-Nie obchodzi mnie to-mówi i odpycha mnie.
-Zayn, mówię poważnie. Ona nie chcę Cię widzieć
-Po której Ty kurwa jesteś stronie?-zatrzymuje się.
-Nie ma żadnych stron! Chcę po prostu pomóc jej i Tobie
-Jak na razie to mi nie pomagasz-mówi i wchodzi do środka a ja stoję w miejscu.
-Zostaw mnie!-słyszę krzyk Emily
-Zayn..-zaczynam.
PERSPEKTYWA EMILY
Kiedy Niall wstaje, żeby otworzyć drzwi, znowu wymiotuję. Nawet nie mam czym. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Zayn.. bez Niall'a..
-Zostaw mnie!-krzyczę, pomimo, że nawet mnie nie dotknął.
-Zayn..-słyszę głos blondyna.
-Idź stąd-kaszlę.
-Emily, proszę-Zayn podchodzi bliżej
-Nie, nie..-znowu kaszlę.
Za dużo już powiedziałam.
-Co jej jest? Czego ma taki głos?-Zayn zwraca się do Niall'a.
Gdyby nie Ty, wszystko było by ze mną w jak najlepszym porządku, idioto.
-Ona nic nie jadła od trzech dni, Zayn.. Nic nie piła, nie spała.. jedynie do toalety szła.. ale nawet tego nie jestem pewien-wzdycha blondyn.
-To przeze mnie.. to wszystko moja wina-mówi jakby do siebie-Emily, błagam, daj mi..
-Nie-przerywam mu-wyjdź.
-Nie, Emily. Ja stąd nie wyjdę, póki nie dasz mi tego wyjaśnić.. Nie pójdę dopóki nie porozmawiamy-podchodzi jeszcze bliżej, na niebezpieczną odległość
Nie mamy o czym rozmawiać, kretynie.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall pyta mnie.
Kiwam głową, a chłopak wychodzi z pokoju.
-To nie jest tak.. Ja tego nie chciałem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.. Przepraszam-płacze.
Czy on płacze? Mi już chyba całkowicie się w głowie poprzestawiało..
-Ja zrobię wszystko.. kochanie, błagam Cię.. ja nie potrafię bez Ciebie żyć.. Proszę-upada na kolana.
O matko.
PERSPEKTYWA NIALL'A
Otwieram drzwi od pokoju i prawie wylewam wodę. Zayn klęczy przed Emily i płacze. Ona... Ona nie jest chyba świadoma tego, co się dzieje. Po chwili łapie go za rękę i zmusza, aby wstał i przytula się do niego. Stop, stop.. Wybaczyła mu? Kiedy wstaje, ledwo trzyma się na nogach.
Podchodzę do nich. Kiedy blondynka mnie zauważa, odsuwa się od chłopaka i siada.
-Dziękuję-mówi.
Uśmiecham się do niej i kładę na stoliku butelkę z wodą.
Kiedy rozlega się pukanie do drzwi, Emily wstaje.
-Ja otworzę-mówię i idę do drzwi.
Przede mną stoi nieznajomy mi chłopak
-Kim jesteś?-pytam, kiedy chłopak się nie odzywa.
-Czy jest tu Emily?
-Kim jesteś?-powtarzam pytanie głośniej.
Koło mnie zjawia się Zayn.
-Odsuń się-mówi cicho.
-Wynoś się stąd. Daj jej święty spokój-warczy.
-On musi ze mną porozmawiać. Musi mnie wysłuchać
-Musi to moja ręka tu i teraz Ci przyjebać-mówi po czym uderza nieznajomego w twarz.
-Jeszcze raz.. będziesz chciał ją skrzywdzić, a na prawdę tego pożałujesz, sukinsynu-ostrzega i zamyka drzwi.
-Kto to był?-pytam
-To Edward, były chłopak Emily.
-Oh..
-Kto to?-Emily zakłada na bose stopy skarpetki.
-Nikt ważny-odzywa się Zayn.
PERSPEKTYWA EMILY
Nikt ważny? Słyszałam Edwarda. Ale nie będę już nic mówić. Nie mam siły. Czy ja przytuliłam Zayn'a? O matko.. Potrzebuję lekarza.
-Potrzebuję-zaczynam
-Wody?-Niall chwyta butelkę.
Kręcę głową. Czy ja to powiedziałam na głos?
-a czego?
Znów kręcę głową, żeby dać mu znak, że już nieważne.
-Emily, zjedz coś-nalega blondyn.
-Nie.
I tak cud, że się w ogóle ruszyłam.
-Musisz coś zjeść..
Moje oczy robią się mokre.
Nie chcę jeść, nie chcę pić, nie chcę spać.. nie chcę żyć..
Chcę zostać sama, chcę siedzieć tutaj i chcę umrzeć z głodu.
-Wszystko okej?-Niall siada obok mnie.
-Nie-zaczynam płakać-wyjdźcie.. proszę-odsuwam się od chłopaka.
-Dobrze.. Ale jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać-posyła mi smutny uśmiech i wychodzi z pokoju ciągnąc za sobą Zayn'a
Nie zważając na to, jak wyglądam, jak jestem ubrana, biorę portfel i idę na dół, do recepcji, żeby zapłacić za kolejne dwa dni. i oznajmić im, żeby nie przynosili mi jedzenia.
Kiedy wraca do pokoju, zamykam drzwi i tak jak pierwszego dnia, siadam na podłogę i patrzę na ścianę.
Dla mnie to dużo.. muszę coś zrobić, bo zwariuję. Nie przeżyję długo bez jego głosu, dotyku, bez niego.. O ile już nie jestem martwa.. bo tak się czuję.
Czuję się martwa.
Mój telefon zaczyna dzwonić, ale tym razem mam go w ręce. To Niall.
-Hm?-odbieram.
-Emily, przywiozę Ci śniadanie, dobrze?
-Nie
-Musisz coś jeść
-Nie
-I tak Ci przywiozę. Do zobaczenia-rozłącza się.
-Nie.
Kilka minut po zakończonej rozmowie z blondynem dzwoni tato, ale nie chcę z nim rozmawiać. nie w takim stanie..
-Emily, otwórz-słyszę pukanie do drzwi.
-Wejdź-mówię ledwo słyszalnie.
Chłopak próbuje otworzyć drzwi, ale zapomniałam, że jestem o nie oparta. Powoli przemieszczam się, opierając o ścianę.
-Masz, zjedz chociaż jedną-podaje mi pudełeczko z kanapkami.
Biorę pudełko, ale odstawiam go obok na podłogę.
-Emily, wszyscy się o Ciebie strasznie martwimy.. jak..
-Niepotrzebnie-przerywam mu.
-Zjedz chociaż jedną, proszę-mówi
Przez samo patrzenie na jedzenie mam ochotę zwymiotować.
Mój tato znowu dzwoni.
-Przepraszam-odzywam się do Horana.
-Halo?
-Cześć-słyszę Rose.
-Hej, tato do mnie dzwonił? Możesz mi go dać?-kaszle
-To ja dzwoniłam-ona płacze?
-Rosie, co się dzieje?
-On nie żyje..
-Co? Kto?
-On.. umarł..
-Rose, kto umarł-patrzę na Niall'a.-halo? Rose..
Przeczesuję ręką włosy. Modlę się, żeby powiedziała, że to jej kotek stracił życie.
-Tato..
Upuszczam telefon.
-Emily, co się dzieje?-Niall kuca obok mnie.
Przytulam się do chłopaka i zaczynam płakać.. Nie mam już nikogo..
-Dlaczego wszystko... Dlaczego.. Dlaczego ja? Muszę wrócić do domu.. Niall, zawieziesz mnie na lotnisko?
-Co? Nie ma mowy. Nie możesz polecieć w takim stanie.
-Ale ona została tam całkiem sama!-krzyczę.
-Wiem.. Jutro polecisz, dobrze?-mówi spokojnie-chodź, pojedziemy do domu, wyśpisz się i jutro rano polecimy, dobrze?
-Polecimy?-wycieram łzy.
-Tak. Nie chcę, żebyś była sama.
-Dziękuję.
-To jak? Pojedziesz ze mną?
Kiwam głową na znak, że się zgadzam i wstaję na nogi. Kręci mi się w głowie , ale lekceważę to i idę po walizkę.
-Ja to wezmę-uśmiecha się lekko.
Odpowiadam mu tym samym i biorę butelkę wody. Zjeżdżamy na dół windą i jedziemy do domu..
Jak? Jak to wszystko mogło się stać? Dlaczego kiedy jest już wszystko dobrze, to nagle wszystko się sypie.. Kiedy silnik gaśnie, wychodzę z auta i wchodzę do domu.
-Emily.-Zayn podchodzi do mnie.
Jestem zła. Jestem zła na każdego. A najbardziej na siebie.
-Gdybym tu nie przylatywała.. on by żył-mówię ledwo słyszalnie.
-Co? Emily, co sie stało?
-On umarł! Nie żyje!-krzyczę przez łzy.
-Kto?
-Mój ojciec..
-Jak to?
-Nie wiem-szlocham i przytulam się do chłopaka.
Potrzebuję czyjejś bliskości..
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Jak to się mogło stać? Boże.. Ona musi tyle znosić.. Gdyby nie ja, może.. może byłoby w porządku.. wszyscy byli by cali i zdrowi.. żywi.
-Jutro lecę z Emily od Nowego Jurku-oznajmia Niall.
Słucham? To ja powinienem z nią lecieć. Brawo, Zayn. Jesteś idiotą.
-Zayn..-słyszę szept blondynki
-Hm?-odsuwam się od niej i patrzę jej w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna ciągnie mnie do pokoju.
-Co się dzieje?-pytam
-Ja.. ja chcę, żebyś-kaszle-żebyś też poleciał-mówi, a po jej policzkach spływają łzy-chyba, że..
-Nie.. polecę-uśmiecham sie smutno.
-Dziękuję-mówi i odchodzi.
-Czekaj-łapię ją za ramię-wiem, że to nie jest odpowiedni moment.. ale.. dasz mi to wytłumaczyć? tą sytua..
-Nie.. To, że chcę, żebyś ze mną poleciał, nie znaczy, że Ci wybaczę. To koniec, Zayn.
-Emily, błagam Cię. Ja byłem pijany, tak wiem, żadne to wytłumaczenie.. ale ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. Kiedy tylko..
-Gdyby można było cofnąć czas-znów mi przerywa-to gwarantuję Ci, że nawet nie poznałbyś mojego imienia-mówi, odwraca się i wychodzi.
Co? Nie..To niemożliwe..Prosi mnie, żebym z nią poleciał.. a teraz mówi mi takie coś? Po co chce żebym towarzyszył jej podczas tej podróży? Nie rozumiem tej dziewczyny..
Kocham ją. Zachowałem się jak pierdolony idiota i nigdy sobie tego nie wybaczę..
Kiedy mój telefon zaczyna dzwonić po raz trzeci, odbieram nie patrząc, kto dzwoni.
-Czego?-rzucam.
Mam ochotę się rozpłakać.
-Też miło Cię słyszeć.
O nie. To Anna.
-Czego chcesz?
-Chciałam się zapytać, czy nie miałabyś ochoty pójść na kolację
-Na kolację? Czy Ciebie kobieto do reszty pojebało?! Zrujnowałaś mi życie, dzwonisz do mnie i proponujesz mi tą jebaną kolację? Odwal się ode mnie! To nic dla mnie nie znaczyło, rozumiesz? Zaciągnęłaś mnie do łóżka, wiedząc, że mam kogoś, a teraz dzwonisz i zapraszasz mnie na kolację. Jesteś żałosna-rozłączam się.
Opadam na łóżko. Nie mam pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Czy ona mi kiedyś wybaczy?
Oczywiście, że nie.
-Zayn.. Może Ty ją jakoś przekonasz.. nie chce nic jeść, a ledwo trzyma się na nogach-do pokoju wchodzi Niall.
-Nie przekonam-wzdycham.
-Chociaż spróbuj..
-Nie rozumiesz, że ona nie chce mnie nawet widzieć?-podnoszę głos.
-Myślałem, że Ci wybaczyła..
-To źle myślałeś. Najpierw ciągnie mnie ty, prosi żebym też z nią poleciał, potem mówi o cofaniu czasu i gdyby to było możliwe, nie poznałbym jej imienia..-siadam i chowam twarz w dłoniach-ona mi tego nigdy nie wybaczy, rozumiesz?-podnoszę głowę, ale z powrotem ją spuszczam-ale spróbuję.. dla niej-szepczę, wycieram ręką mokre oczy i wstaję z łóżka-gdzie jest?
-Siedzi w salonie na podłodze-wzdycha.
-Okej
Ruszam w kierunku salonu. Tak jak mówił blondyn, siedzi na podłodze, a głowę ma schowaną w kolanach.
-Ejj, zjedz coś-mówię a do oczu napływają mi łzy.
-Nie.
-Wiesz, że jak nic nie zjesz, to nikt nie pozwoli Ci jutro lecieć..
-Twoje groźby mnie nie poruszyły
-To nie jest groźba.. Proszę Cię, zjedz coś, cokolwiek-po moim policzku spływa łza.
Już ją straciłem.. Nie chcę jej stracić na zawsze. Nie chcę, żeby coś jej się stało..
Dziewczyna podnosi głowę.
-Ty płaczesz?
-Nie-mówię i wstaję
-Zayn..-również się podnosi.
-W porządku-mówię i odwracam się do niej tyłem
PERSPEKTYWA EMILY
On płacze.. Co z tego, że zaprzecza. Nie jestem ślepa.. wzrok to akurat mam doskonały.
-Zayn-wstaję i poschodzę do chłopaka.
-W porządku-odwraca się tyłem do mnie.
Chce to ukryć.. Chce ukryć swoje łzy.. Tylko nie wiem, dlaczego. Jeżeli ten chłopak.. najcudowniejszy chłopak na świecie ma przeze mnie płakać...
Czuję się słabo. Oni mają rację. Muszę coś zjeść, bo inaczej dołączę do mojego ojca.
Omijam chłopaka krążącego po salonie i idę do kuchni. Na stole leży talerz z kanapkami. Biorę jedną do ręki i patrzę na nią jakbym pierwszy raz coś takiego widziała.
Gryzę chleb i od razu robi mi się niedobrze. Mój żołądek przyzwyczaił się do braku pożywienia. Mimo to zjadłam całą kanapkę z trudem powstrzymując się, żeby jej nie zwrócić.
-Dziękuję-Zayn podchodzi do mnie.
Jego oczy są czerwone od płaczu.
Zranił mnie..
Cholernie mnie zranił..
Ale teraz.. uświadomiłam sobie, że bez niego nie funkcjonuję.. Nie żyję bez niego.. Pewnie myśli, e traktuję go jak powietrze.. a przecież bez powietrza nie można żyć.. Jest moim powietrzem.
Jest po prostu wszystkim.
Wybaczam mu..
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_____________________________________________
Tada! Jest rozdział 10! Mam nadzieję, że się podoba :)
Na rozdział 11 będziecie musieli poczekać niestety troszeczkę dłużej. Właśnie skończyłam pisać ten i mówiąc szczerze nie mam pomysłu na następny. Ale widząc, że ktoś czyta i podoba się to, co piszę, to na prawdę się staram :) Mam nadzieję, że od pierwszego rozdziału, poprawił się mój styl pisania :) Rozdziału 11 spodziewajcie się gdzieś w sierpniu :)
Pozdrawiam! :D
-Zayn..-słyszę szept blondynki
-Hm?-odsuwam się od niej i patrzę jej w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna ciągnie mnie do pokoju.
-Co się dzieje?-pytam
-Ja.. ja chcę, żebyś-kaszle-żebyś też poleciał-mówi, a po jej policzkach spływają łzy-chyba, że..
-Nie.. polecę-uśmiecham sie smutno.
-Dziękuję-mówi i odchodzi.
-Czekaj-łapię ją za ramię-wiem, że to nie jest odpowiedni moment.. ale.. dasz mi to wytłumaczyć? tą sytua..
-Nie.. To, że chcę, żebyś ze mną poleciał, nie znaczy, że Ci wybaczę. To koniec, Zayn.
-Emily, błagam Cię. Ja byłem pijany, tak wiem, żadne to wytłumaczenie.. ale ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.. Kiedy tylko..
-Gdyby można było cofnąć czas-znów mi przerywa-to gwarantuję Ci, że nawet nie poznałbyś mojego imienia-mówi, odwraca się i wychodzi.
Co? Nie..To niemożliwe..Prosi mnie, żebym z nią poleciał.. a teraz mówi mi takie coś? Po co chce żebym towarzyszył jej podczas tej podróży? Nie rozumiem tej dziewczyny..
Kocham ją. Zachowałem się jak pierdolony idiota i nigdy sobie tego nie wybaczę..
Kiedy mój telefon zaczyna dzwonić po raz trzeci, odbieram nie patrząc, kto dzwoni.
-Czego?-rzucam.
Mam ochotę się rozpłakać.
-Też miło Cię słyszeć.
O nie. To Anna.
-Czego chcesz?
-Chciałam się zapytać, czy nie miałabyś ochoty pójść na kolację
-Na kolację? Czy Ciebie kobieto do reszty pojebało?! Zrujnowałaś mi życie, dzwonisz do mnie i proponujesz mi tą jebaną kolację? Odwal się ode mnie! To nic dla mnie nie znaczyło, rozumiesz? Zaciągnęłaś mnie do łóżka, wiedząc, że mam kogoś, a teraz dzwonisz i zapraszasz mnie na kolację. Jesteś żałosna-rozłączam się.
Opadam na łóżko. Nie mam pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Czy ona mi kiedyś wybaczy?
Oczywiście, że nie.
-Zayn.. Może Ty ją jakoś przekonasz.. nie chce nic jeść, a ledwo trzyma się na nogach-do pokoju wchodzi Niall.
-Nie przekonam-wzdycham.
-Chociaż spróbuj..
-Nie rozumiesz, że ona nie chce mnie nawet widzieć?-podnoszę głos.
-Myślałem, że Ci wybaczyła..
-To źle myślałeś. Najpierw ciągnie mnie ty, prosi żebym też z nią poleciał, potem mówi o cofaniu czasu i gdyby to było możliwe, nie poznałbym jej imienia..-siadam i chowam twarz w dłoniach-ona mi tego nigdy nie wybaczy, rozumiesz?-podnoszę głowę, ale z powrotem ją spuszczam-ale spróbuję.. dla niej-szepczę, wycieram ręką mokre oczy i wstaję z łóżka-gdzie jest?
-Siedzi w salonie na podłodze-wzdycha.
-Okej
Ruszam w kierunku salonu. Tak jak mówił blondyn, siedzi na podłodze, a głowę ma schowaną w kolanach.
-Ejj, zjedz coś-mówię a do oczu napływają mi łzy.
-Nie.
-Wiesz, że jak nic nie zjesz, to nikt nie pozwoli Ci jutro lecieć..
-Twoje groźby mnie nie poruszyły
-To nie jest groźba.. Proszę Cię, zjedz coś, cokolwiek-po moim policzku spływa łza.
Już ją straciłem.. Nie chcę jej stracić na zawsze. Nie chcę, żeby coś jej się stało..
Dziewczyna podnosi głowę.
-Ty płaczesz?
-Nie-mówię i wstaję
-Zayn..-również się podnosi.
-W porządku-mówię i odwracam się do niej tyłem
PERSPEKTYWA EMILY
On płacze.. Co z tego, że zaprzecza. Nie jestem ślepa.. wzrok to akurat mam doskonały.
-Zayn-wstaję i poschodzę do chłopaka.
-W porządku-odwraca się tyłem do mnie.
Chce to ukryć.. Chce ukryć swoje łzy.. Tylko nie wiem, dlaczego. Jeżeli ten chłopak.. najcudowniejszy chłopak na świecie ma przeze mnie płakać...
Czuję się słabo. Oni mają rację. Muszę coś zjeść, bo inaczej dołączę do mojego ojca.
Omijam chłopaka krążącego po salonie i idę do kuchni. Na stole leży talerz z kanapkami. Biorę jedną do ręki i patrzę na nią jakbym pierwszy raz coś takiego widziała.
Gryzę chleb i od razu robi mi się niedobrze. Mój żołądek przyzwyczaił się do braku pożywienia. Mimo to zjadłam całą kanapkę z trudem powstrzymując się, żeby jej nie zwrócić.
-Dziękuję-Zayn podchodzi do mnie.
Jego oczy są czerwone od płaczu.
Zranił mnie..
Cholernie mnie zranił..
Ale teraz.. uświadomiłam sobie, że bez niego nie funkcjonuję.. Nie żyję bez niego.. Pewnie myśli, e traktuję go jak powietrze.. a przecież bez powietrza nie można żyć.. Jest moim powietrzem.
Jest po prostu wszystkim.
Wybaczam mu..
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_____________________________________________
Tada! Jest rozdział 10! Mam nadzieję, że się podoba :)
Na rozdział 11 będziecie musieli poczekać niestety troszeczkę dłużej. Właśnie skończyłam pisać ten i mówiąc szczerze nie mam pomysłu na następny. Ale widząc, że ktoś czyta i podoba się to, co piszę, to na prawdę się staram :) Mam nadzieję, że od pierwszego rozdziału, poprawił się mój styl pisania :) Rozdziału 11 spodziewajcie się gdzieś w sierpniu :)
Pozdrawiam! :D
Zajebisty rozdział. Z niecierpliwością czekam na następny.
OdpowiedzUsuń