-Zaraz.. Ty chcesz się jej co?-Harry patrzy na mnie jak na kosmitę.
-Słyszałeś.
-Masz już pierścionek?-pyta nadal będąc w szoku.
-Mam
-Pokaż
Idę do pokoju i z szuflady wyciągam małe, czerwone pudełeczko. Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech.
-Kiedy?-pyta otwierając pudełko.
-Jutro.
Loczek oddaje mi pierścionek i uśmiecha się.
-Hej!-do salonu wchodzi Emily z reklamówkami w rękach.
Rzucam pudełeczko do Harry'ego i podchodzę do dziewczyny pomagając jej z zakupami.
-Wiesz, co się okazało?-pyta wkładając mleko do lodówki.
-Hm?
-Że ten Justin to tak jakby.. w sumie można go nazwać moim kuzynem. To syn najlepszej przyjaciółki mojej mamy. Były jak siostry.
-To super-uśmiecham się.
Mam nadzieję, że nie widziała pierścionka.
-Jutro o 15 będę uczyć jego siostrę jeździć.
-A właśnie.. do której juro tam jesteś?
-Do 17, a co?
-Chciałem Cię zaprosić na kolację-uśmiecham się.
-Okej-blondynka odwzajemnia uśmiech.
-Super-mówię, po czym wyrzucam puste reklamówki do kosza.
-A co to za okazja?-śmieje się.
-Żadna. Po prostu chcę spędzić z Tobą trochę czasu-uśmiecham się-a to mieszkanie.. To mogę wiedzieć, gdzie jest?
-Ulicy nie pamiętam, ale jak będzie okazja, to Cię tam zawiozę-posyła mi uśmiech i wychodzi z kuchni.
-Co tam masz?-śmieje się Emily, kiedy widzi, że Harry coś próbuje schować
-Ja? Um.. Ee, nic. To tylko-odwraca się do niej, a ona na widok jego zmieszanej miny śmieje się jeszcze bardziej.
-Harry.. Na chwilkę-ciągnę loczka na górę.
-Jezu! Prawie zauważyła!-Styles oddaje mi pudełeczko.
-Dzięki-posyłam mu uśmiech i chowam pierścionek do szuflady.
PERSPEKTYWA EMILY
Budzę się przez ogromny ból głowy. Nie mam pojęcia dlaczego.. Patrzę na telefon, 9 rano. Schodzę na dół w poszukiwaniu czegoś przeciwbólowego, jednak znajduję tylko apap. Biorę dwie tabletki i popijam je wodą. Wracam do pokoju i próbuję zasnąć. Nie jest mi jednak dany długi sen. Budzi mnie dźwięk telefonu, na którego wyświetlaczu zauważam, że to Jason.
-Lepiej, żeby było to coś ważnego, bo inaczej zginiesz-odbieram.
-Obudziłem Cię?-śmieje się.
-Tak
-Jest już 13
-13? O cholera.
-Chciałem się zapytać, czy masz ochotę na kawę?
-Co? Kawa? Świetnie-mówię i podnoszę się z łóżka.
-To super. Będę za chwilkę.
-Okej.. Czekaj! Co?-krzyczę-kawa? Jestem w Londynie.
-I co w związku z tym?-w słuchawce rozbrzmiewa się śmiech przyjaciela.
-Ty.. a Ty jesteś w Nowym Jorku. Jak masz zamiar iść na kolację?
-Oh.. Już nie dramatyzuj, tylko otwórz mi drzwi-mówi, a po chwili słyszę dźwięk zakończonej rozmowy.
Jeszcze jakiś czas siedzę na łóżku. Dopiero kiedy po 5 minutach dostaję sms-a od Jasona, wstaję i schodzę na dół.
-Cześć-uśmiecha się-Ubrałabyś się chociaż-śmieje się.
Mam na sobie tylko bieliznę i czarną bokserkę.
-Jestem ubrana-mówię-boże! Ty przyleciałeś do mnie!
-Żaden Bóg. To ja-śmieje się i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Już w pół do drugiej. O trzeciej mam jazdę-mówię.
-Jaką jazdę?-wpuszczam chłopaka do środka.
-Mam swoją stadninę. Dzisiaj uczę siostrę Justina.
-O! To super.
-Daj mi 30 minut-uśmiecham się i idę do pokoju. Biorę czarne spodenki, luźną białą koszulkę i idę do łazienki. Po zimnym prysznicu, nakładam lekki makijaż, a włosy wiążę w wysokiego kucyka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, a koszulkę wpycham do spodenek.
-Gotowa?
-Tak-mówię biorąc czarną torbę do ręki.
Wychodzimy z domu kierując się do mojego auta.
Zastanawia mnie, gdzie są wszyscy, dom wydawał się pusty..
Kiedy gaszę auto, wysiadamy i wchodzimy do niedużej kawiarni. Znajdujemy pusty stolik i zajmujemy miejsca. Po chwili podchodzi do nas kelner i przyjmuje nasze zamówienia.
-A więc.. dlaczego tutaj przyleciałeś?
-Żeby spotkać się z moją leniwą przyjaciółką-śmieje się i w tym samym momencie podchodzi ten sam mężczyzna i podaje nam kawę oraz szarlotkę. Uśmiecham się do kelnera i upijam łyk kawy.
-Ty mi tutaj nie flirtuj z kelnerem!-grozi mi palcem
-Ależ ja z nikim nie flirtuję.. Zająłbyś się w końcu swoim życiem. Znalazłbyś sobie w końcu dziewczynę.
-Dziewczyna? A po co to komu?-wzrusza ramionami, na co wybucham tak głośnym śmiechem, że kilka osób patrzy w naszą stronę. Uśmiecham się tylko do nich i zaczynam jeść ciasto.
-A więc.. Wracając do poprzedniego tematu.. Trzy dni temu byłem na imprezie w NY i tam przyczepiła się do mnie jakaś laska. To drugi powód, dla którego siedzę teraz tutaj-śmieje się.
-Może się z nią spotkaj?-uśmiecham się-jak ma na imię?
-Tak, jak Ty o ile dobrze pamiętam-znów się śmieje.
-Umów się z nią! Każda Emily jest wspaniała.
-W to nie wątpię-mówi sarkastycznie.
-Ejj.. nie jestem wspaniała?-prostuję się.
-Nie-jest poważny.
-Oh.. Okej-odsuwam się od stolika i wstaję ledwo powstrzymując śmiech.
-Oj no, żartowałem-łapie mnie za rękę.
Śmieję się i siadam na miejsce.
-Dlaczego nie umówisz się z nią?
-Nie kręci mnie.. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zniechęca.
-Jak uważasz. Ale ja mówię serio. Potrzebujesz kobiety-śmieję się.
-Jasne-przeciąga ostatnią literę-bez niej nie pożyję długo.
-Dobra, było miło, ale teraz serio muszę iść-mówię, kiedy widzę, że zegar wskazuje 14:48.
-Pojadę z Tobą-uśmiecha się, zostawia pieniądze na stoliku i wychodzimy z budynku kierując się do stadniny.
-Świetnie Ci idzie-mówię do Sary.
Minęło już pół godziny od rozpoczęcia jazdy. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz siedzi w siodle. Idzie jej całkiem nieźle.
-Tylko pamiętaj, pięty w dół-mówię, na co dziewczyna poprawia stopę-teraz zatrzymaj konia.
Sara ciągnie mocno za wodze. Podchodzę do konia i zatrzymuję go.
-Pamiętaj. Wodze to zaledwie 10% "sterowania" koniem. Ważny jest dosiad i łydki..
Kiedy wybija 17, zamykam stadninę i jadę do domu. O 19 Zayn zabiera mnie na kolację. To miłe. Ostatnio byliśmy na kolacji jak się poznaliśmy. Wchodzę do domu i idę do swojego pokoju.
-gdzie idziesz?-Rose wchodzi do pomieszczenia.
-Wychodzę z Zaynem na kolację.
-Okej-uśmiecha się i opuszcza pokój.
Wyciągam z szafy fioletową sukienkę, czystą bieliznę i idę do łazienki. Po dokładnym umyciu ciała, nakładam na siebie sukienkę. Włosy prostuje i zostawiam rozpuszczone. Kiedy wkładam na stopy czarne szpilki, słyszę pukanie do drzwi.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Juuuż-zakładam drugiego buta-tak-prostuję się, biorę do ręki torebkę i wychodzimy z domu.
PERSPEKTYWA ZAYN'A
Kolacja trwa już pół godziny. Teraz albo nigdy. Raz się żyje. Sięgam ręką do kieszeni marynarki, jednak szybko ją stamtąd zabieram. Nie. Ona się nie zgodzi. Dopiero mi wybaczyła to całe gówno, co jej zrobiłem, a ja już chcę się jej oświadczyć.. Nie. Nie jest na to jeszcze gotowa. Muszę z tym poczekać.. Jeszcze tydzień, może dwa. Ale na pewno nie dzisiaj.
-Zayn, w porządku?-z zamyśleń wyrywa mnie głos blondynki.
-Tak tak-uśmiecham się.
Dziewczyna odpowiada mi tym samym.
Kiedy dochodzi 21, wychodzimy z restauracji i idziemy na spacer. Dokładnie tą samą drogą, co kiedyś.
-Zimno Ci?-pytam, kiedy Emily pociera ramiona dłońmi.
-To nic-posyła mi uśmiech.
Zdejmuję swoją marynarkę i chcę nałożyć dziewczynie na ramiona, kiedy w ostatniej chwili przypominam sobie, co jest w kieszeni. Szybko wyciągam pudełeczko i zakładam Emily marynarkę.
-Dziękuję.
Niepewnie łapię Emily za rękę. Kamień z serca, kiedy dziewczyna ściska moją dłoń.
-Gdzie idziemy?-pytam.
-Możemy iść do parku-uśmiecha się do mnie.
-Cześć-Harry wita nas w salonie z Rose na rękach.
-Hej.
-Emily, możemy pogadać?-zwraca się do dziewczyny
-Jasne. Ale jutro. Nie mam już siły. Jestem zmęczona-mówi.
-Okej.. Emm. Gdzie pierścionek?
-Co? Jaki pierścionek?
Ja go zabiję.
-A.. nic.. bo miałaś ostatnio taki.. myślałem, że zgub..
-To chyba Alex go miała-odpowiada
Uff..
Ruszam w kierunku łazienki, gdzie biorę krótki prysznic. Po 20 minutach już leże w łóżku. Przyzwyczaiłem się do zasypiania mając w ramionach Emily. Ostatnie kilka nocy prawie w ogóle nie spałem. Dzisiaj nic nie uległo zmianie. Podnoszę się z łóżka i idę w stronę pokoju blondynki. Pukam, a po usłyszeniu cichego "proszę" wchodzę do środka.
Dziewczyna leży na brzuchu i czyta książkę, machając nogami.
-Co czytasz?-podchodzę do niej.
Przymyka książkę i pokazuje mi okładkę.
-Fajna?
Co mam jej powiedzieć?
"Cześć. Nie mogę spać, bo Cię zdradziłem i już nie jest tak jak kiedyś i dlatego nie mogę zasnąć, bo Ciebie nie ma przy mnie"? Nie.
-Zayn, o co chodzi?-wkłada zakładkę na stronę, na której skończyła czytać, odkłada książkę i odwraca się do mnie.
-O nic. Po prostu nie mogę spać-przyznaję.
Czuję się jak małe dziecko.
Dziewczyna wzdycha i posuwa się robiąc mi miejsce, a ja cieszę się jak dziecko. Chyba naprawdę nim jestem.
-Mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś-mówię odwracając głowę w jej kierunku-kocham Cię.
Chwilę się zastanawiam, po czym delikatnie muskam jej usta swoimi. Dziewczyna prawie od razu odwzajemnia pocałunek.
-Zayn..-szepcze-kiedy moje ręce znajdują się pod jej koszulką.
-Przepraszam.
-Nie. Nie przepraszaj. Po prostu.. Edward.. on kiedyś-zaczyna.
-Ćśś-uciszam ją.
PERSPEKTYWA EMILY
Znów budzi mnie ból głowy. To jest nie do wytrzymania. Delikatnie zsuwam z siebie rękę Zayn'a i idę na dół po tabletki. Kiedy zauważam, że jest 11, nie wracam do pokoju.
-Cześć-mówię, kiedy zauważam Harry'ego.
-Hej-uśmiecha się podsuwając mi pod nos talerz z kanapkami-chcesz?
-Chętnie-biorę jedną i siadam na kanapie.
Siedzimy chwilę w niezręcznej ciszy.
-O czym chciałeś wczoraj ze mną porozmawiać?-pytam
-Ah.. Tak. Dość głupia sytuacja.-drapie się po karku-moi rodzice mają dość tego, że cały czas jestem sam.. Mi to jakoś nie przeszkadza, ale..
-To im to powiedz-chłopak patrzy na mnie-przepraszam, mów dalej.
-Ale oni są uparci. Chcą się zobaczyć ze mną dzisiaj na obiedzie.. I chciałem Cię poprosić, żebyś poszła tam ze mną..
-Co? Zwariowałeś? Chcesz, żebym udawała Twoją dziewczynę, kiedy mam chłopka? Dobrze się czujesz? Wiesz, że wtedy Twoja mama, czego nie jestem pewna, ale tak robią wszystkie mamy, będzie na planować ślub czy coś.. To nie jest zabawa, Harry.
-Wiem.. Po jakimś czasie powiem im, że z Tobą zerwałem..
-Harry, Ty słyszysz, co mówisz? Chyba nie. To będzie jeszcze gorsze. Pewnie będą mówić, że bawisz się uczuciami innych. Zastanów się trochę nad tym. W tej sprawie nie masz co na mnie liczyć.. Lepiej znajdź sobie kogoś.. tak na poważnie.mówię po czym idę w kierunku schodów.
-W tym problem-zatrzymuję się-nie potrafię do cholery jasnej znaleźć nikogo, bo kocham Ciebie.
Co? Już drugi raz to słyszę.. Tylko dlaczego nie chce mi tego powiedzieć wprost?
Wracam do pokoju. Mulat już nie śpi.
-Czego mi uciekłaś?-opiera się na łokciu.
-Nie uciekłam/ Gdyby tak było, nie wracałabym. Nie sądzisz? Strasznie boli mnie głowa, poszłam po tabletki.
Tak. Poszłam po nie, ale ich nie wzięłam. Brawo, Emily.
-Może po wczoraj?
-Nie sądzę. Wypiłam jedną lampkę wina.
-Jedną lampkę wina?-uśmiecha się-razy sześć.
-Oj no nie przesadzaj. Nie aż tyle
-Wcale-śmieje się-robisz coś dzisiaj wieczorem?
-Nie
-Jest impreza w klubie na końcu miasta..
-Nie
-Czego?
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł-kładę się-na każdej imprezie coś się dzieje złego..
-Będziemy się trzymać razem. Prooszę-uśmiecha się słodko.
-Nie. I nie rób takich min
Uśmiecha się jeszcze bardziej i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
-A teraz?-pyta, a ja kręcę przecząco głową.
Znów pocałunek, tym razem dłuższy.
-Nie-śmieję się.
-No nie daj się prosić-porusza zabawnie brwiami i zaczyna mnie łaskotać.
-Nie.. Zayn-mówię przez śmiech-przestań!
Chłopak tylko zaczyna się ze mnie śmiać, nie przestając wbijać swojego palca w moje żebra.
-Dobra, dobra! Pójdę!-mówię, a chłopak przestaje.
-Dziękuję-mów poważnie, ale widzę, że nie może powstrzymać uśmiechu, po czym znów mnie całuje.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale śniadanie czeka-w pokoju pojawia się Niall.
-Nie jestem głodna. Już jadłam-mówię próbując strącić z siebie Malika. Jednak nawet się nie rusza.
-Zaraz przyjdę-mówi Zayn, kiedy spojrzenie blondyna zatrzymuje się na nim.
Niall posyła nam uśmiech i opuszcza pokój.
-Kretyn, pukać nie potrafi-śmieje się chłopak.
-Dobra, dobra. Idź jeść-również się śmieję.
-A jeśli nie pójdę?-unosi brew.
-Tooo.. wtedy-udaję, że myślę-nie pójdę z Tobą na żadną imprezę-mówię, a chłopak wybiega z pokoju, na co wybucham śmiechem.
-Gotowa?-Zayn wchodzi do pokoju.
-Co? Nie!
Od kilku minut zastanawiam się w co mam się ubrać.
-Nie chcę sukienki-mówię, kiesy chłopak wyciąga żółtą sukienkę.
Ostatecznie wybieram spodenki z wysokim stanem i krótki, czarny top.
-Te?-Zayn podnosi czarne baleriny.
-Nie.
-A te?-wskazuje na białe trampki.
-Nie.
-Czekaj, wybiorę Ci coś i w tym masz iść-mówi.
Siadam na łóżku, a po chwili chłopak wkłada mi na stopy czarne szpilki.
-Zwariowałeś? Szpilki? Serio?
-Nie marudź, tylko chodź-uśmiecha się, łapie mnie za rękę i wychodzimy z domu, wcześniej dzwoniąc po taksówkę.
-Jedziemy sami?-pytam.
-Chłopcy są już tam od jakiegoś czasu. Tylko Lou i Alex z Rose zostali. Idą na randkę-śmieje się.
-W końcu
Kiedy auto się zatrzymuje, Mulat płaci kierowcy i wchodzimy do klubu. Chłopak od razu idzie w kierunku baru, a ja zajmuję miejsce. Po chwili Zayn wręcza mi drinka.
Po czwartym drinku idę na parkiet. Poruszam się w rytm muzyki, a po chwili dołącza do mnie nieznany chłopak. Jeszcze myślę i pomimo, że jest mega przystojny, spławiam go. Po przetańczeniu kilka piosenek wracam do stolika. Zayn nie chce tańczyć, bo jak twierdzi-nie potrafi. Jasne.
Po wypiciu drinków i kilka kieliszków czystej wódki po prostu odpływam i nie panuję nad tym, co robię.
~przeczytałeś/aś-skomentuj~
______________________________
Heeej!
Jest rozdział 13! Moja ulubiona liczba :) Mi osobiście rozdział nie za bardzo się podoba.. Dziwny. Postaram się, aby następny był lepszy ;p
Za błędy, o ile jakieś są-przepraszam! Rozdział nie jest sprawdzony :)
Prawdopodobnie w tym tygodniu dodam jeszcze 14, ale nie jestem tego do końca pewna. Już trochę go napisałam :D
Mam nadzieję, że Wam się podoba :3
Pozdrawiam i do następnego :):)
Wspaniały! Nie da się inaczej opisać tego rozdziału. Już nie mogę doczekać sie następnego :D
OdpowiedzUsuń