Budzę się obok Harry'ego. Zrywam się na równe nogi, czym budzę chłopaka. Loczek uśmiecha się.
-O Boże-patrzę na swój strój składający się tylko z koszulki-czy my..
-Tak-przytakuje.
-Nie.. Matko..-moja głowa boli jeszcze bardziej.
-Masz rację. Żartowałem. Nie, na szczęście nie-znów się uśmiecha.
-Co się wczoraj stało?
-Nie pamiętasz?
-Kompletnie nic-wzdycham.
Oby mówił prawdę, że do niczego nie doszło.
-Kiedy wróciliśmy do domu..
-My?-przerywam mu.
-My w znaczeniu wszyscy.
Wypuszczam powietrze z płuc.
-Wracając.. Zaczęłaś się do mnie dobierać.
Co? O Boże! Nigdy więcej nie pije. Nigdy. Koniec.
-Ale powstrzymałem Cię przed tym. Nie będę Cię okłamywał.. Chciałem, żeby to się stało-śmieje się z siebie-ale nie mogłem zrobić tego Tobie. Jak powiedziałem Ci, że niema takiej opcji, to nalegałaś, żebyś mogła chociaż ze mną spać, bo inaczej..
-Bo inaczej co?
-Nie wiem.. Sam już nie pamiętam. Też nie byłem trzeźwy.
-O Boże.. Dziękuję, Harry.
-Za co?-śmieje się.
-Za to, że mnie powstrzymałeś. Wiesz, że zależy mi na tym głupku. Dzięki-uśmiecham się i wracam do swojego pokoju. Zayn jeszcze śpi. Idę do łazienki i zdaję sobie sprawę, że mam na sobie koszulkę Harry'ego.
Po długim prysznicu, owinięta ręcznikiem wychodzę z łazienki i idę do pokoju. Chłopak już nie śpi. Uśmiecham się do niego.
-Dla takich widoków to ja mogę wstawać tak wcześnie-uśmiecha się do mnie.
-Jakie wcześnie, jest 9-śmieję się.
Jak to? Dziewiąta to młody ranek. Za wcześnie by wstawać. Szczególnie, że wróciliśmy o 4 rano.
Śmieję się i wyciągam z szafy koszulkę Zayn'a, po czym zakładam ją na siebie.
-Wyglądasz uroczo-opiera się na łokciu.
Nie widzę siebie, ale mogę stwierdzić, pomimo tego ile się znamy, że się rumienię.
-A Ty dalej taka wstydliwa-uśmiecha się.
Mój ból głowy staję się coraz mocniejszy. To już trzeci dzień z rzędu. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Nie chcę znów wylądować w szpitalu.
-Emily, wszystko okej?
-Nie, już trzeci dzień z rzędu strasznie napierdziela mi głowa.-mówię.
-Może pójdziemy do lekarza? Ostatnio jak to zlekceważyłaś, nie było wesoło.
-Okej-ma rację.
Od lekarza dowiaduję się, że ból jest spowodowany stresem. Dziękuję mu i wychodzę z gabinetu, po czym powtarzam Malikowi słowa doktora.
-Spróbuj mi się denerwować, a zamknę Cię w ciemnym pokoju-śmieje się, kiedy wychodzimy z przychodni.
-Brzmi groźnie. Chyba będę grzeczna-również się śmieję.
-I co? Jesteś chora?-Rose podbiega do mnie, kiedy wchodzimy do domu.
-Nie-uśmiecham się i biorę małą na ręce.
-Emily, mogę Cię gdzieś zabrać?-do pokoju wchodzi Zayn.
-Możesz. I tak mi się nudzi-wstaję z łóżka-daj mi 10 minut.
Biorę z szafy czyste ubrania i idę do łazienki. Ubieram wcześniej przygotowane ciuchy, a włosy wiążę w niedbałego koka.
-Idziemy?
-Pewnie
Chłopak, jak na dżentelmena przystało, otwiera mi drzwi od samochodu, a następnie zajmuje miejsce kierowcy. Zapinam pasy, a Zayn odpala silnik. Po niecałych 5 minutach chłopak zatrzymuje się pod dużym blokiem.
-To mieszkanie o którym mówiłaś.. to już je wynajęłaś?
-Nie, jeszcze nie.
-Świetnie. Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Jedziemy windą na odpowiednie piętro.
-Gdzie my idziemy?-pytam w końcu.
-Chodź-mówi tylko i po przekręceniu klucza w zamku, otwiera drzwi.
-Czyje to mieszkanie?-pytam wchodząc do środka.
Jest bardzo ładnie urządzone.
Kuchnia jest biała, salon fioletowo czarny i mimo ciemnych kolorów, pomieszczenie wcale nie jest takie ciemne.
-Moje-odpowiada, a ja wchodzę do sypialni.
Jest cudowna. Idealna. Duże, dwuosobowe łóżko stoi na środku pokoju, a na nim mnóstwo poduszek, ściany są jasne.
-Twoje? Po co Ci mieszkanie, skoro macie taki wielki dom?-wychodzę z sypialni i idę do łazienki.
Nie jest mała, ani duża. Jest w sam raz. W jednym z rogów stoi wanna, w drugim prysznic, obok którego umieszczony jest kran z szafką. Pomieszczenie jest biało-czarne.
-Sam nie wiem. Było dużo momentów, kiedy musiałem pobyć sam..
-I dlaczego mi to pokazujesz?
-Myślałem, że Ci się spodoba.. I mogłabyś zamieszkać właśnie tutaj-uśmiecha się słodko.
Uwielbiam ten uśmiech.
-Mieszkanie jest cudowne. Naprawdę mogłabym tutaj mieszkać?
Już się rozmyśliłam. Chcę mieszkać z nim.
-Pewnie. Choć wiesz, że wcale nie chcę, żebyś tu mieszkała.
-Dziękuję-mówię i bez zastanowienia wpijam się w usta chłopaka. Po chwili Mulat oddaje pocałunek.
-Nie ma za co-uśmiecha się-nie widziałaś jeszcze jednego pokoju.
-Jakiego?
-Właściwie to nie wiem po co mi dwa, ale jest-mówi, po czym przez salon wchodzimy do małego pokoiku. Stoi w nim łóżko, komoda, stolik z lustrem i inne dodatki.
-Ładny-uśmiecham się.
Ten pokój będzie idealny dla Rose.
-To kiedy się wprowadzasz?-pyta, w jego oczach widać smutek.
-Nie wiem
-Błagam, powiedz, że nigdy-przytula mnie-nie opuszczaj mnie.
-Nie opuszczam Cię. Ja.. ja po prostu potrzebuję czasu-odwzajemniam uścisk.
-Wprowadzaj się jak najszybciej i jak najszybciej wracaj-mówi wkładając klucze do mojej ręki.
-To może w ogóle nie będę się wprowadzać?-żartuję.
-Byłoby wtedy super-śmieje się cicho.
-Nie chcę Cię opuszczać. Zamieszkaj tutaj ze mną-mówię i w tym samym momencie walę sobie w czoło. Jestem głupia. Nie trzeba było w ogóle mówić o przeprowadzce.
-Masz wszystko?-pytam Rose.
-Tak. Chyba tak-posyła mi uśmiech i wsiada do auta.
Zajmuję miejsce kierowcy i jadę w kierunku mieszkania.
Kiedy gaszę auto, wchodzimy do budynku. Windą wjeżdżamy na trzecie piętro i wchodzimy do apartamentu.
-Gdzie będę spać?-pyta, kiedy wychodzi z mojego pokoju.
-Chodź, pokaże Ci.
Jej pokój będzie jej światem. Drzwi są dobrze "schowane". Nawet ja ich za pierwszym razem nie zauważyłam.
-Ale super!-krzyczy i opada na łóżko.
-Przyniosę Ci walizki-oznajmiam, po czym idę po bagaże siostry.
***
-Jesteś pewna?-pyta chłopak.
-Tak. Już prawie tydzień mieszkam sama z Rose. Robi się nudno. A najbardziej brakuje tam Ciebie-uśmiecham się lekko.
Chłopak również się uśmiecha, bierze swoje walizki i idziemy do samochodu.
-Za niecałe dwa tygodnie wracamy do koncertów-mówi odpalając silnik.
-Widzisz.. Teraz to Ty mnie opuszczasz.
Jest mi naprawdę smutno z tego powodu. Gdyby nie był znany może byłoby łatwiej. Ale.. wtedy nie dowiedziałabym się o zdradzie. A przypuszczam, że nie powiedziałby mi tego sam. A zaufanie w związku to podstawa, prawda? W takim razie jak mam mu ufać, skoro nie mówi mi wszystkiego?
Może i nie jest najlepiej, ale na razie to musi mi wystarczyć.
-Emily, kiedy jedziemy do koni?-Rose siada obok mnie na kanapie.
-Jak chcesz, możemy jechać teraz.
-Taak!-klaszcze.
-Okej. To zbieraj się
-A nie mogę na duziego?-pyta, kiedy prowadzę w jej stronę kucyka.
-Jesteś za mała na dużego-śmieję się.
-Szkoda-smuci się, ale bierze ode mnie konia.
Wsiada na niego i powoli jeździ dookoła.
-O, Samantha!-wołam, kiedy widzę dziewczynę-mogłabyś ją przypilnować?
-Jasne-posyła mi uśmiech i podchodzi do Rose.
Wchodzę do stajni i idę do boksu Darly. Łapię ją za kantar i próbuję wyprowadzić z boksu. Ta jednak tylko rży i odsuwa się na koniec boksu. Nie rozumiem jej zachowania.
Kiedy weterynarz opuszcza stadninę, nie mogę się ruszyć.
Moja kochana Darla umiera.
Dlaczego tyle ludzi.. i koń zostawia mnie? Może to wydawać się głupie, ale naprawdę przywiązałam się do tego konia.
Daję wszystkim koniom jeść, dziękuję Samancie za popilnowanie siostry i wracamy do domu. Kiedy wchodzimy do mieszkania, Rose biegnie do łazienki, a ja idę do kuchni.
-Gdzie byłaś?-pyta Zayn wkładając talerz do zmywarki.
-W stadninie z Rose-odpowiadam i siadam na krześle.
-Już mam czyste rączki-siostra podchodzi do mnie i pokazuje dłonie.
-Super-wymuszam uśmiech.
-Ejj, co jest?-Mulat podchodzi do mnie.
-Darla umiera-mówi za mnie Rose.
-Kto umiera?-na jego czole pojawia się mała zmarszczka.
-Darla. To koń Emily. Ten bialutki
-Dobra. To nieistotne-przerywam im-co dzisiaj robimy?
-Może obejrzymy jakiś film?
-Okej
Włączamy film, ale gdyby ktoś nas zapytał o czym jest.. nie uzyska odpowiedzi. Nawet nie pamiętam tytułu. Siedzimy na podłodze.. w sumie to tylko ja siedzę, i rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
-Zapomniałem.. Jutro jedziemy nad jezioro. Jedziecie, prawda?
-Taak!-Rose podskakuje-alee.. musisz mi Emily kupić strój, mój jest już mały-uśmiecha się słodko.
Tak więc wyłączamy telewizor i idziemy do galerii.
-Zadowolona?-pytam siostrę, kiedy wychodzimy ze sklepu, w którym kupiłam jej strój, nowe sandałki, kapelusz i okulary
-Tak. Dziękuję-łapie mnie za jedną rękę, a Zayn'a za drugą.
PERSPEKTYWA ZAY'A
Po wspólnej kolacji idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po umyciu się wracam do pokoju i kładę się.
-Zasnęła-Emily kładzie się obok mnie.
Uśmiecham się do siebie i obejmuję dziewczynę.
Znów mam ją w swoich ramionach.
Znów mam w ramionach cały mój świat.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_________________________________________
Cześć! Tak jak mówiłam, jeszcze w tym tygodniu zdążyłam z rozdziałem 14! :D Mam nadzieję, że się podoba :) Rozdziałów będzie już naprawdę niewiele.. 10 to maksimum.
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze na wakacjach, ale nic nie obiecuję:D
Do następnego :):)
Świetny rozdział! :D
OdpowiedzUsuń