niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 5

-Muszę poprosić ojca o pieniądze, nie wiem czy wystarczy nam przez to ze kupiłyśmy auto. Pewnie będzie chciał mnie zabić-siadam.
-Przestań tak mówić, to Twój ojciec. Może być trochę zły i tyle-siada obok.
-Pewnie wylądujemy na ulicy. Co jedli nie będziemy miały co jeść? A jesli naprawdę zabraknie nam pieniędzy? Albo co będzie, jak
-Przestań tak histeryzować-przerywa mi.
Siedzimy w ciszy. Po chwili postanawiam iść do łazienki. Po długiej i relaksującej kąpieli wychodzę.
-Wiesz co?-wołam wchodząc do pokoju, ale jest pusty-Alex?
Nic. Wracam do łazienki i suszę włosy.
-Gdzie byłaś?-pytam, kiedy widzę przyjaciółkę.
-Masz-uśmiecha się i podaje mi tacę z obiadem.
-Dziękuję. Umieram z głodu-mówię po czym zaczynam jeść.
Mój telefon wibruje od kilku minut, wiec postanawiam odebrać.
-Tak?
-Nareszcie! Już myślałem, że coś się stało-słyszę głos Malika.
-Nie, wszystko w porządku. O co chodzi?
-Chciałem spytać, czy przyjdziesz do mnie.. Do nas-szybko sie poprawia.
-Jasne-uśmiecham sie do siebie.
-Przyjechać po Ciebie?
-Dziękuję, nie trzeba
-Okej. W takim razie czekam. Do zobaczenia
-Papa.
-Jedziesz ze mną?-odkładam tacę na komodę.
-Gdzie?
-Do chłopaków.
-Jasne
Po nałożeniu delikatnego makijażu wychodzę z łazienki i idziemy do auta. Po paru minutach jesteśmy na miejscu. Wysiadamy z samochodu i kierujemy sie w stronę drzwi. Dzwonie dzwonkiem, a chwilę później w drzwiach ukazuje sie Liam.
-Cześć-uśmiecha się i otwiera szerzej drzwi abyśmy mogły wejść.
-Cześć-mówię kiedy wchodzimy do salonu.
-Hej-odpowiadają prawie równo.
Zayn wstaje z kanapy i podchodzi do mnie
-Cześć-mówi cicho i mnie przytula
-Nie za dobrze Wam?-słyszę Harry'ego, odsuwam się od Zayn'a.
Zajmujemy miejsce na kanapie obok Alex. Chłopcy postanawiają obejrzeć horror. Nienawidzę horrorów. Mimo, iż wiem, że to wymyślone historie i specjalne efekty, nie lubię takich filmów. Kiedy podczas filmu coś wyskakuje, albo są jakieś obrzydliwe rzeczy, odwracam głowę aby nie patrzeć na telewizor. Zayn uśmiecha się i przyciąga mnie do siebie.
-Jak Wam się podobało?-Louis wstaje i idzie do kuchni.
-To było okropne!-jęczę.
-Oj, daj spokój. Nie był aż taki straszny-odzywa się Harry.
-Wcale-mówię cicho.
-Jestem padnięta-mówi Alex i idzie do Lou.
-Oh.. Ja na pewno teraz nie zasnę.
Po upływie godziny w salonie zostaje Zayn, ja i Harry.
-Co macie zamiar robić?-uśmiecha się loczek.
-Spać-oznajmiam.
-Spać..-powtarza śmiejąc się.
-A co innego?-wtrąca się Zayn.
-To co robią zazwyczaj pary-nadaj się śmieje. On i to jego poczucie humoru.
-Nie jesteśmy parą-odpowiadam zanim zdążę to przemyśleć.
-Oh, do prawdy?
-Tak.. um chyba.. tak-nie jestem pewna swoich słów.
-Dobra, nie wiem haj Ty, Harry, ale my idziemy spać. S p a ć, Harry-Zayn uśmiecha się i wstaje z kanapy, a ja podążam zaraz za nim , jak cień. Kiedy wchodzimy do sypialni, Zayn ściąga koszulkę i spodnie, po czym zakłada czarne spodnie dresowe. Kładzie się i patrze w sufit. Stoję w drzwiach i przyglądam się chłopakowi. Nie wiem czy chcę z nim spać.. To co powiedziałam na dole mogło go urazić.. Najpierw się myśli, a potem mówi, Emily!
-Kładziesz się?-opiera się na łokciu.
-Tu?-pytam, aby upewnić się, czy nie jest zły.
-A nie chcesz?
-Wręcz przeciwnie-lekko się uśmiecham
Chłopak wstaje z łózka, podchodzi do szafy i wyciąga z niej białą koszulkę, która prawdopodobnie jest uzupelniem jego spodni dresowych. Ma taki sam znaczek. Podaje mi ją, a ja przebieram się nie zważając na to, że Zayn może mi się przyglądać. Odkładam spódnicę i koszulkę na krzesło, kiedy nagle Zayn łapie mnie w talii kładąc głowę na moim ramieniu. Uśmiecham się i odwracam do niego twarzą. Na jego twarzy również widnieje uśmiech.
-O co chodzi?-spoglądam w górę, by spojrzeć mu w oczy,
-O nic-nadal się uśmiecha.
-Dobra, nie wiem o co Ci chodzi, ale pewnie się nie dowiem, więc pozwolisz, że pójdę się położyć-próbuję się wyrwać z jego uścisku, jednak jest sliniejszy.
-Nie pozwolę
-W takim razie będę musiała...-przerywa mi złączając nasze usta w pocałunku.
-Kocham Cię.
Nie wiem, co powiedzieć. Stoję i patrze w jego czekoladowe tęczówki. Połowa mnie każe mi powiedzieć, że też go kocham, jednak ta druga każe milczeć.mKocham go od samego początku. Od momentu poznania go. Nie jako idola. Jako zwykłego, prostego chłopaka.
-Wiedziałem-jego głos jest smutny. Zabiera ręcę z moich bioder i siada na łóżku-Nie kochasz mnie-twierdzi, ale jedocześnie słychać w tym pytanie.
-Nie, nie. To nie tak. Kocham-mówię za szybko.
-Naprawdę?-odwraca głowę by na mnie spojrzeć.
-Tak. Przecież i tak już Ci to mówiłam-uśmiecham się i kładę obok chłopaka. Przyciąga mnie do siebie, a po chwili zasypiam.
Kiedy budzę się rano, Zayn siedzi na krześle i przygląda mi się.
-Dzień dobry-mówi
-Hej. Jak długo nie śpisz?
-Jakieś 15 minut-uśmiecha się i wstaje.
-Nie lubię, jak ktoś się na mnie patrzy kiedy śpię
-Wyglądasz wtedy uroczo-siada obok mnie.
Czuję, jak moje policzki robią się gorące. Odwracam głowę, by na niego nie patrzeć jednak on unosi moją brodę zmuszając bym na niego spojrzała, po czym składa na moich ustach pocałunek.
-Ops! Sorka!-słyszę śmiech Harry'ego
Natychmiast odrywamy się od siebie
-Jesteście głodni?-pyta
-Bardzo-uśmiecha się Zayn. Ale miły.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafki, aby założyć spódnicę.
-Nie za długa ta koszulka?-Harry przekracza próg.
-Harry!-piszczę.
-No już. Już wychozę. Chodźcie na dół-śmieje się i wychodzi.
Zakłądam ubrania i schodzimy.
-Witajcie śpiochy-odzywa się Niall.
-Hej-uśmiecham się i siadam przy stole.
Trochę mnie ziwi, że tacy chłopcy, jak oni jedzą razem, przy stole. Zawsze wyobrażałam sobie, że jeden siedzi na kanapie z talerze, drugi u siebie w pokoju, trzeci w łazience a kolejny jeszcze gdzie indziej. Nigdy nie pomyślałabym, że przy stole.
-Muszę iść pod prysznic-oznajmiam Zaynowi wkładając ostatni talerz do zmywarki.
Chłopak uśmiecha się.


PERSPEKTYWA ZAYN'A


-Jesteście razem?-Harry siada obok mnie na kanapie.
-Mhmm-odpowiadam nie odrywając wzroku od telewizora.
-Masz ją chronić. Ma się czuć przy Tobie bezpieczna, szanuj ją. A jeśli coś jej zrobisz, przysięgam, że Cię zabiję. Zabiję Cię własnymi rękami-warczy
-O co Ci chodzi?-patrzę na niego
-O nic-rzuca i wychodzi z domu.
Opieram się o kanapę i wracam do oglądania głupich programów.
-Gdzie Alex?-do pomieszczenia wchodzi Emily.
-Nie wiem, nie widziałem jej dziś-mówię przełączając program.
 Nie mogę jej powiedzieć.
-Loui!-krzyczy wychodząc z salonu.
-Pojechała do hotelu-mówi, kiedy wraca.
-Co jest?-siada obok i bierze moją twarz w swoje małe dłonie bym na nią spojrzał.
-Nic-wymuszam uśmiech.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak.
-Nie, wszystko w porządku. Naprawdę-całuję ją w czoło i wracam do oglądania.
-Jak chcesz. Odwieziesz mnie do hotelu? Alex wzięła auto.
-Już jedziesz?-patrzę na nią.
-Tak, nie chcę robić problemów. I tak już tyle czasu u Was spędziłam-wstaje.
-Możesz tu być kiedy chcesz i ile chcesz-łapię ją za nadgarstek-pamiętasz, jak mówiłaś, że potrzebujesz pracy żeby opłacić hotel?
-Znalazłeś jakąś?-odwraca się, na jej twarzy widnieje szeroki uśmiech.
-Nie-uśmiech znika-alee.. pomyślałem, że mogłabyś zamieszkać tu, ze mną, z nami.
-Nie, nie-śmieje się-i tak już wiele dla nas zrobiłeś. Dla mnie i Alex-uśmiecha się-to jak? Odwieziesz mnie?-podnosi brew.
-Mogę Cię jedynie podwieźć pod hotel, weźmiesz swoje rzeczy i wrócimy tutaj-szczerze się.
-Zayn..
-Alex przeprowadzi się z Tobą
-Nie o to chodzi
-To o co? Nie będziesz musiała tyle za pokój płacić
-Jesteś uparty..
-Czyli się zgadzasz?-mój uśmiech rośnie
-Tego nie powiedziałam. To jak? Zabierzesz mnie do tego hotelu czy mam iśc na piechotę?-kładzie ręce na biodra.
-Okej-wyłączam telewzor i wstaję.
-Wracając do poprzedniej rozmowy-Emily przerywa ciszę-rozmawiałeś o tym z chłopakami?
-Chodzi Ci o przeprowadzkę? Szczerze mówiąc to tak jakby sami to zaproponowali.
-Tak jakby?
-No tak-uśmiecham się-zgadzasz się?
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Będę się dorzucać do rachunków. Albo chociaż robić zakupy. A najlepiej to i to.
-Oczywiście.
Kiedy wyłączam silnik, Emily wysiada z auta i wchodzi do budynku.Zamykam auto i idę za nią. Kiedy wchodzimy do pokoju, Alex siedzi na podłodzę i zamyka walizkę.
-Co Ty robisz?-pyta Emily
-O! Jesteście już. Spakowałam nas-uśmiecha się.
-Po co?
-Nie.. nie wyszło?-jest zszokowana, a pytanie kieruje do mnie.
-Wyszło-Emily zaczyna się śmiać i idzie po walizkę-dziękuję.


PERSPEKTYWA EMILY


Kiedy wsiadamy do samochodu, zapinam pas, a Zayn odpala slnik. Nie jestem pewna swojej decyzji. Ledwo go znam, a teraz siedze w jego samochodzie w drodze do jego domu. Zayn może mieć każdą laskę na Ziemi, a wybrał właśnie mnie. Powinnam być szczęśliwa z tego powodu, jednak nie do końca tak jest. W pewnym sensie cieszę się, że to włąśnie ja jestem jego dziewczyną, jeśłi mogę tak siebie nazwać. Ale nie jestem do końca pewna, czy mogę mu zaufać. Zrobił wiele dobrych rzeczy dla mnie i nie tylko, ale muszę go lepiej poznać.
-Słyszałaś?-Alex macha mi ręką przed twarzą.
-Nie. Przepraszam, zamyśliłam się
-Ah, no tak! Cała Emily, jak zwykle rozmarzona
-Okej, okej. Co chcesz?
-Pytałam, czy idziesz ze mną dziś wieczorem na imprezę-uśmiecha się.
-Impreza? O nie nie.
-No dawaj! Pamiętasz jak fajnie było ostatnio?
-Chyba dla Ciebie-śmieję się-może było fajnie, ale nie idę już na żadną imprezę.-silnik gaśnie, więc rozpinam pas i wysiadam z auta.
Proponuję Zaynowi, że wezmę swoje walizki, jednak ten kręci przecząco głową i wchodzi do domu.
-Myślałem, że to niegdy nie nadejdzie!-Niall bierze od przyjaciela walizkę
-Co?-uśmiecham się
-Wy!-śmieje się-głodni?
-Trochę-odzywa się Alex.
-To siadajcie. Za chwilę obiad-uśmiecha sie i znika w kuchni.Zdejmuję buty i siadam obok Zayn'a przy stole.
Po posiłku, nie mogę patrzeć na to, co dzieje sie na stole. Zaczynam
zbierać brudne talerze i kubki i umieszczam je w zmywarce.
-Zostaw to-do kuchni wchodzi Liam.
-Nie mogę-uśmiecham się, a Liam zaczyna się śmiać.
-Będziesz musiała sie przyzwyczaić
-Będę musiała
Kiedy kończę sprzątać kuchnię, idę do pokoju gościnnego.. w sumie
już mojego. Wolałabym dzielić pokój z Zaynem. Układam swoje ciuchu w
szafie i wieszam sukienki.
-Pomóc Ci?-do pokoju wchodzi Mulat.
-Nie, właściwie juz skończyłam... Gdzie mogę położyć walizkę?
Chłopak podchodzi do mnie, bierze walizkę i kładzie ją wysoko na
szafie.
-Dziękuję
-W środę wyjeżdżam na parę dni-oznajmia i siada na łóżku.
-Gdzie?-podchodzę do niego.
-Do moich rodziców-robi przerwę-pojedziesz ze mną? Bardzo chcą Cię
poznać-przyciąga mnie do siebie, tak że staję między jego
nogami-Jeśli nie chcesz, to w porządku.
-Chcę pojechać.
-Naprawdę?
-Tak
Nie.
-A jeśli mnie nie polubią?
-Pokochają Cie tak, jak ja-owija swoje ręce wokół mojej talii
przyciągając mnie jeszcze bliżej, sprawiając że siadam na jego kolana.
-Obyś miał rację.
-Ja zawsze mam rację-szczerzy się.
-Dziś poniedziałek!-panikara Emilu wkracza do akcji. Zawsze muszę być
przygotowana tydzień wcześniej na jakikolwiek wyjazd.
-I co?-śmieje się.
-Za dwa dni jedziemy
-Prawda. Spokojnie, jutro się spakujemy.
-Wiesz co? Chyba jednak pójdę na tą imprezę dziś wieczorem
-Nie sadze żeby to był dobry pomysł.
-Dlaczego? Dobrze się bawiłam ostatnim razem-mówię, ale po chwili
żałuję swoich słów. Ja bawiłam się dobrze, on-nie.
-Rozumiem, ale ja po prostu nie mogę patrzeć jak się całujesz z każdym możliwym kolesiem w trakcie jakiejś głupiej gry i nie tylko.

Skoro teraz jesteśmy.. razem, bo jesteśmy?-niepewnie kiwam głową-to niemożesz mnie zdradzać z jakimkolwiek chłoptasiem na imprezie.-Wiem.. I przepraszam za to-schodzę z jego kolan i siadam obok-niepotrafię panować nad sobą jak.. Przepraszam.-Wiem-wzdycha-możemy iść jeśli obiecasz mi, że nie będzieszpić-odwraca się do mnie.-Okej, obiecuje-jęczę.Przez chwilę w pokoju panuje cisza.-Pamiętasz jak przedtem wspomniałeś o tym, że jesteśmy razem?-chłopakprzytakuje-wydaje mi się.. że to.. że to nie ma sensu.-Co nie ma sensu?-My, Zayn. My.

PERSPEKTYWA ZAYN'A

To nie ma sensu? MY nie mamy sensu? O co jej chodzi? Kocham ją, a ona
mnie.
-Wyjeżdżam za dwa miesiące. Ty masz zespól. Nie będziemy się
widywać, mieszkasz daleko. Cóż, właściwie to nie masz stałego miejsca
zamieszkania kiedy jesteś w trasie.. Chciałabym, Zayn. Naprawdę..
-Jakbyś chciała to miałoby to choć najmniejszy sens, Emily-mój głos
załamuje się.
Nic nie mówi. Wzrok ma skupiony na swoich palmach. Nie wiem już co
powiedzieć ani co zrobić, więc po prostu wychodzę z pokoju.
Jak ona mogła powiedzieć, że to nie ma sensu? "My, Zayn. my"
jej słowa odtwarzają się w mojej głowie bez przerwy. Nic nie poradzę
na to, że płacze. Rozryczałem się jak małe dziecko. Nigdy nie plakatem
przez dziewczynę, ale ona jest inna. Dla niej zrobiłbym wszystko.
Dosłownie wszystko.. Jestem takim idiotą..
-Zayn?-słyszę lekkie pukanie do drzwi.
-Czego?-wycieram wierzchem dłoni mokry policzek.
-Mogę wejść?
-Taa..
-Co sie dzieje?-zaczyna Niall.
Otwieram usta by odpowiedzieć mu zwykle "nic", jednak jest
szybszy.
-Nie mów że nic, bo wiem że tak nie jest. Nie płaczesz codziennie, ot
tak-mówi i siada obok mnie.
-Ja.. Nie, ona. Nie. To nie ma sensu.. Oh, jak pięknie! Nie ma sensu!
Zupełnie tak jak my. I właśnie to sie stało. Nie mamy sensu!
-Jak to, nie macie sensu?-blondyn marszczy czoło.
-Nie wiem. To jej słowa.. My, Zayn. My-powtarzam cicho.
-Dlaczego tak mówi?
-Jej sie zapytaj! Nie będę Ci się zwierzać-podnoszę głos. Jednak
jednocześnie mam ochotę go przytulić.
-Dobra, już Ci nie przeszkadzam-mówi, a po chwili słyszę jak drzwi się
zamykają.
Gdyby nasz związek nie miał sensu, to nie umawiałaby się ze mną, nie
przeprowadzałaby sie tutaj.. Po chwili znów słyszę pukanie. To jakieś
przesłuchanie, do cholery? Drzwi lekko się uchylają.
-Mogę?-to Emily.
-Mhmm
Dziewczyna wchodzi do pokoju i zamyka za sobą drzwi.
-Przepraszam.. Tak bardzo przepraszam-prawie szepcze.
-Chodź tu-otwieram swoje ramiona, a ona niepewnie wtula się we mnie.
-W porządku, jeśli zapewnisz mnie, że nie miałaś na myśli tego, co powiedziałaś-nie potrafię się na nią złościć.
-Nie mogę. W pewnym sensie miałam to na myśli.. ale jak się postaramy, to możemy być razem-spogląda na mnie i lekko się uśmiecha.
Zamiast odpowiedzi złączam nasze usta w pocałunku.
-Za parę godzin jest impreza. Nadal chcesz iść?-pytam.
-Nadal-uśmiecha się-mamy jeszcze sporo czasu.. Sukienka! Muszę jechać do hotelu-wybiega z pokoju, a ja nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
-Za chwilę wracam-wpada do pokoju, całuje mnie w policzek i wybiega.

PERSPEKTYWA EMILY

-Na śmierć o niej zapomniałam-śmieje się Alex.
-Ja też-przyznaje i dołączam do niej.
Kiedy dojeżdżamy do hotelu, wysiadamy z auta i wchodzimy do budynku. Po odebraniu sukienki, wracamy do domu.
-O której jest ta impreza?-ściągam buty.
-Jednak idziesz-uśmiecha się-zaczyna się o 19.
-Okej-biorę sukienkę i idę na górę.
-Pójdę się wykąpać-oznajmiam kiedy widzę Zayn'a w korytarzu-jak możesz zanieś to do pokoju-podaję mu reklamówkę i ruszam w kierunku łazienki.
Po długiej i relaksującej kąpieli, owijam się dużym biały ręcznikiem i wychodzę z pomieszczenia.
-Dłużej się nie dało?
-Ile to czasu minęło od naszego ostatniego spotkania, Styles-droczę się, pomimo, że widziałam go około 35 godzin temu.
-Widzieliśmy się wczoraj rano, Emiily. Ładny strój-uśmiecha się ukazując swoje dołeczki.
-Okej, przepraszam, ale chcę przejść
-a gdzie Ci się spieszy?-przybliża się.
-Chcę się przygotować, odsuń się-próbuję go odepchnąć, jednak jest silniejszy-Harry..
-Zayn'a tu nie ma.
-I co z tego?-opieram się o futrynę. Chłopak zmniejsza przestrzeń między nami. Wiem, do czego zmierza i nie pozwolę mu na to.
-Harry, do cholery przestań!-prawie krzyczę, a chłopak sięga ręką do białego ręcznika, który służy mi za ubranie..

~przeczytałeś/aś-skomentuj~
_______________________________________________
Bardzo przepraszam, że rozdział pojawił się dopiero dzisiaj. Kolejny rozdział mam już napisany, bo pisałam go na kartkach. Także mam nadzieję pojawi się szybko, bo zajmie mi to tyle czasu, ile będę go przepisywać. :) Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału :):)

2 komentarze:

  1. Plis popraw te błędy ortograficzne bo inaczej trzeba domyślać się o co chodzi. A tak to bardzo fajny rozdział:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu nie widzę żadnych błędów, ale popatrzę jeszcze :D

      Usuń