwie osoby pójdą na piechotę.. Chyba, że odwiozę część i pojadę dwa razy-otwieram auto.
-Ta druga opcja-Louis szczerzy się i wsiada do auta. Liam i Harry zostają pod domem.

***
Kiedy podjeżdżam pod dom, chłopaki wsiadają do auta
-Nie za szybko jeździsz?-Liam zamyka drzwi.
-To sarkazm?-pytam i wciskam gaz. Wydaję mi się, że nie jechałam aż tak wolno.
-Nie-spoglądam w lusterko, uśmiecha się. Odpowiadam mu tym samym.
Kiedy docieramy do klubu, zamykam auto i wchodzimy do budynku. Idę w kierunku baru, a moim oczom ukazuję się Zayn z papierosem w ustach.
-Palisz?-siadam obok niego.
-Mhmm
-To było głupie pytanie, Wiem, że palisz, ale odkąd Cię poznałam,  nie widziałam Cię ani razu z papierosem.
-Nie chciałem palić przy Tobie. Większość ludzi tego nie lubi, więc zgaduję, że Ty też-zaciąga się ostatni raz i wrzuca pozostałości po papierosie do popielniczki.
-Masz rację. Nienawidzę tego. Spróbujesz rzucić?
-Próbuję, ale nie wychodzi-śmieje się.
-Piłeś coś?
-Jeden kieliszek-uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-Jeden.. Okej, tylko nie przesadzaj-wstaję z krzesła.
-Wybierasz się gdzieś?-łapie mnie za nadgarstek.
-Chcę poszukać Alex. Możesz puścić?-patrzę na jego dłoń na moim nadgarstku-boli mnie to.
Chłopak natychmiast zabiera rękę.
-Ja.. przepraszam, Emily. Ja...
-W porządku-pocieram drugą ręką bolące miejsce-pójdę poszukać Alex-mówię i odchodzę.
To naprawdę zabolało. Wiem, że tego nie chciał. Zayn by mnie nie skrzywdził.. prawda?
-Emily, czekaj-słyszę Zayn'a-przepraszam, ja nie chciałem, ja po prostu..
-Okej, Zayn. W porządku-przerywam mu.
Uśmiecham się, daje mu buziaka w policzek i kontynuuję szukanie czarnowłosej. Nagle ktoś łapie mnie za nadgarstek. Znowu
-Mówiła, Ci, że jest okej, Za-to Harry. O ironio!
-Jestem Harry-uśmiecha się.
-Okej.. A teraz puścisz? Boli mnie to-powtarzam wypowiedziane kilka minut temu słowa.
-Przepraszam-puszcza mnie.
Co oni do cholery mają z tym łapaniem za nadgarstek?
-Okej-mówię i odchodzę.
-Tu jesteś!-krzyczy Alex-to jest Michaelle.
-Emily-uśmiecham się i podaję dłoń dziewczynie
Nie powiem, jest ładna. Ma czerwone włosy i przyznam, bardzo jej pasują.
-Napijesz się?-Michaelle  zwraca się do mnie.
-Nie, dzięki-uśmiecham się i siadam obok dziewczyny na kanapie.
-Dlaczego?-czerwonowłosa spogląda na mnie
-Prowadzę-wyjaśniam-pójdę po sok-posyłam im uśmiech i idę do baru.
Kiedy barman podaje mi napój, obok siada obok.
-Miałaś nie pić.
-To sok-śmieję się, a chłopak dołącza do mnie-przepraszam, ale muszę i iść do toalety.

PERSPEKTYWA HARRY'RGO

Kiedy Emily znika w tłumie, proszę barmana o kieliszek wódki, i wlewam go do szklanki dziewczyny. Wiem, jestem idiotą.. Ale myślę, że jak Emily się trochę upije to może pokłóci się z Zaynem a ja na tym skorzystam.
-Siema, widziałeś Emily?-Zayn siada na miejscu, które chwilę wcześniej zajmowała dziewczyna. Cholera.
-Poszła do łazienki.
-Ok. To jej?-wskazuje szklankę.
-Taa
-To jest alkohol?
-Nie wiem. Chwilę temu przyszedłem. Idzie-mówię, gdy dostrzegam Emily.
-Miałaś nie pić-mówi Zayn, kiedy blondynka staje przy nas.
-Przecież to tylko sok-mówi dość głośno, żeby przekrzyczeć muzykę.
-Sok!?-podnosi głos.
-Tak. Przecież Ci obiecałam, Zayn-mówi spokojnie i bierze szklankę do ręki-tu jest alkohol.
Spogląda  na mnie, ale odwracam wzrok. Zjebałem.
-Zayn, ja przysięgam, że zanim wyszłam do łazienki tu nie było alkoholu.
-To prawda-mówię, zanim zdążam to przemyśleć.
Nie mogę patrzeć, jak jest załamana tym, że Zayn jej nie wierzy. Nie mogę jej zabrać czegoś, czego ja nigdy nie będę miał.. miłości.
-Ty?-znów spogląda mnie-jak mogłeś? Mogłam się domyślić..Jak... Ty idioto!-krzyczy przez łzy i znika mi z pola widzenia.

PERSPEKTYWA EMILY

Dlaczego on to zrobił? Co mu strzeliło do głowy? Zayn mało co nie wyszedł z siebie. Kretyn.
-Co tak długo?-Michaelle przesuwa się bym mogła usiąść.
-Byłam jeszcze w łazience
-Ej, co jest?-Alex zauważyła łzy w moich oczach.
-Nic..
-Możemy pogadać?-Zayn podchodzi do stolika
-Jasne-uśmiecham się przepraszająco do dziewczyn i idę za chłopakiem.
-Przepraszam, mogłem się domyślić, że to ten dupek-zaczyna, kiedy wychodzimy z budynku.
-W porządku-przytulam się do niego.
-A kim była ta dziewczyna obok Ciebie?-pyta
-To Michaelle.
-Znasz ją?
-Nie. Alex mi ją przedstawiła, ale prawdopodobnie sama jej dobrze nie zna.
-Ładna jest
-Ej!-śmieję się
Odsuwam się od chłopaka, na jego twarzy widnieje duży uśmiech.
-Żartuję.
-Kiedy je-przerywa mi pocałunkiem.
-Możemy wracać do domu?-pyta jak małe dziecko mamy.
-A co z resztą? Nie wrócą do domu na piechotę-śmieję się,
-Jest dopiero 21, wrócimy po nich za parę godzin-zabawnie porusza brwiami
-Okej-śmieję się i ruszamy w kierunku auta.

-Wiesz, że nie przeżyłbym tego, gdybyś mnie zostawiła?-chłopak przerywa ciszę.
-Nie zostawię-lekko się uśmiecham-nigdy.

Kiedy docieramy do domu zauważam, że na podjeździe ktoś stoi. Zayn każe mi zostać w aucie, a on sprawdzi kto to. Po chwili wraca i otwiera drzwi, ale nie wsiada do środka.
-Przedstawił się jako Twój chłopak.
-Co?!-natychmiast wysiadam z samochodu.
To Edward. Nie wspomniałam o nim, prawda? To mój były chłopak. Nie widziałam go od roku. A teraz zjawia się tu i.. chwila! Skąd on wie, gdzie ja mieszkam? o Chryste.
-Co Ty tu robisz?-podchodzę do niego.
-Też miło Cię widzieć, kochanie-zbliża się do mnie, a swoje ręce owija wokół mojej talii.
-Zostaw mnie!-próbuję się uwolnić z jego uścisku, jednak jest za silny.
-Nie tęskniłaś za mną?-uśmiecha się i mnie całuje.
Po chwili czuję, że się ode mnie odsuwa.. ale nie z własnej woli. To Zayn. Bije go.
-Zostaw go! Zayn, przestań!-krzyczę, ale on nie reaguje.
Podchodzę do niego i próbuję go odciągnąć, ale on odpycha mnie dość mocno, tak, że ląduję na ziemi.
-Kurwa, Zayn! Przestań!-krzyczę ponownie, a Mulat schodzi z chłopaka. Podchodzi i kuca koło mnie.
-Przepraszam-przytula mnie.
-Zostaw ją-Edward odciąga Zayn'a ode mnie-w porządku?
-W porządku?! Nic nie jest w porządku? Zdradzałeś mnie z jakimiś panienkami nie raz, biłeś mnie, zamykałeś w jakichś pokojach, masz czelność tu przychodzić i jeszcze pytasz, czy wszystko jest w porządku?!-śmieję się.
Śmieję mu się prosto w twarz. Wstaję z ziemi i wygładzam sukienkę.
-Idź stąd.
-Nigdzie nie idę-krzyżuje ręce na piersi.
-Okej. Możesz tu sobie zostać, ale my idziemy-łapię Zayn'a za rękę i prowadzę do auta.
-To prawda, co powiedziałaś?-pyta kiedy zapalam silnik.
-Tak..-mówię cicho.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
-Szczerze to już sama o tym zapomniałam. Nie jestem z nim od ponad roku. Ale najbardziej martwi mnie to, że przeze mnie może tu być cały czas, pod waszym domem. I nawet nie wiem, skąd wiedział gdzie jestem. Nie wiedział przecież, że lecę do Londynu..
-Nie przejmuj się. Jakoś sobie poradzimy. Gdzie jedziesz?
-Po chłopaków i Alex. Chyba, że nie będą chcieli, to będą zmuszeni zadzwonić po taksówkę. Nie chce mi się później po nich jeździć.
Po paru minutach parkuję na podjeździe przed klubem. Mam szczęście, bo prawie wszyscy są na zewnątrz.
-Słuchajcie, zadzwonicie sobie po taksówkę, okej? Bo nie sądzę abyście chcieli teraz wracać-mówię.
-Jasne-śmieje się Niall. Pierwszy raz widzę go tak pijanego.
-Ja pojadę-odzywa się Harry-jeśli mogę-dodaje.
-Po to tu jestem-uśmiecham się, a loczek niepewnie wchodzi do auta.
Widać, że jest mu głupio i źle się czuje z tym, co zrobił.

-Nie..-szepczę. Kiedy dojeżdżam do domu, na podjeździe stoi ON. Wyjmuję kluczyki i wychodzę z auta.
-Co ty tu robisz?-pytam.
-Czekam na Cie, skarbie-przybliża się.
-Nie mów tak do mnie i wynoś się stąd. Idź do swojej.. jak jej tam było.. Elizabeth! Pewnie się o Ciebie martwi! Biedaczka..
-Nigdzie się nie wybieram-uśmiecha się
Kiedy chcę od niego odejść, łapie mnie za nadgarstek. Auć.
-Puść mnie!
-Idziesz teraz ze mną, Emily-warczy i ciągnie mnie za sobą w ciemną uliczkę.
Dlaczego Zayn'a tu nie ma?
-Zaayn!-zaczynam krzyczeć, ale Edward zakrywa mi usta dłonią. Chcę go ugryźć, ale boję się konsekwencji.
-Tęskniłem za Tobą, kochanie-przywiera mną do muru.
-Zostaw mnie! Harry!
W myślach błagam, żeby któryś z nich się zjawił. Ktokolwiek. Nic nie poradzę na to, że zaczynam płakać. To musi być sen... zły sen. Miałam taką nadzieję do momentu w którym zostaję spoliczkowana.
-Przestań..-zamykam oczy i pozwala kolejnym łzom spłynąć.
-Myślałaś, że możesz sobie tak po prostu odejść? Od tak?-pstryka palcami.
-A co? Miałam z Tobą być? Miałam.. być z kimś, kogo nie kocham?!-krzyczę
-Kochasz mnie
-Nie-drugi policzek. Auć.
-Powiedz, że mnie kochasz-żąda.
Nie chce kolejny raz dostać, więc milczę. Jednak po chwili uświadamiam sobie, że był to jeszcze gorszy pomysł. Tym razem Edward celuje pięścią w mój brzuch, a potem w twarz.
-Emily! Jesteś tu?-słyszę głos Harry'ego
Korzystając z tego, że Edward odsuwa się trochę ode mnie, wołam:
-Tak-chłopak zakrywa mi usta dłonią.
-Zostaw ją!-widzę, jak biegnie.
-Ty chuju!-po chwili moim oczom ukazuję się druga postać-Zayn.
Harry rzuca się na Edwarda.
-Jezu! Emily-Zayn kuca obok mnie i przytula-nie płacz. Zrobił Ci coś?
Podnoszę głowę, nie chcąc nic mówić.
-O Boże... On Cię pobił.. Co za gnój..
-Idziemy!-Harry podchodzi do nas. Powoli wstaje, ale ból brzucha nie pozwala mi na bieg.
-Ja.. nie mogę iść-mówię.
Zayn bez zastanowienia, berze mnie na ręce. Odwracam głowę, Edward leży we krwi. On go zabił? O Boże...

Kiedy docieramy do domu, ściągam buty i idę do kuchni.
-Nic Ci nie.. o Boże! Emily!-Harry staje koło mnie.
-Jest okej-wymuszam uśmiech-Dziękuję. Gdyby nie Ty, Bóg wie, co by się stało, dziękuję-przytulam go. Chłopak niepewnie odwzajemnia uścisk.
-Zabiłeś go?-odsuwam się od niego.
-Co?-prawie się śmieje-oczywiście, że nie.
-To dobrze
-Kim on w ogóle jest?
-Cóż.. To mój były chłopak-odwracam się i nalewam soku do szklanki.
-Powiedziałaś mu, że tutaj mieszkasz?
-Co? Nie! Nie miałam z nim kontaktu od roku. Nie mam pojęcia skąd wiedział, że jestem w Londynie, a tym bardziej tu. Przepraszam.

PERSPEKTYWA HARRY'EGO

-Nie masz za co-podnoszę jej podbródek, zmuszając by na mnie spojrzała-to ja przepraszam. Jestem takim idiotą, przepraszam.
Dziewczyna patrzy na mnie pytająco.
-Za tą sytuację w klubie.. i nie tylko. Przepraszam.
-W porządku, tylko..powiedz mi.. dlaczego to zrobiłeś?
O nie. Teraz to chyba zacznie mnie wyzywać od najgorszych, albo mnie wyśmieje. Jestem kretynem.
-Powiesz mi?
-Weźmiesz mnie za idiotę... Myślałem, że jak wypijesz tego drinka, to Zayn i Ty.. no.. będziecie.. pokłócicie się.. i ja bym wtedy..
-Dobra, rozumiem. Nie kończ-wzdycha-Harry, posłuchaj. Jeżeli jeszcze raz zrobisz coś, co miałoby na celu skłócić mnie i Zayn'a to wiedz, że..
-Okej, teraz Ty nie kończ. Przepraszam. Już nigdy nie zrobię czegoś takiego celowo. Obiecuję Ci to i.. przepraszam.
-Podczas tej rozmowy przeprosiłeś mnie stanowczo za dużo razy-chichocze.
-Przepraszam?
Emily zaczyna się śmiać. Jestem idiotą.
Emily patrzy się na mnie przez chwilę, po czym daje mi buziaka w policzek
-A to za co?-nie mogę powstrzymać uśmiechu, który wkradł się na moją twarz.
-Za uratowanie mi życia. Gdyby nie Ty, on mógł mnie zabić. Dziękuję. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, służę pomocą-uśmiecha się i odchodzi.
Ruszam w kierunku pokoju. Jak mogłem coś takiego zrobić? Jestem dupkiem. Jeśli chcę ją zdobyć, to.. Nie. Nie mogę jej mieć. Jest po uszy zakochana w Zaynie i  nie mogę tego zmienić. Od początku źle ją traktowałem.. a ona i tak mi wybaczyła.Muszę się do tego przyzwyczaić, dziewczyna którą kocham mieszka ze mną pod jednym dachem, a ja..
-Odwalisz się w końcu od niej?-z zamyśleń wyrywa mnie Zayn.
-Pukać nie umiesz?
-Odpowiedz!
-Wyluzuj. Co zrobiłem? O co Ci chodzi?
-Żartujesz? Tulisz się do niej, buziaczki.. To zrobiłeś!
-Uspokój się. Po pierwsze to ona mnie przytuliła i to ona dała mi tego buziaka, a po drugie
-A po drugie to się od niej odwal!-warczy
-Zazdrosny jesteś..-uśmiecham się.
-Nie. Po prostu nie klej się tak do niej.
-Okej-wstaję z łóżka-czyli mam się do niej nie odzywać? Nie patrzeć na nią? Unikać? Może się jeszcze wyprowadzę?
-Nie.. Ja po prostu-wzdycha-Okej.. Jestem zazdrosny. Przepraszam.Możesz się do niej odzywać, nie jest moją własnością. Tylko nie próbuj mi jej odebrać.. Kocham ją-spuszcza głowę i wychodzi.

~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_______________________________________________
Jest rozdział 6! Mam nadzieję, że się podoba :D Za błędy, o ile jakieś są, przepraszam :) Następny rozdział pojawi się jak będzie kilka komentarzy. Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania, więc jeśli chcecie, by pojawił się kolejny, komentujcie! Wiele to dla mnie znaczy :)